sobota, 30 maja 2015

Pierwsze mazurskie grzybobranie

Mazury, Nida, Pod Dębem, grzyby majowe, MAŚLAK ZIARNISTY Suillus granulatus
       Wczoraj dojechaliśmy do Nidy i po zalogowaniu się na łódce poszliśmy z Michałkiem i Krzychem na poziomki, a przy okazji rozejrzeć się za czymś, co ma trzon i kapelutek.  Nie bardzo liczyłam na jakieś szczególne znaleziska, bo w lesie jest sucho, a poza tym w mazurskich lasach wiosną raczej powalających ilości grzybów nie ma. 

    O występowaniu i moich spotkaniach z grzybami na Mazurach wspominałam w poście dotyczącym minionych wyjazdów na żagle.

   Tym razem las mnie zaskoczył swoimi darami, które co prawda były już zasiedlone i do gara się nie nadawały, ale samo ich spotkanie tej wiosny było miłym zaskoczeniem.

Logowanie na Mazurach

Mazury, Nida, Pod Dębem, żeglarstwo, żeglowanie, jacht
     Pobudka (moja pobudka) - 3.30 - ostatnie pakowanie, kanapki na drogę, kawa dla Pawełka, wyciągnięcie Pawełka z łóżka, ubranie Michałka i Krzycha "na spaniu", zasłanie łóżek i można wołać windę i jechać do garażu. Pakuję menażerię na właściwe miejsca w Doblowozie i ruszamy, piętnascie minut przed planowanym czasem - 4.45. Krzychu korzysta z wygodności fotelika i po chwili pochrapuje, Michas, skutecznie rozbudzony, tokuje po swojemu, a Pawełek marudzi - za szybko, za wolno, nie tak, inaczej byłoby lepiej... I ja za sterami, gotująca chwilami od pytań Michałka i zrzędzenia Pawełka.... Całe szczęście, że Pawełek nie wymyślił żadnej alternatywnej trasy dzięki której jechalibyśmy da razy dłużej i na miejscu zameldowaliśmy się w południe.

piątek, 29 maja 2015

Konie i dzieci, dzieci i konie....

koń, konie, jazda konna, niemowlę, małe dziecko
       Chyba mi już młodsza menażeria za bardzo urosła, bo złapałam się na tym, że coraz częściej sięgam do zdjęć, na których są małe słodziaki, które jeszcze nic nie mówiły i były całkowicie ode mnie uzależnione. Wracając do wspomnień wpadłam na fotki z pierwszej Michałkowej wizyty w stajni. Mam wrażenie, jakby to było wczoraj, a przecież to już tyle lat... Dzisiaj zapraszam na wycieczkę do przeszłości.

czwartek, 28 maja 2015

Masz świadomość...

    Michałek jest stworzeniem niezwykle elokwentnym. Wie o tym każdy, kto miał okazję poznać mojego syna osobiście - miliony słów, tysiące opowieści, setki pytań, planów, projektów.... Buzia mu się nie zamyka przez cały dzień, a czasem nawet w nocy.:) Ja stykam się z Michałkowym słowotokiem codziennie, ale i tak niektóre jego teksty mnie zadziwiają czy wręcz wprawiają w zdumienie. Niektóre z nich warte są uwiecznienia...

środa, 27 maja 2015

Natura nie lubi pustki

koń, konie, kucyk, kuc szetlandzki, jazda konna, pensjonat dla koni, Kraków
      Od ubiegłego wtorku boks Mandi świecił pustką. Kiedy podjeżdżało się do stajni, żaden kucor nie pałętał się po okolicy... Wszystkim przyjeżdżającym do swoich koni brakowało Mendy, która od ponad roku wrosła w stajenny krajobraz i po prostu była. W sobotę, z rozpędu, wyniosłam jej siodło i ogłowie, aby zabrać ją na spacer...  Trzeba było coś zaradzić. Po konsultacjach z Ulą, właścicielką stajni, w której mieszkają nasze konie i kilku telefonach do znajomej właścicielki stada kucyków, uzgodniłyśmy, ze puste miejsce zajmie Felicja.

