poniedziałek, 20 listopada 2017

Odwiedziny u Pawełka i kolejne grzyby z Ponidzia

grzyby 2017, grzyby w listopadzie, grzyby na Ponidziu
     Krzychu zerwał się grubo przed świtem i okrzykiem: "Jedziemy do taty!" obudził śpiącego jeszcze Michałka. Jak się szybko okazało, był to taki chwilowy zryw wywołany emocjami i oczekiwaniem na odwiedziny w Busku, bo po chwili Krzysiowa energia zdecydowanie osłabła i dalszy proces wstawania, ubierania się i wychodzenia, był już zdecydowanie wolniejszy. Niemniej, o siódmej dziesięć znaleźliśmy się w garażu i pozostało tylko usadowić się wygodnie w samochodzie i ruszać.

     Droga upłynęła nam pod hasłem nauki ról do przedświątecznego przedstawienia. Michałek oczywiście musiał pomarudzić, że ma jedną z dwóch najdłuższych ról, co oczywiście nie jest wcale sprawiedliwe, bo Krzysiek ma tylko kilka linijek, a on został narratorem i ma znacznie więcej. Poczucie niesprawiedliwości nie przeszkodziło Michasiowi w ekspresowym opanowaniu tekstu - Michał ma pamięć doskonałą i po dwukrotnym przeczytaniu nawet długiego tekstu, już go umie na pamięć. Jak już wszystko spamiętał, zaczął się martwić, że nie będzie wiedział, kiedy, po kim, ma się w przedstawieniu odezwać. Mimo tłumaczenia, że tego dowie się i zapamięta w czasie prób, miał włączony komplikator. Najchętniej wystąpiłby zaraz po nauczeniu się tekstu, żeby móc to zadanie uznać za zrealizowane i odfajkować je. Krzysiowi zapamiętywanie roli zajęło czas do końca jazdy, ale też zostało zwieńczone sukcesem. Stanęliśmy przed sanatoryjnym szlabanem. Po chwili już witaliśmy się z tatą Pawełkiem.:)

sobota, 18 listopada 2017

Sobota bez Pawełka

         Od ubiegłej niedzieli, kiedy to porzuciliśmy Pawełka na pastwę niemiłosiernych rehabilitantek w sanatorium w Busku, jesteśmy w Krakowie sami. W ciągu tygodnia brak Pawełka nie był zbyt odczuwalny, bo tysiące zajęć, ciągła bieganina i Krzysiowe chorowanie wypełniły szczelnie czas. Co innego w sobotę, kiedy zazwyczaj cały dzień spędzamy razem. Tuż po przebudzeniu Krzychu dopytywał, kiedy wreszcie zobaczymy się z tatą i jakże to tak mamy jechać do koni bez niego... To kto rozpali ognisko i z kim pójdziemy do sklepu po zakup niezdrowej żywności??? Ja miałam raczej obawy co do tego, jak szybko chłopcy zaczną się nudzić i marudzić, kiedy ja będę zajmować się końmi. O tej porze roku inne stajenne dzieci rzadko przychodzą, wiec chłopcy nie mają towarzystwa i czasem zdarza się tak, że nie mogą sobie wymyślić żadnego ciekawego zajęcia. Czyszczenie koni i jazda na nich nie są dla Michałka i Krzysia żadną atrakcją, a ile czasu można się pastwić nad stajennymi kotami, które mają ograniczoną cierpliwość. Okazało się jednak, że moje obawy były na wyrost - chłopcy świetnie się bawili, ciocia Beata rozpaliła ognisko, do sklepu poszli sami, a w dodatku przyjechała Zosia, w której towarzystwie chłopcy świetnie się bawią.

środa, 15 listopada 2017

Listopadowe grzybki z Ponidzia

grzyby 2017, grzyby w listopadzie, grzyby na Ponidziu, wodnicha późna, listopadówka, gołąbki, lakówki, borowiki, podgrzybki, gąski, jesienny spacer
     Dzień po patriotycznej jeździe Pociągiem Wolności mieliśmy również od dawna zaplanowany - na godzinę 14.00 trzeba było odstawić Pawełka do sanatorium w Busku. Całe przedsięwzięcie od początku nadzorował nasz nieoceniony przyjaciel z Buska - Zibi. To z nim ustaliliśmy, że zanim oddamy Pawełka w ręce niemiłosiernych pielęgniarek, rehabilitantów i okrutnych lekarzy, przegonimy go po ponidziańskich lasach. Michaś i Krzyś nie mogli się doczekać spotkania z wnukiem Zibiego - Miłoszem, ja nie mogłam się doczekać grzybków i lasu, a Pawełek był od kilku dni podekscytowany samym faktem wyjazdu. W związku z tym, mimo intensywnie spędzonej soboty, nie było najmniejszych problemów z porannym wstawaniem. Cieniem na wyjazd położył się nieco poranny ból Krzysiowego brzuszka, za który obwinialiśmy zbyt łapczywe połknięcie sobotniej kolacji. Zresztą w drodze boleści wszelkie przeszły i Krzyś wysiadł z samochodu pełen animuszu, podobnie jak my wszyscy.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Pociąg Wolności - etap drugi, czyli powrót

Pociąg Wolności święto Niepodległości, pociąg retro, rekonstrukcje historyczne, wojskowa grochówka
     Doturlaliśmy się Pociągiem Wolności do Nowego Sącza, a tam na peronie czekał tłum ludzi, z których większość chciała  wpakować się do "naszego" pociągu. Na drogę powrotną, czyli z Nowego Sącza do Chabówki przewidziane były największe atrakcje i chętnych na przejazd w tę jedną stronę nie brakowało. Jak Pawełek zobaczył, co się dzieje na peronie, oświadczył, że nie wysiada, bo później nie uda nam się odzyskać naszych miejsc, więc trzeba ich pilnować. A miały być na tym postoju przedpowrotnym różne atrakcje - pokazy strzelania, grupy rekonstrukcyjne, oglądanie broni, czyli to, co dla dzieciaków jest znacznie ciekawsze od samej jazdy. Zostawiliśmy więc Pawełka w pociągu i poszliśmy zobaczyć co ciekawego dzieje się na nowosądeckim dworcu.

sobota, 11 listopada 2017

Pociąg Wolności - pierwszy etap

Pociąg Wolności, 11 listopada, Święto Niepodległości
      Od lat Święto Niepodległości spędzaliśmy na patriotycznym grzybobraniu. Taka świecka tradycja na zakończenie sezonu jesiennego - spotkanie z przyjaciółmi grzybiarzami, pozysk i jakaś mała imprezka. Właściwie to już nie pamiętam, ze ten dzień można spędzić inaczej niż w lesie. Rok temu było cudownie - najpierw dorwaliśmy przepiękne boczniaki, później gęsinę, a na zakończenie, kiedy starsi chłopcy bardzo już byli weseli, dołożyliśmy rydze. Już wtedy, rok temu, po głowie plątał mi się plan, żeby takie spotkanie powtórzyć, może w rozszerzonym gronie. Dlatego, kiedy Pawełek jakoś tak, na progu lata, powiedział, że ma takie marzenie, żeby w dniu 11 listopada pojechać Pociągiem do Wolności, nie byłam zachwycona. Co prawda oświadczył, że weźmie chłopaków i pojadą pociągiem, a ja mogę sobie jechać do lasu, ale jakże to tak osobno spędzić ten dzień. Poza tym wiem, że jak Pawełek zobaczy parowóz, to oczy zachodzą mu mgiełką zachwytu i zapomina o całym świecie, a nie tylko o dzieciach. Po nocnych rozważaniach powiedziałam zatem, ze samych ich nie puszczę i pojadę z nimi. Klamka zapadła - Pawełek zarezerwował bilety jakoś tak w lipcu i trzeba było tylko poczekać do właściwego terminu.

