poniedziałek, 25 września 2017

Na Orawie grzyby nadrabiają letnią nieobecność

grzyby 2017, grzybobranie 2017, grzyby we wrześniu, grzyby na Orawie
     O drugiego września nie byliśmy na naszej ukochanej Orawie, bo tysiąc innych miejsc czekało, żeby je odwiedzić po dwumiesięcznej nieobecności. Tymczasem od naszego wyjazdu z Lipnicy grzyby zaczęły nadrabiać stracony w lecie czas i rosnąć w ilościach hurtowych, o czym niemal każdego dnia donosili nam wakacyjni gospodarze i znajomi, którzy  szukali i napełniali kosze na naszych miejscówkach.
      Jedynym dniem w całości wolnym, kiedy istniała szansa na całodniowy wyjazd, była sobota. Po całym tygodniu nieustających opadów, prognoza na ten dzień była równie niekorzystna - miało padać, wiać, a temperatura nie miała przekroczyć sześciu stopni. Niezbyt zachęcająco to wszystko wyglądał, ale tym razem nawet Pawełek, który zazwyczaj niezbyt chętnie chodzi do lasu podczas deszczu, był mocno nastawiony na wyjazd. Nawet wyszukał jakąś lepszą prognozę pogody, żeby siebie i nas podnieść na duchu. Spakowałam wielką torbę ubrań do przebierania się po kolejnych przemoczeniach, a Michałkowi i Krzysiowi wzięłam nawet rękawiczki. Jechaliśmy w strugach deszczu przechodzącego miejscami w mżawkę, aby za chwilę znowu lunąć. Tak dotarliśmy na miejsce, do jednego z naszych orawskich lasów.

piątek, 22 września 2017

Delegacja w lesie

Łuskwiak zmienny Kuehneromyces mutabilis
            W środę wypisałam sobie delegację w kierunku, gdzie rośnie jeden z "moich" lasów, taki najbliższy. Lało od wtorkowego wieczoru bez przerwy i Pawełek z niedowierzaniem dopytywał, czy na pewno tam chcę jechać... Przecież zdecydowanie przyjemniej jest posiedzieć w biurze albo walić młotem w jakiś oporny złom na warsztacie niż moknąć uganiając się za grzybami, których mam już tyle, że się półki uginają. A sekundę później zapytał, czemu tylko jeden koszyk wzięłam.;) Tak, spakowałam tylko jeden, bo nie miałabym czasu obrobić większej ilości pozysku. Poza tym muszę sobie stawiać jakieś ograniczenia w tym moim pazerniactwie, bo się pogłębia. Znacznie trudniejszą rozmowę musiałam odbyć z Krzysiem. Rano, odwożąc chłopców do szkoły, napomknęłam, ze wyskoczę na chwilę do lasu. Krzycha aż podniosło z siedzenia i oświadczył, że jedzie ze mną, bo to ważniejsze od szkoły. Byłam zmuszona użyć całej siły przekonywania, żeby spokojnie został w szkole.

    Doczekałam się aż przeminęły poranne korki i ruszyłam na samotną wyprawę. Raz lało jak z cebra, raz tylko siąpiło. Nie było tak źle. Za niecałe pół godzinki zaparkowałam przed lasem na rozmokniętej łące i z lekką obawą o to, czy uda mi się z tego błota wyjechać (lepszego miejsca do zostawienia auta nie było), poszłam w las.

środa, 20 września 2017

Każda kania jest czubajką, nie każda czubajka kanią

grzyby 2017, grzyby we wrześniu, czubajki, jak rozróżnić czubajki, kania, jak rozpoznać kanię, porównanie czubajek, czubajka kania Macrolepiota procera, czubajka czerwieniejąca Chlorophyllum rachodes, czubajka gwiaździsta Macrolepiota konradii
      Miałam dzisiaj napisać jak to udało mi się załatwić wyjazd w delegację w pobliże znajomego lasu i co tam ciekawego nazbierałam, ale ponieważ ostatnio rośnie w naszym kraju mnóstwo czubajek i codziennie pojawiają się pytania czy to na pewno kania, to stwierdziłam, że skoro już trafiły mi się okazy do porównania gatunków, to warto to od razu wykorzystać, bo może komuś się ta wiedza przyda już podczas najbliższego grzybobrania.:)

     Wszyscy chyba słyszeli o kani; jeżeli nie w kontekście zbierania i jedzenia, to za sprawą pojawiających się co rok doniesień o zatruciu muchomorem zielonawym (sromotnikowym), który został pomylony z kanią właśnie. Na bazie tych doniesień kania okryła się sławą - z jednej strony dobrą, bo jest przepysznym grzybem, z drugiej strony złą - po (podobno) łatwo ja pomylić z trującym śmiertelnie muchomorem. Kwestię pomyłek kani z muchomorem zielonawym dzisiaj pominę, bo dla mnie te dwa gatunki są nie do pomylenia, ale zajmę się za to porównaniem trzech, najczęściej spotykanych, gatunków czubajek. Te są przez wielu, nawet wytrawnych grzybiarzy mylone. I chociaż nie niesie to za sobą żadnych skutków szkodliwych dla zdrowia, warto wiedzieć, co się wkłada do koszyka i na talerz.

poniedziałek, 18 września 2017

Tym razem siedzunie i muchomory

grzyby 2017, grzyby we wrześniu, grzyby w okolicach Krakowa, Siedzuń sosnowy, szmaciak gałęzisty Sparassis Crispa, opieńka ciemna. Armillaria ostoyae, Tricholomopsis rutilans rycerzyk czerwonozłoty, Suillus viscidus maślak szary, Clitocybe odora lejkówka zielonawa, Craterellus tubaeformis pieprznik trąbkowy, borowik ceglastopory. Boletus erythropus, Lentinellus cochleatus twardówka anyżkowa, muchomor czerwieniejący Amanita rubescens
      Jeszcze przed powrotem z wakacji Krzyś dopytywał, kiedy pójdziemy na szmaciaki. Bo one takie wielkie i piękne są! Mowa oczywiście o siedzuniach sosnowych, które przed zmianą nazewnictwa były zwyczajnymi szmaciakami gałęzistymi, a nie siedzuniami. U nas w dalszym ciągu mówi się na nie po staremu - szmaciaki. Zapewniłam Krzysia, że pojedziemy po nie w najbliższym wolnym dniu, kiedy juz spokojnie osiądziemy w Krakowie po wakacjach i zlocie na Mazurach. Dzień taki nastał w niedzielę. Krzyś pierwszy raz obudził się o czwartej z pytaniem, czy możemy już jechać. Argument, ze jest ciemno, nie do końca do niego przemawiał, bo na biurku, obok scyzoryka, leżała latarka. Na szczęście sen jeszcze do mojego małego grzybiarza wrócił i mogliśmy spokojnie dospać do szóstej. Za oknem siąpił deszcz. To taka oczywista tradycja niedzielna, powtarzająca się nad wyraz często - co niedziela, deszczyk. Pawełek nawet stwierdził, że dzięki temu konkurencji w lesie mieć nie będziemy. Wkrótce bardzo się zdziwił.

