wtorek, 31 marca 2015

Mamowe łóżko


    "Mamowe łóżko" stało się w naszej rodzinie pojęciem kultowym. Nie jest to oczywiście zasługa mamy. lecz dzieci, które do tego łóżka przyłażą i traktują jak przynależną im część Wszechświata. "Mamowe łóżko" jest wszędzie tam, gdzie sypia mama - w domu, w pensjonatach, hotelach, agroturystykach, czy na koi podczas jeziornego żeglowania. Może być twarde, niewygodne i ciasne, ale i tak stanowi obiekt nocnego pożądania i wędrówek.
     Ten wpis będzie o moich doświadczeniach, skonfrontowanych z teoriami prezentowanymi w różnych poradnikach, kierowanych głównie do rodziców - nówek. I o znaczeniu przytulania, nie tylko dla najmłodszych.:)

niedziela, 29 marca 2015

Z wizytą u smardzówek

Krzyś i smardzówka
    Nasze weekendowe plany zostały pokrzyżowane przez niemoc okrutną, która w piątkową noc mnie zmogła i uniemożliwiła zaplanowany sobotni wyjazd "na krokusy" i wiosenne górskie grzybki. Jedynym pocieszeniem była kiepska sobotnia pogoda, która nie pozwoliłaby się krokusom w pełni rozwinąć. Kiedy dzisiaj zaświeciło poranne słoneczko, stwierdziłam, że NIE MOGĘ takiego dnia spędzić w łóżku i po wzmocnieniu organizmu środkami farmakologicznymi (zapisanymi przez medyka; żeby nie było, że coś nielegalnego stosuję), zabrałam dwunożną menażerię na pobliski spacer, aby sprawdzić jak się miewają nasze smardzówki.

piątek, 27 marca 2015

Pierwszy wykład Michałka

tęcza w Nidzie Pod dębem
    Na Mazury jeździmy co roku poza ścisłym sezonem, kiedy ilość turystów sprawia, że najspokojniejsze miejsca stają się gwarne o każdej porze doby. Pawełek, odkąd go znam, od wiosny zaczyna snuć plany mazurskie, bo musi się wybujać. Kiedy na świecie pojawiły się nasze ssskarby, musiał zmienić pływanie sportowe (mała, szybka łódka i żeglowanie od świtu do nocy) na rodzinne melepecenie. Twierdzi co prawda, że to też ma swój urok, ale widzę, że ma pewien niedosyt.

czwartek, 26 marca 2015

Stylizacja podwórkowa

    Ubiegłoroczne lato było deszczowe i błota o właściwej konsystencji nie brakowało w bliższej i dalszej okolicy. Dzieci korzystały z tych dobrodziejstw natury bez ograniczeń i wymyślały kolejne zabawy z błotnistą mazią w roli głównej. Oj, tęskno nam już za letnimi szaleństwami, które chłopaki wspominają ostatnio coraz częściej. Dzisiaj garsteczka zatrzymanych w kadrze chwil w krótkiej historyjce obrazkowej z podsumowaniem (nie mylić z morałem).

niedziela, 22 marca 2015

Pierwsze wiosenne foto-grzybobranie

Smardzówka czeska Ptychoverpa bohemica
    Poranek mglisty zmienił się w nieco rzęsisty, a później nawet zrzucił trochę śniegowych płatków. Ale, jak ja to zawsze mówię - na grzyby i konie pogoda może być tylko dobra lub bardzo dobra. Dzisiaj była tylko dobra. Nie zniechęciło nas to jednak do realizacji planu. Trochę plany pokrzyżowało nam jedynie kiepskie samopoczucie Krzysia, który wczoraj, po ciężkich bojach stajennych,  stracił nieco animuszu i smarkająco - pokaszlujący oddał się z tatą zajęciom alternatywnym. My z Michałkiem, moim bratem oraz jego córką ruszyliśmy na znane nam smardzówkowe miejsce.

Wiosenne fantazje

kucyk szetlandzki, folblut Ramzes
    Przyszła do nas Pani Wiosna, powitała porannymi promykami słońca, radosnym śpiewem ptasząt i obietnicą pięknego dnia swego pierwszego. Nie wypadało jej właściwie powitać. Po szybkim śniadaniu i obowiązkowej porannej zabawie (czytaj zrobieniu porządku inaczej), pojechaliśmy do stajni. Oczywiście, jak zwykle, tłum chętnych rwących się do czyszczenia koni, sprawił, że sama, jak zawsze, pucowałam kolejno wszystkie stwory-potwory, opanierowane zaschniętym błockiem i liniejące na potęgę. Każda robota kiedyś się musi skończyć, więc i moja zwieńczona została sukcesem - konie doprowadzone do stanu używalności, sprzęt przygotowany. Wreszcie chłopcy mogli zacząć odrabiać swoją pańszczyznę, czyli dosiąść rumaków bojowych i ruszyć na powitanie wiosny.