    11 listopada nadszedł szybciej niż powinien (strasznie szybki ten czas jest, a z wiekiem coraz szybszy). Żeby zdążyć na odjazd parowozu z Chabówki o szóstej, musieliśmy wyjechać z Krakowa koło czwartej rano. Michał i Krzyś byli podekscytowani wyjazdem już od paru dni i wcale nie chcieli w piątkowy wieczór zasnąć. A tu zaraz trzeba było wstawać. Obudziłam ich o wpół do czwartej, czyli w środku jesiennej nocy. Za oknem padał deszcz. Jak wyjechaliśmy, rozpętała się zawierucha z deszczem i gradem. Musiałam włączyć wycieraczki na najwyższe obroty, a i tak ledwo nadążały ze zbieraniem z szyb tego wszystkiego, co na nie spadało. Wiatr, oprócz opadów, niósł też spore ilości liści, które dotychczas trzymały się jeszcze gałązek. Dobrze, że za Krakowem aura była nieco lepsza, bo jadąc powoli w strugach deszczu, moglibyśmy mieć opóźnienie. Krzyś i tak co kilka minut zadawał pytanie czy aby na pewno zdążymy na pociąg. I czemu nie możemy jechać szybciej.

czwartek, 9 listopada 2017

Szkolne obowiązki i pierwsze wypracowanie

szkoła podstawowa, trzecia klasa, pisanie wypracowania
     Wczoraj Michaś po raz pierwszy od rozpoczęcia swojej szkolnej kariery poczuł się okrutnie przytłoczony szkolnymi obowiązkami. Kiedy przyjechałam po chłopaków do szkoły, Michaś zszedł do szatni ze smętnie zwieszoną głową i miną, jakby rzekła Ania z Zielnego Wzgórza, wyrażającą przebywanie w "otchłani rozpaczy". Od razu widziałam, że coś jest nie tak, bo Michałek zawsze zbiegał z uśmiechem na twarzy albo pretensjami, że za wcześnie przyszłam i czegoś tam nie skończył robić. No i oczywiście, jak to Michałkowi, buzia się nie zamykała. A tu grobowa cisza i ta minka przeszywająca smutkiem całą przestrzeń szatni i korytarza...

poniedziałek, 6 listopada 2017

Ostatnie puszczańskie czubajki

Grzyby 2017, grzyby w Puszczy Niepołomickiej, grzyby w listopadzie, czubajki,leśne galaretki, grzyby nadrzewne, śluzowce
     Od ponad dziesięciu lat, po ostatnie w sezonie jesiennym czubajki, jeżdżę do Puszczy Niepołomickiej, więc doświadczenie w puszczańskim czubajkowaniu mam, rzec można, wieloletnie. Najpierw to były wyprawy samotne, później dołączył do nich Pawełek, Michaś i Krzyś. Niezmiennie przez te wszystkie lata po wyprawie do puszczy można się było najeść do syta ostatnich w danym roku kotletów ze świeżych czubajek, głównie gwiaździstych i czerwieniejących, ale trafiały się również i kanie. Rosły tam nawet wtedy, kiedy w innych lasach w pobliżu Krakowa, można było liczyć jedynie na grzyby zimowe - boczniaki, płomiennice i uszaki. Często zdarzało się, że zbieraliśmy czubajki po mocnych przymrozkach, a nawet spod cienkiej warstewki śniegu. 

    Tym razem Puszcza się nie spisała tak, jak przewidywałam. To pewnie w akcie zemsty za to, że dawno jej nie odwiedziliśmy. Ciągle było więcej planów i lasów niż czasu i możliwości, więc wyjazd na czubajki był odkładany i odkładany na bliżej nieokreśloną przyszłość, a tydzień temu, kiedy mieliśmy właśnie tam uderzyć, wiało i lało, więc znowu wyprawa została odroczona. I w kocu się na nas najwidoczniej puszcza zeźliła, bo pochowała swoje skarby tak dokładnie, że przez długi czas myślałam, że wrócimy do domu z jednym grzybem w koszyku.

piątek, 3 listopada 2017

Wchodzimy w listopad z garścią grzybów i refleksji

listopad w lesie, grzyby w listopadzie, pierwszy listopada
     Przyzwyczajenie i tradycja to druga natura człowieka. Od lat pierwszy dzień listopada spędzamy w taki sam sposób. Za każdym razem jest niby tak samo, a równocześnie inaczej. Chłopcy co rok są starsi, zmienia się ich sposób myślenia, postrzegania świata, zadają coraz trudniejsze pytania. Pierwszy listopada traktujemy jak dzień wspomnień i pamięci, spędzany razem, nie tylko w miejscach spoczynku naszych bliskich, ale również w lesie, na spacerze. Po drodze bawimy się, szukamy grzybków i obserwujemy jak las układa się zimowego odpoczynku. W tym dniu na drogach jest duży ruch i z definicji nie ruszamy samochodu, tylko chodzimy na nogach lub korzystamy z komunikacji.

wtorek, 31 października 2017

Halloween

Halloween, maski, przebrania, dynie
      Halloween ma równie wielu zwolenników, co przeciwników. Ci, którym się podoba, podkreślają zabawny charakter tego "święta", dający możliwość przebierania się i uciechy "po pachy"; przeciwnicy mówią, że zaburza smutno - nostalgiczną atmosferę pierwszolistopadowego święta, a u dzieci wywołuje strach, czy wręcz traumę. 

    Michaś i Krzyś już dwa tygodnie temu zakomunikowali, ze w szkole będzie dzień Halloween, w czasie którego będą nie tylko dekorować sale lekcyjne, przebierać się, ale i poznawać historię tego dnia. nie lubię, kiedy chłopcy do takiego dnia nie są wcześniej choć trochę przygotowani merytorycznie, więc poszukałam wcześniej informacji o Halloween. Może wstyd się przyznać, ale dotychczas niewiele wiedziałam o obchodach tego dnia, bo Halloween było mi zupełnie obojętne. Ale nadszedł moment kiedy trzeba było nabyć wiedzę. I cóż się okazuje? Halloween ma głębsze korzenie niż katolickie święto ku czci zmarłych. Wywodzi się z zamierzchłych, przedchrześcijańskich czasów, tylko przez lata zostało uwspółcześnione i skomercjalizowane. Ponadto zawsze obchodzone było właśnie w ostatni dzień października, jako przejście z okresu jesiennego w zimowy. Tymczasem święto zmarłych zostało sztucznie przetransportowane z maja na listopad... Poza tym wszystkich Świętych też jest w pełni skomercjalizowane - zwykłe lampki zamieniają się coraz częściej w "wiecznie płonące" znicze elektroniczne, a przed cmentarzami w dniu pierwszego listopada można się najeść frytami i hod-dogami, a dla dzieci kupić balony i inne odpustowe badziewie made in China.:(

poniedziałek, 30 października 2017

Przywiało późną jesień

późna jesień, konie,konie na wybiegu, grzyby późnojesienne, maślak  żółty, uszak bzowy
      Powiało przez ostatnie dni ostro i przywiało nam nie tylko deszcz, ale i pierwszy śnieg, z którego Michałek i Krzyś cieszyli się bardzo, a ja ani trochę. Jestem stworzeniem ciepłolubnym i późnojesienne i zimowe temperatury zdecydowanie nie należą do moich ulubionych. A zrobiło się lodowato. W niedzielę mieliśmy iść do Puszczy Niepołomickiej po czubajki i zdjęcia grzybowych ciekawostek. Od nocy wiało i lało niemiłosiernie. Krople deszczu ładowały się prosto w moje dopiero co umyte okna, chociaż mają do przebycia dwa metry zadaszonego balkonu i rzadko kiedy docierają do szyb. Ale mniejsza z oknami. Porywy wiatru były na tyle mocne, że mogły powalać drzewa, więc w lesie tym razem nie byłoby całkiem bezpiecznie. Poza tym chłopcy nie mieli najmniejszej ochoty na spacer. Darowałam im ten spacer, po raz pierwszy chyba w życiu. Od niepamiętnych czasów, po raz pierwszy zostaliśmy w wolny dzień w domu. Koniska w tym dniu też miały areszt stajenny, bo szefowa zadecydowała, że nie będzie ich wyganiać na taki straszliwy wiatr, ziąb i deszcz.

piątek, 27 października 2017

Dopadłam australijskie śmierdziele!

grzyby 2017, grzyby w październiku, grzyby w Krakowie, grzyby inwazyjne, śmierdzące grzyby, grzyby tropikalne
    Na okratki australijskie w krakowskiej miejscówce polowałam od roku. Wszystko zaczęło się od tego, jak rok temu jesienią koleżanka podrzuciła fotkę zejściowego okratka z pytaniem co to za cudo. Wypytałam dokładnie o miejsce, w którym na niego trafiła i dokładnie penetrowałam fragment lasu, w którym zostały znalezione owocniki tego tropikalnego śmierdziela. Niestety, było już chyba za późno dla nich i nie udało mi się ich zlokalizować. A zależało mi na spotkaniu z nimi, ponieważ, po pierwsze, okratka w naturze widziałam tylko raz i to dawno temu, a po drugie, nie słyszałam, żeby ktoś w okolicach Krakowa spotkał ten gatunek. Jest to zatem jedno z pierwszych stanowisk tego gatunku na moim terenie.

