czwartek, 30 kwietnia 2015

Wyprawa do "ciepłych krajów"

Grzyby, Orawa, smardzowanie
     Poranek ostatniego dnia kwietnia okazał się mroźny - trawę przed domem pokrywała gruba warstwa szronu, a termometr zjechał do czterech kresek poniżej zera. W domu też ciepło nie było, więc zapadła decyzja, że wybierzemy się dzisiaj do cieplejszego klimatu. Odpaliliśmy Doblowoza, który posłusznie zawiózł nas w głąb Słowacji, na południe.

środa, 29 kwietnia 2015

Kwietniowa jeszcze majówka

Grzyby, Orawa, smardz stożkowaty, Morchella conica
      Ciocia Iza zalogowała się u nas wczoraj w Krakowie. Po wysłuchaniu tysiąca teorii Michałkowych mogła się trochę drzemnąć przed dzisiejszą eskapadą.
       Po śniadaniu wyruszyliśmy na naszą przedłużoną o dwa kwietniowe dni majówkę.

wtorek, 28 kwietnia 2015

Sezon bacówkowy rozpoczęty!

Orawa, bacówka, oscypek, bundz
    Na świeże oscypki i bundz czekaliśmy całą długa zimę, więc przed niedzielnym wyjazdem zasięgnęliśmy języka, żeby dowiedzieć się, czy "nasza" bacówka rozpoczęła działalność. Odpowiedź była twierdząca, zatem wizyta w tym kultowym dla nas miejscu, została ujęta w programie wycieczki. Tuż po strumykowych szaleństwach udaliśmy się na zasłużoną serkową ucztę.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Nad strumykiem

      Kiedy Pawełek zorientował się, że nie napełni koszyka smardzykami, które miały być, ale niestety nie stawiły się w wyznaczonym czasie i miejscu, ogłosił bunt menażeryjny i oświadczył, że dalej nie idzie. Ten plan przypadł do gustu Michałkowi i Krzychowi, dla których taplanie się w lodowatej wodzie górskiego potoku stanowi nie lada atrakcję. Męska ekipa pozostała na kamienistej plaży, a my z Anią mogłyśmy pognać dalej bez opóźniaczy.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Rekonesans przed majówką

Grzyby, Orawa, smardz stożkowaty, Morchella conica
    Punkt ósma zameldowała się u nas Ania. Zapakowaliśmy się szybko do Doblowoza i wyruszyliśmy na smardzowy rekonesans. W czasie jazdy niezapomniane atrakcje zapewniali nam Michałek i Krzyś, którzy mieli cały czas coś do powiedzenia, a kiedy zabrakło poważnych tematów, Michałek nucił melodię z "Titanica". Udało nam się nie zatonąć po drodze, a nawet ominąć wszystkie przydrożne rowy i dotrzeć szczęśliwie do pierwszej miejscówki.

sobota, 25 kwietnia 2015

Sobotnie koniowanio - grillowanie

    Dzisiaj spotkało mnie miłe zaskoczenie - Krzyś, zaraz po przyjeździe do stajni, wyraził chęć czyszczenia konia, co zdarzyło się po raz pierwszy. Chciał też jak najszybciej zacząć jazdę i to nie na terenowym spacerze, tylko na ujeżdżalni! Byłam w lekkim szoku.

piątek, 24 kwietnia 2015

"A kaciach"

Kaczka, smardze
    Ta historyjka przypomniała mi się podczas przyrządzania dla Pawełka ostatniego kawałka ubiegłorocznej lipnickiej kaczki z ostatnimi ubiegłorocznymi smardzami (najwyższa pora na pozyskanie smardzowej swieżyzny...). Właściwie to mam w zanadrzu dwie powiastki z kaczkami w tle.

czwartek, 23 kwietnia 2015

Nie podchodź

koń, konie, jazda konna, wypadek, wypadek z koniem, kopnięcie
     Zacznijmy od rozgrzewki - koń może się z Tobą przywitać podając przednią łapę. Wyciąga ją do przodu, ale w bok już nie potrafi, więc obawy, że zostaniesz kopnięty strzałem przednim bocznym są nieuzasadnione. Brak obojczyka uniemożliwia koniowi wykonywanie przednimi nogami ruchów w prawo i lewo. Tyle ciekawostek tytułem rozgrzewki; możemy przejść do tematu zasadniczego, czyli, kiedy do konia lepiej nie podchodzić (jeżeli oczywiście nie jest to Wasz znajomy czworonóg), bo można oberwać. Zapowiadałam podjęcie tego tematu w poście "Chcesz się ze mną zaprzyjaźnić" i niniejszym czynię swą powinność.

środa, 22 kwietnia 2015

Nie myśl sobie mamo!

