środa, 30 września 2015

Wrześniowe grzyby z mojego podwórka

Czernidłak gromadny Coprinus disseminatus
     Nie zawsze wśród codziennych obowiązków można znaleźć czas na wyrwanie się do lasu na chociażby dwugodzinny spacer, ale okazje do spotkania grzybów trafiają się znacznie częściej - czasem wystarczy zerknąć na trawnik obok którego przechodzimy szybkim krokiem spiesząc do swoich swoich spraw albo rzucić okiem na pniak po wyciętym drzewku. I spotkanie ze światem grzybów mamy zapewnione.

   Zazwyczaj jesienią na osiedlu pojawiały się całe grzybowe kolonie, reprezentowane najliczniej przez olszówki (krowiaki podwinięte) i czernidłaki kołpakowete. W tym sezonie jest inaczej - moje osiedle jest zdecydowanie słabiej zagrzybione niż w latach ubiegłych, a dominujące zazwyczaj gatunki nie pojawiły się wcale.

wtorek, 29 września 2015

Na Polach Chwały - w obozowisku

Pola Chwały 2015, Niepołomice, obozowisko żłnierskie
     Tłum gapiów oglądających defiladę rozpierzchł się po terenie zamku, parku i rynku w Niepołomicach, a rycerze, legioniści. gladiatorzy, żołnierze i paru barbarzyńców podążyli w stronę obozowiska. Wszak pokaz siły, jakiego byli wykonawcami, wymagał wiele wysiłku i teraz należało nieco odpocząć.

     Wkrótce jednak do obozowiska wtargnęli również oglądacze, którzy nie pozwolili na spokojny odpoczynek utrudzonym wojakom. My też rozpoczęliśmy wędrówkę między rozbitymi wokół zamku namiotami i zaglądaliśmy w najbardziej nawet niedostępne zakamarki, aby zobaczyć jak najwięcej z obozowego życia. Zapraszam na tę wędrówkę również Was.:)

poniedziałek, 28 września 2015

Na Polach Chwały - defilada

Pola Chwały 2015, niepolomice, defilada
     W niedzielę, zamiast do lasu na poszukiwania grzybów, pojechaliśmy do Niepołomic na wojnę. W ten weekend odbywała się tam cykliczna impreza - "Pola Chwały". W tym roku już po raz dziesiąty do niepołomickiego zamku i jego przyległości ściągnęli rycerze, żołnierze, Ateńczycy, Rzymianie, a nawet paru barbarzyńców z historycznych grup rekonstrukcyjnych z Polski i nie tylko.

    Niedzielna aura była na szczęście zdecydowanie przyjaźniejsza od sobotniej - deszcz nie padał, a na niebie chwilami nawet świeciło słońce. Wyruszyliśmy po śniadaniu.

piątek, 25 września 2015

Grzyby w strugach deszczu

Podgrzybek czerwonawy, Xerocomellus rubellus
      Kiedy wychodziłam z domu, miałam w rękach kurtkę przeciwdeszczową, ale wbrew logice, doszłam do wniosku, że skoro w tym roku tak mało pada, to dzisiaj deszcz też mnie z pewnością ominie, a wygodniej mi będzie łazić po lesie w samym polarku. Odwiesiłam zatem ochronne odzienie na haczyk i zamknęłam za sobą drzwi.

    Kiedy jechałam, na szybę zaczęły spadać pojedyncze krople deszczu, które jednak po chwili zniknęły. Las, do którego szybciutko dojechałam, był nakryty czapą z szaro-burych chmur, zdecydowanie ciemniejszych niż te, które towarzyszyły mi po drodze. Wyruszyłam.

Te grzyby też można już zbierać i jeść!

Męska wyprawa, grzyby we wrześniu,  purchawica olbrzymia, czasznica olbrzymia, Langermannia gigantea
     Pojechał mój Pawełek na wyprawę w męskim towarzystwie, żeby pozwiedzać to i owo, co dla mnie i dzieci zbyt atrakcyjne nie jest. Odbieram telefon - Pawełek, podekscytowanym głosem oznajmia mi, że znaleźli takie wielkie purchawy i pyta, co to jest i czy nadaje się do zjedzenia. Opisał dokładnie, jakie to wielkie te kule znalazł, a ja na podstawie relacji sprowadziłam go na ziemię, stwierdzając, że wcale takie duże nie są.