    Ponieważ do lasku, w którym spotkała je koleżanka, mam niedaleko (to Las Borkowski, którego spora część została tej wiosny wycięta), byłam tam już kilka razy od powrotu z wakacji. I dopiero teraz, na koniec października, udało mi się znaleźć to, czego szukałam.

czwartek, 26 października 2017

W poszukiwaniu wilgotnic i cesarza oraz ostateczny zbiór orawski

grzyby 2017, grzyby na Orawie, grzyby w październiku, wilgotnice, rydze, podgrzybki, piestrzenica infułowata, zbiory grzybowe 2017, jesień na Orawie
     Po zakupie oscypków i konsumpcji serkowo - żętycowego posiłku, pożegnałam bacówkę i moich chłopaków. Wyruszałam teraz na samotną wędrówkę z bacówki na lipnickie podwórko. To około sześciu kilometrów przez lasy i łąki, ale jak się zbacza z drogi w celu krążenia po lesie, to wiadomo, że trasa znacząco się wydłuża. Czasu w nadmiarze nie miałam, więc ruszyłam z kopyta. Obiecywałam sobie wiele po tym moim samotnym spacerze - przede wszystkim odpoczynek od nieustannych zawołań "Mamo!", spokojny marsz w pięknych okolicznościach przyrody i oczywiście grzybki. Liczyłam na spotkanie z wilgotnicami i trochę mniej na cesarza, czyli dwupierścieniaka cesarskiego. Na trasie, którą zamierzałam przejść, są dwie miejscówki tego gatunku, którego w tym roku nie udało mi się jeszcze spotkać.

wtorek, 24 października 2017

Pożegnanie z bacówką 2017

    Bacówka w Lipnicy to miejsce kultowe. Każdej wiosny z utęsknieniem czekamy na oscypki z pierwszych wypasów owiec na orawskich łąkach, przez całe lato żywimy się oscypkami i bundzem, a jesienią żegnamy się do następnej wiosny. To już ostatnie dni wypasu owiec i ostatnie serki. Nostalgiczna aura i spadające powoli liście zesłały na Pawełka wenę, czego efektem jest film. Zapraszam do obejrzenia naszego pożegnania z jednym z najpiękniejszych miejsc na Orawie.

poniedziałek, 23 października 2017

Ostatni grzybowo - bacówkowy wypad na Orawę

grzyby 2017, grzyby w październiku, ostatnie grzybobranie na Orawie
     W sobotę wybraliśmy się na ostatnie w tym roku górskie grzybobranie na Orawie. Jeszcze w piątek prognozowany był pod Babią ciągły deszcz, ale w sobotę rano okazało się, że opady zostały odwołane. W związku z tym Pawełek zrezygnował z założenia swojej nowej kurtki przeciwdeszczowej, której nie miał jeszcze okazji przetestować w warunkach leśno-błotno-deszczowych. Ja tam zapowiedziom pogodowym nigdy w pełni nie ufam, więc spakowałam dla Michałka i Krzysia kurtki w wersjach cieplejszej i lżejszej, spodnie i skarpetki na przebranie oraz zapasowe buty. Razem z koszykami te wszystkie akcesoria wymienne wypełniły dużą powierzchnię bagażnika. Zanim wyruszyliśmy, zdążyło się nieco rozwidnić, a tuż za Krakowem mgła zrobiła się zdecydowanie mniejsza. Chłopcy po drodze jeszcze trochę przysypiali, więc droga upłynęła w ciszy i spokoju.

niedziela, 22 października 2017

Ostatni trening, kasztany i oszukane boczniaki

grzyby 2017, grzyby w parku, zabawa w parku, zbieranie kasztanów, trening piłkarski
     We wrześniu, z powodu ciągłego deszczu, kilka Krzysiowych treningów piłkarskich zostało odwołanych, bo boisko zamieniło się w basen ze sporą warstwą błotka na dnie. Aura nie skąpiąca deszczu wygoniła drużynę do hali wcześniej niż w ubiegłym roku i od początku października chłopcy kopią piłę pod dachem. Pogoda jednak pokazała ostatnio swoje jaśniejsze oblicze i przez blisko tydzień mogliśmy się cieszyć niemal letnimi temperaturami i słoneczną jasnością na niebie. W związku z tym zaplanowane zostało odrabianie na boisku odwołanych we wrześniu treningów. Ostatni trening pod gołym niebem miał się odbyć w piątek.

czwartek, 19 października 2017

Jaworzańskie grzyby na "P"

Gyromitra infula piestrzenica infułowata
    W Jaworznie, oprócz gąsek, kań i rydzów, czekała nas wspaniała niespodzianka na "P" (i nie chodzi to o Pawła jaworzańskiego, którego obecność była oczywistością, a nie niespodzianką:)). Jeszcze zanim dotarliśmy do pierwszego z zaplanowanych do odwiedzenia lasów, Paweł pochwalił się, ze znalazł w jednym ze swoich lasków piestrzenicę infułowata. Grzybek ten był zaskoczeniem zarówno dla niego, jak i dla mnie. Gatunek ten jest bowiem rzadkością, a najprędzej można go spotkać w górskich lasach. Dotychczas nie natrafiłam na tę jesienną piestrzenicę w żadnym innym miejscu poza Orawą. Tymczasem, podczas spaceru i gąskobrania, okazało się, że piestrzenice te czają się w wielu, wielu miejscach jaworzańskiego lasu. Trafiły się też inne grzybki na "P", które możecie zobaczyć poniżej.

środa, 18 października 2017

Kaniutki i rydze z Jaworzna

grzyby 2017, grzyby w październiku, grzyby w Jaworznie, jesienne grzybobranie, czubajki kanie, rydze, gąski, gąsówki
    Kiedy wychodziliśmy z gąskowego lasu, Michałek i Krzyś nie myśleli już o niczym innym niż spotkanie z Mają i Nelą. Dlatego też nie byli zachwyceni, kiedy wujek Paweł oznajmił, że podjedziemy jeszcze do jednego lasu, bo z drogi widział dzień wcześniej kanie rosnące na skarpie. A przecież kaniutkom odpuścić nie można.:) Zrobiło się ciepło, a nawet wręcz upalnie, więc chłopcy byli też nieco zmęczeni temperaturą, bo przecież już się zdążyliśmy przestawić na nieco chłodniejsze, jesienne dni. A tu się zrobiło gorąca jak w środku lata i gdyby nie kolorowe liście na drzewach, można byłoby zapomnieć jaką mamy porę roku.

poniedziałek, 16 października 2017

Jaworzańska gęsina

grzyby 2017, grzyby w październiku, gąski, jadalne gąski, niejadalne gąski, rozpoznawanie gąsek
      Na październikowy wyjazd do Jaworzna i spotkanie z Pawłem, Iwonką, Mają i Nelą byliśmy umówieni już w kwietniu. Celem wspólnej wyprawy miało być obejrzenie jesiennych błyskoporków podkorowych, które fotografowałam w marcu. W efekcie totalnego ataku innych grzybów i krótkości jesiennego dnia, nie dotarliśmy do lasu, gdzie rosną błyskoporki i nie zrobiłam porównania ich wyglądu i wielkości po okresie wiosenno - letniej wegetacji brzóz, na których pasożytują. Ale to nic straconego; będzie zadanie do wykonania na przyszły rok. A ten wyjazd i tak był tak obfity w grzyby wszelakie, że nie da się go ogarnąć w jednym wpisie.:)

niedziela, 15 października 2017

Jak za Michałkiem uszka chodziły

Michas-robi-uszka
      Michałek uwielbia uszka. Takie domowe, dość duże, z barszczykiem kiszonym przez mamę. Już rok temu stał się namiętnym uszkożercą, więc kilkakrotnie robiłam mu te uszka w ilościach półhurtowych i mroziłam w porcjach, żeby w razie potrzeby wyjąć z zamrażarki i zaspokoić głód mojego synka. Dawno już się te zapasy skończyły i od czerwca Michaś nie jadł jednej ze swoich ulubionych potraw. A zaczęły te uszka chodzić za nim już w sierpniu. Tłumaczyłam, że podczas wakacji w Lipnicy nie ma szans na wygospodarowanie czasu na robienie uszek, więc odkładałam produkcję na czas, kiedy wrócimy do Krakowa. Na drogi dzień po powrocie Michałek już ponownie pytał, kiedy WRESZCIE będziemy robić te uszka. A tu trzeba się było szykować na wyjazd na mazurski zlot grzybiarski... I tak odkładałam i odkładałam to robienie uszek prawie w nieskończoność. Ale kiedy już nastawiłam buraki do kiszenia i Michałek zobaczył na kuchennym blacie kamienny gar, odwrotu nie było. Zapowiedziałam, ze będziemy kleić uszka w sobotnie popołudnie, po powrocie ze stajni.

sobota, 14 października 2017

Za późno wytropione

purchawica olbrzymia, czasznica olrzymia
      Purchawice olbrzymie, zwane aktualnie czasznicami olbrzymimi, spotykałam dość często, kiedy były grzybami chronionymi. Znane stanowiska zamieniły się jednak w tereny budowlane i wybetonowane, a ja olbrzymkę spotykałam sporadycznie. W tym roku, szalonym roku grzybowym, w którym rozmaite gatunki rosną gdzie popadnie i to w ilościach hurtowych, widziałam ten gatunek przy samej drodze, kiedy wracaliśmy z mazurskiego spotkania grzybiarskiego (nie było nawet jak stanąć, żeby drogi nie zablokować, więc pojechaliśmy dalej) Później znalazłam w parku trzy sztuki, które zostawiłam do podrośnięcia i ktoś je skopał - leżały rozwalone na kawałeczki, kiedy przyszłam po nie po dwóch dniach. I teraz, w tygodniu, miałam trzecie z nimi spotkanie.

