sobota, 30 grudnia 2017

Doborowe towarzystwo i ostatni dzień szaleństw w Szczawnicy

jazda na jabłuszkach, Wąwóz Holmole, Jaworki, Bukowinki, kulig, fajerwerki
     Ostatni dzień w całości spędzony w Szczawnicy, był bardzo, bardzo intensywny. Intensyfikacja zaczęła się już dzień wcześniej, 25 grudnia, kiedy to pod wieczór dojechali do nas przyjaciele z Jaworzna - Iwonka z Pawłem i swoimi córeczkami Mają i Nelą. Dzieci spędziły wieczór na szalonej zabawie w domku, a dorośli na trwającym do późna opowiadaniu o wszystkim. Panów wzięło na wspominki, więc miałyśmy z Iwonką możliwość dowiedzenia się o paru ciekawostkach z przeszłości naszych Pawełków.;) Oczywiście, po takiej posiadówie, chętnie byśmy rano pospali nieco dłużej, ale młodzież, spędzająca nockę w czwórkę na zsuniętych łóżkach, ogłosiła koniec spania już o szóstej. Zaczęli co prawda "tylko" od opowiadania swoich snów, ale robili to na tyle głośno, że o dalszym spaniu za ścianą nie było już mowy. A później chcieli jak najszybciej dostać śniadanie i już gdzieś iść, żeby jeździć na sankach. A tu na śniadanko trzeba było czekać aż do dziewiątej. Nie jest łatwo przetrwać wypytywanie czwórki dzieci, kiedy WRESZCIE będzie to, na co czekają. W takich chwilach bardzo przydatne są tablety, bo przy nich dzieci znikają na trochę. Staram się nie wykorzystywać tej broni, ale tym razem była sytuacja wyjątkowa, więc pozwoliliśmy całej czwórce na uziemienie nad ekranikami.

czwartek, 28 grudnia 2017

Grzybowe eldorado w rezerwacie Biała Woda

Pieniny, Rezerwat Biała woda, grzyby 2017, grzyby zimowe, grzyby w Pieninach
      25 grudnia, zaraz po śniadaniu, ruszyliśmy na kolejną pienińską wyprawę. Takie poranne wyjścia w świąteczne dni są doskonałym rozwiązaniem,  jeśli ma się ochotę poobcować z naturą we względnej samotności i ciszy. Większość "niedzielnych" spacerowiczów wyrusza na wycieczki w godzinach południowych, kiedy my już jesteśmy daleko od początku trasy i praktycznie nikogo nie spotykamy. No chyba, że takich samych zakręconych, jak my. Ale wtedy są to spotkania przyjemne. 

     Od rana przeświecało słońce. Mróz trzymał jedynie przy gruncie. Odpaliliśmy samochód w kierunku rezerwatu Biała Woda. Gospodyni, pani Teresa, bardzo zachwalała to miejsce, podkreślając nie tylko jego urok, ale również zdrowotne właściwości tego miejsca, w którym jest wysokie stężenie jodu. O grzybkach nic nam nie mówiła, ale szybko okazało się, ze Biała Woda również pod tym względem przebiła wcześniejsze znaleziska z tego terenu.

wtorek, 26 grudnia 2017

Wąwóz Homole i wigilijne grzybki

Trasy spacerowe w Pieninach, Wąwóz Homole, budowanie bałwana, grzyby zimowe, grzyby w Pieninach
      Wigilijny poranek obudził nas deszczem bębniącym o parapety i wiatrem świszczącym za oknem. Od dłuższego czasu kolejne niedziele mocno nas rozpieszczały nie tylko brakiem opadów, ale i słoneczkiem świecącym od rana, więc wcale się nie dziwiłam, że ta dobra passa niedzielna musiała w końcu zostać przełamana. Wybrała sobie na to tę świąteczną niedzielę. I dobrze! - pomyślałam. Teraz to już na pewno będziemy prawie samotni na szlaku i na pewno nie spotkamy żadnych niedzielnych turystów rozrzucających plastikowe butelki po krzakach. My mięczakami nie jesteśmy, więc nam żaden deszcz czy wiatr straszne nie są. 

    Chłopcy znowu zrobili pobudkę tuż po szóstej i niewiele później zaczęli dopytywać, kiedy wreszcie będzie śniadanie. A trzeba na nie było czekać aż do dziewiątej... Ten czas o tyle działał na naszą korzyść, że deszcz się zmęczył i zamienił w mżawkę. Zaraz po sniadaniu ruszyliśmy na zaplanowaną wycieczkę.

niedziela, 24 grudnia 2017

Grzyby w okolicy Szczawnicy

grzyby 2017, grzyby zimowe, grzyby w Pieninach
      Podczas sobotniego spaceru po górach otaczających Szczawnicę nie tylko bawiliśmy się na śniegu, podziwialiśmy uroki górskiej zimy, ale i szukaliśmy grzybków. Właściwie to prawda jest taka, że ja szukałam grzybków podczas całego spaceru, a chłopcy tylko z doskoku, kiedy im o tym przypomniałam. Zobaczcie co udało się wytropić w Pieninach pod koniec grudnia.:)

Po szczytach w poszukiwaniu prawdziwej zimy

Spacer w Szczawnicy - Cyrhle 774) - Łaźne Skały (773) - Zalazie (733) - Witkula (736) - Szafranówka (742) - Przełęcz pod Szafranwką
     Jedynym sposobem na znalezienie większej ilości śniegu i skorzystanie z uroków zimy, była wyprawa w nieco wyższe partie górek otaczających Szczawnicę. Plan tej wycieczki Pawełek opracował jeszczze w Krakowie i całą trasę wpisał do swojego niezawodnego dżipsa. Zabrał też papierową mapę, która już niejednokrotnie podczas naszych spacerów, okazała się bardziej niezawodna od elektroniki.Dzieci zostały wyposażone w ortalionowe kombinezony i po śniadaniu byliśmy gotowi do wyjścia na szlak.

sobota, 23 grudnia 2017

Pierwszy dzień w Szczawnicy

świąteczny wyjazd do Szczawnicy
      Zapakowaliśmy pół bagażnika sanek, kombinezonów i ciepłych, ortalionowych spodni, żeby Michaś z Krzychem mogli bawić się na śniegu bez konieczności moczenia się nim "do środka" i po śniadaniu ruszyliśmy w drogę do Szczawnicy, gdzie w tym roku po raz pierwszy spędzamy święta. W drodze towarzyszył nam deszcz, a nieco dalej w stronę gór, śnieg z deszczem i mokry śnieg. Nie lepiej było u celu - co prawda na ziemi leżała cienka warstwa mokrego śniegu, ale spadała na nią mżawka, która częściowo zamarzała, tworząc lodową skorupkę na powierzchni. W związku z tym bałwana ulepić się z tego czegoś nie dało, ale robienie kulek i rzucania nimi, wychodziło całkiem nieźle. Ale po kolei.

     Do Osady Agata dojechaliśmy w miarę sprawnie koło południa. Mimo, że jechaliśmy tam po raz pierwszy, bez problemu trafiliśmy. Przywitaliśmy się z przesympatycznymi gospodarzami i rozpakowaliśmy się w przydzielonym domku. Chłopcy od początku byli zachwyceni miejscem i natychmiast po wypakowaniu zabawek zabrali się za zabawę w chowanego i niespecjalnie mieli ochotę na spacer. Ale przecież nie po to przyjechaliśmy w góry, żeby siedzieć w domku!

czwartek, 21 grudnia 2017

Uśmiech zimówki, wysuszony podsłuch i zabawy w grudniowym lesie

grzyby 2017, grzyby w grudniu, grzyby zimowe, grudniowy las
      Uśmiechnięta zimówka z wyszczerzonymi zębiskami blaszek doskonale odzwierciedliła nasze czwartkowe humory. Dzień, kiedy nie trzeba było się w biegu zbierać do wyjścia do szkoły, nigdzie nadmiernie spieszyć, wywlekać samochodu z garażu, a jedynymi zadaniami do wykonania było wyjście na spacer i spakowanie się na wyjazd świąteczny. Właściwie to spacer był koniecznym wstępem do procesu spakowania się, bo gdyby Michaś z Krzychem nie spuścili pary podczas biegania po lesie, rozładowywaliby nagromadzoną energię ganiając między torbami i plecakami, w których trzeba było umieścić wszystkie potrzebne rzeczy i o niczym nie zapomnieć. Najłatwiej jest się spakować, kiedy nie ma żadnego pomocnika, ale dzisiaj nie było mi to dane. Ale nie o pakowaniu miało być przecie, a o spacerze.:)

Ostatni dzień szkoły 2017

Opowieść wigilijna, spotkanie świąteczne w szkole
     W szkole Michałka i Krzysia świąteczna wolność została ogłoszona dwa dni wcześniej niż w większości szkół. Środa była zatem ostatnim dniem nauki i popołudniowego przedstawienia, do którego dzieciaki przygotowywały się od dłuższego czasu. W tym dniu właściwie to już nauki nie było. Ćwiczyli za to przed występem, a na szkolny obiad zjedli tradycyjne wigilijne dania, którymi się sprawiedliwie podzielili, według własnych upodobań - Michałek zjadł dwa talerze barszczu z uszkami, a Krzyś dwie porcje ryby. Obiad w szkole jest jednym z ważniejszych wydarzeń każdego dnia, a taki wybitnie świąteczny pozostał w pamięci na tyle długo, ze jeszcze wieczorem chłopcy umieli powiedzieć, co jedli w południe.;) Dzień zleciał im, jak zwykle, bardzo szybko i doczekali się występu. Po południu zjechali się rodzice i dzieci mogły pokazać efekty swoich przygotowań i prób, na które poświęcili czas przeznaczany zazwyczaj na zabawę.

