poniedziałek, 25 września 2017

Na Orawie grzyby nadrabiają letnią nieobecność

grzyby 2017, grzybobranie 2017, grzyby we wrześniu, grzyby na Orawie
     O drugiego września nie byliśmy na naszej ukochanej Orawie, bo tysiąc innych miejsc czekało, żeby je odwiedzić po dwumiesięcznej nieobecności. Tymczasem od naszego wyjazdu z Lipnicy grzyby zaczęły nadrabiać stracony w lecie czas i rosnąć w ilościach hurtowych, o czym niemal każdego dnia donosili nam wakacyjni gospodarze i znajomi, którzy  szukali i napełniali kosze na naszych miejscówkach.
      Jedynym dniem w całości wolnym, kiedy istniała szansa na całodniowy wyjazd, była sobota. Po całym tygodniu nieustających opadów, prognoza na ten dzień była równie niekorzystna - miało padać, wiać, a temperatura nie miała przekroczyć sześciu stopni. Niezbyt zachęcająco to wszystko wyglądał, ale tym razem nawet Pawełek, który zazwyczaj niezbyt chętnie chodzi do lasu podczas deszczu, był mocno nastawiony na wyjazd. Nawet wyszukał jakąś lepszą prognozę pogody, żeby siebie i nas podnieść na duchu. Spakowałam wielką torbę ubrań do przebierania się po kolejnych przemoczeniach, a Michałkowi i Krzysiowi wzięłam nawet rękawiczki. Jechaliśmy w strugach deszczu przechodzącego miejscami w mżawkę, aby za chwilę znowu lunąć. Tak dotarliśmy na miejsce, do jednego z naszych orawskich lasów.

piątek, 22 września 2017

Delegacja w lesie

Łuskwiak zmienny Kuehneromyces mutabilis
            W środę wypisałam sobie delegację w kierunku, gdzie rośnie jeden z "moich" lasów, taki najbliższy. Lało od wtorkowego wieczoru bez przerwy i Pawełek z niedowierzaniem dopytywał, czy na pewno tam chcę jechać... Przecież zdecydowanie przyjemniej jest posiedzieć w biurze albo walić młotem w jakiś oporny złom na warsztacie niż moknąć uganiając się za grzybami, których mam już tyle, że się półki uginają. A sekundę później zapytał, czemu tylko jeden koszyk wzięłam.;) Tak, spakowałam tylko jeden, bo nie miałabym czasu obrobić większej ilości pozysku. Poza tym muszę sobie stawiać jakieś ograniczenia w tym moim pazerniactwie, bo się pogłębia. Znacznie trudniejszą rozmowę musiałam odbyć z Krzysiem. Rano, odwożąc chłopców do szkoły, napomknęłam, ze wyskoczę na chwilę do lasu. Krzycha aż podniosło z siedzenia i oświadczył, że jedzie ze mną, bo to ważniejsze od szkoły. Byłam zmuszona użyć całej siły przekonywania, żeby spokojnie został w szkole.

    Doczekałam się aż przeminęły poranne korki i ruszyłam na samotną wyprawę. Raz lało jak z cebra, raz tylko siąpiło. Nie było tak źle. Za niecałe pół godzinki zaparkowałam przed lasem na rozmokniętej łące i z lekką obawą o to, czy uda mi się z tego błota wyjechać (lepszego miejsca do zostawienia auta nie było), poszłam w las.

środa, 20 września 2017

Każda kania jest czubajką, nie każda czubajka kanią

grzyby 2017, grzyby we wrześniu, czubajki, jak rozróżnić czubajki, kania, jak rozpoznać kanię, porównanie czubajek, czubajka kania Macrolepiota procera, czubajka czerwieniejąca Chlorophyllum rachodes, czubajka gwiaździsta Macrolepiota konradii
      Miałam dzisiaj napisać jak to udało mi się załatwić wyjazd w delegację w pobliże znajomego lasu i co tam ciekawego nazbierałam, ale ponieważ ostatnio rośnie w naszym kraju mnóstwo czubajek i codziennie pojawiają się pytania czy to na pewno kania, to stwierdziłam, że skoro już trafiły mi się okazy do porównania gatunków, to warto to od razu wykorzystać, bo może komuś się ta wiedza przyda już podczas najbliższego grzybobrania.:)