środa, 11 października 2017

Taki cudak z niedzielnego spaceru

Buchwaldoboletus lignicola złotak czerwonawy
      Wspominałam już we wpisie o niedzielnym grzybobraniu, że znalazłam grzybka, którego nie umiem nazwać. To oczywiście nie jest rzadkością, że nie znam imienia znalezionego gatunku, ale tym razem grzybek był niezwykle charakterystyczny i miałam gdzieś w głowie zapisany jego obraz z jakiegoś zdjęcia, ale za nic w świecie nie mogłam sobie przypomnieć gdzie to zdjęcie widziałam, a tym bardziej, co ono przedstawiało. Znalezione grzybki rosły pierwotnie w kępce na pniu modrzewia, u jego podstawy. Nie byłam niestety pierwszą osobą, która zwróciła na nie uwagę. Mój poprzednik obszedł się z nimi brutalnie - potraktował je z buta. Widocznie zorientował się, że to nie opieńki i je podeptał. Z grupy kilku owocników ocalał jeden cały, leżący na ściółce i drugi, nie całkiem rozdeptany. Takie grzyby widziałam w realu po raz pierwszy w życiu. Ponieważ chadzam po lasach sporo, więc takie znalezisko, z którym nie miałam okazji się spotkać, na pewno nie jest grzybem często występującym. Przystąpiłam zatem do dokładnych oględzin miejsca i zniszczonych owocników.

wtorek, 10 października 2017

Niedziela, jak zwykle, w lesie

grzyby 2017, grzyby w październiku, jadalne podgrzybki, czubajki, borowiki, lejkowce dęte, pieprzniki ametystowe
     Niedzielny wyjazd do lasu był oczywistą oczywistością. Dylematem był jedynie wybór tego lasu, bo chciałoby się być w kilku miejscach równocześnie, a to przecież nie jest możliwe. Po wstępnym "odsiewie" pozostały dwie opcje - Puszcza Niepołomicka i Las Skarbowy koło Bochni,w którym pierwszy raz byliśmy dwa lata temu i zebraliśmy sporo siedzuni sosnowych. Ciężar wyboru spadł jak zwykle na moje barki, bo menażeria jest przyzwyczajona, że to mama podejmuje takie ważne decyzje. Po głębokiej analizie wspomnień, doszłam do wniosku, że puszczańskie czubajki jeszcze na nas poczekają, bo rosną nawet w listopadzie, a las koło Bochni jest bardzo urozmaicony i można w nim spotkać nie tylko jadalniaki, ale i ciekawostki grzybowe. To był dobry wybór, bo spacer mieliśmy wspaniały i koszyki zostały zapełnione.:)

niedziela, 8 października 2017

Październikowe popołudnie wypełnione grzybami

grzyby 2017, grzyby w październiku, podgrzybek brunatny, borowik szlachetny, opieńka ciemna, muchomor czerwieniejący, pieprznik trąbkowy, czubajka czerwieniejąca, lejkowiec dęty, czernidłak gromadny, muchomor czerwony, borowik szlachetny, boczniak ostrygowaty
     Zazwyczaj w sobotę spędzamy przedpołudnie z konikami, a po południu mamy dzień gospodarczy - czyli chłopcy zajmują się swoimi przyjemnościami komputerowo - tabletowo - książkowymi, a ja odrabiam pańszczyznę, czyli sprzątam, piorę i ogólnie nadrabiam to wszystko, czego nie uda się zrobić w ciągu pracującego tygodnia. Nie tym razem jednak.:) Umówiliśmy się z wujkiem Marcinem i Natalką na przedpołudniowe stajniowanie i popołudniowy wypad do lasu. Michaś i Krzyś nie widzieli się z kuzynką od wiosny i byli niezwykle spragnienijej towarzystwa. 

    Rano ja zabrałam Michasia i Krzysia do stajni, a Pawełek pojechał po Marcina i Natalkę. Okazało się, że dołączyła do nich jeszcze Kamila, koleżanka Natalki, więc dzieciaki miały na tyle towarzystwa, żeby zająć się sobą i nie zawracać głowy starym. W związku z tym ja mogłam się spokojnie zajmować koniowaniem, a Pawełek i Marcin grillowaniem i przygotowaniem obiadu pod chmurką. Pogoda była na tyle łaskawa, że nie padało cały czas, tylko z dłuższymi przerwami, więc ognisko płonęło bez większych przeszkód. Tuż po południu dzieciaki zostały nakarmione kiełbasą i grzankami z serem. Po posiłku wystarczyło szybko sprzątnąć i odpalić w kierunku lasu koło Skały. Tak też uczyniliśmy.

piątek, 6 października 2017

Michałek - czytelnik, czyli jak zapisywaliśmy się do biblioteki

     Większość dzieci nie lubi czytać. Książki przegrywają w przedbiegach z telefonami, tabletami, komputerami czy telewizją. Tymczasem Michałek od wiosny tego roku stał się namiętnym czytelnikiem i pochłania kolejne książki w tempie błyskawicznym. Cieszy mnie to bardzo, bo wolę, żeby wolny czas poświęcił czytaniu książek niż graniu w gry na tablecie (a bardzo to lubi). 

     Jeszcze przed wakacjami Michaś przeczytał wszystkie interesujące go książki, jakie mamy w domu, a jest tego całkiem sporo. Na wakacyjny wyjazd do Lipnicy zabraliśmy wszystkie nagrody książkowe, jakie chłopcy dostali na zakończenie roku szkolnego i kilka pozycji, które zakupiłam specjalnie na czas wakacyjny dla Michałka. Bardzo szybko okazało się, że znowu nie ma co czytać... Pożyczał więc wszystkie czytadła, jakie przywozili do Lipnicy inni goście i często, zamiast bawić się z dziećmi na podwórku, przesiadywał w pokoju i czytał.

środa, 4 października 2017

Ostatni weekendowy spacer

grzyby 2017, grzyby w październiku, urodzinowy spacer
     Po sobocie tradycyjnie nadeszła niedziela. Po wieczornych tańcach chciałam pospać nieco dłużej niż zwykle, ale nic z tego nie wyszło, bo bladym świtem rozległo się "delikatne" walenie do naszych drzwi. Chłopcy oczywiście ani drgnęli, ale ja poderwałam się na równe nogi. Za drzwiami, w mroźnym powietrzu stał Loluś, który czuwał z gitarą przy ognisku do tej pory. W gardle mu nieco od śpiewu zaschło i gotów był oddać królestwo za jedno piwo. Głos Lolka brzmiał tubalnie, jak zawsze; wcale zaschnięcia w nim słychać nie było, więc zanim zaczęłam szukać napitku, nieco wyciszyłam gościa, żeby mi menażerii tak wcześnie nie pobudził. Spragnionego napoiłam i zaczęłam przygotowania do spaceru - kanapki, wodę i takie tam. To miał być wyjątkowy spacer, bo i dzień był wyjątkowy - właściwy dzień urodzinowy Pawełka. Chciałam go zabrać na przepiękną i mocno grzybową trasę, którą w lecie kilkakrotnie przemierzyliśmy z Michałkiem i Krzysiem, ale Pawełek się na nią jeszcze nigdy nie załapał. 