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Pierwszy raz na sankach tej jesieni

zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
      Dla nas, dorosłych, śniegu mogłoby w ogóle nie być, szczególnie w mieście, gdzie robi się z niego czarna breja i po godzinie od momentu zetknięcia z ziemią, śnieżynki w niczym nie przypominają swojego pierwotnego kształtu i koloru. Ale dzieciaki cieszą się z każdego płatka, który spada z chmur i próbują go wykorzystać do zabawy. W Krakowie pod mocnymi porywami halnego śnieg zniknął zupełnie, więc wybraliśmy się na poszukiwania go pod Babią Górę. Oczywiście wypad na spacer po śniegu został połączony z przedświąteczną wizytą u naszych  zaprzyjaźnionych lipnickich gospodarzy - Wioli i Janusza. 

    Chłopcy już od soboty przypominali z dużą częstotliwością, żeby nie zapomnieć o zabraniu sanek. Sprzęt został zatem wpakowany do bagażnika wraz z ortalionowymi strojami dostosowanymi do śnieżnych szaleństw. Wyruszyliśmy z Krakowa o ósmej. Po drodze prószył trochę śnieg, ale na ziemi nie było go ani trochę. Przejechaliśmy Myślenice, Lubień, Rabkę i wszędzie ziemia była szaro - bura. Krzycha i Michałka zaczęło ogarniać zwątpienie. Pocieszałam ich, ze w Lipnicy śnieg na pewno będzie, ale i ja miałam co do tego wątpliwości, bo nawet w Jabłonce można było dostrzec jedynie marne resztki śniegu po rowach i nic ponadto.

sobota, 16 grudnia 2017

Jak jest grudzień, musi być gruda

jazda konna w zimie, kotlety z grzybów suszonych, zabawy dzieci w domu
      Tegoroczny listopad i do tej pory również  grudzień były o tyle łaskawe dla końskich kopyt, że nie zmroziły ziemi w nieprzyjazną, twardą i grożącą uszkodzeniami rogu kopytowago grudę. Nawet jak przez noc ziemia trochę stwardniała, to szybko odzyskiwała miękkość w ciągu dnia. Ale co dobre, to się kiedyś musi skończyć. Dzisiejszej nocy mrozu co prawda wielkiego nie było, ale wystarczyło, żeby wszelkie nierówności na podłożu zrobiły się twarde jak beton. W ciągu dnia też wiele cieplej nie było, więc utwardzone błotko nie rozmiękło. 

    Kiedy przyjechaliśmy do stajni, zabrałam się za czyszczenie kolejnych koni, które doskonale wykorzystały błotną paćkę, jaka była na wybiegu jeszcze dzień wcześniej i miały na sobie gruba warstwę dobrze przyklejonej do futra panierki. W trakcie zapylania okolicy sproszkowanym błotem z Latony zjawiła się Gabrysia, której przypadło w udziale wyczyszczenie Ramzesa - mistrza w nakładaniu panierki. Chłopaki w tym czasie rozpalili ognisko i dokonali zakupu niezdrowej żywności, którą przygotowują później na ogniu.

środa, 13 grudnia 2017

Kopiec Kościuszki - nowe wrażenia

Kopiec Kościuszki, muzeum na Kopcu Kościuszki
     Uszaki i boczniaki zebrane w Lasku Wolskim zostawiliśmy w samochodzie, otupaliśmy ubłocone nieco buty i wzięliśmy się za realizację planu Krzysia, czyli zdobycie szczytu Kopca Kościuszki. Chłopcy byli już niejednokrotnie zarówno na górze kopca, jak i w muzeum, które się tam znajduje i wydawałoby się, ze już wszystko widzieli i właściwie to można byłoby sobie podarować ten punkt wycieczki. Ale tak nie jest. Wystarczy pół roku różnicy między jedną, a drugą wizytą w tym samym miejscu, a chłopcy, zyskawszy te pół roku życie więcej, doświadczenie i wiedzę, patrzą na to samo w inny sposób, na co innego zwracają uwagę, zadają inne pytania (chociaż i powtórki się zdarzają), zauważają to, czego wcześniej nie dostrzegali. Uświadomiłam to sobie patrząc na nich i ich reakcje w muzeum. Warto z dziećmi odwiedzać te same miejsca, jeżeli oczywiście sami zainteresowani wyrażają taką chęć.:)

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Kolejne mrożonki grzybowe z grudniowego lasu

grzyby 2017, grzyby w grudniu, grzyby zimowe, grzyby w Lasku Wolskim, uszak bzowy, boczniak ostrygowaty
     Jesteśmy prawdziwymi szczęściarzami! Niedziela, dzień na wypad do lasu, zaczęła się pięknie - na wschodzie niebo było różowawo - pomarańczowe, a wkrótce rozbłysły na nim promyki grudniowego słońca. Podczas porannych czynności, powolnego wstawania i pogaduszek Pawełek w pewnym momencie zapytał, co ja bym zrobiła, jakby ich, znaczy się Pawełka, Michałka i Krzysia, nie było. Popatrzyłam na pogodne niebo i bez wahania odpowiedziałam, ze byłabym w lesie. A Pawełek, chcąc się upewnić, co mam na myśli, dopytywał, czy ja tak dosłownie, czy w przenośni o tym lesie... Parsknęłam śmiechem; pewnie, że dosłownie! Przecież jakbym nie musiała robić śniadanek, szykować ubrań i poganiać całe towarzystwo, to już od pół godziny mogłabym się włóczyć między drzewami. A tu jeszcze chłopcy dorwali się (za moim pozwoleniem) do tabletów, tak na 10 minut i oczywiście chcieli jeszcze pięć minutek i jeszcze pięć... Dopiero jak zagroziłam, że idziemy z tatą sami, to zostawili zabawę i zaczęli się ubierać. Tydzień temu spenetrowaliśmy okolice Kopca Piłsudskiego, a na tę niedzielę zaplanowałam szukanie zimowych grzybów w pobliżu Kopca Kościuszki. Oczywiście od razu Krzyś rozwinął plan wycieczki o zdobycie kopca. Nie miałam nic przeciwko temu, ale najpierw poszliśmy na grzyby.

sobota, 9 grudnia 2017

Złapałam chwilę słońca

grzyby 2017, grzyby w grudniu, uszak bzowy
      Im krótsze dni i dłuższe noce, tym mniej czasu na wyjście na spacer "po jasności". W dodatku dni pochmurne i bez słońca sprawiają, że człowiek poziewuje od rana, mimo że śpi dłużej niż wiosną czy w lecie. Przynajmniej ja tak mam - latem budzę się przed świtem i jestem w pełnej gotowości do działania, a zimą wygrzebanie się z łóżka zajmuje znacznie więcej czasu i tak jakoś mniej energicznie zaczyna się kolejny dzień. 

     Ostatnio znowu przez wiele dni nie było na niebie ani śladu słońca, a Kraków spowijał smog. Piątkowy poranek był inny niż kilkanaście poprzednich - niebo zaróżowiło się i było wolne od chmur. Michaś i Krzyś obudzili się wcześniej niż ostatnio i znacznie szybciej byli gotowi do wyjścia do szkoły. Zawiozłam ich na lekcje i szybko przeprowadziłam kalkulację, ile czasu mogę wyrwać dla siebie, żeby zdążyć popracować, przygotować coś do jedzenia dla chłopaków i odebrać ich ze szkoły. Z kalkulacji wychodziło, że opcją najlepszą, umożliwiającą zażycie ruchu i przepatrzenie miejscówek zimowych grzybów na Zakrzówku byłby rower. Ale trzymał mrozik, a ja ciepłolubna bardzo jestem i od czasu wypadku rowerowego, jaki miałam parę lat temu, w takich temperaturach nie jeżdżę. Pozostało okrojenie trasy i marszobieg.

piątek, 8 grudnia 2017

Znowu do nas przyszedł z prezentami!