   
    Tydzień przed wiosennymi świętami, Krzyś przez weekend uskarżał się na ból ucha, ale nie mógł się zdecydować, które ucho go boli. W poniedziałek dojrzał do podjęcia ostatecznej decyzji i ze zbolałą miną orzekł, że powodem cierpienia jest ucho prawe. Na takie dictum matka umówiła się na wizytę do lekarza. Michałka odstawił do zerówki tata, a my z cierpiącym Krzychem poszliśmy do przychodni. Wizyta u lekarki podziałała na tyle leczniczo, że skargi na bolesność ucha ustały natychmiast po opuszczeniu gabinetu. W perspektywie mieliśmy jednak trzy dni obserwacji postępów/zatrzymania infekcji. Miał zaordynowane kropelki do ucha (zimne jak lód) i drugie kropelki do buzi (smakujące jak śmierdziel). W domu tylko Krzyś i mama. Moje dziecko było zachwycone; ja nieco mniej.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Wielka niesprawiedliwość

niesprawiedliwość, kara
    Wielka niesprawiedliwość spotkała Michałka tydzień temu. Chyba po raz pierwszy w życiu poczuł się skrzywdzony. Na dodatek przez osobę, którą bardzo lubi. Ponieważ cała sytuacja została wyjaśniona, byłam przekonana, że mój synuś puścił całe zajście w niepamięć. Jak się jednak okazało dziś rano, zadra w zranionym serduszku pozostała. Ale zacznijmy od początku...

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

W Ogrodzie Botanicznym - część II

Ogród Botaniczny, Kraków
    Kiedy na polu (albo na dworze, jak kto woli) świeci słoneczko i temperatura jest przyjazna dla ciepłolubnych stworzeń, w szklarniach panuje tropikalny upał, który w połączeniu z wilgocią potrafi tamować dech w piersiach. Wczoraj zewnętrzna temperatura była na tyle niska, że pod palmami dało się żyć, a nawet powiem więcej - było tam nader miło i przyjemnie.

niedziela, 19 kwietnia 2015

W Ogrodzie Botanicznym - część I

Ogród Botaniczny Kraków
    W środę postawiłam Pawełka przed trudnym wyborem niedzielnych planów. Musiał zdecydować czy woli oglądać miłki wiosenne w rezerwacie Skorocice, czy też pospacerować po Ogrodzie Botanicznym w Krakowie. Podumał chwilę i doszedł do wniosku, ze najwyższa pora odbyć doroczny wiosenny spacer po znanym nam terenie. Wyjazd do Skorocic został odłożony na bliżej nieokreśloną przyszłość, a dzisiaj, po podróży tramwajem, wkroczyliśmy do kolorowego świata wiosennego kwiecia. Zapraszam Was na wirtualną wycieczkę w naszym towarzystwie.

sobota, 18 kwietnia 2015

Na dwóch/czterch kółkach

     Jakoś w tym roku moja młodsza część menażerii nie może się w pełni rozkręcić rowerowo - po dwóch ciepłych dniach przychodzi kolejne, tygodniowe ochłodzenie, a wtedy moje delikatne stworzonka cierpią okrutnie z powodu zimna i mocnego wiatru. Objadą co najwyżej dookoła bloku i już marudzą, że im łapki przymarzły do kierownic. Nie mogę się już doczekać, kiedy pogoda przestanie nam czynić wbrew i wykorzystuję każdą przychylniejsza naszym planom chwilę.

piątek, 17 kwietnia 2015

Zabawy gliną

glina, ceramika
     Pierwsze zetknięcie z gliną Michaś i Krzyś zaliczyli na zajęciach z ceramiki w poprzednim roku szkolno - przedszkolnym. Byli zachwyceni zajęciami i nie mogli przeboleć, że w czasie wakacji glinianych zabaw nie będzie. Przed wyjazdem zakupiłam sporo plasteliny, która jednak jest materiałem mniej doskonałym. Wykorzystali ją bardzo szybko i w natłoku mnóstwa innych atrakcji zapomnieli o glinie. Ale tylko do czasu, kiedy podczas Święta Borówki w Zubrzycy, mieli możliwość, pod okiem specjalisty, ulepienia z gliny własnych naczyń na prawdziwym kole garncarskim.