sobota, 16 września 2017

Koźlarze, grzybowi zabójcy i jeszcze parę grzybków z Ponidzia

Leccinum quercinum koźlarz dębowy
     W magicznym lesie Zibiego na Ponidziu rosły nie tylko szatany i rzadko spotykane kolorowe borowiki, ale również całkiem zwyczajne grzyby. Tych najpospolitszych nawet nie uwieczniałam, żeby baterii i karty w aparacie starczyło, ale nie pominęłam gatunków, które w niektórych rejonach są powszechne, ale nie spotyka się ich w lasach, które odwiedzam najczęściej. Grzybki te trafiały do koszyków i zostały później dobrze wykorzystane. Dzieliliśmy się nimi w zależności od upodobań poszczególnych uczestników wyprawy,nie zapominając o zapełnieniu koszy naszego gospodarza, który MUSI wychodzić z lasu z pełnym obciążeniem, żeby czuć się szczęśliwym grzybiarzem. Zobaczcie, co jeszcze trafiłonam się w szatańskim lesie.

piątek, 15 września 2017

Kolorowe borowiki z szatańskiego lasu

Boletus aereus borowik ciemnobrązowy
     Jak już wspominałam w poście o borowikach szatańskich, w ich królestwie wyrosło jeszcze mnóstwo innych ciekawych i rzadkich grzybów. Dzisiaj zapraszam na przegląd kolorowych borowików. Niektóre z nich już kiedyś widziałam, innym stanęłam na drodze po raz pierwszy. Bogactwo odwiedzonego lasu było ogromne, zachwyciło nie tylko mnie, ale i moich towarzyszy - Pawła i Roberta.

czwartek, 14 września 2017

W Królestwie Szatana, czyli cała prawda o borowikach szatańskich

grzyby 2017, niejadalne borowiki, borowik szatański, szatan
     Na spotkanie z szatanami wybierałam się od trzech lat, ale ciągle los nam rzucał kłody pod nogi i albo one się nie zjawiały, albo ja nie mogłam do nich dojechać. Wreszcie zawzięłam się i obiecałam sobie, ze ten rok, tak obfity przez ostatnie tygodnie w grzyby, trzeba wykorzystać. Wracając z mazurskiego spotkania grzybiarzy, zadzwoniłam do Zibiego, sprawującego pieczę nad ponidziańskimi lasami i grzecznie poprosiłam, zeby sprawdził, czy są. Zibi pomarudził, że na poniedziałek miał w planie inny las i pozysk szlachetniaków, ale powiedział, że dla mnie zrobi wszystko, nawet zmieni grzybowe plany.

     W poniedziałek odbieraałam kolejne telefony - "Są!". "Dorotka, biało od szatańskich łbów!" "To kiedy  przyjedziesz?" Znowu odłożyłam parę innych spraw "na później",poprosiłam Pawełka, żeby zawiózł dzieciaki do szkoły i zaplanowałam wyjazd na środę. Wiedząc, że marzeniem Pawła z Jaworzna jest nagranie szatańskiego filmu, dałam mu znać. Szybko załatwił sobie dzień wolny. Do ekipy dołączył jeszcze Robert z Dąbrowy Górniczej. Dotarli do Krakowa parę minut po szóstej i trzyosobową ekipą wyruszyliśmy do szatańskiego królestwa.

wtorek, 12 września 2017

Ostatnie pozyski na Mazurach

grzyby 2017, grzyby na Mazurach, grzyby we wrześniu, zlot grupy "Grzyby, grzybiarze, grzybobranie :)
     Dzień przed wyjazdem z Mazur zrezygnowaliśmy ze śniadania, żeby iść do lasu wcześniej i mieć więcej czasu na spacerowanie i pozyskiwanie. Spakowałam do plecaka kanapki zrobione podczas piątkowej kolacji i o siódmej ruszyliśmy do lasu. Przy drogach wjazdowych i na parkingach stało już sporo pazerniaczych samochodów. My też zajęliśmy swoje miejsce, dokładnie to samo, w którym byliśmy dzień wcześniej. Ruszyliśmy w przeciwną stronę niż w piątek i zgodnie z planem pomaszerowaliśmy w głąb lasu, ponieważ na skraju grzybki zostały już mocno przerzedzone przez kolejnych grzybiarzy.

sobota, 9 września 2017

Po deszczu przychodzi słoneczko!

grzyby 2017, grzyby we wrześniu, grzyby na Mazurach, zlot grupy "Grzyby, grzybiarze, grzybobranie"
     Po całym deszczowym czwartku nastał piątkowy poranek naznaczony mżaweczką, która towarzyszyła nam w drodze do lasu. Do menażeryjnej eskapady dołączył Paweł z Jaworzna. Podobnie, jak pozostali uczestnicy zlotu, wyruszyliśmy do lasu zaraz po śniadaniu. Czasu w nadmiarze nie było, bo należało zapełnić koszyki i wrócić na obiad na godzinę 14.00. Lasów mazurskich nie znamy, więc jadąc samochodem rozglądaliśmy się za jakimś przyjaznym miejscem, w którym powinny czekać na nas grzybki. Zatrzymaliśmy się u wylotu leśnej drogi, gdzie powitały nas dwie malutkie kanie. Dobrze, że ich nie rozjechaliśmy parkując na poboczu.