     Od razu przyszło mi do głowy, że musieli trafić na purchawice olbrzymie, które "po nowemu" nazywają się czasznicami olbrzymimi. Nakazałam zrobienie fotek i zabranie grzybków do konsumpcji. W ubiegłym roku, purchawice, wraz z wieloma innymi gatunkami grzybów, zostały skreślone z listy gatunków chronionych, zatem można je legalnie pozyskiwać i popróbować tego gatunku.

środa, 23 września 2015

Zadzwoniłam pod 112 i pożałowałam...

     Przydarzyła mi się ta historia wczoraj i do tej pory pałęta mi się po łepetynie. Jakoś trudno mi się pogodzić z faktem, że zostałam potraktowana jak skończona idiotka, za jaką się nie uważam. Zadzwoniłam pod numer alarmowy dwa razy - pierwszy i ostatni. Tego mnie moja, niezbyt przyjemna przygoda nauczyła - lepiej ominąć kogoś, kto być może potrzebuje pomocy, niż narażać się na impertynencje ze strony tych, którzy za nasze, niemałe pieniądze, winni służyć pomocą. A było to tak...

wtorek, 22 września 2015

Kiedy znudzi się szukanie grzybów

spacer w lesie, dziecko w lesie, zabawy w lesie
     Ileż można szukać grzybów??? No tak... Ja mogę cały dzień, zwłaszcza, jeśli od czasu do czasu na jakiegoś grzybasa trafiam i mogę nim zapełnić koszykową pustkę. Ale co mają zrobić dzieci, które wkraczają do lasu pełne zapału do poszukiwań, ale nie znajdując zbyt wiele, po pół godzinie są już nieco zniechęcone i gdyby im tylko pozwolić, najchętniej wróciłyby do swoich klocków i innych dziecięcych atrakcji.

   Jest jednak wiele sposobów na zajęcie ich innymi niż poszukiwanie grzybów czynnościami w leśnym terenie. Czasem same potrafią sobie wymyślić doskonałą zabawę z wykorzystaniem elementów laso-przestrzeni, innym razem trzeba im podsunąć jakieś pomysły. Zobaczcie jak chłopcy bawili się podczas niedzielnego spaceru.

niedziela, 20 września 2015

Wreszcie koszyk pełny po brzegi!

grzyby wrześniowe, grzybobranie we wrześniu, siedzuń sosnowy, szmaciak gałęzisty, Sparassis crispa
      Mglisty i chmurzysty niedzielny poranek nie zachęcał do szybkiego opuszczania łóżka, więc pozwoliłam chłopakom na świąteczne kitwaszenie się w pościeli, a sama przygotowałam prowiant i resztę akcesoriów niezbędnych na grzybową wyprawę. 

     Byliśmy umówieni z naszymi grzybowymi przyjaciółmi, z którymi mieliśmy się spotkać po drodze i kontynuować jazdę za ich przewodem. Celem był nieznany nam las w okolicy Nowego Wiśnicza.

     W wyniku nieustających i wiecznie żywych remontów obwodnicy oraz doskonałego oznakowania zwężonych zjazdów i przejazdów, nadłożyliśmy sporo drogi. Ja, co prawda, pojechałabym na żywca, między remontowymi barierkami, ale Pawełek krzyczał, że wszystkie znaki są pozaklejane, przekreślone i na pewno tak nie wolno. Pomknęłam zatem prosto, zwłaszcza, że jakiś niecierpliwiec już mnie obtrąbił, kiedy zwolniłam do 50, jaką pokazywały znaki na remontowanym odcinku. Później, po konsultacjach okazało się, że moja koncepcja meandrowania między słupkami była jedynie słuszną, bo za prawie zamkniętym wyjazdem, był otwarty zjazd w interesującym nas kierunku. Ale cóż... Pomykaliśmy ładnych parę kilometrów, aby zawrócić i pojechać na miejsce spotkania. Zdążyliśmy minutę przed czasem. A teraz już do lasu!