czwartek, 16 kwietnia 2015

Wybieramy szkołę dla sześciolatka

    Zaczniemy jak w bajce: dawno, dawno temu, kiedy ja miałam rozpocząć edukację w podstawówce, wszystko było jasne, proste i oczywiste. Wiadomo było, że pójdę do szkoły rejonowej, tak samo jak wszyscy koledzy i koleżanki z podwórka. Razem chodziliśmy do szkoły i z powrotem, przeżywając po drodze mnóstwo przygód. Konflikty rówieśnicze rozwiązywaliśmy sami, co niejednokrotnie kończyło się paroma siniakami czy jakimś guzem. I nikt nie uważał nas za agresywne dzieci. Nauczyciel cieszył się poważaniem i żadnemu uczniowi nie przyszło do głowy, żeby z nim dyskutować. Nie było dyslektyków ani żadnych innych "dys-cośtam", tylko osły, tumany, którym się nie chciało uczyć. Nikogo nie dziwiło, że pierwszaki same wędrują po osiedlu, często z kluczami do mieszkań dyndającymi na szyi. Tylko nieliczne dzieci spędzały czas przed lekcjami i po nich w świetlicy, bo byliśmy bardziej samodzielni, a rodzice mieli dla nas więcej czasu niż obecnie. I udało nam się jakoś przeżyć, a nawet czegoś nauczyć.:) I tu się bajka o prehistorii kończy - w tym roku my stanęliśmy przed koniecznością wyboru szkoły dla Michałka. I okazało się, że nic nie jest tak proste i oczywiste, jak ....dziesiąt lat temu.

Zepsuta kołderka

   Środek nocy. Przez grube warstwy głębokiego snu dociera do mojej rozespanej świadomości rozpaczliwe wołanie: "Ma - mo! Ma - mo!" Mamrotam uspokojajającym tonem, że już idę. Podchodzę do Krzysiowego łóżeczka, patrzę - po buzi spływają potoki łez i moje dziecko dramatycznym głosem, przerywanym chlipnięciami, wyjaśnia: "Kordła mi się zepsuła".

wtorek, 14 kwietnia 2015

Chcesz się ze mną zaprzyjaźnić?

     W świadomości społecznej funkcjonują głęboko zakorzenione stereotypy, które stawiają konie w nie najlepszym świetle. Bardzo wiele osób uważa, że koń "gryzie i kopie", a poza tym "to duże i niebezpieczne zwierzę". Pora najwyższa, by te prawie ogólnie przyjęte normy zmienić - koń to naprawdę duże zwierzę, które MOŻE być niebezpieczne, a w określonych okolicznościach MOŻE kopnąć lub ugryźć. Jeżeli osoba, nie obeznana z końmi i ich zwyczajami, chce podejść do jakiegoś przedstawiciela tej nacji, który akurat znalazł się na jej drodze, może to zrobić WYŁĄCZNIE za zgodą właściciela/osoby zajmującej się koniem w danym momencie. O tym jak nawiązywać kontakty międzykońskie i międzyludzkie, opowiedzą bohaterowie dzisiejszej powiastki.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Smardzówkowe ostatki

smardzówka czeska Ptychoverpa bohemica.
     "Z roboty" wracałam na rowerku i po drodze pojechałam zobaczyć jak się miewają moje smardzóweczki. Niezależnie od kierunku jazdy, porywisty wiatr nieustannie wiał mi prosto w paździapę. Niemałym wysiłkiem pokonywałam te przeciwności i powietrzne opory, aby dotrzeć na miejsce. Spodziewałam się, że smardzówki będą w kiepskim stanie, bo bezdeszczowa aura nie sprzyja wzrostowi tych grzybków. Jak się okazało, nie myliłam się, ale było i kilka niespodzianek.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Wiosenne grzyby Orawy

czarka  Sarcoscypha
    Wreszcie udało nam się zrealizować plan sprzed trzech tygodni i pojechać na krokusy i wiosenne grzybki. Ostatnie zimne dni sprawiły, że krokusiki i niektóre wczesnowiosenne grzybki doczekały się na nas, a na pozostałe wiosenne fungi to niestety musimy poczekać my. Ale o wszystkim po kolei...

sobota, 11 kwietnia 2015

Żabia sobota

    Kiedy zajechaliśmy przed stajnię, pierwszymi stworzeniami, jakie nas zaatakowały, były żaby. Nawet wiecznie głodne koty dały im się ubiec w witaniu nowo przybyłych. Jasna sprawa - pierwszy, naprawdę ciepły, wiosenny dzień, zmobilizował żabki do dorocznego, masowego marszu w kierunku pobliskich stawów. Trasa ich wędrówki przebiega przez teren stajni wraz z przyległościami, więc co roku mamy okazję uczestniczyć w żabiej marszrucie. Młodsza menażeria była zachwycona płazim towarzystwem.:)

czwartek, 9 kwietnia 2015

Na polu bitwy - Rękawka 2015 - część II

Kopiec Krakusa, Rękawka
   Po prezentacji drużyn, oglądanej z co najmniej kiepskiego punktu widokowego, ruszyliśmy w kierunku bitewnego pola. Teraz znaleźliśmy się na przedzie tłumu i udało nam się zalogować w dobrym miejscu. Teren walk został odgrodzony od obserwatorów liną wyprodukowaną fabrycznie. Powroźnicza maszyna nie podołała takiemu wyzwaniu, co stwierdził Michałek, który bardziej był zainteresowany "konstrukcją" liny i supłami na niej poczynionymi, niż rozgrywającym się po drugiej stronie widowiskiem.