Prezenty od Mikołaja
      Oczekiwanie na Mikołaja, a właściwie bardziej na prezenty, które miał przynieść, było straszne - wiązało się z nadzieją i niepewnością. Z jednej strony chłopcy są przekonani o swojej codziennej grzeczności, jednak ze strony drugiej zdają sobie doskonale sprawę, że tak nie do końca są zawsze tacy idealni.;) Jak to dzieci... Wiele do życzenia pozostawia też porządek na ich biurkach i półkach. Do większości kolegów Michałka i Krzysia Mikołaj przyniósł prezenty już we wtorek, a u moich chłopaków nie było tego wyczekiwanego gościa. Zapewne Mikołaj doskonale wiedział, że we wtorki chłopcy mają mnóstwo popołudniowych zajęć i nie zdążyliby się wystarczająco długo nacieszyć prezentami przed snem, więc zdecydował, że obdaruje wcześniej inne dzieci, a do Michasia i Krzysia przyjdzie w ten właściwy dzień - szóstego grudnia.

     W środę rano chłopcy najpierw przeszukali wszystkie znane z poprzednich lat skrytki i stwierdziwszy, że nocą prezenty się nie pojawiły, jeszcze posprzątali na biurkach, żeby Mikołaj miał gdzie położyć to, co dla nich przyniesie. Zawiozłam ich do szkoły. 

     Kiedy  jechałam po nich do szkoły, sama rozglądałam się za saniami z Mikołajem, bo to już najwyższa pora była, żeby te prezenty przyniósł. Żeby rozpaczy nie było. Wypatrzyłam go nad sąsiednim blokiem. Skoro był tak blisko, wiedziałam, że zdąży podrzucić upominki zanim wrócimy ze szkoły.:)

środa, 6 grudnia 2017

Spacer po pierwszym śniegu i mrożone grzybki

grzyby 2017, grzyby w grudniu, grzyby zimowe, grzyby w Lasku Wolskim, wycieczka na Kopiec Piłsudskiego
      Dzisiaj po śniegu zostały jedynie marne resztki, ale w niedzielę było go jeszcze całkiem sporo. Po sobotnim ukulturalnianiu się w centrum i szalonej imprezie, należało uczcić niedzielę jakimś porządnym spacerem po lesie. Kiedy Paweł z rodziną byli u nas poprzednio, zdobyliśmy wspólnie Kopiec Kościuszki i spenetrowaliśmy Las Wolski wokół niego, więc tym razem, w ramach kontynuacji zwiedzania Krakowa i przyległości, poszliśmy na Kopiec Piłsudskiego. Kopiec znajduje się również w Lasku Wolskim i żeby do niego dortrzeć, trzeba się trochę przespacerować.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Długo wyczekiwana impreza urodzinowa. Krzyś jest pełnoprawnym siedmiolatkiem:)

impreza urodzinowa w GoJump
      To było naprawdę długo wyczekiwane wydarzenie. Krzyś skończył siedem lat już 21 listopada, a impreza była dopiero 2 grudnia. Właściwy dzień urodzin, z życzeniami od mamy i taty oraz stolatami odśpiewanymi w domu nie był żadną atrakcją, bo przede wszystkim nie było prezentów. A co to za urodziny bez upominków???

    Ale nadszedł w końcu ten właściwy dzień. Po przedpołudniowym spacerze na Rynku zostało nam 45 minut do wyjścia z domu i jazdy do parku trampolin, gdzie była impreza. Ja się uwijałam, żeby przebrać chłopaków i spakować wszystkie potrzebne akcesoria urodzinowe, Michaś bawił się z Mają i Nelą, a Krzyś siedział wpatrzony w zegar i powtarzał na zmianę: nigdy nie zrobi się ta właściwa godzina, chodźmy już, spóźnimy się... Mimo Krzychowych obaw, wskazówki dotarły do właściwych punktów (jak dla mnie to zdecydowanie za szybko) i pojechaliśmy na dwa samochody - My z chłopakami i tortem w bagażniku, a Paweł z Iwonką i dziewczynami, za nami.

niedziela, 3 grudnia 2017

Goście z Jaworzna na Krakowskim Rynku

tarki świąreczne na Krakowskim Rynku
     Pierwszy grudniowy weekend jest bardzo nasycony atrakcjami, w związku z czym dzieciaki same już nie wiedzą, czego jeszcze powinny chcieć. Od powrotu Pawełka z sanatorium Krzyś odliczał już każdą godzinę do swojej imprezy urodzinowej, a tu się okazało w środę wieczorem, że na weekend przyjadą do nas Iwonka i Paweł z Jaworzna oraz ich córki - Maja i Nela. Jak się Michaś z Krzysiem dowiedzieli, że ich ukochane koleżanki będą u nas już teraz, a nie za tydzień, jak pierwotnie było planowane, nie wiedzieli już zupełnie na co czekać - czy na dziewczyny, czy na urodziny, czy może już na Mikołaja... Tysiące razy powtarzane pytania:"Kiedy będą?", "Za ile przyjadą?", "Kiedy będzie impreza?", "Czy wszyscy przyjdą?" sprawiły, że nie marzyła o niczym innym poza tym, żeby już było po imprezie.;)

czwartek, 30 listopada 2017

Prezenty i niespodzianki

prezenty, upominki, niespodzianki
     Kiedy przychodzi listopad, zaczynają się dyskusje, marzenia i życzenia prezentowe, które z każdym dniem przybierają na sile, by osiągnąć punkt kulminacyjny na przełomie listopada i grudnia. Zazwyczaj prezentowe szaleństwo zaczynało się od dnia urodzin Krzysia, czyli 21 listopada, ale w tym roku, ze względu na wyjazd Pawełka do sanatorium, impreza urodzinowa została przełożona w czasie i odbędzie się dopiero w najbliższą sobotę. Od tygodnia Krzyś nie myśli już o niczym innym, tylko o swojej uroczystości i PREZENTACH. Zauważyłam jednak, że im bliżej jest sobota, tym częściej chłopcy przypominają sobie o Mikołaju, do którego listy wysłali już dawno, dawno temu... Za chwilę Mikołaj podrzuci prezenty w domu, szkole, klubie piłkarskim i nie wiadomo, gdzie jeszcze. A jak już przyjdzie, zacznie się czekanie na Gwiazdkę i upominki schowane pod choinką...

     Nie tylko o prezentach listopadowo - grudniowych chciałam napisać, ale o takich zwykłych, codziennych, które mnie sprawiają więcej radości niż takie pozyskane ze sklepu. Przede wszystkim miałam problem z wymyśleniem prezentu, który chciałabym dostać od Mikołaja, a list musiał być; od ubiegłego roku pisze go za mnie Krzychu. Rok temu dostałam wielki garnek, a teraz, po głębokiej analizie potrzeb zażyczyłam sobie zestaw kolorowych talerzy. No i Mikołaj ma problem z wyborem... Właściwie to niewiele mi do szczęścia potrzeba, bo mam wszystko. Czasu trochę więcej by się przydało co najwyżej.

wtorek, 28 listopada 2017

Tyle dobra się zmarnowało

grzyby 2017, grzyby w listopadzie, grzyby na Ponidziu
     Już trzecią niedzielę z rzędu spędzaliśmy na Ponidziu. To już ostatni wyjazd do Buska zdroju w tym roku, bo Pawełkowi skończyła się sanatoryjna mordęga i przywieźliśmy go do domu. Zanim jednak dotarliśmy do Krakowa z odzyskanym tatusiem, był przed nami cały dzień, co prawda niezbyt długi, bo listopadowy, ale wolny - wyjazdowy. 

    Po cudownej, słonecznej sobocie, niedzielny poranek budził się w ślimaczym tempie z deszczem i czarnymi chmurami. Chłopcy,  którzy sobotnie popołudnie spędzili na szaleństwach w parku trampolin, gdzie byli na imprezie urodzinowej koleżanki, byli tak zmęczeni, że rano nie mieli specjalnej ochoty na wstawanie z łóżka. Nawet Krzyś, który od środy z nasilającą się częstotliwością powtarzał: "Chcę do taty!", nie mógł się zmobilizować do wstania. Nie pospieszałam ich zbytnio, bo padał, więc długość spaceru i tak trzeba byłoby dostosować do panujących warunków. Wyjechaliśmy dopiero parę minut przed ósmą. 