czwartek, 7 września 2017

W drodze do Pieckowa

grzyby 2017, grzyby na Mazurach, zlot grupy "Grzyby, grzybiarze, grzybobranie"
            W Krakowie byliśmy całe trzy dni. Już w środę przed świtem wyruszyliśmy na wyprawę na pierwszy zlot grupy "Grzyby, grzybiarze, grzybobranie". Wyjazd został zaplanowany dawno, dano temu, jeszcze zimową porą. Doniesienia o występowaniu grzybów dawały nadzieję na udane zbiory, nie wierzyłam jednak, aby były potrzebne aż dwie suszarki i spakowałam tylko jedną. Tymczasem od połowy drogi migały nam na poboczach grzybki; najlepiej widoczne były oczywiście kanie, gatunek, który doskonale zbiera się jadąc samochodem. Pawełek dorwał się do kierowania i nie chciał sięzatrzymywać tam, gdzie rosły wypatrzone grzybki, bo spieszył się do tych właściwych miejsc. Im byliśmy bliżej, tym więcej osób stało przy drodze sprzedając dary lasu. Na rozkładanych stolikach leżały rozłożone podgrzybki, borowiki, kurki i maślaki wszelkich gatunków. Wraz z Krzysiem wymogliśmy na Pawełku zatrzymanie się w lesie zanim jeszcze dotrzemy do ośrodka w Ostrowie Pieckowskim. Tym sposobem znaleźliśmy się w pięknym lesie w pobliżu Spychowa, wsi Juranda.:)

wtorek, 5 września 2017

Szalejemy! Ja i krakowskie pieczarki

grzyby 2017, grzyby we wrześniu, grzyby w mieście, wysyp pieczarek
      Ostatnie dni to istne szaleństwo, chwilami o przebiegu dramatycznym. Mam wewnętrzną potrzebę wylania z siebie nagromadzonego stresu i zmęczenia wakacyjno-powakacyjnego, więc zanim dojdziemy do pieczarek, spróbujcie przebrnąć ze mną przez te pierwsze wrześniowe dni.

     Drugi września, sobota. Dzień naszego powrotu z Lipnicy do Krakowa. Od dwóch dni grzyby rosną masowo. Czekałam na to od 24 czerwca, a one bezczelnie wybrały sobie taki termin, w który w żaden już sposób nie mogę się wstrzelić. Od piątej rano zaczęłam pakowanie tego wszystkiego, czego nie można było spakować wcześniej, bo było koniecznie potrzebne do ostatniej chwili. Suszarnia ciągle pracuje, bo piątkowe grzybki jeszcze się dosuszają. Po spakowaniu części betów w domu, ruszam do stajni. Konie już dobrze wiedzą, że będziemy wracać; już kilkakrotnie przerabiały składanie ogrodzenia padoków, ostatni ranek spędzony w boksach, a nie na pastwisku... Wiedzą i czekają, delikatnie się niecierpliwiąc. Nie chcą jeść siana i czekają na coś bardziej treściwego, ale przed transportem nie daję im paszy, żeby pełny żołądek w połączeniu ze stresem nie stał się przyczyną komplikacji zdrowotnych. One czekają, a my z Pawełkiem sprzątamy stajnię i pakujemy do samochodu koński ekwipunek.

piątek, 1 września 2017

Dwa ostatnie grzybobrania to spełnienie wakacyjnych marzeń leśnych

grzyby 2017, grzyby w sierpniu, grzyby na Orawie
     Wbrew moim przewidywaniom, grzybki sobie poradziły i wykorzystały tę odrobinę wilgoci, jaką dał jednodniowy opad sprzed dwóch tygodni. Dwa ostatnie wakacyjne grzybobrania były spełnieniem grzybowych marzeń o pełnych koszykach. Aż trochę żal wyjeżdżać. Za chwilę rozpocznę ostatni etap pakowania, w południe przyjedzie samochód po konie i wieczorem powinniśmy się szczęśliwie zalogować w krakowskim domku, za którym juz nam nieco tęskno. A grzybki będą sobie rosły, bo w nocy znowu popadało. Zobaczcie jakie piekne sztuki wpadły w nasze łapy przez ostatnie dwa dni.

czwartek, 31 sierpnia 2017

Pierwsze koźlarze

grzyby 2017, grzyby w sierpniu, grzyby na Orawie, jadalne koźlarze, jadalne borowiki, koźlarz czerwony
     Pierwsze orawskie koźlarze zbierało się zazwyczaj już w pierwszej połowie lipca. Kolejne dostawy pojawiały się z mniejszą lub większą regularnością aż do połowy sierpnia, kiedy to następowała kozakowa eksplozja i w tych samych punktach można było napełniać koszyki co dwa - trzy dni. Krzyś doskonale pamięta jak rok temu kosił koźlarze i już od dłuższego czasu dopytywał, kiedy pójdziemy w łąki, na słowackie miejscówki "czerwieniaków". Dotychczas jednak koźlarze się nie raczyły pojawić; znaleźliśmy co prawda ze trzy pojedyncze sztuki w ciągu wakacji, ale do standardowego wysypu nie doszło. Kiedy przywiozłam z końskiego spaceru kilka sztuk koźlarzy, w Krzychu obudziło się tak mocne pragnienie nazbierania tych grzybków, że nie było mowy o odłożeniu wyprawy na koźlarze na jakiś inny termin - musieliśmy wyruszyć na nie najszybciej, jak to było możliwe. Co prawda nastawiałam Krzysia na to, że grzybków może w ogóle nie być, bo te, które ja znalazłam pojawiły się w jednym miejscu, gdzie indziej nic nie wyrosło, ale jemu i tak wyobraźnia malowała piękne wizje kopiastych koszy.

wtorek, 29 sierpnia 2017

Moje urodzinowe grzybki

grzyby 2017, grzyby w sierpniu, grzyby na Orawie, borowiki, pieprzniki trąbkowe, grzyby podziemne, babie lato
      Marzył  mi się urodzinowy koszyk wypełniony grzybami. Co do zawartości gatunkowej specjalnych życzeń nie miałam; wystarczyłby taki napełniony jadalnymi rozmaitościami. Aby pomóc w spełnieniu marzeń, wyznaczyłam dość długą trasę przez grzybodajne tereny, na których niejednokrotnie udawało się zapełnić nie jeden, a kilka koszyków. Zapowiedziałam też dzień wcześniej moim chłopakom, że w ten szczególny dzień będę im wydawać rozkazy, a oni mają je wykonywać bez szemrania. Posłużyłam się Michałkowymi słowami z jego urodzinowego dnia, kiedy to on zarządził, że my wszyscy mamy wykonywać jego rozkazy. Ja się wtedy pośmiałam z Michałkowych życzeń urodzinowo - rozkazowych, a teraz Michałek od razu stanął okoniem, stwierdzając, że on nie jest stworzony do wykonywania rozkazów i na pewno nie będzie nosił żadnego koszyka, bo przecież i tak wysypie jego zawartość w najmniej odpowiednim miejscu i momencie. Musiałam się z nim trochę podroczyć, więc im bardziej się unosił, że moich rozkazów z tysiąca powodów nie wykona, tym większym spokojem reagowałam na jego pyszczenie. Oj pyskate mi się to moje starsze dziecko zrobiło okrutnie. A przy tym przekonane o swojej mądrości, wiedzy i doskonałości...