piątek, 20 marca 2015

Noc w przedszkolu

Przedszkole Fair play
   Z październikowego zebrania w przedszkolu Pawełek przyniósł dobrą nowinę - w czerwcu zerówkowicze będą mieli zorganizowany wyjazd na trzydniowe zielone przedszkole. Pierwsza myśl jaka powstała w mojej głowie: "Rewelacja! trzy noce bez Michałka, który notorycznie sypia w mamowym łóżku, rozpycha się, kopie i konsekwentnie tworzy separator między mamą i tatą." Moja radość prysła w momencie, kiedy mój Michałek dowiedział się, że ma jechać SAM na trzy dni i trzy noce. Te dni to nic strasznego, ale noce wywołały protest.
- Ty chyba oszalałaś mamusiu!!! Przecież wiesz doskonale, że ja się muszę w nocy przytulać do czegoś żywego. A najbardziej przytulaśna na świecie jesteś ty.
Małe łapki oplotły moją szyję i stało się jasne, że moje dziecko z możliwości wyjazdu nie skorzysta. Ale to nie koniec tej historii.

środa, 18 marca 2015

Koń, jaki jest...

...każdy widzi.
klacz małopolska Latona
    Ale tak naprawdę samo "widzenie" jest tylko wstępem - żeby widzieć naprawdę, trzeba poczuć, a następnie posiąść wiedzę. Dopiero wtedy widzenie zacznie nabierać konkretnych kształtów i stanie się kluczem otwierającym drzwi do świata tych niezwykłych stworzeń. Konie posiadają magię, która owładnęła mną nie wiem kiedy. Do koni ciągnęło mnie od zawsze. Taka się chyba urodziłam, po prostu. Kiedy zaczęłam się zastanawiać, o czym chcę napisać, doszłam do wniosku, że mogłabym snuć opowieść godzinami i muszę wybrać to, co dla mnie najważniejsze.

poniedziałek, 16 marca 2015

Mam 6 lat

 
    Stało się - Michałek ma już calutkie sześć lat. Dla dorosłego człowieka to raptem cząsteczka całości, dla niego - całe życie.
    Michaś, z sześcioletnią powagą, rozdał koleżankom i kolegom zaproszenia na swoją "urodzinę" (tak do niedawna moi chłopcy nazywali urodzinowe imprezy), a następnie ugościł wszystkich na matach, gdzie trenowali judo i przed komputerami, aby i umysł był ćwiczony w trakcie budowania prostych robotów.
    Centralnym punktem programu był oczywiście tort, na którym najważniejsze miejsce zajęła kolejka linowa - jedna z ostatnich fascynacji mojego syna (alternatywą była winda, ale stwierdziłam, że kolejka linowa będzie się zdecydowanie lepiej komponowała na torcie). Mina pani przyjmującej zamówienie - bezcenna.

niedziela, 15 marca 2015

Jak zostałam Matką Polką


    Dzieci zmieniają spojrzenie na świat, powodują przestawienie życiowych priorytetów, są najważniejsze najukochańsze, cudowne, wspaniałe.... Ble, ble ble... Takimi bzdetami przez długie lata raczyły mnie moje koleżanki, które zostały mamami i fakt ten stał się przełomowym momentem w ich życiu. Patrzyłam z wytrzeszczem gałek ocznych jak się cackają z tymi małymi stworkami walącymi w pieluchy i drącymi się przy każdej okazji, niezależnie od tego, czy miały ku temu jakiś powód, czy też nie. Nigdy nie czułam potrzeby przytulenia takiego stworka czy też "gugania", którego celem byłoby wywołanie uśmiechu na bezzębnej paździapie. Twierdziłam, że nie chcę, nie będę chcieć i nie będę mieć nigdy żadnego dziecka.
   To była przeszłość, zamierzchła przeszłość, która odeszła w zapomnienie wraz z beztroskimi chwilami, w których myślało się głównie o sobie i swoich przyjemnościach rozlicznych. Wszystko się zmieniło, kiedy na mojej drodze stanął właściwy kandydat na ojca moich przyszłych dzieci.

piątek, 13 marca 2015

O nas

   Dłuuuugo dojrzewałam do ostatecznej decyzji o rozpoczęciu pisania. I stało się - zaczynam. Początki bywają trudne, ale trzeba przez nie przebrnąć, żeby później było łatwiej. Czy będzie okaże się "w praniu".
    A oto oni - moi bohaterowie, których przeróżne codzienne, ale jakże niezwykłe, perypetie staną się cegiełkami, z których zbudowana będzie ta stronka.

Czytaj więcej