    Za Krakowem deszcz ustał, ale droga była mokra, a miejscami również przymarznięta. Jechaliśmy powoli, a i tak, przed jednym z rond (na trasie z Krakowa do buska jest ich 13; chłopcy przeliczyli), nawet wpadliśmy w mały poślizg, prawie, kontrolowany. Czas jazdy wykorzystaliśmy na naukę - Michałek uczył się opowiadać legendę o Lechu, Czechu i Rusie, a Krzychu alfabetu. Dobrze nam ta nauka poszła, bo dzisiaj chłopcy dostali szóstki.:)

sobota, 25 listopada 2017

Na kucykach po uszaki

grzyby 2017, grzyby w listopadzie, uszaki bzowe, grzyby zimowe, jazda na kucykach
     Listopad podarował nam jeszcze jeden cudny dzień. Chwilami miało się nawet wrażenie, że to wcale nie jest późna jesień, tylko wczesna wiosna, tak koło połowy marca. Dzień zaczęliśmy standardowo - poranny wyjazd do koni, gdzie ja męczyłam konie i jeźdźców na ujeżdżalni, a chłopcy sami organizowali sobie czas. Dzisiaj trenowali wspinanie się na drzewa, pod którymi rosły cierniste krzewy, na co Krzyś zwrócił uwagę dopiero wtedy, kiedy w nich wylądował. Ponieważ było naprawdę cieplutko, kurtki wylądowały w samochodzie, a chłopcy bawili się w samych bluzach. było im wygodnie bez jednej grubej warstwy ubrania, ale okazało się zgubne dla Krzycha, który zsunął się z drzewa i wylądował wprost na kolcach pokrywających gałązki krzaków pod drzewem. Bluza się podwineła i cały brzuszek Krzysiowy został porysowany okrutnymi cierniami. Dopiero co przestał go brzuszek boleć od środka, a już mu jego właściciel zafundował bolesność zewnętrzną. Buźka się Krzychowi wykrzywiła, ale łza żadna nie wyciekła. Stwierdził tylko zbolałym głosem, że strasznie boli. Po chwili jednak, kiedy obejrzał odniesione rany, doszedł do wniosku, że przecież będzie mógł je pokazać kolegom.:) Zadrapania od razu przestały boleć. 

     Było południe. Cieplutki wietrzyk i słońce. Nie musieliśmy się nadmiernie spieszyć z powrotem do domu, bo następna planowana godzinowo atrakcja - urodzinowa impreza u koleżanki Krzysia - miała się odbyć dopiero o 17.30. Żal byłoby wracać już do domu. Wzięliśmy więc Żółtego i Feliksa na spacer w kierunku melioracyjnego rowu, nad którym już niejednokrotnie pozyskiwaliśmy uszaczki bzowe.

piątek, 24 listopada 2017

Wreszcie trochę słońca

las-w-bosutowie
     Jesień w tym roku ogólnie nas nie rozpieszcza, bo dni ze złotą polską, można policzyć na palcach, ale ten listopadowy tydzień to już po prostu przegiął. Ciemne chmury, mgły i opady deszczu i śniegu szybko dały się we znaki i samopoczucie jesienne zjechało ekspresowo w dół. Mimo, że zawsze w pogodzie staram się znaleźć coś pozytywnego i nie marudzę zbytnio nawet na niezbyt korzystne warunki atmosferyczne, to te parę ciemnych dni wprowadziło mnie w stan apatycznego "nic-nie-chcenia". Strasznie tego nie lubię, bo takie mobilizowanie się na siłę do zrobienia czegokolwiek jest okrutnie męczące. Czekałam z niedowierzaniem na spełnienie się przepowiedni pogodowych, według których w czwartek miało zaświecić słońce, a temperatura opuścić najbliższe okolice zera.

środa, 22 listopada 2017

Atrakcje parku zdrojowego

wiewiórki w parku zdrojowym
      Pierwszy etap wizyty u Pawełka - spacer i pozysk grzybków, był za nami. Plan działania na dalszą część dnia mieliśmy napięty, bo czasu przed zmrokiem niewiele, a do zobaczenia mnóstwo ciekawych miejsc. Odstawiliśmy Zibiego do domku, żeby przygotował się na wspólny obiad i pojechaliśmy z Pawełkiem do jego sanatorium, żeby zobaczyć te wszystkie sale tortur, o których opowiadał dotychczas tylko przez telefon.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Odwiedziny u Pawełka i kolejne grzyby z Ponidzia

grzyby 2017, grzyby w listopadzie, grzyby na Ponidziu
     Krzychu zerwał się grubo przed świtem i okrzykiem: "Jedziemy do taty!" obudził śpiącego jeszcze Michałka. Jak się szybko okazało, był to taki chwilowy zryw wywołany emocjami i oczekiwaniem na odwiedziny w Busku, bo po chwili Krzysiowa energia zdecydowanie osłabła i dalszy proces wstawania, ubierania się i wychodzenia, był już zdecydowanie wolniejszy. Niemniej, o siódmej dziesięć znaleźliśmy się w garażu i pozostało tylko usadowić się wygodnie w samochodzie i ruszać.

     Droga upłynęła nam pod hasłem nauki ról do przedświątecznego przedstawienia. Michałek oczywiście musiał pomarudzić, że ma jedną z dwóch najdłuższych ról, co oczywiście nie jest wcale sprawiedliwe, bo Krzysiek ma tylko kilka linijek, a on został narratorem i ma znacznie więcej. Poczucie niesprawiedliwości nie przeszkodziło Michasiowi w ekspresowym opanowaniu tekstu - Michał ma pamięć doskonałą i po dwukrotnym przeczytaniu nawet długiego tekstu, już go umie na pamięć. Jak już wszystko spamiętał, zaczął się martwić, że nie będzie wiedział, kiedy, po kim, ma się w przedstawieniu odezwać. Mimo tłumaczenia, że tego dowie się i zapamięta w czasie prób, miał włączony komplikator. Najchętniej wystąpiłby zaraz po nauczeniu się tekstu, żeby móc to zadanie uznać za zrealizowane i odfajkować je. Krzysiowi zapamiętywanie roli zajęło czas do końca jazdy, ale też zostało zwieńczone sukcesem. Stanęliśmy przed sanatoryjnym szlabanem. Po chwili już witaliśmy się z tatą Pawełkiem.:)

sobota, 18 listopada 2017

Sobota bez Pawełka

         Od ubiegłej niedzieli, kiedy to porzuciliśmy Pawełka na pastwę niemiłosiernych rehabilitantek w sanatorium w Busku, jesteśmy w Krakowie sami. W ciągu tygodnia brak Pawełka nie był zbyt odczuwalny, bo tysiące zajęć, ciągła bieganina i Krzysiowe chorowanie wypełniły szczelnie czas. Co innego w sobotę, kiedy zazwyczaj cały dzień spędzamy razem. Tuż po przebudzeniu Krzychu dopytywał, kiedy wreszcie zobaczymy się z tatą i jakże to tak mamy jechać do koni bez niego... To kto rozpali ognisko i z kim pójdziemy do sklepu po zakup niezdrowej żywności??? Ja miałam raczej obawy co do tego, jak szybko chłopcy zaczną się nudzić i marudzić, kiedy ja będę zajmować się końmi. O tej porze roku inne stajenne dzieci rzadko przychodzą, wiec chłopcy nie mają towarzystwa i czasem zdarza się tak, że nie mogą sobie wymyślić żadnego ciekawego zajęcia. Czyszczenie koni i jazda na nich nie są dla Michałka i Krzysia żadną atrakcją, a ile czasu można się pastwić nad stajennymi kotami, które mają ograniczoną cierpliwość. Okazało się jednak, że moje obawy były na wyrost - chłopcy świetnie się bawili, ciocia Beata rozpaliła ognisko, do sklepu poszli sami, a w dodatku przyjechała Zosia, w której towarzystwie chłopcy świetnie się bawią.

środa, 15 listopada 2017

Listopadowe grzybki z Ponidzia

grzyby 2017, grzyby w listopadzie, grzyby na Ponidziu, wodnicha późna, listopadówka, gołąbki, lakówki, borowiki, podgrzybki, gąski, jesienny spacer
     Dzień po patriotycznej jeździe Pociągiem Wolności mieliśmy również od dawna zaplanowany - na godzinę 14.00 trzeba było odstawić Pawełka do sanatorium w Busku. Całe przedsięwzięcie od początku nadzorował nasz nieoceniony przyjaciel z Buska - Zibi. To z nim ustaliliśmy, że zanim oddamy Pawełka w ręce niemiłosiernych pielęgniarek, rehabilitantów i okrutnych lekarzy, przegonimy go po ponidziańskich lasach. Michaś i Krzyś nie mogli się doczekać spotkania z wnukiem Zibiego - Miłoszem, ja nie mogłam się doczekać grzybków i lasu, a Pawełek był od kilku dni podekscytowany samym faktem wyjazdu. W związku z tym, mimo intensywnie spędzonej soboty, nie było najmniejszych problemów z porannym wstawaniem. Cieniem na wyjazd położył się nieco poranny ból Krzysiowego brzuszka, za który obwinialiśmy zbyt łapczywe połknięcie sobotniej kolacji. Zresztą w drodze boleści wszelkie przeszły i Krzyś wysiadł z samochodu pełen animuszu, podobnie jak my wszyscy.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Pociąg Wolności - etap drugi, czyli powrót