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Wielka radość na Grapie

grzyby 2017, grzyby w sierpniu, grzyby na Orawie, grzyby tydzień po deszczu
      W ostatnim tygodniu wakacji towarzyszy nam ciocia Ania, która przyjechała do Lipnicy nastawiając się na wielkie pazerniactwo grzybowe.;) Przywiozła sobie koszyk i suszarkę do grzybów, ale tak naprawdę bardziej stęskniona jest leśnych spacerów i dyskusji z Michałkiem, który uwielbia opowiadać jej o swoich pomysłach i projektach. Od początku nastawiałam Anię na to, że swoich pazerniaczych zapędów może nie zaspokoić, bo grzybów w orawskich lasach jest niewiele i trzeba dobrze trafić, żeby cokolwiek włożyć do koszyków. Mimo tych moich pesymistycznych przepowiedni, z nadzieją ruszyliśmy na pierwszy spacer do lasu porastającego naszą najbliższą górę za płotem - Grapę. Podczas ostatnich dwóch wizyt w tym lesie udało nam się znaleźć garść kurek i jednego borowika ceglastoporego, więc na cuda nie liczyłam. Ale przecież minął ponad tydzień od poprzedniej bytności w tym miejscu, więc trzeba je było sprawdzić.

sobota, 26 sierpnia 2017

Ametyściaki próbują rządzić

grzyby 2017, grzyby w sierpniu, grzyby na Orawie, pieprznik ametystowy, borowik szlachetny, porażony gołąbek
     Jednodniowe opady deszczu nie pomogły grzybom; nadal w orawskich lasach panuje grzybowa nicość. W bardziej odkrytych miejscach - na drogach, wyrębach czy skrajach lasów, gdzie dotarło więcej wilgoci, próbują się przebijać pojedyncze owocniki, ale idzie im to bardzo opornie i zanim wychylą łebki nad ściółkę, zostają pożarte przez wygłodzone robale i ślimaki. O zapełnieniu koszyków w czasie wakacji już przestała marzyć. W tych niesprzyjających grzybobraniu warunkach las i tak nas wabi, więc odbywamy codzienne spaceringi po miejscach typowanych jako najbardziej prawdopodobne dla pojawienia się czegokolwiek.

czwartek, 24 sierpnia 2017

Ekstrazabawa w Wypasionej Dolinie

wypasiona dolina, park linowy, Zubrzyca Górna
     Dla Michałka i Krzysia wakacje w Lipnicy to przede wszystkim nieograniczona wolność. Spacer do lasu mają wpisany w zakres codziennych obowiązków i widzę, że są już nieco zmęczeni wypełnianiem codziennej powinności, zwłaszcza, że w lesie grzybów nie ma, poziomki i maliny się skończyły, a ostrężyny wyschły zanim zdołały dorosnąć i dojrzeć. A przecież leśny spacer wiąże się z pozyskiem czegokolwiek nadającego się do konsumpcji... Po spacerze jest jeszcze podwórko, na które można wybiec w każdej chwili. I są koledzy i koleżanki, co rok ci sami - znani, lubiani, zaprzyjaźnieni. Jest kura Magdalena, indyki, z którymi można walczyć i matka na każde prawie zawołanie, gotująca domowe obiady i ratująca z każdej opresji. Tak sobie muszę czasami kadzić, kiedy dopadają mnie wyrzuty sumienia, że mogłabym chłopcom poświecić więcej czasu. Takie wiejskie - sielskie życie jest przerywane od czasu do czasu atrakcjami szczególnymi, na przykład wizytą w parku linowym w Zubrzycy.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Popadało

grzyby 2017, grzyby w sierpniu, grzyby na Orawie, grzyby po deszczu
      Seria upałów została wreszcie przerwana! Najgorętsze dni spędziliśmy (a właściwie to ja spędziłam) na końskich zajęciach, których nie brakowało. Oprócz codziennej roboty doszła konieczność chłodzenia całej czwórki w czasie najcieplejszych godzin. Michaś i Krzyś chłodzili się w basenie na podwórku, a lasy orawskie odpoczywały od nas przez kilka dni. 

    W sobotę po południu nadciągnęła pierwsza fala ulewnego deszczu. Za nią podążały następne. Kolejne ulewy przerywane były spokojnym, gęstym deszczem, takim,jaki lubimy najbardziej. Ziemia, pozbawiona od ponad miesiąca konkretnej wilgoci (kilkuminutowe opady się nie liczą), chłonęła spokojnie spadające na nią krople. Padało całą noc i sporą część niedzieli.

sobota, 19 sierpnia 2017

W porannej mgle

konie we mgle
     Na Orawie większość sierpniowych poranków zaczynała się od mgieł, które spowijały świat, powolutku ustępując słonecznym promieniom i zasilając wilgocią ściółkę leśną i trawę na końskim pastwisku. W tym roku susza wypaliła resztki wilgoci z ziemi i zamglony poranek trafił się raz - dzień wcześniej gdzieś nad Tatrami przechodziła burza, której powiew przyniósł nam odrobinę popołudniowego chłodu i wystarczająco dużo wilgoci, aby poranek uczynić magicznym.