     Chłopcy pospali ile chcieli, więc do wyjścia byliśmy gotowi dość późno, bo dopiero przed dziewiątą. Zapytałam tych, którzy plątali się już/jeszcze po podwórku, czy nie chcą się z nami zabrać, ale nie było chętnych. Świat spowijały mgły, przy ziemi trzymał przymrozek, ale wysoko na niebie przebijały się promienie słońca zapowiadające piękny dzień. Wyruszyliśmy.

wtorek, 3 października 2017

Drugi dzień lipnickiego imprezowania

grzyby 2017, grzyby we wrześniu, impreza urodzinowa w plenerze
     Piątkowe grzybobranie i "Pawełkowa urodzina" (jak do niedawna mawiali Michaś i Krzyś), były tylko wstępem do sobotnich wypraw leśnych i wieczornej zabawy przy lipnickim grillu. Poranek zaplanowałam sobie tak, żeby chłopcy mogli się wyspać, a ja poszwendać po lesie w samotności. Zapowiedziałam zatem, że o szóstej ruszam w las, a reszta niech spokojnie śpi. Plan na dalszą część dnia miał być ustalony później. Moi przyjaciele uświadamiali mi, że o szóstej jest jeszcze ciemno, ale ja przecież o tym dobrze wiedziałam. Wiedziałam też, że kiedy dotrę do pierwszej koźlarzowej miejscówki, zacznie się rozjaśniać.

poniedziałek, 2 października 2017

Przedimprezowe, szybkie grzybobranie

grzyby 2017,grzyby na Orawie, borowiki jadalne, koźlarze, impreza urodzinowa
    Wyjazd do Lipnicy na przełomowy weekend września i października został zaplanowany w środku lata. Pawełkowi spodobało się wyjazdowe świętowanie urodzin, które po raz pierwszy zostało zorganizowane rok temu i myślę, że ta forma stała się już tradycją. Wraz z Pawełkiem swoje święto obchodziła też już po raz drugi Iwonka z Jaworzna. Zatem wszystko zostało zaplanowane dawno, dawno temu, goście też byli zaproszeni jeszcze w lipcu i sierpniu. Ze względu na odległość czasową, zestaw gości uległ modyfikacjom, bo okazało się, że nie wszyscy będą mogli przyjechać. 

     W piątek pakowałam się od rana. Wieczory i poranki są w górach zimne i okraszone przymrozkami, więc trzeba było zabrać sporo ubrań. Nie zapomniałam nawet o czapkach i rękawiczkach dla chłopaków. Chcieliśmy wyjechać jak najwcześniej z Krakowa, żeby po południu zdążyć jeszcze wyskoczyć na chwilę do lasu. Pawełek pomógł mi w południe załadować wszystko do samochodu i pojechaliśmy po Michałka i Krzysia do szkoły. Chłopcy tak szybko ewakuowali się ze szkoły, że nie dojedli obiadu, a Michaś pojechał w szkolnych pantoflach, których z szybkości nie przebrał. Zauważyłam to zresztą dopiero następnego dnia, bo z chęci pójścia na grzyby, nie zwracałam uwagi na takie drobnostki, jak buty.

środa, 27 września 2017

Miały być siedzunie, ale wyszło zupełnie inaczej

grzyby 2017, grzyby we wrześniu, grzyby w okolicach Krakowa, lejkowiec dęte Craterellus cornucopioides, pieprzniki trąbkowe Cantharellus tubaeformis, muchomor czerwony Amanita muscaria, rulik nadrzewny [groniasty] (Lycogala epidendrum), Ascocoryne sarcoides galaretnica mięsista, próchnilec gałęzisty Xylaria hypoxylon, piestrzyca kędzierzawa Helvella crispa, gasowka-fioletowawa-Lepista-nuda, podgrzybek-brunatny Boletus-badius, gołąbek modrożółty Russula cyanoxantha, muchomor-czerwieniejacy Amanita-rubescens,
    Wykorzystałam jeden z dni bez moich chłopaków na serię przyjemności. Jeden dzień, kiedy nie musiałam robić wszystkiego na czas, z zegarkiem w ręce, żeby zdążyć ugotować, zawieźć do szkoły, odebrać itd. Dzień, według przepowiedni, miał być cieplutki i słoneczny. Marzyło mi się świecące od rana słoneczko, a tu poranek mnie zaskoczył gęstą mgłą opadającą na ziemię drobnymi kropelkami jesiennej mżawki. Pocieszałam się, że szybko się rozjaśni i będzie tak, jak miało być. Bladym świtem odpaliłam w kierunku stajni - pierwszym punktem planu był spacer z Latoną.

poniedziałek, 25 września 2017

Na Orawie grzyby nadrabiają letnią nieobecność

grzyby 2017, grzybobranie 2017, grzyby we wrześniu, grzyby na Orawie
     O drugiego września nie byliśmy na naszej ukochanej Orawie, bo tysiąc innych miejsc czekało, żeby je odwiedzić po dwumiesięcznej nieobecności. Tymczasem od naszego wyjazdu z Lipnicy grzyby zaczęły nadrabiać stracony w lecie czas i rosnąć w ilościach hurtowych, o czym niemal każdego dnia donosili nam wakacyjni gospodarze i znajomi, którzy  szukali i napełniali kosze na naszych miejscówkach.
      Jedynym dniem w całości wolnym, kiedy istniała szansa na całodniowy wyjazd, była sobota. Po całym tygodniu nieustających opadów, prognoza na ten dzień była równie niekorzystna - miało padać, wiać, a temperatura nie miała przekroczyć sześciu stopni. Niezbyt zachęcająco to wszystko wyglądał, ale tym razem nawet Pawełek, który zazwyczaj niezbyt chętnie chodzi do lasu podczas deszczu, był mocno nastawiony na wyjazd. Nawet wyszukał jakąś lepszą prognozę pogody, żeby siebie i nas podnieść na duchu. Spakowałam wielką torbę ubrań do przebierania się po kolejnych przemoczeniach, a Michałkowi i Krzysiowi wzięłam nawet rękawiczki. Jechaliśmy w strugach deszczu przechodzącego miejscami w mżawkę, aby za chwilę znowu lunąć. Tak dotarliśmy na miejsce, do jednego z naszych orawskich lasów.

piątek, 22 września 2017

Delegacja w lesie

Łuskwiak zmienny Kuehneromyces mutabilis
            W środę wypisałam sobie delegację w kierunku, gdzie rośnie jeden z "moich" lasów, taki najbliższy. Lało od wtorkowego wieczoru bez przerwy i Pawełek z niedowierzaniem dopytywał, czy na pewno tam chcę jechać... Przecież zdecydowanie przyjemniej jest posiedzieć w biurze albo walić młotem w jakiś oporny złom na warsztacie niż moknąć uganiając się za grzybami, których mam już tyle, że się półki uginają. A sekundę później zapytał, czemu tylko jeden koszyk wzięłam.;) Tak, spakowałam tylko jeden, bo nie miałabym czasu obrobić większej ilości pozysku. Poza tym muszę sobie stawiać jakieś ograniczenia w tym moim pazerniactwie, bo się pogłębia. Znacznie trudniejszą rozmowę musiałam odbyć z Krzysiem. Rano, odwożąc chłopców do szkoły, napomknęłam, ze wyskoczę na chwilę do lasu. Krzycha aż podniosło z siedzenia i oświadczył, że jedzie ze mną, bo to ważniejsze od szkoły. Byłam zmuszona użyć całej siły przekonywania, żeby spokojnie został w szkole.

    Doczekałam się aż przeminęły poranne korki i ruszyłam na samotną wyprawę. Raz lało jak z cebra, raz tylko siąpiło. Nie było tak źle. Za niecałe pół godzinki zaparkowałam przed lasem na rozmokniętej łące i z lekką obawą o to, czy uda mi się z tego błota wyjechać (lepszego miejsca do zostawienia auta nie było), poszłam w las.