Pociąg Wolności święto Niepodległości, pociąg retro, rekonstrukcje historyczne, wojskowa grochówka
     Doturlaliśmy się Pociągiem Wolności do Nowego Sącza, a tam na peronie czekał tłum ludzi, z których większość chciała  wpakować się do "naszego" pociągu. Na drogę powrotną, czyli z Nowego Sącza do Chabówki przewidziane były największe atrakcje i chętnych na przejazd w tę jedną stronę nie brakowało. Jak Pawełek zobaczył, co się dzieje na peronie, oświadczył, że nie wysiada, bo później nie uda nam się odzyskać naszych miejsc, więc trzeba ich pilnować. A miały być na tym postoju przedpowrotnym różne atrakcje - pokazy strzelania, grupy rekonstrukcyjne, oglądanie broni, czyli to, co dla dzieciaków jest znacznie ciekawsze od samej jazdy. Zostawiliśmy więc Pawełka w pociągu i poszliśmy zobaczyć co ciekawego dzieje się na nowosądeckim dworcu.

sobota, 11 listopada 2017

Pociąg Wolności - pierwszy etap

Pociąg Wolności, 11 listopada, Święto Niepodległości
      Od lat Święto Niepodległości spędzaliśmy na patriotycznym grzybobraniu. Taka świecka tradycja na zakończenie sezonu jesiennego - spotkanie z przyjaciółmi grzybiarzami, pozysk i jakaś mała imprezka. Właściwie to już nie pamiętam, ze ten dzień można spędzić inaczej niż w lesie. Rok temu było cudownie - najpierw dorwaliśmy przepiękne boczniaki, później gęsinę, a na zakończenie, kiedy starsi chłopcy bardzo już byli weseli, dołożyliśmy rydze. Już wtedy, rok temu, po głowie plątał mi się plan, żeby takie spotkanie powtórzyć, może w rozszerzonym gronie. Dlatego, kiedy Pawełek jakoś tak, na progu lata, powiedział, że ma takie marzenie, żeby w dniu 11 listopada pojechać Pociągiem do Wolności, nie byłam zachwycona. Co prawda oświadczył, że weźmie chłopaków i pojadą pociągiem, a ja mogę sobie jechać do lasu, ale jakże to tak osobno spędzić ten dzień. Poza tym wiem, że jak Pawełek zobaczy parowóz, to oczy zachodzą mu mgiełką zachwytu i zapomina o całym świecie, a nie tylko o dzieciach. Po nocnych rozważaniach powiedziałam zatem, ze samych ich nie puszczę i pojadę z nimi. Klamka zapadła - Pawełek zarezerwował bilety jakoś tak w lipcu i trzeba było tylko poczekać do właściwego terminu.

    11 listopada nadszedł szybciej niż powinien (strasznie szybki ten czas jest, a z wiekiem coraz szybszy). Żeby zdążyć na odjazd parowozu z Chabówki o szóstej, musieliśmy wyjechać z Krakowa koło czwartej rano. Michał i Krzyś byli podekscytowani wyjazdem już od paru dni i wcale nie chcieli w piątkowy wieczór zasnąć. A tu zaraz trzeba było wstawać. Obudziłam ich o wpół do czwartej, czyli w środku jesiennej nocy. Za oknem padał deszcz. Jak wyjechaliśmy, rozpętała się zawierucha z deszczem i gradem. Musiałam włączyć wycieraczki na najwyższe obroty, a i tak ledwo nadążały ze zbieraniem z szyb tego wszystkiego, co na nie spadało. Wiatr, oprócz opadów, niósł też spore ilości liści, które dotychczas trzymały się jeszcze gałązek. Dobrze, że za Krakowem aura była nieco lepsza, bo jadąc powoli w strugach deszczu, moglibyśmy mieć opóźnienie. Krzyś i tak co kilka minut zadawał pytanie czy aby na pewno zdążymy na pociąg. I czemu nie możemy jechać szybciej.

czwartek, 9 listopada 2017

Szkolne obowiązki i pierwsze wypracowanie

szkoła podstawowa, trzecia klasa, pisanie wypracowania
     Wczoraj Michaś po raz pierwszy od rozpoczęcia swojej szkolnej kariery poczuł się okrutnie przytłoczony szkolnymi obowiązkami. Kiedy przyjechałam po chłopaków do szkoły, Michaś zszedł do szatni ze smętnie zwieszoną głową i miną, jakby rzekła Ania z Zielnego Wzgórza, wyrażającą przebywanie w "otchłani rozpaczy". Od razu widziałam, że coś jest nie tak, bo Michałek zawsze zbiegał z uśmiechem na twarzy albo pretensjami, że za wcześnie przyszłam i czegoś tam nie skończył robić. No i oczywiście, jak to Michałkowi, buzia się nie zamykała. A tu grobowa cisza i ta minka przeszywająca smutkiem całą przestrzeń szatni i korytarza...

poniedziałek, 6 listopada 2017

Ostatnie puszczańskie czubajki

Grzyby 2017, grzyby w Puszczy Niepołomickiej, grzyby w listopadzie, czubajki,leśne galaretki, grzyby nadrzewne, śluzowce
     Od ponad dziesięciu lat, po ostatnie w sezonie jesiennym czubajki, jeżdżę do Puszczy Niepołomickiej, więc doświadczenie w puszczańskim czubajkowaniu mam, rzec można, wieloletnie. Najpierw to były wyprawy samotne, później dołączył do nich Pawełek, Michaś i Krzyś. Niezmiennie przez te wszystkie lata po wyprawie do puszczy można się było najeść do syta ostatnich w danym roku kotletów ze świeżych czubajek, głównie gwiaździstych i czerwieniejących, ale trafiały się również i kanie. Rosły tam nawet wtedy, kiedy w innych lasach w pobliżu Krakowa, można było liczyć jedynie na grzyby zimowe - boczniaki, płomiennice i uszaki. Często zdarzało się, że zbieraliśmy czubajki po mocnych przymrozkach, a nawet spod cienkiej warstewki śniegu. 

    Tym razem Puszcza się nie spisała tak, jak przewidywałam. To pewnie w akcie zemsty za to, że dawno jej nie odwiedziliśmy. Ciągle było więcej planów i lasów niż czasu i możliwości, więc wyjazd na czubajki był odkładany i odkładany na bliżej nieokreśloną przyszłość, a tydzień temu, kiedy mieliśmy właśnie tam uderzyć, wiało i lało, więc znowu wyprawa została odroczona. I w kocu się na nas najwidoczniej puszcza zeźliła, bo pochowała swoje skarby tak dokładnie, że przez długi czas myślałam, że wrócimy do domu z jednym grzybem w koszyku.

piątek, 3 listopada 2017

Wchodzimy w listopad z garścią grzybów i refleksji

listopad w lesie, grzyby w listopadzie, pierwszy listopada
     Przyzwyczajenie i tradycja to druga natura człowieka. Od lat pierwszy dzień listopada spędzamy w taki sam sposób. Za każdym razem jest niby tak samo, a równocześnie inaczej. Chłopcy co rok są starsi, zmienia się ich sposób myślenia, postrzegania świata, zadają coraz trudniejsze pytania. Pierwszy listopada traktujemy jak dzień wspomnień i pamięci, spędzany razem, nie tylko w miejscach spoczynku naszych bliskich, ale również w lesie, na spacerze. Po drodze bawimy się, szukamy grzybków i obserwujemy jak las układa się zimowego odpoczynku. W tym dniu na drogach jest duży ruch i z definicji nie ruszamy samochodu, tylko chodzimy na nogach lub korzystamy z komunikacji.

wtorek, 31 października 2017

Halloween

Halloween, maski, przebrania, dynie
      Halloween ma równie wielu zwolenników, co przeciwników. Ci, którym się podoba, podkreślają zabawny charakter tego "święta", dający możliwość przebierania się i uciechy "po pachy"; przeciwnicy mówią, że zaburza smutno - nostalgiczną atmosferę pierwszolistopadowego święta, a u dzieci wywołuje strach, czy wręcz traumę. 