środa, 16 sierpnia 2017

Orawskie siedzunie

grzby 2017, grzyby w sierpniu, grzyby na Orawie, Sparassis nemecii siedzuń jodłowy, Bankera violascens kolcownica świerkowa
     W orawskich lasach panują pustki straszliwe. Koszyk zabieramy na spacery tylko w ramach przyzwyczajenia - wychodzimy z domu z pustym i z takim samym wracamy. Brak grzybów i upalna pogoda sprawiają, że Michałkowi i Krzysiowi mniej niż zwykle chce się chodzić do lasu. Najwyraźniej nastąpiło wakacyjne zmęczenie materiału. Wśród tego totalnego bezgrzybia od czasu do czasu można oko zawiesić na jakimś ciekawym okazie. O dziwo, w tym gorącu, w kilku miejscach wyrosły piękne siedzunie jodłowe. Krzychu, oglądając je, zaczął dopytywać, kiedy będziemy zbierać te właściwe siedzunie - sosnowe, które bez skrupułów można pakować do koszyka. Najwyraźniej marzy się dziecku pełny kosz, tak samo jak mnie.

niedziela, 13 sierpnia 2017

Grzyby płaczące, brodziate, a nawet falbankowe

Grzyby 2017, grzyby w czasie suszy, stare grzyby
      Susza... Przez tydzień upały ponad 30 stopni. Nadzieja na burze - jak zwykle umarła ostatnia. Burze poszły sobie precz gdzieś w głąb Słowacji i jeszcze dalej. Nas ominęły. Jeden dzień lekkiego sznupienia - pomoczyło trawę i drogi, ale pod drzewami sucho jak na pustyni. Kolejna fala upałów. Już nie ma co parować. Ziemia nagrzana do granic możliwości, nie schładza się na noc. Wyruszam do lasu przed wschodem słońca, żeby było chłodniej. Złudna nadzieja - na trawach nie ma rosy, w lesie od ściółki bije żar. Po plecach spływają strużki potu. Po głowie też. Na okularach nie jest lepiej. Wolę już, kiedy są mokre od deszczu, od zewnętrza. I jak tu żyć??? A co by powiedział pan grzyb??? Ano nic - siedzi w grzybni zamknięty pod ściółką i czeka. A ja czekam na niego... Za to na tych, które przetrwały skwar,życie kwitnie.

wtorek, 8 sierpnia 2017

Końskie pieszczoty

końskie pieszczoty
      Konie, podobnie jak koty czy psy, uwielbiają być dopieszczone. I nie chodzi im wyłącznie o codzienne czynności pielęgnacyjne polegające na czyszczeniu, myciu czy smarowaniu kopytek; chcą być głaskane, drapane za uszkiem lub najzwyczajniej w świecie się poprzytulać.
      W czasie wakacyjnego pobytu w Lipnicy mam dla nich więcej czasu niż w ciągu pozostałych miesięcy, więc końska menażeria wykorzystuje ten czas na wzmożone dopominanie się o odpowiednio wysoką dawkę zainteresowania z mojej strony. Pawełek udokumentował jedną z sesji padokowego napieszczania.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Profesjonalista foci orawskie wynalazki grzybowe

grzyby 2017, grzyby w sierpniu, grzyby na Orawie, profesjonalne fotografowanie grzybów
      W Lipnicy nawiedzają nas w czasie wakacji różni zagrzybieni znajomi. Na ten weekend dotarł do nas mój grzybowy przyjaciel Zibi, który przywiózł oprócz wnuka Miłosza jeszcze jednego grzybniętego, również znajomego mojej Menażerii - Bobsona, będącego w trakcie Grzybowego Tour de Pologne. Bobson Orawę i nasze towarzystwo zostawił sobie na deser - koniec dwutygodniowej grzybomaniackiej wędrówki po polskich lasach. Bobson wędruje po lasach z malutkim koszyczkiem i dużym plecakiem, w którym ma mnóstwo fotograficznych gadżetów, dzięki którym jego grzybowe zdjęcia są perfekcyjne. Poluje nie na jadalniaki, tylko na rzadkie gatunki. Na Orawie tych rzadkości nie brakuje, ale upalna pogoda spłatała psikusa i niektóre gatunki, jakie powinny już być, niestety nie pojawiły się. Mimo tych trudnych warunków, parę rarytasików przez trzy dni udało się dorwać, a niektóre nawet wykopać spod ziemi.;)

piątek, 4 sierpnia 2017

Susza...

grzyby 2017, grzyby w sierpniu, grzyby w czasie suszy
     Zaczęło być tak pięknie... Pierwszy od początku wakacji dobry tydzień w lesie, z bogactwem grzybów, pełnymi koszykami, mnóstwem gatunków, które zaczęły zasiedlać las. Było coraz więcej przedstawicieli grzybowego świata, na których można było zawiesić oko. i się skończyło - przyszła fala upałów i grzybki są na wykończeniu. Co prawda te, które wyrosły i rozwinęły się korzystając z wilgoci, starają się jeszcze przetrwać, ale nie ma ich zbyt wiele. Młode owocniki niestety zamierają zamiast rosnąć. Dwukrotnie w okolicy przechodziły burze, ale skutecznie nas ominęły i oprócz odświeżenia powietrza nie przyniosły ani krzty wilgoci. Zobaczcie co się dzieje z grzybami, kiedy na termometrze jest ponad 30 stopni.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Kura Magdalena

kury, tresura kur
      Poziom tegorocznego oswojenia i wytresowania lipnickich kur sięgnął zenitu w ostatnią niedzielę. Siedzieliśmy w domu obrabiając dopołudniowy pozysk grzybowy, kiedy na progu, w drzwiach wejściowych rozległo się znajome gdakanie. To kura Magdalena, najpojętniejsza i najbardziej towarzyska z lipnickich kur (zwanych też orawskimi orłami) przypominała o swojej osobie, której najwyraźniej brakowało codziennej porcji pieszczot i ćwiczeń intelektualnych. widząc, że jesteśmy w domu, zagdakała radośnie i natychmiast zameldowała się w przedpokoju, przysiadła na podkurczonych nogach i wyczekująca na nas patrzyła. Wreszcie Krzychu się zlitował nad domagającą się pieszczot Magdaleną i wziął ją na ręce.