Mamo! Ratuj!!!

Węgrzce, wchodzenie na drzewa, ratowanie dziecka
      Czwartkowe popołudnie - dzień tchnący iście letnim upałem, jedziemy prosto po Michałkowych lekcjach i Krzysiowych zajęciach do stajni. Inni rodzice stajenni wpadli na podobny pomysł, więc po podwórku ganiała się całkiem pokaźna gromadka. Starzy zajęli się jak zwykle tym samym, czyli nudną jazdą konną, a dzieci, z właściwą sobie inwencją twórczą szalały po rozmaitych zakątkach okołostajennych. Od czasu do czasu któreś zawołało: "Mamo, mamo!!!", bo miało jakąś natychmiastową potrzebę, czasem któreś zawyło, bo właśnie przywaliło gdzieś kolanem albo łokciem. Jednym słowem sielskie popołudnie bez dzieci, które zajmowały się sobą same.:)

piątek, 18 września 2015

W Lesie Bronaczowa

grzyby we wrześniu, grzybobranie we wrześniu, Las Bronaczowa, czubajka kania, Macrolepiota procera
     Znowu udało mi się wygospodarować trochę czasu na penetrację kolejnego podkrakowskiego lasu. Tym razem wybór padł na Radziszów i Las Bronaczowa. Pojechałam tam zaraz po oddaniu dzieci pod szkolną opiekę i pełna nadziei ruszyłam na poszukiwania wrześniowych grzybków.

czwartek, 17 września 2015

Opowiem ci kawał...

    Popołudnie. Wróciliśmy już z Michałkiem i Krzychem do domku, chłopcy coś przekąsili i zabrali się za zabawę. Po chwili Michałek przyszedł do kuchni, a za nim oczywiście młodszy brat, bo przecież wszyscy wiedzą, że najlepiej się bawi tam, gdzie akurat przebywa mama usiłująca zrobić coś konstruktywnego. 

   Polatali samolotami nad kuchennym blatem, coś tam zrzucili, krzesło przestawili i Michałek pyta czy opowiedzieć mi kawał. Nieco zrezygnowana perspektywą wysłuchania po raz setny kawału o trzech mrówkach idących przez pustynię, ewentualnie o Jasiu, któremu się wszystko pomieszało podczas odpowiedzi w szkole, przytaknęłam - tak Michałku, pewnie, że chcę. I moje dziecko zaczęło: "Był sobie Jaś i Małgosia..." Zorientowałam się od razu, że repertuar się rozszerzył, więc nadstawiłam czujnie ucha. Jak się okazało - słusznie.

środa, 16 września 2015

Na nowym basenie

Basen Cascada, Kraków, Szuwarowa, nauka pływania
      Wrzesień 2015 to nie tylko nowa szkoła i zerówka, ale i nowy basen, na którym Michaś i Krzyś doskonalą swoje umiejętności pływackie. I podobno ten nowy basen jest "fajnijszy"... Dotychczas chłopcy uczyli się pływać na najstarszym krakowskim basenie - Koronie, gdzie rozpoczynali swoją przygodę z wodą jako niemowlaki. Niestety, od ubiegłego roku zaparkowanie samochodu w pobliżu tamtego miejsca graniczy z cudem (miejscy urzędnicy odebrali Koronie teren, na którym od niepamiętnych czasów był basenowy parking), więc musieliśmy poszukać bardziej przyjaznego miejsca.