    Michaś i Krzyś już dwa tygodnie temu zakomunikowali, ze w szkole będzie dzień Halloween, w czasie którego będą nie tylko dekorować sale lekcyjne, przebierać się, ale i poznawać historię tego dnia. nie lubię, kiedy chłopcy do takiego dnia nie są wcześniej choć trochę przygotowani merytorycznie, więc poszukałam wcześniej informacji o Halloween. Może wstyd się przyznać, ale dotychczas niewiele wiedziałam o obchodach tego dnia, bo Halloween było mi zupełnie obojętne. Ale nadszedł moment kiedy trzeba było nabyć wiedzę. I cóż się okazuje? Halloween ma głębsze korzenie niż katolickie święto ku czci zmarłych. Wywodzi się z zamierzchłych, przedchrześcijańskich czasów, tylko przez lata zostało uwspółcześnione i skomercjalizowane. Ponadto zawsze obchodzone było właśnie w ostatni dzień października, jako przejście z okresu jesiennego w zimowy. Tymczasem święto zmarłych zostało sztucznie przetransportowane z maja na listopad... Poza tym wszystkich Świętych też jest w pełni skomercjalizowane - zwykłe lampki zamieniają się coraz częściej w "wiecznie płonące" znicze elektroniczne, a przed cmentarzami w dniu pierwszego listopada można się najeść frytami i hod-dogami, a dla dzieci kupić balony i inne odpustowe badziewie made in China.:(

poniedziałek, 30 października 2017

Przywiało późną jesień

późna jesień, konie,konie na wybiegu, grzyby późnojesienne, maślak  żółty, uszak bzowy
      Powiało przez ostatnie dni ostro i przywiało nam nie tylko deszcz, ale i pierwszy śnieg, z którego Michałek i Krzyś cieszyli się bardzo, a ja ani trochę. Jestem stworzeniem ciepłolubnym i późnojesienne i zimowe temperatury zdecydowanie nie należą do moich ulubionych. A zrobiło się lodowato. W niedzielę mieliśmy iść do Puszczy Niepołomickiej po czubajki i zdjęcia grzybowych ciekawostek. Od nocy wiało i lało niemiłosiernie. Krople deszczu ładowały się prosto w moje dopiero co umyte okna, chociaż mają do przebycia dwa metry zadaszonego balkonu i rzadko kiedy docierają do szyb. Ale mniejsza z oknami. Porywy wiatru były na tyle mocne, że mogły powalać drzewa, więc w lesie tym razem nie byłoby całkiem bezpiecznie. Poza tym chłopcy nie mieli najmniejszej ochoty na spacer. Darowałam im ten spacer, po raz pierwszy chyba w życiu. Od niepamiętnych czasów, po raz pierwszy zostaliśmy w wolny dzień w domu. Koniska w tym dniu też miały areszt stajenny, bo szefowa zadecydowała, że nie będzie ich wyganiać na taki straszliwy wiatr, ziąb i deszcz.

piątek, 27 października 2017

Dopadłam australijskie śmierdziele!

grzyby 2017, grzyby w październiku, grzyby w Krakowie, grzyby inwazyjne, śmierdzące grzyby, grzyby tropikalne
    Na okratki australijskie w krakowskiej miejscówce polowałam od roku. Wszystko zaczęło się od tego, jak rok temu jesienią koleżanka podrzuciła fotkę zejściowego okratka z pytaniem co to za cudo. Wypytałam dokładnie o miejsce, w którym na niego trafiła i dokładnie penetrowałam fragment lasu, w którym zostały znalezione owocniki tego tropikalnego śmierdziela. Niestety, było już chyba za późno dla nich i nie udało mi się ich zlokalizować. A zależało mi na spotkaniu z nimi, ponieważ, po pierwsze, okratka w naturze widziałam tylko raz i to dawno temu, a po drugie, nie słyszałam, żeby ktoś w okolicach Krakowa spotkał ten gatunek. Jest to zatem jedno z pierwszych stanowisk tego gatunku na moim terenie.

    Ponieważ do lasku, w którym spotkała je koleżanka, mam niedaleko (to Las Borkowski, którego spora część została tej wiosny wycięta), byłam tam już kilka razy od powrotu z wakacji. I dopiero teraz, na koniec października, udało mi się znaleźć to, czego szukałam.

czwartek, 26 października 2017

W poszukiwaniu wilgotnic i cesarza oraz ostateczny zbiór orawski

grzyby 2017, grzyby na Orawie, grzyby w październiku, wilgotnice, rydze, podgrzybki, piestrzenica infułowata, zbiory grzybowe 2017, jesień na Orawie
     Po zakupie oscypków i konsumpcji serkowo - żętycowego posiłku, pożegnałam bacówkę i moich chłopaków. Wyruszałam teraz na samotną wędrówkę z bacówki na lipnickie podwórko. To około sześciu kilometrów przez lasy i łąki, ale jak się zbacza z drogi w celu krążenia po lesie, to wiadomo, że trasa znacząco się wydłuża. Czasu w nadmiarze nie miałam, więc ruszyłam z kopyta. Obiecywałam sobie wiele po tym moim samotnym spacerze - przede wszystkim odpoczynek od nieustannych zawołań "Mamo!", spokojny marsz w pięknych okolicznościach przyrody i oczywiście grzybki. Liczyłam na spotkanie z wilgotnicami i trochę mniej na cesarza, czyli dwupierścieniaka cesarskiego. Na trasie, którą zamierzałam przejść, są dwie miejscówki tego gatunku, którego w tym roku nie udało mi się jeszcze spotkać.

wtorek, 24 października 2017

Pożegnanie z bacówką 2017

    Bacówka w Lipnicy to miejsce kultowe. Każdej wiosny z utęsknieniem czekamy na oscypki z pierwszych wypasów owiec na orawskich łąkach, przez całe lato żywimy się oscypkami i bundzem, a jesienią żegnamy się do następnej wiosny. To już ostatnie dni wypasu owiec i ostatnie serki. Nostalgiczna aura i spadające powoli liście zesłały na Pawełka wenę, czego efektem jest film. Zapraszam do obejrzenia naszego pożegnania z jednym z najpiękniejszych miejsc na Orawie.

poniedziałek, 23 października 2017

Ostatni grzybowo - bacówkowy wypad na Orawę

grzyby 2017, grzyby w październiku, ostatnie grzybobranie na Orawie
     W sobotę wybraliśmy się na ostatnie w tym roku górskie grzybobranie na Orawie. Jeszcze w piątek prognozowany był pod Babią ciągły deszcz, ale w sobotę rano okazało się, że opady zostały odwołane. W związku z tym Pawełek zrezygnował z założenia swojej nowej kurtki przeciwdeszczowej, której nie miał jeszcze okazji przetestować w warunkach leśno-błotno-deszczowych. Ja tam zapowiedziom pogodowym nigdy w pełni nie ufam, więc spakowałam dla Michałka i Krzysia kurtki w wersjach cieplejszej i lżejszej, spodnie i skarpetki na przebranie oraz zapasowe buty. Razem z koszykami te wszystkie akcesoria wymienne wypełniły dużą powierzchnię bagażnika. Zanim wyruszyliśmy, zdążyło się nieco rozwidnić, a tuż za Krakowem mgła zrobiła się zdecydowanie mniejsza. Chłopcy po drodze jeszcze trochę przysypiali, więc droga upłynęła w ciszy i spokoju.

niedziela, 22 października 2017

Ostatni trening, kasztany i oszukane boczniaki

grzyby 2017, grzyby w parku, zabawa w parku, zbieranie kasztanów, trening piłkarski
     We wrześniu, z powodu ciągłego deszczu, kilka Krzysiowych treningów piłkarskich zostało odwołanych, bo boisko zamieniło się w basen ze sporą warstwą błotka na dnie. Aura nie skąpiąca deszczu wygoniła drużynę do hali wcześniej niż w ubiegłym roku i od początku października chłopcy kopią piłę pod dachem. Pogoda jednak pokazała ostatnio swoje jaśniejsze oblicze i przez blisko tydzień mogliśmy się cieszyć niemal letnimi temperaturami i słoneczną jasnością na niebie. W związku z tym zaplanowane zostało odrabianie na boisku odwołanych we wrześniu treningów. Ostatni trening pod gołym niebem miał się odbyć w piątek.

czwartek, 19 października 2017

Jaworzańskie grzyby na "P"

Gyromitra infula piestrzenica infułowata
    W Jaworznie, oprócz gąsek, kań i rydzów, czekała nas wspaniała niespodzianka na "P" (i nie chodzi to o Pawła jaworzańskiego, którego obecność była oczywistością, a nie niespodzianką:)). Jeszcze zanim dotarliśmy do pierwszego z zaplanowanych do odwiedzenia lasów, Paweł pochwalił się, ze znalazł w jednym ze swoich lasków piestrzenicę infułowata. Grzybek ten był zaskoczeniem zarówno dla niego, jak i dla mnie. Gatunek ten jest bowiem rzadkością, a najprędzej można go spotkać w górskich lasach. Dotychczas nie natrafiłam na tę jesienną piestrzenicę w żadnym innym miejscu poza Orawą. Tymczasem, podczas spaceru i gąskobrania, okazało się, że piestrzenice te czają się w wielu, wielu miejscach jaworzańskiego lasu. Trafiły się też inne grzybki na "P", które możecie zobaczyć poniżej.