środa, 2 sierpnia 2017

Las po weekendowym najeździe

grzyby 2017, grzybiarze niszczący grzyby
      W weekendy w orawskich lasach zawsze panuje wzmożony ruch, bo za grzybem ruszają ci wszyscy, którzy w ciągu tygodnia nie mieli na to czasu. Efektem natychmiastowym są krzyki i wrzaski rozlegające się miedzy drzewami. W związku z tym na sobotę i niedzielę wybieramy na spacery mało uczęszczane miejsca, gdzie docierają nieliczni, zazwyczaj ci, którzy potrafią zachować ciszę i spokój nawet wobec utraty towarzysza z pola widzenia. Nadchodzi jednak poniedziałek i trzeba wybrać kolejny las na spacer. Akurat w tym tygodniu chłopcy chcieli iść w pierwszym dniu tygodnia na zbocza Babiej. To właśnie tam przyjeżdża najwięcej sobotnio-niedzielnych pozyskiwaczy runa leśnego i z przykrością muszę stwierdzić, że po przejściu tylu ludzi, las wygląda jak pobojowisko. Zazwyczaj staram się zwracać uwagę na to, co w lesie piękne i dobre, ale podczas poniedziałkowego spaceru mój wzrok co rusz padał na efekty weekendowego najazdu. Przy kolejnych powalonych grzybach nie wytrzymałam i parę z nich uwieczniłam ku nauce.

poniedziałek, 31 lipca 2017

Modelki do fotek cieszyły bardziej niż koszykowce

Grzyby 2017, grzyby w lipcu, grzyby na Orawie, borowiki jadalne, grzyby rzadkie, wilgotnica czerniwjąca
     Od ubiegłej niedzieli, przez cały tydzień darzy nam się grzybowo - codziennie wracamy z leśnego spaceru z jednym, dwoma lub trzema koszykami. Równocześnie ludzie "we wsi" mówią, ze grzybów nie ma, bo nie rosną masowo borowiki szlachetne, zwane na Orawie białkami. A inne grzyby, to nie grzyby.;) A w lasach robi się coraz bardziej kolorowo od kapelusików rozmaitego grzybowego tałatajstwa, które tylko czekało, żeby zająć swoje miejsce w szeregu. A co z koszykowcami? Najwięcej rośnie borowików ceglastoporych i to one stanowią podstawę wsadu naszych koszyków. Wcale mnie nie martwi ich spora ilość, bo dla mnie są równie wartościowe jak szlachetniaki.

piątek, 28 lipca 2017

Borowiki szlachetne w odwrocie, ale innych ciekawostek nie brakuje

grzyby 2017, grzyby w lipcu, grzyby na Orawie, borowik szlachetny, siedzuń jodłowy, spotkanie z padalcem, padalec, beznoga jaszczurka, miedzianka
      Kiedy idziemy na grzybowy spacer do dobrze znanego lasu, sztandarowym punktem programu jest obskoczenie znanych miejscówek, czyli punktów, w których kiedyś znaleźliśmy grzyby konkretnych gatunków. Wydawałoby się, ze skoro sprawdzamy te miejsca dokładnie w czasie, kiedy rosną oczekiwane przez nas grzybki, nie ma możliwości, aby którykolwiek z nich umknął naszej uwadze. Po czasie okazuje się jednak, że sporo z tych grzybków zostaje w lesie mimo naszego skrupulatnego penetrowania miejsc ich wstępowania. Tak właśnie teraz mamy na Orawie - kończy się pierwszy tegoroczny "rzut" borowików szlachetnych. Nie był zbyt obfity, a grzybki, nawet młodziutkie, w większości były zaatakowane przez leśne robale. Wyposzczeni po prawie bezgrzybowym okresie, szukaliśmy bardzo dokładnie, a teraz okazuje się, jak wiele grzybów przegapiliśmy.

środa, 26 lipca 2017

Grzyb spod ziemi i cała masa borowików

grzyby 2017, grzyby na Orawie, grzyby w lipcu, grzyby podziemne, piestrak jadalny, borowiki, goryczak żółciowy, muchomor królewski
     Środowy poranek był bardzo chłodny, wręcz zimny, bardziej późnosierpniowy niż  jeszcze lipcowy. Brakowało tylko mgiełek porannych, a czułabym się tak, jakby to już miała być końcówka wakacji. Chłopcy budzili się powoli i nie bardzo chcieli opuszczać ciepłe, mamowe łóżko. W końcu jednak udało ich się wygonić z pościeli, nakarmić, ubrać warstwowo - koszulka, bluza, kurtka i wyjść. Myślałam, że w trakcie grzybobrania ociepli się na tyle, że część ubrania można będzie wpakować do plecaka. Myliłam się jednak; do południa niewiele temperatury przybyło i do końca chodziliśmy w pełnym rynsztunku ubraniowym. Pojechaliśmy do lasu sąsiadującego z miejscami, gdzie w niedzielę zaskoczyła nas wielka grzybowa obfitość. Liczyliśmy na porządne zbiory.

wtorek, 25 lipca 2017

W jednym lesie pustki, w drugim żniwa

grzyby 2017, grzyby w lipcu, grzyby na Orawie, borowiki, borowik szlachetny, borowik górski, borowik usiatkowany, borowik ceglastopory
      Ten rok jest przedziwny pod względem grzybowym - jedne gatunki pojawiły się wcześniej niż zwykle, inne ze sporym opóźnieniem, a niektóre nie wyrosły w ogóle. Teraz grzyby zaskoczyły nas jeszcze czym innym. Zazwyczaj we wszystkich orawskich lasach poziom zagrzybienia pod względem ilościowym, gatunkowym i jakościowym był podobny, co nie dziwi, gdyż lasy tutejsze są podobne do siebie - rosną na podobnym podłożu i drzewostan jest do siebie zbliżony. A teraz zaobserwowałam coś dziwnego. W sobotę, po piątkowym lenistwie, pogoniłam chłopaków do lasu. Znajdowaliśmy pojedyncze borowiki szlachetne, górskie i sporadycznie ceglasie. Było tego niewiele i z trudem udało na się przykryć dna koszyków. Pawełek oczywiście marudził, że on tu na grzyby przyszedł, a nie spacerować, a w związku z tym, że grzybów nie ma, to nie warto było iść...

niedziela, 23 lipca 2017

Pierwsze borowiki usiatkowane na Orawie

grzyby 2017, grzyby na Orawie, grzyby w lipcu, borowik szlachetny, borowik usiatkowany
      Borowiki usiatkowane na Orawie nie są często spotykane, ale przez lata włóczęg po lasach wokół Babiej Góry udało mi się namierzyć kilkanaście miejscówek,w których ten gatunek borowików występuje. Wspominałam o nich pisząc o jadalnych borowikach z Orawy, jakie co rok udaje mi się spotkać i zasilić nimi moje grzybowe zapasy. Dzisiaj po raz pierwszy w tym roku na jednym ze znanych miejsc spotkałam te urokliwe borowiki i w związku z tym chcę się podzielić kilkoma spostrzeżeniami z wieloletnich już obserwacji dotyczących pory występowania tego gatunku w "moich" lasach i jakości owocników.