środa, 20 września 2017

Każda kania jest czubajką, nie każda czubajka kanią

grzyby 2017, grzyby we wrześniu, czubajki, jak rozróżnić czubajki, kania, jak rozpoznać kanię, porównanie czubajek, czubajka kania Macrolepiota procera, czubajka czerwieniejąca Chlorophyllum rachodes, czubajka gwiaździsta Macrolepiota konradii
      Miałam dzisiaj napisać jak to udało mi się załatwić wyjazd w delegację w pobliże znajomego lasu i co tam ciekawego nazbierałam, ale ponieważ ostatnio rośnie w naszym kraju mnóstwo czubajek i codziennie pojawiają się pytania czy to na pewno kania, to stwierdziłam, że skoro już trafiły mi się okazy do porównania gatunków, to warto to od razu wykorzystać, bo może komuś się ta wiedza przyda już podczas najbliższego grzybobrania.:)

     Wszyscy chyba słyszeli o kani; jeżeli nie w kontekście zbierania i jedzenia, to za sprawą pojawiających się co rok doniesień o zatruciu muchomorem zielonawym (sromotnikowym), który został pomylony z kanią właśnie. Na bazie tych doniesień kania okryła się sławą - z jednej strony dobrą, bo jest przepysznym grzybem, z drugiej strony złą - po (podobno) łatwo ja pomylić z trującym śmiertelnie muchomorem. Kwestię pomyłek kani z muchomorem zielonawym dzisiaj pominę, bo dla mnie te dwa gatunki są nie do pomylenia, ale zajmę się za to porównaniem trzech, najczęściej spotykanych, gatunków czubajek. Te są przez wielu, nawet wytrawnych grzybiarzy mylone. I chociaż nie niesie to za sobą żadnych skutków szkodliwych dla zdrowia, warto wiedzieć, co się wkłada do koszyka i na talerz.

poniedziałek, 18 września 2017

Tym razem siedzunie i muchomory

grzyby 2017, grzyby we wrześniu, grzyby w okolicach Krakowa, Siedzuń sosnowy, szmaciak gałęzisty Sparassis Crispa, opieńka ciemna. Armillaria ostoyae, Tricholomopsis rutilans rycerzyk czerwonozłoty, Suillus viscidus maślak szary, Clitocybe odora lejkówka zielonawa, Craterellus tubaeformis pieprznik trąbkowy, borowik ceglastopory. Boletus erythropus, Lentinellus cochleatus twardówka anyżkowa, muchomor czerwieniejący Amanita rubescens
      Jeszcze przed powrotem z wakacji Krzyś dopytywał, kiedy pójdziemy na szmaciaki. Bo one takie wielkie i piękne są! Mowa oczywiście o siedzuniach sosnowych, które przed zmianą nazewnictwa były zwyczajnymi szmaciakami gałęzistymi, a nie siedzuniami. U nas w dalszym ciągu mówi się na nie po staremu - szmaciaki. Zapewniłam Krzysia, że pojedziemy po nie w najbliższym wolnym dniu, kiedy juz spokojnie osiądziemy w Krakowie po wakacjach i zlocie na Mazurach. Dzień taki nastał w niedzielę. Krzyś pierwszy raz obudził się o czwartej z pytaniem, czy możemy już jechać. Argument, ze jest ciemno, nie do końca do niego przemawiał, bo na biurku, obok scyzoryka, leżała latarka. Na szczęście sen jeszcze do mojego małego grzybiarza wrócił i mogliśmy spokojnie dospać do szóstej. Za oknem siąpił deszcz. To taka oczywista tradycja niedzielna, powtarzająca się nad wyraz często - co niedziela, deszczyk. Pawełek nawet stwierdził, że dzięki temu konkurencji w lesie mieć nie będziemy. Wkrótce bardzo się zdziwił.

sobota, 16 września 2017

Koźlarze, grzybowi zabójcy i jeszcze parę grzybków z Ponidzia

Leccinum quercinum koźlarz dębowy
     W magicznym lesie Zibiego na Ponidziu rosły nie tylko szatany i rzadko spotykane kolorowe borowiki, ale również całkiem zwyczajne grzyby. Tych najpospolitszych nawet nie uwieczniałam, żeby baterii i karty w aparacie starczyło, ale nie pominęłam gatunków, które w niektórych rejonach są powszechne, ale nie spotyka się ich w lasach, które odwiedzam najczęściej. Grzybki te trafiały do koszyków i zostały później dobrze wykorzystane. Dzieliliśmy się nimi w zależności od upodobań poszczególnych uczestników wyprawy,nie zapominając o zapełnieniu koszy naszego gospodarza, który MUSI wychodzić z lasu z pełnym obciążeniem, żeby czuć się szczęśliwym grzybiarzem. Zobaczcie, co jeszcze trafiłonam się w szatańskim lesie.

piątek, 15 września 2017

Kolorowe borowiki z szatańskiego lasu

Boletus aereus borowik ciemnobrązowy
     Jak już wspominałam w poście o borowikach szatańskich, w ich królestwie wyrosło jeszcze mnóstwo innych ciekawych i rzadkich grzybów. Dzisiaj zapraszam na przegląd kolorowych borowików. Niektóre z nich już kiedyś widziałam, innym stanęłam na drodze po raz pierwszy. Bogactwo odwiedzonego lasu było ogromne, zachwyciło nie tylko mnie, ale i moich towarzyszy - Pawła i Roberta.

czwartek, 14 września 2017

W Królestwie Szatana, czyli cała prawda o borowikach szatańskich

grzyby 2017, niejadalne borowiki, borowik szatański, szatan
     Na spotkanie z szatanami wybierałam się od trzech lat, ale ciągle los nam rzucał kłody pod nogi i albo one się nie zjawiały, albo ja nie mogłam do nich dojechać. Wreszcie zawzięłam się i obiecałam sobie, ze ten rok, tak obfity przez ostatnie tygodnie w grzyby, trzeba wykorzystać. Wracając z mazurskiego spotkania grzybiarzy, zadzwoniłam do Zibiego, sprawującego pieczę nad ponidziańskimi lasami i grzecznie poprosiłam, zeby sprawdził, czy są. Zibi pomarudził, że na poniedziałek miał w planie inny las i pozysk szlachetniaków, ale powiedział, że dla mnie zrobi wszystko, nawet zmieni grzybowe plany.

     W poniedziałek odbieraałam kolejne telefony - "Są!". "Dorotka, biało od szatańskich łbów!" "To kiedy  przyjedziesz?" Znowu odłożyłam parę innych spraw "na później",poprosiłam Pawełka, żeby zawiózł dzieciaki do szkoły i zaplanowałam wyjazd na środę. Wiedząc, że marzeniem Pawła z Jaworzna jest nagranie szatańskiego filmu, dałam mu znać. Szybko załatwił sobie dzień wolny. Do ekipy dołączył jeszcze Robert z Dąbrowy Górniczej. Dotarli do Krakowa parę minut po szóstej i trzyosobową ekipą wyruszyliśmy do szatańskiego królestwa.

wtorek, 12 września 2017

Ostatnie pozyski na Mazurach

grzyby 2017, grzyby na Mazurach, grzyby we wrześniu, zlot grupy "Grzyby, grzybiarze, grzybobranie :)
     Dzień przed wyjazdem z Mazur zrezygnowaliśmy ze śniadania, żeby iść do lasu wcześniej i mieć więcej czasu na spacerowanie i pozyskiwanie. Spakowałam do plecaka kanapki zrobione podczas piątkowej kolacji i o siódmej ruszyliśmy do lasu. Przy drogach wjazdowych i na parkingach stało już sporo pazerniaczych samochodów. My też zajęliśmy swoje miejsce, dokładnie to samo, w którym byliśmy dzień wcześniej. Ruszyliśmy w przeciwną stronę niż w piątek i zgodnie z planem pomaszerowaliśmy w głąb lasu, ponieważ na skraju grzybki zostały już mocno przerzedzone przez kolejnych grzybiarzy.

sobota, 9 września 2017

Po deszczu przychodzi słoneczko!

grzyby 2017, grzyby we wrześniu, grzyby na Mazurach, zlot grupy "Grzyby, grzybiarze, grzybobranie"
     Po całym deszczowym czwartku nastał piątkowy poranek naznaczony mżaweczką, która towarzyszyła nam w drodze do lasu. Do menażeryjnej eskapady dołączył Paweł z Jaworzna. Podobnie, jak pozostali uczestnicy zlotu, wyruszyliśmy do lasu zaraz po śniadaniu. Czasu w nadmiarze nie było, bo należało zapełnić koszyki i wrócić na obiad na godzinę 14.00. Lasów mazurskich nie znamy, więc jadąc samochodem rozglądaliśmy się za jakimś przyjaznym miejscem, w którym powinny czekać na nas grzybki. Zatrzymaliśmy się u wylotu leśnej drogi, gdzie powitały nas dwie malutkie kanie. Dobrze, że ich nie rozjechaliśmy parkując na poboczu.