środa, 18 października 2017

Kaniutki i rydze z Jaworzna

grzyby 2017, grzyby w październiku, grzyby w Jaworznie, jesienne grzybobranie, czubajki kanie, rydze, gąski, gąsówki
    Kiedy wychodziliśmy z gąskowego lasu, Michałek i Krzyś nie myśleli już o niczym innym niż spotkanie z Mają i Nelą. Dlatego też nie byli zachwyceni, kiedy wujek Paweł oznajmił, że podjedziemy jeszcze do jednego lasu, bo z drogi widział dzień wcześniej kanie rosnące na skarpie. A przecież kaniutkom odpuścić nie można.:) Zrobiło się ciepło, a nawet wręcz upalnie, więc chłopcy byli też nieco zmęczeni temperaturą, bo przecież już się zdążyliśmy przestawić na nieco chłodniejsze, jesienne dni. A tu się zrobiło gorąca jak w środku lata i gdyby nie kolorowe liście na drzewach, można byłoby zapomnieć jaką mamy porę roku.

poniedziałek, 16 października 2017

Jaworzańska gęsina

grzyby 2017, grzyby w październiku, gąski, jadalne gąski, niejadalne gąski, rozpoznawanie gąsek
      Na październikowy wyjazd do Jaworzna i spotkanie z Pawłem, Iwonką, Mają i Nelą byliśmy umówieni już w kwietniu. Celem wspólnej wyprawy miało być obejrzenie jesiennych błyskoporków podkorowych, które fotografowałam w marcu. W efekcie totalnego ataku innych grzybów i krótkości jesiennego dnia, nie dotarliśmy do lasu, gdzie rosną błyskoporki i nie zrobiłam porównania ich wyglądu i wielkości po okresie wiosenno - letniej wegetacji brzóz, na których pasożytują. Ale to nic straconego; będzie zadanie do wykonania na przyszły rok. A ten wyjazd i tak był tak obfity w grzyby wszelakie, że nie da się go ogarnąć w jednym wpisie.:)

niedziela, 15 października 2017

Jak za Michałkiem uszka chodziły

Michas-robi-uszka
      Michałek uwielbia uszka. Takie domowe, dość duże, z barszczykiem kiszonym przez mamę. Już rok temu stał się namiętnym uszkożercą, więc kilkakrotnie robiłam mu te uszka w ilościach półhurtowych i mroziłam w porcjach, żeby w razie potrzeby wyjąć z zamrażarki i zaspokoić głód mojego synka. Dawno już się te zapasy skończyły i od czerwca Michaś nie jadł jednej ze swoich ulubionych potraw. A zaczęły te uszka chodzić za nim już w sierpniu. Tłumaczyłam, że podczas wakacji w Lipnicy nie ma szans na wygospodarowanie czasu na robienie uszek, więc odkładałam produkcję na czas, kiedy wrócimy do Krakowa. Na drogi dzień po powrocie Michałek już ponownie pytał, kiedy WRESZCIE będziemy robić te uszka. A tu trzeba się było szykować na wyjazd na mazurski zlot grzybiarski... I tak odkładałam i odkładałam to robienie uszek prawie w nieskończoność. Ale kiedy już nastawiłam buraki do kiszenia i Michałek zobaczył na kuchennym blacie kamienny gar, odwrotu nie było. Zapowiedziałam, ze będziemy kleić uszka w sobotnie popołudnie, po powrocie ze stajni.

sobota, 14 października 2017

Za późno wytropione

purchawica olbrzymia, czasznica olrzymia
      Purchawice olbrzymie, zwane aktualnie czasznicami olbrzymimi, spotykałam dość często, kiedy były grzybami chronionymi. Znane stanowiska zamieniły się jednak w tereny budowlane i wybetonowane, a ja olbrzymkę spotykałam sporadycznie. W tym roku, szalonym roku grzybowym, w którym rozmaite gatunki rosną gdzie popadnie i to w ilościach hurtowych, widziałam ten gatunek przy samej drodze, kiedy wracaliśmy z mazurskiego spotkania grzybiarskiego (nie było nawet jak stanąć, żeby drogi nie zablokować, więc pojechaliśmy dalej) Później znalazłam w parku trzy sztuki, które zostawiłam do podrośnięcia i ktoś je skopał - leżały rozwalone na kawałeczki, kiedy przyszłam po nie po dwóch dniach. I teraz, w tygodniu, miałam trzecie z nimi spotkanie.

środa, 11 października 2017

Taki cudak z niedzielnego spaceru

Buchwaldoboletus lignicola złotak czerwonawy
      Wspominałam już we wpisie o niedzielnym grzybobraniu, że znalazłam grzybka, którego nie umiem nazwać. To oczywiście nie jest rzadkością, że nie znam imienia znalezionego gatunku, ale tym razem grzybek był niezwykle charakterystyczny i miałam gdzieś w głowie zapisany jego obraz z jakiegoś zdjęcia, ale za nic w świecie nie mogłam sobie przypomnieć gdzie to zdjęcie widziałam, a tym bardziej, co ono przedstawiało. Znalezione grzybki rosły pierwotnie w kępce na pniu modrzewia, u jego podstawy. Nie byłam niestety pierwszą osobą, która zwróciła na nie uwagę. Mój poprzednik obszedł się z nimi brutalnie - potraktował je z buta. Widocznie zorientował się, że to nie opieńki i je podeptał. Z grupy kilku owocników ocalał jeden cały, leżący na ściółce i drugi, nie całkiem rozdeptany. Takie grzyby widziałam w realu po raz pierwszy w życiu. Ponieważ chadzam po lasach sporo, więc takie znalezisko, z którym nie miałam okazji się spotkać, na pewno nie jest grzybem często występującym. Przystąpiłam zatem do dokładnych oględzin miejsca i zniszczonych owocników.

wtorek, 10 października 2017

Niedziela, jak zwykle, w lesie

grzyby 2017, grzyby w październiku, jadalne podgrzybki, czubajki, borowiki, lejkowce dęte, pieprzniki ametystowe
     Niedzielny wyjazd do lasu był oczywistą oczywistością. Dylematem był jedynie wybór tego lasu, bo chciałoby się być w kilku miejscach równocześnie, a to przecież nie jest możliwe. Po wstępnym "odsiewie" pozostały dwie opcje - Puszcza Niepołomicka i Las Skarbowy koło Bochni,w którym pierwszy raz byliśmy dwa lata temu i zebraliśmy sporo siedzuni sosnowych. Ciężar wyboru spadł jak zwykle na moje barki, bo menażeria jest przyzwyczajona, że to mama podejmuje takie ważne decyzje. Po głębokiej analizie wspomnień, doszłam do wniosku, że puszczańskie czubajki jeszcze na nas poczekają, bo rosną nawet w listopadzie, a las koło Bochni jest bardzo urozmaicony i można w nim spotkać nie tylko jadalniaki, ale i ciekawostki grzybowe. To był dobry wybór, bo spacer mieliśmy wspaniały i koszyki zostały zapełnione.:)

niedziela, 8 października 2017

Październikowe popołudnie wypełnione grzybami

grzyby 2017, grzyby w październiku, podgrzybek brunatny, borowik szlachetny, opieńka ciemna, muchomor czerwieniejący, pieprznik trąbkowy, czubajka czerwieniejąca, lejkowiec dęty, czernidłak gromadny, muchomor czerwony, borowik szlachetny, boczniak ostrygowaty
     Zazwyczaj w sobotę spędzamy przedpołudnie z konikami, a po południu mamy dzień gospodarczy - czyli chłopcy zajmują się swoimi przyjemnościami komputerowo - tabletowo - książkowymi, a ja odrabiam pańszczyznę, czyli sprzątam, piorę i ogólnie nadrabiam to wszystko, czego nie uda się zrobić w ciągu pracującego tygodnia. Nie tym razem jednak.:) Umówiliśmy się z wujkiem Marcinem i Natalką na przedpołudniowe stajniowanie i popołudniowy wypad do lasu. Michaś i Krzyś nie widzieli się z kuzynką od wiosny i byli niezwykle spragnienijej towarzystwa. 

    Rano ja zabrałam Michasia i Krzysia do stajni, a Pawełek pojechał po Marcina i Natalkę. Okazało się, że dołączyła do nich jeszcze Kamila, koleżanka Natalki, więc dzieciaki miały na tyle towarzystwa, żeby zająć się sobą i nie zawracać głowy starym. W związku z tym ja mogłam się spokojnie zajmować koniowaniem, a Pawełek i Marcin grillowaniem i przygotowaniem obiadu pod chmurką. Pogoda była na tyle łaskawa, że nie padało cały czas, tylko z dłuższymi przerwami, więc ognisko płonęło bez większych przeszkód. Tuż po południu dzieciaki zostały nakarmione kiełbasą i grzankami z serem. Po posiłku wystarczyło szybko sprzątnąć i odpalić w kierunku lasu koło Skały. Tak też uczyniliśmy.

piątek, 6 października 2017

Michałek - czytelnik, czyli jak zapisywaliśmy się do biblioteki

     Większość dzieci nie lubi czytać. Książki przegrywają w przedbiegach z telefonami, tabletami, komputerami czy telewizją. Tymczasem Michałek od wiosny tego roku stał się namiętnym czytelnikiem i pochłania kolejne książki w tempie błyskawicznym. Cieszy mnie to bardzo, bo wolę, żeby wolny czas poświęcił czytaniu książek niż graniu w gry na tablecie (a bardzo to lubi). 