piątek, 21 lipca 2017

Borowiki i śliczna lakownica

grzyby 2017,grzyby w lipcu, grzyby na Orawie, borowik szlachetny, borowik górski, borowik ceglastopory, lakownica czarnobrązowa
       Po kilku zimnych dniach zrobiło się upalnie, więc maleńkie borowiczki, kulące się w ściółce, w końcu wystartowały osiągając rozmiary pozyskowe. Niestety, wraz z nimi wystartowało całe stado wygłodzonych amatorów grzybów... Po wyjątkowo gorącym czwartku, który dzieciarnia spędziła głównie w basenie, nastał piątkowy poranek, z powietrzem gęstym od ciepła i naładowanym elektrycznością. Pawełek przyjechał w tym tygodniu już w czwartek wieczorem, bo na piątek zaplanował sobie pływanie po Jeziorze Orawskim na kajaku i umówił się z kolegą. Wieczorem pobiesiadowali, więc zanim rano udało im się zebrać na to pływanie, ja zdążyłam obskoczyć jeden las.:) 
     Rosy na trawie nie było, co wróżyło nadejście deszczu. Mimo iż był wczesny poranek, zgrzałam się okrutnie idąc pod górkę przez łąki, które odgradzają las od domostwa. Wreszcie dotarłam między drzewa, ale i tam panował okrutny zaduch i nie było czym odetchnąć.

środa, 19 lipca 2017

Wzmocniony skład Menażerii

grzyby 2017, grzyby w lipcu, dzieci na grzybobraniu, grzyby na Orawie
     Dzisiaj poziom zadziecienia Menażerii wzrósł o 100% - na spacer do lasu, oprócz Michałka i Krzysia, zabrałam wnuków mojego grzybowego przyjaciela - Zibiego. Miłosz i Klara wybrali menażeryjne grzybobranie zamiast wyjazdu na cotygodniowy jarmark w Jabłonce. Żeby zapakować całe towarzystwo do mojego wozidła, musiałam jeden fotelik wrzucić do bagażnika, dzięki czemu udało się upchać do auta całą czwórkę, a nawet pozapinać ich pasami. Na zbiórkę o 7.45 wszyscy stawili się przed czasem, więc wyruszyliśmy do "Lasu pod Małpą" zgodnie z planem.

poniedziałek, 17 lipca 2017

Sobotni reset w samotności i niedzielne odzyskanie zguby

grzyby 2017, grzyby w lipcu, grzyby na Orawie
     Pewnie trudno Wam będzie uwierzyć, ale poprzedni wakacyjny tydzień strasznie mnie zmęczył. Najbardziej zmordowana byłam towarzystwem moich ssskarbów - Michałka i Krzycha, którzy wyjątkowo się starali, żeby mi uprzyjemnić każdy dzień swoimi kłótniami i bójkami. Opanowała ich chyba jakaś zła moc powodująca dziesiątki konfliktów każdego dnia. Nieustanne łagodzenie napięcia międzydziecięcego, rozstrzyganie sporów i wysłuchiwanie oskarżeń "tego drugiego", który jest winny w połączeniu z tyradami o własnej niewinności nawet świętego doprowadziłyby do roztroju nerwowego. Ja jestem człowiek spokojny i opanowany, ale miałam serdecznie dość moich dzieci i najchętniej wysłałabym je na jakiś czas w kosmos. Ponieważ taki plan był nierealny, wykorzystałam weekendową obecność Pawełka i się ewakuowałam do lasu jeszcze przed sobotnim świtem.

sobota, 15 lipca 2017

Szatany z Małej Lipnicy

grzyby 2017. grzyby w lipcu, grzyby na Orawie, goryczak żółciowy, siatkolist maczugowaty, gołąbek, zajączek, borowik ceglastopory
     Wybraliśmy się z Michałkiem i Krzysiem do Małej Lipnicy, żeby sprawdzić co w tamtejszym lesie słychać. Oprócz standardowego szukania jadalniaków chciałam sprawdzić miejscówkę rzadkiego gatunku - dwupierścieniaka cesarskiego. Grzybki te pojawiały się w poprzednich latach w czasie, kiedy zaczynał się wysyp borowików szlachetnych, a właśnie w tym tygodniu w ściółce pojawiły się w końcu pierwsze malutkie szlachetniaki. Kiedy dojechaliśmy do leśnego parkingu, paru grzybiarzy wracało już do swoich samochodów. Widząc, że szykujemy się do wyruszenia w las, poinformowali nas, że nie ma po co iść, bo w lesie tylko szatany rosną. Nie chciałam tracić czasu na dyskusje na temat szataństwa, więc grzecznie podziękowałam za informacje i oświadczyłam, że w  takim razie idziemy na spotkanie z szatanami.

wtorek, 11 lipca 2017

Między nocną, a poranną burzą

grzyby 2017, grzyby w lipcu, grzyby na Orawie, Cantharellus pallens pieprznik blady, Boletus subappendiculatus borowik górski, pięknoróg największy
     Jeszcze przed wyjazdem na wakacje, ustaliłam z chłopakami, że raz w tygodniu zrobimy sobie dzień samodzielności - matka pogna o świcie do lasu, a dzieciaki będą się musiały same obudzić, umyć, ubrać i zjeść śniadanie przygotowane i zostawione na stole. Lipnica jest doskonałym miejscem do takich "pierwszych samodzielności", bo u gospodarzy zawsze ktoś jest w domu, a poza ty są inni wczasowicze, w większości znajomi. W razie jakichkolwiek problemów, chłopcy wiedzą, że mogą liczyć na pomoc. W mieście, w bloku nie mamy takich zaprzyjaźnionych sąsiadów.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Krzyś dorwał swojego szlachetniaka

grzyby 2017, borowiki, grzyby w lipcu, grzyby na Orawie
     Sobotnie przedpołudnie spędziłam na samotnym poszukiwaniu kurek i zbieraniu poziomek, bo chłopcy, pod wodzą taty Pawełka, jeździli koleją parową i zwiedzali skansen w Chabówce. Ja, w przeciwieństwie do Pawełka, pociągów nie kocham, więc odkąd Michaś i Krzyś są w miarę samodzielni, jeżdżą sobie "na pociągi" sami. Nie zrobiłam w sobotę ani jednego zdjęcia, bo kompletnie nie miałam weny do fotografowania - przedburzowa duchota kazała ślepakom przypuszczać takie dzikie ataki na moją osobę, że ręce miałam cały czas zajęte tłuczeniem ich na moich nogach i nie chciało mi się nawet aparatu wyciągać. Możecie więc jedynie na słowo uwierzyć, że udało mi się uskubać koło kilograma kureczek.