     Wszyscy chyba słyszeli o kani; jeżeli nie w kontekście zbierania i jedzenia, to za sprawą pojawiających się co rok doniesień o zatruciu muchomorem zielonawym (sromotnikowym), który został pomylony z kanią właśnie. Na bazie tych doniesień kania okryła się sławą - z jednej strony dobrą, bo jest przepysznym grzybem, z drugiej strony złą - po (podobno) łatwo ja pomylić z trującym śmiertelnie muchomorem. Kwestię pomyłek kani z muchomorem zielonawym dzisiaj pominę, bo dla mnie te dwa gatunki są nie do pomylenia, ale zajmę się za to porównaniem trzech, najczęściej spotykanych, gatunków czubajek. Te są przez wielu, nawet wytrawnych grzybiarzy mylone. I chociaż nie niesie to za sobą żadnych skutków szkodliwych dla zdrowia, warto wiedzieć, co się wkłada do koszyka i na talerz.

poniedziałek, 18 września 2017

Tym razem siedzunie i muchomory

grzyby 2017, grzyby we wrześniu, grzyby w okolicach Krakowa, Siedzuń sosnowy, szmaciak gałęzisty Sparassis Crispa, opieńka ciemna. Armillaria ostoyae, Tricholomopsis rutilans rycerzyk czerwonozłoty, Suillus viscidus maślak szary, Clitocybe odora lejkówka zielonawa, Craterellus tubaeformis pieprznik trąbkowy, borowik ceglastopory. Boletus erythropus, Lentinellus cochleatus twardówka anyżkowa, muchomor czerwieniejący Amanita rubescens
      Jeszcze przed powrotem z wakacji Krzyś dopytywał, kiedy pójdziemy na szmaciaki. Bo one takie wielkie i piękne są! Mowa oczywiście o siedzuniach sosnowych, które przed zmianą nazewnictwa były zwyczajnymi szmaciakami gałęzistymi, a nie siedzuniami. U nas w dalszym ciągu mówi się na nie po staremu - szmaciaki. Zapewniłam Krzysia, że pojedziemy po nie w najbliższym wolnym dniu, kiedy juz spokojnie osiądziemy w Krakowie po wakacjach i zlocie na Mazurach. Dzień taki nastał w niedzielę. Krzyś pierwszy raz obudził się o czwartej z pytaniem, czy możemy już jechać. Argument, ze jest ciemno, nie do końca do niego przemawiał, bo na biurku, obok scyzoryka, leżała latarka. Na szczęście sen jeszcze do mojego małego grzybiarza wrócił i mogliśmy spokojnie dospać do szóstej. Za oknem siąpił deszcz. To taka oczywista tradycja niedzielna, powtarzająca się nad wyraz często - co niedziela, deszczyk. Pawełek nawet stwierdził, że dzięki temu konkurencji w lesie mieć nie będziemy. Wkrótce bardzo się zdziwił.

sobota, 16 września 2017

Koźlarze, grzybowi zabójcy i jeszcze parę grzybków z Ponidzia

Leccinum quercinum koźlarz dębowy
     W magicznym lesie Zibiego na Ponidziu rosły nie tylko szatany i rzadko spotykane kolorowe borowiki, ale również całkiem zwyczajne grzyby. Tych najpospolitszych nawet nie uwieczniałam, żeby baterii i karty w aparacie starczyło, ale nie pominęłam gatunków, które w niektórych rejonach są powszechne, ale nie spotyka się ich w lasach, które odwiedzam najczęściej. Grzybki te trafiały do koszyków i zostały później dobrze wykorzystane. Dzieliliśmy się nimi w zależności od upodobań poszczególnych uczestników wyprawy,nie zapominając o zapełnieniu koszy naszego gospodarza, który MUSI wychodzić z lasu z pełnym obciążeniem, żeby czuć się szczęśliwym grzybiarzem. Zobaczcie, co jeszcze trafiłonam się w szatańskim lesie.