   Wybór padł na Cascadę, która znajduje się na naszej codziennej trasie ze szkoły do domku. Jak się okazuje po dwóch tygodniach basenowania w nowym miejscu, był to wybór słuszny.:)

wtorek, 15 września 2015

Żółciaki rządzą

grzyby września, wrześniowe grzybobranie, grzyby w Krakowie, grzyby w mieście, żółciak siarkowy, Laetiporus sulphureus
      Wrzesień, chyba najbardziej grzybowy miesiąc w roku, przyzwyczaił poszukiwaczy leśnych  skarbów do koszy pełnych borowików, koźlarzy, podgrzybków, maślaków... Kiedy błąkaliśmy się po pustych lasach w lipcu i sierpniu, właśnie na wrzesień czekaliśmy z utęsknieniem. Ale w tym roku grzybki jakoś nie chcą się pokazać w ilościach zadowalających pazerniacze zapędy grzybiarzy.

    Tymczasem, zamiast chodzić ze wzrokiem wbitym w leśną ściółkę, trzeba porozglądać się po drzewach, na których pojawiło się ostatnio mnóstwo żółciaków siarkowych. Nie pamiętam roku, w którym we wrześniu wyrosłoby tyle grzybów z tego gatunku. Owszem, pojawiały się sporadycznie, ale teraz po prostu oszalały.

niedziela, 13 września 2015

Takie grzybki na niedzielę

grzyby, grzyby we wrześniu, grzybobranie we wrześniu, borowik ceglastopory, Boletus luridiformis, podgrzybek złotawy, Xerocomellus chrysenteron, maślak modrzewiowy, Suillus grevillei, siedzuń sosnowy, Sparassis crispa, tęgoskór pospolity, Scleroderma aurantium
       Skoro w jednym lesie wyrosło kilka szmaciaków, tym bardziej powinny być w miejscu, gdzie w latach ubiegłych pojawiały się masowo. Wtedy mogliśmy je tylko podziwiać, wykorzystując kulinarnie jedynie te owocniki, które zostały zniszczone przez pseudogrzybiarzy. Ale teraz... Już w czwartek, kiedy pojechałam na samotne poszukiwania grzybków, w mojej pazerniaczej głowie zrodził się PLAN, zgodnie z którym miałam w niedzielę zaspokoić swoje grzybowe łakomstwo.

sobota, 12 września 2015

Sobotnie atrakcje stajenne

konie, kuce, jazda konna, trening w terenie, pensjonat dla koni w Węgrzcach, uprawa warzyw, dynie, melony, arbuzy, papryka, cukinie, kabaczki
     Po niezbyt ciepłych i bardzo wietrznych dniach w ciągu tygodnia, sobota rozpoczęła się chłodnym porankiem, który bardzo szybko zamienił się w słoneczny, cieplutki dzionek. Po przyjeździe do stajni zaczęliśmy zrzucać kolejne warstwy ubrania mającego nam zapewnić ciepełko. W ciągu godziny rozebraliśmy się do krótkich rękawków, które były na dzisiaj wystarczającym odzieniem.

piątek, 11 września 2015

Dwutygodniowe wrażenia szkolno - zerówkowe

    Niepostrzeżenie minęły dwa tygodnie września - pierwsze dwa tygodnie w nowej zerówce Krzysia i w pierwszej klasie Michałka. Dzień do dnia podobny - trudy budzenia od poniedziałku do piątku są porównywalne ze średniowiecznymi torturami, a tu trzeba się jeszcze umyć, ubrać, zmordować śniadanie, jeszcze trochę ubrać... Ufff... Chłopcy, kiedy tylko ich przestaję poganiać, porzucają konieczne do wykonania czynności, dla zabawy, która "jest przecież najważniejsza." W końcu udaje nam się wyjść, zazwyczaj między 7.30, a 8.00.

   Jutro, w sobotę, wielu tych codziennych atrakcji porannych nie będzie - chłopcy pobudza się najpóźniej o szóstej i będą natychmiast po otwarciu oczu gotowi do działania. Czy inne dzieci tez mają wgrany taki sam program, że w weekend nie mają najmniejszych trudności z obudzeniem się i gotowością do aktywności???