wtorek, 26 maja 2015

Majowe grzyby z naszego podwórka

Majowe grzyby, podwórko, Ruczaj, majówka wiosenna,gęśnica wiosenna, Calocybe gambosa
       Grzyby tak się ostatnio rozszalały, że wcale nie trzeba iść do lasu, żeby znaleźć niezły przegląd gatunkowy. Wystarczy się przespacerować w pobliżu miejsca zamieszkania, żeby odkryć stanowiska wiosennych grzybków. Kiedy idziemy do zerówki i przedszkola oraz w czasie powrotów do domu wypatrujemy przejawów grzybowego życia wśród trawy i na pieńkach pozostałych po wyciętych drzewach. Szczególnie Krzyś, który do ziemi ma najbliżej, chodzi z wzrokiem spuszczonym w dół i szuka czegokolwiek. Najchętniej znajdowałby co prawda pieniążki, ale i grzyby wypatrzone na trawnikach, sprawiają mu sporo radości.

poniedziałek, 25 maja 2015

Będziemy tam wkrótce

Mazury, żeglowanie, jacht, łódka, Pod Dębem, jezioro
      Co rok, od lutego Pawełka zaczyna dopadać tęsknota za żaglami, jeziorami, Mazurami. I zaczyna się przeglądanie zdjęć, filmów z poprzednich eskapad i planowanie kolejnego wyjazdu. W tym roku do Pawełkowych tęsknot dołączyli Michałek i Krzyś, którym bardziej od pływania marzy się zabawa na plażach, na których można korzystać bez ograniczeń z piasku i wody. Ponieważ i tak zostałam zmuszona do wygrzebania starych fotek, żeby menażeria mogła napawać się wspomnieniami, zrobiłam sobie krótki przegląd mojego mazurowania - najpierw z Pawełkiem, a później już z całą ekipą. Zapraszam Was dzisiaj do krótkiej historycznej wycieczki po ukochanych miejscach Pawełka, który dzieli się z nami tym, co jego sercu tak bliskie.

niedziela, 24 maja 2015

Borowiki w deszczowym lesie

Las Bronaczowa, borowik ceglastopory, Boletus luridiformis
    Niedziela - jak zwykle deszcz bębniący o szyby i Michałek z Krzychem gotowi do działania co najmniej godzinę wcześniej niż w dni roboczo - przedszkolne. (Mają już chyba zakodowane, że w sobotę i niedzielę trzeba wstać najpóźniej o szóstej.:)) Dzisiaj menażeria się podzieliła - Michałek z tatą pojechali na imprezę urodzinową zerówkowego kolegi Michasia, a ja z Krzychem - do deszczowego lasu na poszukiwania borowików.

sobota, 23 maja 2015

Hodowla ślimaków

ślimak winniczek, hodowla
      Wreszcie mieliśmy wystarczająco mokrą sobotę, aby młodsza menażeria mogła zrealizować swój niegdysiejszy plan i założyć konkretną hodowlę ślimaków. Dwa tygodnie wcześniej, kiedy dzieci nastawiły się, na zakładanie ślimaczej fermy, mięczaki pochowały się skutecznie przed słonecznymi promieniami. Dzisiaj było ich pod dostatkiem na każdym kroku. Wręcz trzeba było uważać, żeby ich nie zmiażdżyć podczas spaceru.

piątek, 22 maja 2015

Bywało tak w maju

Las Bronaczowa, majowe grzyby, borowik ceglastopory, Boletus luridiformis
       Od kilku lat na pierwsze wiosenne poćki, czyli borowiki ceglastopore, jeździmy do podkrakowskiego Lasu Bronaczowa. Znamy tam kilka nasłonecznionych miejsc, w których grzybki trafiają się już w maju. W tym roku raz już penetrowaliśmy nasze miejscówki, ale jeszcze było za wcześnie na upragnione grzybeczki. 
      Sprawdzałam wśród archiwalnych zdjęć, kiedy majowe zbiory były najobfitsze i padło na maj 2013 roku. Zapraszam na krótki spacer po majowym lesie.:) 

czwartek, 21 maja 2015

Odeszła dzisiaj

      Mandi, Mendą zwana, przywieźliśmy do "naszej" stajni w połowie lutego 2014 roku. Trafiła do nas, bo już, ze względu na podeszły wiek, nie radziła sobie w stadzie żyjącym na pastwisku przez cały rok. U nas dostała ciepły boks i spokojną emeryturę. Szybko stała się stajenną maskotka, którą wszyscy dopieszczali.