czwartek, 7 września 2017

W drodze do Pieckowa

grzyby 2017, grzyby na Mazurach, zlot grupy "Grzyby, grzybiarze, grzybobranie"
            W Krakowie byliśmy całe trzy dni. Już w środę przed świtem wyruszyliśmy na wyprawę na pierwszy zlot grupy "Grzyby, grzybiarze, grzybobranie". Wyjazd został zaplanowany dawno, dano temu, jeszcze zimową porą. Doniesienia o występowaniu grzybów dawały nadzieję na udane zbiory, nie wierzyłam jednak, aby były potrzebne aż dwie suszarki i spakowałam tylko jedną. Tymczasem od połowy drogi migały nam na poboczach grzybki; najlepiej widoczne były oczywiście kanie, gatunek, który doskonale zbiera się jadąc samochodem. Pawełek dorwał się do kierowania i nie chciał sięzatrzymywać tam, gdzie rosły wypatrzone grzybki, bo spieszył się do tych właściwych miejsc. Im byliśmy bliżej, tym więcej osób stało przy drodze sprzedając dary lasu. Na rozkładanych stolikach leżały rozłożone podgrzybki, borowiki, kurki i maślaki wszelkich gatunków. Wraz z Krzysiem wymogliśmy na Pawełku zatrzymanie się w lesie zanim jeszcze dotrzemy do ośrodka w Ostrowie Pieckowskim. Tym sposobem znaleźliśmy się w pięknym lesie w pobliżu Spychowa, wsi Juranda.:)

wtorek, 5 września 2017

Szalejemy! Ja i krakowskie pieczarki

grzyby 2017, grzyby we wrześniu, grzyby w mieście, wysyp pieczarek
      Ostatnie dni to istne szaleństwo, chwilami o przebiegu dramatycznym. Mam wewnętrzną potrzebę wylania z siebie nagromadzonego stresu i zmęczenia wakacyjno-powakacyjnego, więc zanim dojdziemy do pieczarek, spróbujcie przebrnąć ze mną przez te pierwsze wrześniowe dni.

     Drugi września, sobota. Dzień naszego powrotu z Lipnicy do Krakowa. Od dwóch dni grzyby rosną masowo. Czekałam na to od 24 czerwca, a one bezczelnie wybrały sobie taki termin, w który w żaden już sposób nie mogę się wstrzelić. Od piątej rano zaczęłam pakowanie tego wszystkiego, czego nie można było spakować wcześniej, bo było koniecznie potrzebne do ostatniej chwili. Suszarnia ciągle pracuje, bo piątkowe grzybki jeszcze się dosuszają. Po spakowaniu części betów w domu, ruszam do stajni. Konie już dobrze wiedzą, że będziemy wracać; już kilkakrotnie przerabiały składanie ogrodzenia padoków, ostatni ranek spędzony w boksach, a nie na pastwisku... Wiedzą i czekają, delikatnie się niecierpliwiąc. Nie chcą jeść siana i czekają na coś bardziej treściwego, ale przed transportem nie daję im paszy, żeby pełny żołądek w połączeniu ze stresem nie stał się przyczyną komplikacji zdrowotnych. One czekają, a my z Pawełkiem sprzątamy stajnię i pakujemy do samochodu koński ekwipunek.

piątek, 1 września 2017

Dwa ostatnie grzybobrania to spełnienie wakacyjnych marzeń leśnych

grzyby 2017, grzyby w sierpniu, grzyby na Orawie
     Wbrew moim przewidywaniom, grzybki sobie poradziły i wykorzystały tę odrobinę wilgoci, jaką dał jednodniowy opad sprzed dwóch tygodni. Dwa ostatnie wakacyjne grzybobrania były spełnieniem grzybowych marzeń o pełnych koszykach. Aż trochę żal wyjeżdżać. Za chwilę rozpocznę ostatni etap pakowania, w południe przyjedzie samochód po konie i wieczorem powinniśmy się szczęśliwie zalogować w krakowskim domku, za którym juz nam nieco tęskno. A grzybki będą sobie rosły, bo w nocy znowu popadało. Zobaczcie jakie piekne sztuki wpadły w nasze łapy przez ostatnie dwa dni.

czwartek, 31 sierpnia 2017

Pierwsze koźlarze

grzyby 2017, grzyby w sierpniu, grzyby na Orawie, jadalne koźlarze, jadalne borowiki, koźlarz czerwony
     Pierwsze orawskie koźlarze zbierało się zazwyczaj już w pierwszej połowie lipca. Kolejne dostawy pojawiały się z mniejszą lub większą regularnością aż do połowy sierpnia, kiedy to następowała kozakowa eksplozja i w tych samych punktach można było napełniać koszyki co dwa - trzy dni. Krzyś doskonale pamięta jak rok temu kosił koźlarze i już od dłuższego czasu dopytywał, kiedy pójdziemy w łąki, na słowackie miejscówki "czerwieniaków". Dotychczas jednak koźlarze się nie raczyły pojawić; znaleźliśmy co prawda ze trzy pojedyncze sztuki w ciągu wakacji, ale do standardowego wysypu nie doszło. Kiedy przywiozłam z końskiego spaceru kilka sztuk koźlarzy, w Krzychu obudziło się tak mocne pragnienie nazbierania tych grzybków, że nie było mowy o odłożeniu wyprawy na koźlarze na jakiś inny termin - musieliśmy wyruszyć na nie najszybciej, jak to było możliwe. Co prawda nastawiałam Krzysia na to, że grzybków może w ogóle nie być, bo te, które ja znalazłam pojawiły się w jednym miejscu, gdzie indziej nic nie wyrosło, ale jemu i tak wyobraźnia malowała piękne wizje kopiastych koszy.

wtorek, 29 sierpnia 2017

Moje urodzinowe grzybki

grzyby 2017, grzyby w sierpniu, grzyby na Orawie, borowiki, pieprzniki trąbkowe, grzyby podziemne, babie lato
      Marzył  mi się urodzinowy koszyk wypełniony grzybami. Co do zawartości gatunkowej specjalnych życzeń nie miałam; wystarczyłby taki napełniony jadalnymi rozmaitościami. Aby pomóc w spełnieniu marzeń, wyznaczyłam dość długą trasę przez grzybodajne tereny, na których niejednokrotnie udawało się zapełnić nie jeden, a kilka koszyków. Zapowiedziałam też dzień wcześniej moim chłopakom, że w ten szczególny dzień będę im wydawać rozkazy, a oni mają je wykonywać bez szemrania. Posłużyłam się Michałkowymi słowami z jego urodzinowego dnia, kiedy to on zarządził, że my wszyscy mamy wykonywać jego rozkazy. Ja się wtedy pośmiałam z Michałkowych życzeń urodzinowo - rozkazowych, a teraz Michałek od razu stanął okoniem, stwierdzając, że on nie jest stworzony do wykonywania rozkazów i na pewno nie będzie nosił żadnego koszyka, bo przecież i tak wysypie jego zawartość w najmniej odpowiednim miejscu i momencie. Musiałam się z nim trochę podroczyć, więc im bardziej się unosił, że moich rozkazów z tysiąca powodów nie wykona, tym większym spokojem reagowałam na jego pyszczenie. Oj pyskate mi się to moje starsze dziecko zrobiło okrutnie. A przy tym przekonane o swojej mądrości, wiedzy i doskonałości...

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Wielka radość na Grapie

grzyby 2017, grzyby w sierpniu, grzyby na Orawie, grzyby tydzień po deszczu
      W ostatnim tygodniu wakacji towarzyszy nam ciocia Ania, która przyjechała do Lipnicy nastawiając się na wielkie pazerniactwo grzybowe.;) Przywiozła sobie koszyk i suszarkę do grzybów, ale tak naprawdę bardziej stęskniona jest leśnych spacerów i dyskusji z Michałkiem, który uwielbia opowiadać jej o swoich pomysłach i projektach. Od początku nastawiałam Anię na to, że swoich pazerniaczych zapędów może nie zaspokoić, bo grzybów w orawskich lasach jest niewiele i trzeba dobrze trafić, żeby cokolwiek włożyć do koszyków. Mimo tych moich pesymistycznych przepowiedni, z nadzieją ruszyliśmy na pierwszy spacer do lasu porastającego naszą najbliższą górę za płotem - Grapę. Podczas ostatnich dwóch wizyt w tym lesie udało nam się znaleźć garść kurek i jednego borowika ceglastoporego, więc na cuda nie liczyłam. Ale przecież minął ponad tydzień od poprzedniej bytności w tym miejscu, więc trzeba je było sprawdzić.

sobota, 26 sierpnia 2017

Ametyściaki próbują rządzić

grzyby 2017, grzyby w sierpniu, grzyby na Orawie, pieprznik ametystowy, borowik szlachetny, porażony gołąbek
     Jednodniowe opady deszczu nie pomogły grzybom; nadal w orawskich lasach panuje grzybowa nicość. W bardziej odkrytych miejscach - na drogach, wyrębach czy skrajach lasów, gdzie dotarło więcej wilgoci, próbują się przebijać pojedyncze owocniki, ale idzie im to bardzo opornie i zanim wychylą łebki nad ściółkę, zostają pożarte przez wygłodzone robale i ślimaki. O zapełnieniu koszyków w czasie wakacji już przestała marzyć. W tych niesprzyjających grzybobraniu warunkach las i tak nas wabi, więc odbywamy codzienne spaceringi po miejscach typowanych jako najbardziej prawdopodobne dla pojawienia się czegokolwiek.