czwartek, 10 września 2015

W lesie mojego dzieciństwa

Grzyby we wrześniu, grzybobranie we wrześniu, grzyby w podkrakowskich lasach, siedzuń sosnowy, szmaciak, Sparassis crispa
       Porzuciłam rano Michałka i Krzysia w szkole i zerówce, szybko zrobiłam tylko to, co konieczne i koło południa odpaliłam w stronę lasu. I to nie byle jakiego, ale tego pierwszego, w którym szukałam grzybków dzieckiem jeszcze będąc. Liczyłam na znalezienie jakiejś kaniusi i szmaciaków, które w tym lesie mają sporo miejscówek.Szmaciaki od kilku już lat funkcjonują w mikologicznym języku pod nazwa "siedzuń sosnowy", ale ja te grzybki poznałam pod nazwą pierwotną i na zawsze pozostaną dla mnie szmaciakami.:)

środa, 9 września 2015

Stajenne popołudnie

konie, kuce, jazda konna, pensjonat dla koni w Węgrzcach
    W sobotę Michaś z Krzychem doszli do wielce konstruktywnego wniosku, że powinni w stajni bywać częściej niż tylko w weekendy. Cieszyłoby mnie to niezmiernie, gdyby nie ich motywacja - wiedzą już, że w stajni są najlepsze zabawy, najfajniejsze dziewczyny i całe super towarzystwo. I to właśnie ten zestaw atrakcji jest motywacją do częstszego przebywania w miejscu zamieszkania naszych kopytniaczków. Koni w zasadzie mogłoby nie być, bo do dobrej zabawy nie są konieczne.

   Słowo się rzekło i dzisiaj, po zakończeniu lekcji, wpakowałam chłopców do Doblowoza i zaczęliśmy się przebijać przez krakowskie korki. Zajęło nam to godzinę. Krzychu dobrze wykorzystał ten czas i się porządnie drzemnął.

wtorek, 8 września 2015

Na granicy

konie, jazda konna, jazda w terenie, Orawa, Lipnica Wielka, Babia Góra, sesja zdjęciowa
     Pamiętacie powieść Z.Nałkowskiej "Granica"? Wiem, wiem... Szkoła, lektury obowiązkowe, sprawdziany... Kto by to pamiętał. Ja też nie pomnę dokładnie, ani ze szkoły, ani ze studiów, ale nie wiedzieć czemu, kiedy oglądałam zdjęcia Pawełka, przypomniały mi się fragmenty tejże lektury. Właściwie to nie fragmenty, a cytaty, których pewnikiem dosłownie nie przytoczę, bo zawsze przejawiałam tendencję do przerabiania dobrych sentencji na jeszcze lepsze.:) Od popołudnia "kotają" (wg Michałkowego słownika - kręcą) mi się po czaszce i spokoju dać nie chcą: "Jest taka granica, której nie wolno przejść, za którą przestaje się być sobą." i "Nie jest się takim jak myślimy o sobie sami, jest się takim jak myślą o nas inni."

   Nie wiedzieć czemu, a może wiedzieć - szereg ostatnio doświadczonych zdarzeń, rozmów i dyskusji sprowadził na mnie skojarzenia, którym oprzeć się nie sposób. Z obserwacji moich wynika bowiem, że granice są płynne, zmieniają się, znikają, przesuwają tak, by było nam wygodnie. Odnoszę nieodparte wrażenie, że ludzie z wiekiem stają się coraz większymi konformistami, którzy gotowi są zrobić wszystko, aby tylko mieć święty spokój. Godzą się na narzucone przez społeczeństwo zasady, choć wcale nie są to ich zasady. Granica się przemieszcza. A może znika?

   Nie potrafię tak. Uwiera mnie każdy krok w stronę moralnego wygodnictwa. Dlaczego na niepokornego piętnasto- czy dwudziestolatka patrzy się z przymrużeniem oka, a na mnie, jak na jakieś zjawisko z Księżyca rodem? Czy to już przejaw nietolerancji, czy po prostu spojrzenie na rzeczywistość przez pryzmat archetypów stawiających mnie w rzędzie tych, którzy powinni siedzieć cicho i cieszyć się, że mogą żyć w tak cudownym świecie?

niedziela, 6 września 2015

Co nowego na Orawie?