piątek, 15 września 2017

Kolorowe borowiki z szatańskiego lasu

Boletus aereus borowik ciemnobrązowy
     Jak już wspominałam w poście o borowikach szatańskich, w ich królestwie wyrosło jeszcze mnóstwo innych ciekawych i rzadkich grzybów. Dzisiaj zapraszam na przegląd kolorowych borowików. Niektóre z nich już kiedyś widziałam, innym stanęłam na drodze po raz pierwszy. Bogactwo odwiedzonego lasu było ogromne, zachwyciło nie tylko mnie, ale i moich towarzyszy - Pawła i Roberta.

czwartek, 14 września 2017

W Królestwie Szatana, czyli cała prawda o borowikach szatańskich

grzyby 2017, niejadalne borowiki, borowik szatański, szatan
     Na spotkanie z szatanami wybierałam się od trzech lat, ale ciągle los nam rzucał kłody pod nogi i albo one się nie zjawiały, albo ja nie mogłam do nich dojechać. Wreszcie zawzięłam się i obiecałam sobie, ze ten rok, tak obfity przez ostatnie tygodnie w grzyby, trzeba wykorzystać. Wracając z mazurskiego spotkania grzybiarzy, zadzwoniłam do Zibiego, sprawującego pieczę nad ponidziańskimi lasami i grzecznie poprosiłam, zeby sprawdził, czy są. Zibi pomarudził, że na poniedziałek miał w planie inny las i pozysk szlachetniaków, ale powiedział, że dla mnie zrobi wszystko, nawet zmieni grzybowe plany.

     W poniedziałek odbieraałam kolejne telefony - "Są!". "Dorotka, biało od szatańskich łbów!" "To kiedy  przyjedziesz?" Znowu odłożyłam parę innych spraw "na później",poprosiłam Pawełka, żeby zawiózł dzieciaki do szkoły i zaplanowałam wyjazd na środę. Wiedząc, że marzeniem Pawła z Jaworzna jest nagranie szatańskiego filmu, dałam mu znać. Szybko załatwił sobie dzień wolny. Do ekipy dołączył jeszcze Robert z Dąbrowy Górniczej. Dotarli do Krakowa parę minut po szóstej i trzyosobową ekipą wyruszyliśmy do szatańskiego królestwa.

wtorek, 12 września 2017

Ostatnie pozyski na Mazurach

grzyby 2017, grzyby na Mazurach, grzyby we wrześniu, zlot grupy "Grzyby, grzybiarze, grzybobranie :)
     Dzień przed wyjazdem z Mazur zrezygnowaliśmy ze śniadania, żeby iść do lasu wcześniej i mieć więcej czasu na spacerowanie i pozyskiwanie. Spakowałam do plecaka kanapki zrobione podczas piątkowej kolacji i o siódmej ruszyliśmy do lasu. Przy drogach wjazdowych i na parkingach stało już sporo pazerniaczych samochodów. My też zajęliśmy swoje miejsce, dokładnie to samo, w którym byliśmy dzień wcześniej. Ruszyliśmy w przeciwną stronę niż w piątek i zgodnie z planem pomaszerowaliśmy w głąb lasu, ponieważ na skraju grzybki zostały już mocno przerzedzone przez kolejnych grzybiarzy.

sobota, 9 września 2017

Po deszczu przychodzi słoneczko!

grzyby 2017, grzyby we wrześniu, grzyby na Mazurach, zlot grupy "Grzyby, grzybiarze, grzybobranie"
     Po całym deszczowym czwartku nastał piątkowy poranek naznaczony mżaweczką, która towarzyszyła nam w drodze do lasu. Do menażeryjnej eskapady dołączył Paweł z Jaworzna. Podobnie, jak pozostali uczestnicy zlotu, wyruszyliśmy do lasu zaraz po śniadaniu. Czasu w nadmiarze nie było, bo należało zapełnić koszyki i wrócić na obiad na godzinę 14.00. Lasów mazurskich nie znamy, więc jadąc samochodem rozglądaliśmy się za jakimś przyjaznym miejscem, w którym powinny czekać na nas grzybki. Zatrzymaliśmy się u wylotu leśnej drogi, gdzie powitały nas dwie malutkie kanie. Dobrze, że ich nie rozjechaliśmy parkując na poboczu.