środa, 20 maja 2015

Przedszkole, konie i deszcz

Przedszkole, impreza, koń, konie, jazda konna
      Zawsze mówię, że na konie i grzyby pogoda może być tylko dobra lub bardzo dobra. Żaden deszcz, śnieg czy wiatr nie jest w stanie powstrzymać mnie przed chociażby krótkim przegonieniem menażerii po polu (lub dworze, jak kto woli). Tym razem jednak deszcz dał nam nieźle popalić...

wtorek, 19 maja 2015

Na luziku

koń, konie, jazda konna
         Przez kilka ostatnich dni dopadała mnie seria losowo-życiowych niedogodności, z których każda z osobna pewnie by mnie specjalnie nie dotknęła, ale cała seria sprawiła, że potrzebowałam trochę odreagować z dala od brutalnej rzeczywistości. Stwierdziłam, że dzisiaj z pewnością nie zrobię nic konstruktywnego, bo na pewno coś pójdzie inaczej niżbym chciała i po wyekspediowaniu dwunożnej menażerii do pracy, zerówki i przedszkola, pojechałam tam gdzie zielono i spokojnie.

poniedziałek, 18 maja 2015

To kto mnie jeszcze nie zna?

       Od tamtego popołudnia minęło już półtora roku, ale doskonale pamiętam wszystkie słowa, jakie wtedy padły oraz ich długofalowe skutki. Był słoneczny, jesienny dzień. Poszłam po chłopców do przedszkola i kiedy wracaliśmy spacerkiem w stronę domu, Michałek zapytał: "Mamo, to kto na świecie mnie jeszcze nie zna?" Każdy, kto miał dziecko w wieku przedszkolnym, wie, że odpowiedź powinna być trafna i natychmiastowa. Niewiele myśląc, powiedziałam nieopatrznie, że Michałka nie znają ci ludzie, którym się jeszcze nie przedstawił. Nie zdążyłam już zapytać dlaczego chce, żeby go wszyscy znali, bo się zaczęło...

niedziela, 17 maja 2015

Orawskie smardzobranie

Smardz stożkowaty, Morchella conica, smardzowanie, Orawa, Słowacja
      Niedziela, tradycyjnie już, przywitała nas szaro-burym niebem, z którego sączyły się drobne deszczynki. Nie spodziewaliśmy się ładniejszego poranka, więc, zgodnie z planem, zebraliśmy się szybko i wyruszyliśmy 
na Słowację, na nasze ostatnie tegoroczne smardzobranie. Wesoły Doblowóz pomykał spokojnie po pustych jeszcze drogach, menażeria pożerała przygotowane wcześniej kanapki i szykowała się do smardzo-koszenia. Szczególnie Pawełek nastawił się na gigantyczny pozysk.

sobota, 16 maja 2015

Wśród łąk i pól

łąka, wiosenne kwiaty, koń, konie, jazda konna
     Z całej mojej menażerii tylko Latona została na padoku, a resztę pogoniłam na majowy spacer po okolicznych łąkach i polach. Pawełek wziął pod opiekę Ramzesa, Krzychu dosiadł Mendę, a ja z Michałkiem poszliśmy na własnych odnóżach. Początkowo szło się całkiem dobrze po przedeptanej ścieżce, al później zaczęła się trudniejsza przeprawa.

piątek, 15 maja 2015

Omijajcie In Post szerokim łukiem!

    Miałam napisać dzisiaj coś zabawnego, przedweekendowego, ale nawiedziłam rano punkt In Posta i objawił mi się nowy temat. Zaczęło się wczoraj od znalezienia w skrzynce pocztowej, wśród kilkunastu reklam, awiza z informacją, że nie było mnie w domu, kiedy ktoś usiłował dostarczyć mi przesyłkę poleconą z sądu. Awizo było wystawione nie przez dobrze znanego listonosza z Poczty Polskiej, tylko przez przedstawiciela In Postu. Punkt, do którego miałam się zgłosić po odbiór przesyłki, znajduje się parę kilometrów od mojego domu, więc wybrałam się tam na rowerze, w drodze okrężnej do pracy.

czwartek, 14 maja 2015

Dlaczego koń lubi biegać?

koń, konie, jazda konna
       Koń ma naturalną potrzebę ruchu - jeśli tylko jest zdrowy, nakarmiony i szczęśliwy, z radością korzysta z możliwości wybiegania się. Nie ma piękniejszego widoku od galopującego konia - naprężone mięśnie, błyszcząca skóra, pod którą widać nabrzmiałe żyły, stulone uszy, rozwiana grzywa i przestrzeń, którą zagarniają coraz dłuższe kroki. Taka pogoń za czymś ulotnym i nieuchwytnym.
     Kiedy wsiadam na konia, staję się jego częścią; kocham tę szybkość, wiatr we włosach, tę pogoń za wolnością, do której zawsze brakuje tego ostatniego kroku. Zawsze, gdzieś w środku mózgu tkwi świadomość, że nie można odlecieć, że trzeba wrócić do ludzkiego świata, do rzeczywistości, którą nie zawsze udaje się ogarnąć. Ale na chwilę można stać się z koniem jednością, oderwać się i gnać na złamanie karku w siną dal. Skąd u koni ta chęć do ruchu naprzód?