Orawa, Lipnica Wielka, grzyby na Orawie, grzyby września, bacówka, oscypki, bundz
     W pierwotnym zamyśle miałam napisać "nihil novi" - nic nowego, ale nie byłoby to prawdą, bo sporo się zmieniło. Przede wszystkim lato posunęło się zastraszająco i właściwie to niepostrzeżenie zamieniło się w jesień i to nie taką wrześniową, złotą, polską, ale w późno październikową. O tym co jeszcze się pozmieniało, a co niezmiennym pozostało, dowiecie się za chwilkę.

sobota, 5 września 2015

Jak to ze lnem było

Orawa, Zubrzyca Górna, Park Etnograficzny, skansen, Święto Borówki, międlenie lnu
      Nawet tydzień nie upłynął od powrotu do Krakowa, a my już wspominamy, co działo się podczas wakacji i na zawsze zapadło w serce i pamięć. Dzisiaj, kiedy wracaliśmy do domu od naszych koni, Michałek i Krzyś zaczęli snuć opowieści o tym, co się działo podczas Borówkowego Święta w Zubrzycy - przekrzykiwali się "A pamiętasz to..., a pamiętasz tamto" i obrazy z tamtego dnia jak żywe stawały przed oczami. Po obiadku, objeżdżeniu rowerów i zakupach w wyremontowanym przez wakacje sklepie, obejrzeliśmy sobie fotki z lipcowej wycieczki i przypomniało mi się, że miałam napisać o jeszcze jednej ciekawej lekcji, w jakiej uczestniczyli chłopcy tamtego dnia. Nie napisałam od razu, ale niniejszym czynię swoją powinność i zapraszam zarówno do wspomnień już Wiernym Czytelnikom znanych jak i do uczestnictwa w procesie międlenia lnu, o którym poniższy wpis będzie.

piątek, 4 września 2015

Zniszczenia w Bosutowskim Lesie

konie, jazda konna, jazda w terenie, pensjonat dla koni w Węgrzcach
      Po powrocie z Lipnicy dałam moim kopytnym kilka dni na aklimatyzację w krakowskiej stajni i odpoczynek po wakacyjnych treningach. Upały się skończyły, koniska odżyły i znowu trzeba im umożliwić zaspokojenie naturalnej potrzeby ruchu. Najbardziej tę potrzebę odczuwa Latona, więc ona poszła na pierwszy ogień. I poszedł ogień, a nawet dym spod kopyt uderzających wysuszoną ziemię na ścierniskach.:)

czwartek, 3 września 2015

Imprezowe atrakcje

Impreza urodzinowa, Leopark, Bonarka
    Dopiero co przebrzmiał pierwszy szkolny dzwonek, a tu już na Michałka i Krzycha czekała kolejna atrakcja - kiedy jeszcze byliśmy w Lipnicy, chłopcy zostali zaproszeni na imprezę urodzinową koleżanki i kolegi Michałka z ubiegłorocznej zerówki. 

   Prezenty nabyliśmy w jedyny wolny dzień, jaki mieliśmy po powrocie z wakacji i wczoraj, prosto z zajęć zerówkowych i pierwszoklasowych ruszyliśmy na imprezę.

wtorek, 1 września 2015

Pierwszy dzień szkoły

Szkoła podstawowa, pierwsza klasa, pierwszoklasista, sześciolatek w szkole
     Stało się - nadszedł ten pierwszy dzień, w którym mój Michałek stanął w progu szkoły, został łyknięty przez system obowiązkowej edukacji. Nic, tylko się cieszyć powinnam. Tymczasem uświadamiam sobie, że wkrótce okaże się, że pani wie lepiej i więcej niż mama, a towarzystwo kolegów jest cenniejsze od mojego. Czas, ciągle ten czas szybko umykający i zamykający kolejne etapy we wspomnieniach. Dopiero wybieraliśmy szkołę dla Michasia, dopiero oswajaliśmy nowe miejsca, a tu nastało JUŻ. I muszę przyjąć to z godnością miast ronić łzy za mijającym błyskawicznie dzieciństwem moich chłopców.