     Jeszcze przed wakacjami Michaś przeczytał wszystkie interesujące go książki, jakie mamy w domu, a jest tego całkiem sporo. Na wakacyjny wyjazd do Lipnicy zabraliśmy wszystkie nagrody książkowe, jakie chłopcy dostali na zakończenie roku szkolnego i kilka pozycji, które zakupiłam specjalnie na czas wakacyjny dla Michałka. Bardzo szybko okazało się, że znowu nie ma co czytać... Pożyczał więc wszystkie czytadła, jakie przywozili do Lipnicy inni goście i często, zamiast bawić się z dziećmi na podwórku, przesiadywał w pokoju i czytał.

środa, 4 października 2017

Ostatni weekendowy spacer

grzyby 2017, grzyby w październiku, urodzinowy spacer
     Po sobocie tradycyjnie nadeszła niedziela. Po wieczornych tańcach chciałam pospać nieco dłużej niż zwykle, ale nic z tego nie wyszło, bo bladym świtem rozległo się "delikatne" walenie do naszych drzwi. Chłopcy oczywiście ani drgnęli, ale ja poderwałam się na równe nogi. Za drzwiami, w mroźnym powietrzu stał Loluś, który czuwał z gitarą przy ognisku do tej pory. W gardle mu nieco od śpiewu zaschło i gotów był oddać królestwo za jedno piwo. Głos Lolka brzmiał tubalnie, jak zawsze; wcale zaschnięcia w nim słychać nie było, więc zanim zaczęłam szukać napitku, nieco wyciszyłam gościa, żeby mi menażerii tak wcześnie nie pobudził. Spragnionego napoiłam i zaczęłam przygotowania do spaceru - kanapki, wodę i takie tam. To miał być wyjątkowy spacer, bo i dzień był wyjątkowy - właściwy dzień urodzinowy Pawełka. Chciałam go zabrać na przepiękną i mocno grzybową trasę, którą w lecie kilkakrotnie przemierzyliśmy z Michałkiem i Krzysiem, ale Pawełek się na nią jeszcze nigdy nie załapał. 

     Chłopcy pospali ile chcieli, więc do wyjścia byliśmy gotowi dość późno, bo dopiero przed dziewiątą. Zapytałam tych, którzy plątali się już/jeszcze po podwórku, czy nie chcą się z nami zabrać, ale nie było chętnych. Świat spowijały mgły, przy ziemi trzymał przymrozek, ale wysoko na niebie przebijały się promienie słońca zapowiadające piękny dzień. Wyruszyliśmy.

wtorek, 3 października 2017

Drugi dzień lipnickiego imprezowania

grzyby 2017, grzyby we wrześniu, impreza urodzinowa w plenerze
     Piątkowe grzybobranie i "Pawełkowa urodzina" (jak do niedawna mawiali Michaś i Krzyś), były tylko wstępem do sobotnich wypraw leśnych i wieczornej zabawy przy lipnickim grillu. Poranek zaplanowałam sobie tak, żeby chłopcy mogli się wyspać, a ja poszwendać po lesie w samotności. Zapowiedziałam zatem, że o szóstej ruszam w las, a reszta niech spokojnie śpi. Plan na dalszą część dnia miał być ustalony później. Moi przyjaciele uświadamiali mi, że o szóstej jest jeszcze ciemno, ale ja przecież o tym dobrze wiedziałam. Wiedziałam też, że kiedy dotrę do pierwszej koźlarzowej miejscówki, zacznie się rozjaśniać.

poniedziałek, 2 października 2017

Przedimprezowe, szybkie grzybobranie

grzyby 2017,grzyby na Orawie, borowiki jadalne, koźlarze, impreza urodzinowa
    Wyjazd do Lipnicy na przełomowy weekend września i października został zaplanowany w środku lata. Pawełkowi spodobało się wyjazdowe świętowanie urodzin, które po raz pierwszy zostało zorganizowane rok temu i myślę, że ta forma stała się już tradycją. Wraz z Pawełkiem swoje święto obchodziła też już po raz drugi Iwonka z Jaworzna. Zatem wszystko zostało zaplanowane dawno, dawno temu, goście też byli zaproszeni jeszcze w lipcu i sierpniu. Ze względu na odległość czasową, zestaw gości uległ modyfikacjom, bo okazało się, że nie wszyscy będą mogli przyjechać. 

     W piątek pakowałam się od rana. Wieczory i poranki są w górach zimne i okraszone przymrozkami, więc trzeba było zabrać sporo ubrań. Nie zapomniałam nawet o czapkach i rękawiczkach dla chłopaków. Chcieliśmy wyjechać jak najwcześniej z Krakowa, żeby po południu zdążyć jeszcze wyskoczyć na chwilę do lasu. Pawełek pomógł mi w południe załadować wszystko do samochodu i pojechaliśmy po Michałka i Krzysia do szkoły. Chłopcy tak szybko ewakuowali się ze szkoły, że nie dojedli obiadu, a Michaś pojechał w szkolnych pantoflach, których z szybkości nie przebrał. Zauważyłam to zresztą dopiero następnego dnia, bo z chęci pójścia na grzyby, nie zwracałam uwagi na takie drobnostki, jak buty.

środa, 27 września 2017

Miały być siedzunie, ale wyszło zupełnie inaczej

grzyby 2017, grzyby we wrześniu, grzyby w okolicach Krakowa, lejkowiec dęte Craterellus cornucopioides, pieprzniki trąbkowe Cantharellus tubaeformis, muchomor czerwony Amanita muscaria, rulik nadrzewny [groniasty] (Lycogala epidendrum), Ascocoryne sarcoides galaretnica mięsista, próchnilec gałęzisty Xylaria hypoxylon, piestrzyca kędzierzawa Helvella crispa, gasowka-fioletowawa-Lepista-nuda, podgrzybek-brunatny Boletus-badius, gołąbek modrożółty Russula cyanoxantha, muchomor-czerwieniejacy Amanita-rubescens,
    Wykorzystałam jeden z dni bez moich chłopaków na serię przyjemności. Jeden dzień, kiedy nie musiałam robić wszystkiego na czas, z zegarkiem w ręce, żeby zdążyć ugotować, zawieźć do szkoły, odebrać itd. Dzień, według przepowiedni, miał być cieplutki i słoneczny. Marzyło mi się świecące od rana słoneczko, a tu poranek mnie zaskoczył gęstą mgłą opadającą na ziemię drobnymi kropelkami jesiennej mżawki. Pocieszałam się, że szybko się rozjaśni i będzie tak, jak miało być. Bladym świtem odpaliłam w kierunku stajni - pierwszym punktem planu był spacer z Latoną.

poniedziałek, 25 września 2017

Na Orawie grzyby nadrabiają letnią nieobecność

grzyby 2017, grzybobranie 2017, grzyby we wrześniu, grzyby na Orawie
     O drugiego września nie byliśmy na naszej ukochanej Orawie, bo tysiąc innych miejsc czekało, żeby je odwiedzić po dwumiesięcznej nieobecności. Tymczasem od naszego wyjazdu z Lipnicy grzyby zaczęły nadrabiać stracony w lecie czas i rosnąć w ilościach hurtowych, o czym niemal każdego dnia donosili nam wakacyjni gospodarze i znajomi, którzy  szukali i napełniali kosze na naszych miejscówkach.
      Jedynym dniem w całości wolnym, kiedy istniała szansa na całodniowy wyjazd, była sobota. Po całym tygodniu nieustających opadów, prognoza na ten dzień była równie niekorzystna - miało padać, wiać, a temperatura nie miała przekroczyć sześciu stopni. Niezbyt zachęcająco to wszystko wyglądał, ale tym razem nawet Pawełek, który zazwyczaj niezbyt chętnie chodzi do lasu podczas deszczu, był mocno nastawiony na wyjazd. Nawet wyszukał jakąś lepszą prognozę pogody, żeby siebie i nas podnieść na duchu. Spakowałam wielką torbę ubrań do przebierania się po kolejnych przemoczeniach, a Michałkowi i Krzysiowi wzięłam nawet rękawiczki. Jechaliśmy w strugach deszczu przechodzącego miejscami w mżawkę, aby za chwilę znowu lunąć. Tak dotarliśmy na miejsce, do jednego z naszych orawskich lasów.