środa, 13 maja 2015

Zwiedzamy zerówkę i szkołę

szkoła, pierwsza klasa, sześciolatek w szkole, edukacja XXI wieku
       Po wakacjach Michałek i Krzyś nie wrócą do znajomego przedszkola, dobrze znanych kolegów i pań... Wydaje się nam, dorosłym, ze to takie oczywiste, proste, logiczne - dzieci rosną, muszą iść naprzód, zmienić przedszkole na zerówkę, a zerówkę na szkołę. Przechodziliśmy przez te zmiany wszyscy i jakoś udało nam się przeżyć. Ale kiedy ma się własne dzieci, które właśnie teraz znajdują się w tym punkcie swojej edukacyjnej wędrówki, patrzy się na tę sprawę nieco inaczej. Przynajmniej ja tak mam, że widząc jak chłopcy już teraz podchodzą emocjonalnie do przyszłych zmian, sama zaczynam się przejmować bardziej.

poniedziałek, 11 maja 2015

Nad stawem w Głogoczowie

Zaskroniec zwyczajny, Natrix natrix, staw, ryby, żaby, kijanki
     Siedząc pod paśnikowym dachem w Lesie Bronaczowa, wykonaliśmy telefon do wujka Wieśka i uzgodniliśmy, że wdepniemy z wizytą nad głogoczowski staw. Kiedy ulewa ustała i ruszyliśmy w drogę do samochodu, Michaś z Krzychem zaczęli ponaglać, żeby jak najszybciej znaleźć się na miejscu kolejnej zabawy. Oczywiście "nie mogli się doczekać" i najlepiej byłoby, jakbyśmy mieli magiczny gwizdek Papy Smerfa i mogli się znaleźć w wybranym miejscu w jednym mgnieniu oka.

niedziela, 10 maja 2015

Co w majowym lesie piszczy?

Las Bronaczowa, majowe grzyby
      Plan był prosty - jedziemy po pierwszego poćka (borowika ceglastoporego) sezonu 2015. wybór padł na Las Bronaczowa, bo tam najwcześniej trafiały nam się grzybki z tego gatunku.
      O piątej zerwała nas z łóżek ulewa, która dobijała się do okien z siłą huraganu niosącego wielkie krople wody. Deszcz osłabł koło ósmej, a pół godziny później, ustał zupełnie. Zapakowaliśmy więc weekendowe obuwie i koszyki na pozysk, odpaliliśmy Doblowoza i parę minut po dziewiątej wkroczyliśmy do lasu. Znowu pokrapywało...

sobota, 9 maja 2015

Końska majówka

koń, konie, jazda konna, majówka
    Naopowiadałam dzieciom, że koło stajni wypełzły całe stada ślimaków, zwabionych padającym w ciągu tygodnia deszczem. Michał, Krzychu i Natalka jechali wspominając wiosenną inwazję żab i marząc o podobnej zabawie ze ślimakami. Mieli już przygotowany cały plan działania - zbudować ślimakom dom, ugotować strawę, opiekować się nimi i.... rozmnożyć je.

piątek, 8 maja 2015

Orawska tradycja "mojowa"

Orawa, Lipnica Wielka, maj, maik, tradycja, zwyczaj ludowy
      Jeśli będziecie przejeżdżać w maju przez polską lub słowacką Orawę, na pewno Wasz wzrok przyciągną wysokie, okorowane pale z przyozdobionym wierzchołkiem i tabliczką z wypaloną dedykacją w języku orawskim. Kiedy po raz pierwszy, lata temu, zobaczyłam takie konstrukcje zainstalowane przy drodze, nie miałam pojęcia co to jest. Podczas kolejnych wizyt majowych w Lipnicy zgłębiałam wiedzę na temat tego orawskiego zwyczaju i można rzec, że jestem w tej dziedzinie prawie ekspertem - teoretykiem (to oczywiście z lekkim przymrużeniem oka).

czwartek, 7 maja 2015

Krótka historia o zamknięciu i otwarciu

basen, nauka pływania, babyswim
        Ta historia wydarzyła się kilka lat temu, ale do dziś pamiętam każdą sekundę, jaka nastąpiła po zamknięciu. Michałek miał wtedy trzy latka z niewielkim kawałkiem, Krzychu półtora roku. Szykowaliśmy się do wyjścia na cotygodniowe zajęcia na basenie.