środa, 8 kwietnia 2015

W obozowisku wojów - Rękawka 2015 - część I

Rękawka, Kopiec Krakusa
    W poświąteczny wtorek zrobiliśmy sobie przedłużenie wolnego (takie jednodniowe wagary), żeby wziąć udział w tradycyjnej Rękawce. Jak zaplanowaliśmy, tak uczyniliśmy i obozowisko wojów naszą obecnością zaszczyciliśmy. A teraz tych, których z nami nie było, do spaceru po okolicy zapraszamy i do przeczytania relacji zachęcamy.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Śmigusowanie w Dolinie Będkowskiej

Dolina Będkowska, dolinki podkrakowskie
    Rano menażeria próbowała się nieco buntować, twierdząc, że już było dość spacerów, pogoda nie taka itd., itp. Musiałam użyć konkretnych argumentów, żeby wygnać całe towarzystwo w teren. Temperatura uniemożliwiała tradycyjne śmigusowanie, więc sprzęt polewający został w domu. Za to Pawełek wziął sobie dżipsa, żeby udokumentować odległość mojego znęcania się nad biednymi stworzeniami mającymi obolałe odnóża. Młodsza menażeria zaczęła się ochoczo zbierać, kiedy została poinformowana, że zobaczy na dzisiejszej wyprawie Dupę Słonia. No cóż, podstawa, to właściwa motywacja.:)

niedziela, 5 kwietnia 2015

Smardzówki rosną

smardzówka czeska Ptychoverpa bohemica
     Kwiecień tak nam poprzeplatał, że zamiast jechać w góry, podziwiać krokusowe polany, szukać pierwszych smardzów, zostaliśmy w Krakowie. Ciemne chmury chwilami odsłaniały słoneczko, by za moment sypnąć wielkimi płatami śniegu. W takich warunkach pogodowych ruszyliśmy po śniadaniu na obowiązkowy spacer. Dołączyli do nas Marcin z Natalką.

sobota, 4 kwietnia 2015

Na Krakowskim Rynku

krakowski rynek, kiermasz świąteczny
    W sobotę, po przedpołudniu spędzonym z końmi, ruszyliśmy porą poobiednią do centrum. Dla dzieci jest to każdorazowo atrakcja, gdyż w Rynku bywamy niezbyt często. A dzisiaj były jeszcze kolorowe kramy wabiące wzrok różnobarwnymi towarami, które wielu oglądało, ale tylko nieliczni nabywali. Na miejscu dołączyli do nas wujek Marcin i Natalka. Zanim jednak wkroczyliśmy na teren wielkanocnego jarmarku, Michałek musiał stoczyć walkę na śmierć i życie.

piątek, 3 kwietnia 2015

Wielkie malowanie jaj

      Pisanki, kraszanki i drapanki - od poniedziałku Michałek nauczał nas jakie są rodzaje malowanych jaj. I oczywiście nie mógł się doczekać, kiedy wiedze zdobytą w zerówce wykorzysta w praktyce. Wreszcie nadszedł TEN DZIEŃ. Prosto z przedszkola pojechaliśmy do wujka Marcina, który przygotował tegoroczne wielkie malowanie jaj.

czwartek, 2 kwietnia 2015

Panierka doskonała, czyli...

...dlaczego konie uwielbiają się tarzać.
    Po ostatnich deszczo - śniegach na padokach odnowiło się błotko doskonałe. Cóż za radość dla czworonożnej menażerii - znowu można nałożyć cudowną maseczkę błotną na pięknie wyczyszczone futerko! Jadąc do stajni, wiedziałam, że moje konie będą bardziej podobne do dzików ryjących w bagnie niż do rumaków znanych z fotek i obrazów. Nie pomyliłam się...

środa, 1 kwietnia 2015

Smardzowych wspomnień czar

 smardz stożkowy. Morchella conica
    Od wczoraj spoglądam na załamanie pogodowe i załamuję się dokładnie tak samo jak ona. Nadzieja na słoneczko i ciepełko odfrunęła z porywistym wichrem i nie wiadomo kiedy wróci. Prognozy nie są zbyt optymistyczne. Nie ma co liczyć na szybkie pojawienie się smardzów, bo przy takiej pogodzie nie będzie im się chciało wystawić główek spod ziemi, zwłaszcza, że na Orawie porządnie sypnęło dzisiaj śniegiem. Póki nie ma nówek, można tylko powspominać. Zdjęcia wykorzystane w tym poście zostały zrobione 13 i 20 kwietnia 2014 roku. To był bardzo dobry rok na smardzowate.:)