czwartek, 7 września 2017

W drodze do Pieckowa

grzyby 2017, grzyby na Mazurach, zlot grupy "Grzyby, grzybiarze, grzybobranie"
            W Krakowie byliśmy całe trzy dni. Już w środę przed świtem wyruszyliśmy na wyprawę na pierwszy zlot grupy "Grzyby, grzybiarze, grzybobranie". Wyjazd został zaplanowany dawno, dano temu, jeszcze zimową porą. Doniesienia o występowaniu grzybów dawały nadzieję na udane zbiory, nie wierzyłam jednak, aby były potrzebne aż dwie suszarki i spakowałam tylko jedną. Tymczasem od połowy drogi migały nam na poboczach grzybki; najlepiej widoczne były oczywiście kanie, gatunek, który doskonale zbiera się jadąc samochodem. Pawełek dorwał się do kierowania i nie chciał sięzatrzymywać tam, gdzie rosły wypatrzone grzybki, bo spieszył się do tych właściwych miejsc. Im byliśmy bliżej, tym więcej osób stało przy drodze sprzedając dary lasu. Na rozkładanych stolikach leżały rozłożone podgrzybki, borowiki, kurki i maślaki wszelkich gatunków. Wraz z Krzysiem wymogliśmy na Pawełku zatrzymanie się w lesie zanim jeszcze dotrzemy do ośrodka w Ostrowie Pieckowskim. Tym sposobem znaleźliśmy się w pięknym lesie w pobliżu Spychowa, wsi Juranda.:)

wtorek, 5 września 2017

Szalejemy! Ja i krakowskie pieczarki

grzyby 2017, grzyby we wrześniu, grzyby w mieście, wysyp pieczarek
      Ostatnie dni to istne szaleństwo, chwilami o przebiegu dramatycznym. Mam wewnętrzną potrzebę wylania z siebie nagromadzonego stresu i zmęczenia wakacyjno-powakacyjnego, więc zanim dojdziemy do pieczarek, spróbujcie przebrnąć ze mną przez te pierwsze wrześniowe dni.

     Drugi września, sobota. Dzień naszego powrotu z Lipnicy do Krakowa. Od dwóch dni grzyby rosną masowo. Czekałam na to od 24 czerwca, a one bezczelnie wybrały sobie taki termin, w który w żaden już sposób nie mogę się wstrzelić. Od piątej rano zaczęłam pakowanie tego wszystkiego, czego nie można było spakować wcześniej, bo było koniecznie potrzebne do ostatniej chwili. Suszarnia ciągle pracuje, bo piątkowe grzybki jeszcze się dosuszają. Po spakowaniu części betów w domu, ruszam do stajni. Konie już dobrze wiedzą, że będziemy wracać; już kilkakrotnie przerabiały składanie ogrodzenia padoków, ostatni ranek spędzony w boksach, a nie na pastwisku... Wiedzą i czekają, delikatnie się niecierpliwiąc. Nie chcą jeść siana i czekają na coś bardziej treściwego, ale przed transportem nie daję im paszy, żeby pełny żołądek w połączeniu ze stresem nie stał się przyczyną komplikacji zdrowotnych. One czekają, a my z Pawełkiem sprzątamy stajnię i pakujemy do samochodu koński ekwipunek.

piątek, 1 września 2017

Dwa ostatnie grzybobrania to spełnienie wakacyjnych marzeń leśnych

grzyby 2017, grzyby w sierpniu, grzyby na Orawie
     Wbrew moim przewidywaniom, grzybki sobie poradziły i wykorzystały tę odrobinę wilgoci, jaką dał jednodniowy opad sprzed dwóch tygodni. Dwa ostatnie wakacyjne grzybobrania były spełnieniem grzybowych marzeń o pełnych koszykach. Aż trochę żal wyjeżdżać. Za chwilę rozpocznę ostatni etap pakowania, w południe przyjedzie samochód po konie i wieczorem powinniśmy się szczęśliwie zalogować w krakowskim domku, za którym juz nam nieco tęskno. A grzybki będą sobie rosły, bo w nocy znowu popadało. Zobaczcie jakie piekne sztuki wpadły w nasze łapy przez ostatnie dwa dni.