środa, 6 maja 2015

Bacówkowy inwentarz

Lipnica Wielka, bacówka, inwentarz
     Lipnicka bacówka jest dla nas miejscem kultowym. Odwiedzamy ją od lat i każdego znajomego, który odważy się nas nawiedzić, do bacówki prowadzamy. Nie jesteśmy jedynymi stałymi bywalcami; takich jest wielu, zarówno Polaków jak i Słowaków. Od lat widujemy te same twarze, które śmieją się na nasz widok i mówią, że nasze dzieci szybko rosną.:)
     Jednak bacówka to nie tylko ludzie, ale również, a może przede wszystkim zwierzęta, dzięki którym instytucja ta może funkcjonować. I o nich właśnie chcę dzisiaj opowiedzieć.

wtorek, 5 maja 2015

Na żółciakowym szlaku

konie, jazda konna, teren, Laetiporus sulphureus żółciak siarkowy
     Wczoraj rano maszerowałam do roboty przez stary, zaniedbany park i moim oczom ukazał się piekny widok - młodziutki, świeżutki żółciak siarkowy Laetiporus sulphureus, który po ostatnich deszczach wyrósł na jednej z wierzb. Przed naszym wyjazdem na majówkowe smardzowanie jeszcze go nie było... 
     Z przerażeniem stwierdziłam, że nie mam przy sobie aparatu! Normalnie załamka. Mimo mojego gamoństwa jakoś sobie poradziłam i fotki są. A dzisiaj kontynuowałam poszukiwania żółciaków na znanym szlaku.

poniedziałek, 4 maja 2015

Na lipnickim podwórku

Lipnica Wielka, podwórko, dzieci, zabawa, trampolina
          Własne podwórko to przestrzeń wyjątkowa - z jednej strony znana i przyjazna, z drugiej obfitująca w tajemnice i niespodziewane przygody. Michasiowi i Krzysiowi w Krakowie właśnie podwórka brakuje najbardziej. Dlatego w czasie pobytu w "naszej letniej rezydencji" najchętniej przebywaliby przed domem cały czas. Często przedkładają nawet swoje podwórkowe zabawy nad rozmaite spacery i wyprawy krajoznawcze (no chyba, że to wyprawa do Rabkolandu:))

niedziela, 3 maja 2015

Każdy znalazł swojego smardza

Grzyby, Orawa, smardzowanie
   Wszystko się kiedyś kończy... Nasza majówka też dobiegła kresu i wróciliśmy do brutalnej rzeczywistości. Zanim jednak ruszymy jutro do naszych prac przedszkolno - zerówkowo - warsztatowych, mamy w zanadrzu przeżycia z dnia ostatniego. Zatem ruszamy z "wesołą lokomotywą", napędzaną paluszkowo - cukrowym węglem.

sobota, 2 maja 2015

Bezkrwawe łowy na Babiej

Grzyby, Orawa, smardzowanie
     Poranek przywitał nas szaro-burymi chmurami i siąpiącym deszczem. Pogoda nie zachęcała zbytnio do opuszczenia cieplutkiego łóżka, ale przecież nie mogliśmy zrezygnować z planów na dziś! Wyłamała się tylko ciocia Iza, która ogłosiła "DZIEŃ LENIA" i pozostała w domku, aby z właściwą sobie pasją, przygotować nam wypasiony obiadek. Na jej miejsce szybko wskoczyła ciocia Ania, która bladym świtem przybyła z Krakowa.

piątek, 1 maja 2015

W słowackiej Brzozówce

Grzyby, Orawa, smardzowanie, smardz stożkowaty, Morchella conica
    Dzisiaj rano dotarły do nas posiłki - świeżutkie zastępy smardzowników gotowych wyruszyć na poszukiwania wiosennych grzybków. Po gorącym powitaniu i zbrataniu się mojej młodszej menażerii z nowo przybyłymi dzieciakami ruszyliśmy do Brezovicy. Tę słowacką miejscowość darzę szczególnym sentymentem, bo tam po raz pierwszy uczestniczyłam w smardzowaniu. Ale to było dziewięć la temu... Wieki całe.