sobota, 27 maja 2017

Ten szczególny dzień

Dzień Matki
      26 maja to szczególny dzień w kalendarzu zarówno dla tych przyjmujących życzenia jak i dla tych, którzy je składają. Ja już nie mam kogo w Dzień Matki uściskać, podziękować, ucałować, ale mam na szczęście moje dwa skarby, które pamiętają, że mają matkę. Odkąd Michaś i Krzyś poszli do przedszkola, zawsze przygotowywali na ten dzień jakieś upominki w czasie zajęć. Nie bardzo się dla nich liczyły życzenia, ale prezent musiał być. I jeszcze długie przytulasy. W tym roku też dostałam szkolny upominek, ale nie tylko - po raz pierwszy chłopcy poświęcili własne oszczędności, żeby podarować mi coś więcej.:)

Dzień Matki
      W szkole chłopcy zrobili piękne bibułowe kwiaty. Michałek trzymał swój kwiat w szafce i kiedy przyszłam, żeby ich odebrać ze szkoły, pomiędzy zakładaniem jednego buta, a szukaniem czapki, podał mi kwiatuszka i zapytał czy poniosę go do samochodu. Po założeniu drugiego buta dodał: "To dla ciebie mamo!" Nieprawdaż, że uroczy sposób wręczenia prezentu na Dzień Matki? Krzyś, widząc, że trzymam kwiat od Michałka, przypomniał sobie, że on też miał taki prezent dla mnie. Po chwili, kiedy płacz wisiał już na końcu nosa, przypomniał sobie, że włożył kwiat do plecaka. Nic to, że na nim znalazły się książki, zeszyty, piórnik i jeszcze parę niezbędnych drobiazgów... Wydobył swoje dzieło ze spodu tornistra,  rozprostował nieco przy pomocy pani Reni i wręczył mi z uśmiechem na brudnej (jak zwykle) buzi. Stałam się posiadaczką dwóch uroczych kwiatów i nawet stwierdziłam, że przydałaby mi się do nich długa hiszpańska spódnica, do której można byłoby je dopiąć. 

    Pojechaliśmy do domu. Już w drodze Krzyś zapytał, czy pójdę z nimi do sklepu, żeby mogli kupić prezent dla mnie i dla taty. Zapytałam przede wszystkim kto ma finansować zakupy. Zgodnie odrzekli, że oni - Krzyś i Michałek. Zapytałam do jakiego sklepu chcą pójść. Co prawda byłam niemal pewna jaka będzie odpowiedź, ale wolałam się upewnić. Moje przypuszczenia potwierdziły się - oczywiście chcieli pójść do sklepu z klockami Lego. 

    Zaczęłam intensywnie myśleć, kiedy to moje chłopaki wpadły na taki genialny plan. Przypomniałam sobie, że parę dnie temu, kiedy wymieniali jakie to prezenty dostaną na imieniny, urodziny, od Mikołaja, od Gwiazdki i z paru jeszcze innych powodów, palnęłam im mówkę, że są strasznie wymagający i sami chcieliby dostawać super prezenty z każdej możliwej okazji oraz bez okazji, natomiast oni nie myślą o tym, żeby komuś coś podarować. Dopytywali wtedy, kiedy to ten "ktoś" ma okazje do otrzymania od nich prezentu. Wtedy właśnie wymieniłam, jako najbliższą okazję Dzień Matki. Najwidoczniej przemyśleli sprawę i doszli do wniosku, że wypada matce coś kupić.:)

    Kiedy już szliśmy do sklepu, powiedziałam chłopcom, ze jak chcą mi kupić jakiś zestaw Lego, to muszą wybrać coś łatwego do poskładania, żebym sobie poradziła. Michaś odparł na to:"Nie martw się mamo! My ci kupimy minifigurkę, bo jest najtańsza i nawet przedszkolak sobie poradzi  z jej złożeniem!" Prawie padłam na chodnik, jak usłyszałam jak wysoko mnie moje dzieci cenią.;) (Dla niewtajemniczonych - minifigurka to po prostu ludzik lego kupowany w osobnym opakowaniu, przez które nie widać, co jest w środku, więc nie wie się, jakiego ludzika się kupuje.)

    Doszliśmy do sklepu. Chłopcy zaczęli dyskusje z panem spredawcą i wybieranie. Okazało się, że nie było minifigurek z serii, którą byli najbardziej zainteresowani, więc musieli wziąć to, co było dostępne. Po naradach dokonali wyboru i na ladzie znalazły się dwa woreczki z ludzikami lego w środku. "O! Dostanę dwie minifigurki!" - ucieszyłam się. Szybko zostałam wyprowadzona z błędu - "Ta druga jest dla taty!" - odpowiedział Michałek, jakby to była oczywista oczywistość.
Dzień Matki
     Przyszliśmy do domu, chłopcy zdjęli buty i zanim się zorientowałam, zdążyli otworzyć woreczki z minifigurkami. Zapytałam, czemu to robią, skoro te ludziki miały być prezentami. Dowiedziałam się, że dostanę poskładaną minifigurkę, żebym się nie musiała męczyć z samodzielnym montażem. :) Po chwili wręczyli mi "legową" królową piorunów. Postawiłam ją na kuchennym blacie obok kwiatów i zabrałam się za przygotowanie kolacji. Ludzika "dla Pawełka' chłopcy postawili na półce, żeby czekał aż tata wróci ze swoich mazurskich wakacji. 

    Nie upłynął nawet kwadrans, kiedy w kuchni zameldował się Krzychu. Rozejrzał się, stwierdził, że kolacja będzie zjadliwa i powiedział:" Jak robisz kolację, to czy tymczasem my się możemy pobawić twoją królową?" Wiedziałam, ze tak będzie, ale nie sądziłam, że aż tak szybko... Zanim Krzyś z królową opuścili moje kuchenne królestwo, padło pytanie, czy mogą się pobawić również tatowym ludzikiem. Cóż było zrobić... Odpowiedziałam, żeby tymczasem się pobawili. Tym sposobem minifigurki wróciły do rąk, które wyłożyły za każdą z nich po 12 złociszy.:)

4 komentarze:

  1. Uśmiałam się serdecznie,masz pomysłowych chłopaków,dwa w jednym i prezent dla mamy i taty i dla nich,trzeba miec poukładane w główce żeby tak wymysleć hii

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach te kochane szkraby.Moj wnuk 4i pół letni Fabian po sobotnim dniu spędzonym z nami i drugim malcem Antkiem( 3 latka) wieczorem podsumował-"babciu wies to
    to był mój najlepszy dzień w zyciu"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby takich "najlepszych dni" dzieciaki miały jak najwięcej! Pozdrowienia serdeczne dla Was. :)

      Usuń