czwartek, 24 sierpnia 2017

Ekstrazabawa w Wypasionej Dolinie

wypasiona dolina, park linowy, Zubrzyca Górna
     Dla Michałka i Krzysia wakacje w Lipnicy to przede wszystkim nieograniczona wolność. Spacer do lasu mają wpisany w zakres codziennych obowiązków i widzę, że są już nieco zmęczeni wypełnianiem codziennej powinności, zwłaszcza, że w lesie grzybów nie ma, poziomki i maliny się skończyły, a ostrężyny wyschły zanim zdołały dorosnąć i dojrzeć. A przecież leśny spacer wiąże się z pozyskiem czegokolwiek nadającego się do konsumpcji... Po spacerze jest jeszcze podwórko, na które można wybiec w każdej chwili. I są koledzy i koleżanki, co rok ci sami - znani, lubiani, zaprzyjaźnieni. Jest kura Magdalena, indyki, z którymi można walczyć i matka na każde prawie zawołanie, gotująca domowe obiady i ratująca z każdej opresji. Tak sobie muszę czasami kadzić, kiedy dopadają mnie wyrzuty sumienia, że mogłabym chłopcom poświecić więcej czasu. Takie wiejskie - sielskie życie jest przerywane od czasu do czasu atrakcjami szczególnymi, na przykład wizytą w parku linowym w Zubrzycy.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Popadało

grzyby 2017, grzyby w sierpniu, grzyby na Orawie, grzyby po deszczu
      Seria upałów została wreszcie przerwana! Najgorętsze dni spędziliśmy (a właściwie to ja spędziłam) na końskich zajęciach, których nie brakowało. Oprócz codziennej roboty doszła konieczność chłodzenia całej czwórki w czasie najcieplejszych godzin. Michaś i Krzyś chłodzili się w basenie na podwórku, a lasy orawskie odpoczywały od nas przez kilka dni. 

    W sobotę po południu nadciągnęła pierwsza fala ulewnego deszczu. Za nią podążały następne. Kolejne ulewy przerywane były spokojnym, gęstym deszczem, takim,jaki lubimy najbardziej. Ziemia, pozbawiona od ponad miesiąca konkretnej wilgoci (kilkuminutowe opady się nie liczą), chłonęła spokojnie spadające na nią krople. Padało całą noc i sporą część niedzieli.

sobota, 19 sierpnia 2017

W porannej mgle

konie we mgle
     Na Orawie większość sierpniowych poranków zaczynała się od mgieł, które spowijały świat, powolutku ustępując słonecznym promieniom i zasilając wilgocią ściółkę leśną i trawę na końskim pastwisku. W tym roku susza wypaliła resztki wilgoci z ziemi i zamglony poranek trafił się raz - dzień wcześniej gdzieś nad Tatrami przechodziła burza, której powiew przyniósł nam odrobinę popołudniowego chłodu i wystarczająco dużo wilgoci, aby poranek uczynić magicznym.

środa, 16 sierpnia 2017

Orawskie siedzunie

grzby 2017, grzyby w sierpniu, grzyby na Orawie, Sparassis nemecii siedzuń jodłowy, Bankera violascens kolcownica świerkowa
     W orawskich lasach panują pustki straszliwe. Koszyk zabieramy na spacery tylko w ramach przyzwyczajenia - wychodzimy z domu z pustym i z takim samym wracamy. Brak grzybów i upalna pogoda sprawiają, że Michałkowi i Krzysiowi mniej niż zwykle chce się chodzić do lasu. Najwyraźniej nastąpiło wakacyjne zmęczenie materiału. Wśród tego totalnego bezgrzybia od czasu do czasu można oko zawiesić na jakimś ciekawym okazie. O dziwo, w tym gorącu, w kilku miejscach wyrosły piękne siedzunie jodłowe. Krzychu, oglądając je, zaczął dopytywać, kiedy będziemy zbierać te właściwe siedzunie - sosnowe, które bez skrupułów można pakować do koszyka. Najwyraźniej marzy się dziecku pełny kosz, tak samo jak mnie.

niedziela, 13 sierpnia 2017

Grzyby płaczące, brodziate, a nawet falbankowe

Grzyby 2017, grzyby w czasie suszy, stare grzyby
      Susza... Przez tydzień upały ponad 30 stopni. Nadzieja na burze - jak zwykle umarła ostatnia. Burze poszły sobie precz gdzieś w głąb Słowacji i jeszcze dalej. Nas ominęły. Jeden dzień lekkiego sznupienia - pomoczyło trawę i drogi, ale pod drzewami sucho jak na pustyni. Kolejna fala upałów. Już nie ma co parować. Ziemia nagrzana do granic możliwości, nie schładza się na noc. Wyruszam do lasu przed wschodem słońca, żeby było chłodniej. Złudna nadzieja - na trawach nie ma rosy, w lesie od ściółki bije żar. Po plecach spływają strużki potu. Po głowie też. Na okularach nie jest lepiej. Wolę już, kiedy są mokre od deszczu, od zewnętrza. I jak tu żyć??? A co by powiedział pan grzyb??? Ano nic - siedzi w grzybni zamknięty pod ściółką i czeka. A ja czekam na niego... Za to na tych, które przetrwały skwar,życie kwitnie.

wtorek, 8 sierpnia 2017

Końskie pieszczoty

końskie pieszczoty
      Konie, podobnie jak koty czy psy, uwielbiają być dopieszczone. I nie chodzi im wyłącznie o codzienne czynności pielęgnacyjne polegające na czyszczeniu, myciu czy smarowaniu kopytek; chcą być głaskane, drapane za uszkiem lub najzwyczajniej w świecie się poprzytulać.
      W czasie wakacyjnego pobytu w Lipnicy mam dla nich więcej czasu niż w ciągu pozostałych miesięcy, więc końska menażeria wykorzystuje ten czas na wzmożone dopominanie się o odpowiednio wysoką dawkę zainteresowania z mojej strony. Pawełek udokumentował jedną z sesji padokowego napieszczania.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Profesjonalista foci orawskie wynalazki grzybowe

grzyby 2017, grzyby w sierpniu, grzyby na Orawie, profesjonalne fotografowanie grzybów
      W Lipnicy nawiedzają nas w czasie wakacji różni zagrzybieni znajomi. Na ten weekend dotarł do nas mój grzybowy przyjaciel Zibi, który przywiózł oprócz wnuka Miłosza jeszcze jednego grzybniętego, również znajomego mojej Menażerii - Bobsona, będącego w trakcie Grzybowego Tour de Pologne. Bobson Orawę i nasze towarzystwo zostawił sobie na deser - koniec dwutygodniowej grzybomaniackiej wędrówki po polskich lasach. Bobson wędruje po lasach z malutkim koszyczkiem i dużym plecakiem, w którym ma mnóstwo fotograficznych gadżetów, dzięki którym jego grzybowe zdjęcia są perfekcyjne. Poluje nie na jadalniaki, tylko na rzadkie gatunki. Na Orawie tych rzadkości nie brakuje, ale upalna pogoda spłatała psikusa i niektóre gatunki, jakie powinny już być, niestety nie pojawiły się. Mimo tych trudnych warunków, parę rarytasików przez trzy dni udało się dorwać, a niektóre nawet wykopać spod ziemi.;)

piątek, 4 sierpnia 2017

Susza...

grzyby 2017, grzyby w sierpniu, grzyby w czasie suszy
     Zaczęło być tak pięknie... Pierwszy od początku wakacji dobry tydzień w lesie, z bogactwem grzybów, pełnymi koszykami, mnóstwem gatunków, które zaczęły zasiedlać las. Było coraz więcej przedstawicieli grzybowego świata, na których można było zawiesić oko. i się skończyło - przyszła fala upałów i grzybki są na wykończeniu. Co prawda te, które wyrosły i rozwinęły się korzystając z wilgoci, starają się jeszcze przetrwać, ale nie ma ich zbyt wiele. Młode owocniki niestety zamierają zamiast rosnąć. Dwukrotnie w okolicy przechodziły burze, ale skutecznie nas ominęły i oprócz odświeżenia powietrza nie przyniosły ani krzty wilgoci. Zobaczcie co się dzieje z grzybami, kiedy na termometrze jest ponad 30 stopni.