    W niedzielę, po burzy, było czym oddychać i tym razem już rodzinnie pojechaliśmy do lasu "za bacówkę". Trochę się obawiałam, że będzie duże błoto i gdzieś się po drodze zakopiemy, ale daliśmy radę.:)

piątek, 7 lipca 2017

Siatkolisty rosną!

grzyby 2017, grzyby na Orawie, grzyby na Babiej, Gomphus clavatus siatkoblaszek maczugowaty
      Jedne z najładniejszych i najbardziej fotogenicznych grzybów - fioletowo - liliowe siatkolisty maczugowate, według nowego nazewnictwa - siatkoblaszki maczugowate. Wypatrywaliśmy ich od przyjazdu na wakacje do Lipnicy, ale dopiero wczoraj udało się je spotkać. Wyrosły w jednej ze znanych nam od lat miejscówek.

czwartek, 6 lipca 2017

Już tydzień po deszczu, a efekty mizerne

grzyby po deszczu, grzyby 2017, grzyby na Orawie, grzyby w lipcu
     Pierwszy po okresie suszy deszcz spadł tydzień temu. Od ubiegłego czwartku polewa nam regularnie. Wydawałoby się, że grzyby w lasach powinny zacząć rosnąć jak na drożdżach, a tymczasem one ciągle śpią.:( Oczywiście na spacery chodzimy codziennie i korzystamy z leśnych uroków, ale miło byłoby wreszcie napełnić jakiś koszyk po brzegi. Zobaczcie co pojawiło się po deszczu w orawskich lasach.

wtorek, 4 lipca 2017

Pasterskie Święto 2017 i pierwszy szlachetniak orawski

Święto Pasterskie 2017, Lipnica Wielka
     Festyn z okazji Pasterskiego Święta jest co roku jednym z najważniejszych wydarzeń wśród mieszkańców Lipnicy. W sumie trudno się dziwić, skoro atrakcji tu niewiele, a takie święto to występy zespołów ludowych, parę konkursów dla dzieci i jarmarczno - odpustowe stragany z kolorową chińszczyzną najniższego sortu. Moi chłopcy też, jak co rok, nie zgodzili się na odpuszczenie wizyty na babiogórskiej polanie. Pierwszy w szeregu był Pawełek, od tygodnia wspominający smak domowej roboty winka. Zaraz za nim Krzyś, szykujący się na zakupy z resztą swoich oszczędności i mlaskający na wspomnienie kolorowej waty cukrowej. Najmniej palił się Michałek, który już w poprzednich latach przekonał się, że na festynie są tylko badziewne zabawki, w które nie warto inwestować.

    Przed drugą, kiedy miały wystartować pierwsze atrakcje, deszcz przestał padać, więc po obiedzie wpakowaliśmy się do samochodu i pojechaliśmy w stronę Babiej. Nie dojeżdżaliśmy na najbliższy imprezie parking, tylko zatrzymaliśmy się kilometr wcześniej, żeby później bez trudu wydostać się z miejsca świętowania.

niedziela, 2 lipca 2017

Niedzielne przedpołudnie

konie, jazda konna, jazda w terenie
     Organizacja niedzielnego czasu została podporządkowana popołudniowemu wyjściu na festyn z okazji 43 Święta Pasterskiego. Ponieważ grzybów w lasach niewiele, stwierdziłam, że zamiast porannego wyjścia na grzybobranie, zrobimy sobie z chłopakami uroczyste śniadanie, a później, zamiast standardowego szukania grzybów, zrobię sobie dłuższy wypad w teren na Latonie; tak, żeby koło południa wrócić, dać chłopakom obiad i wyszykować ich na wiejski festyn. 

     Pogoda dla koni była idealna - pełne zachmurzenie, spora wilgotność powietrza, a co z tym związane - żadnych much, bąków, meszek  innych stworzeń uprzykrzających latem końskie życie.

Kurki z deszczowego lasu

wakacje 2017, grzyby w lipcu, grzyby na Orawie, kurki, pieprznik jadalny, las w deszczu
     Jeszcze przed wyjazdem na wakacje chłopcy ustalili, że w soboty będą sobie robić dni lenia - wylegiwać się w wyrkach (łóżko po orawsku), bawić w domu, siedzieć przy komputerze i tabletach - jednym słowem robić to wszystko, od czego matka odgania i wyrzuca dzieci "do pola". 

     W piątek wieczorem cała trójka przypominała mi o "ustaleniach" w kwestii leniuchowania. Pamiętałam i szykowałam się na wyjazd do lasu i samotne grzybobranie. Pawełek sprawdził prognozę pogody i oznajmił, że jutro od wczesnego ranka będzie padał deszcz. Jak zwykle stwierdziłam, że nie wierzę prognozom, ale przygotowałam sobie kurtkę przeciwdeszczową i ubranie na zmianę, na wypadek przemoknięcia.

piątek, 30 czerwca 2017

Koronice ozdobne 2017

wakacje 2017, grzyby chronione 2017, grzyby w czerwcu, Sarcosphaera coronaria koronica ozdobna
      Jak co roku, odwiedzam znajome miejscówki grzybów rzadkich i chronionych. Zazwyczaj nie jadę do nich specjalnie i wyłącznie dla nich, tylko zaglądam na stanowiska przy okazji spacerów po lesie i pozysku grzybów jadalnych. Tak było również teraz - miejscówkę koronic ozdobnych odwiedziłam przy okazji smardzowania, później podczas poszukiwań pierwszych borowików ceglastoporych, a teraz w czasie penetrowania babiogórskiego lasu.

czwartek, 29 czerwca 2017

Na zboczach Babiej

wakacje 2017, grzyby 2017, grzyby w czerwcu, borowik ceglastopory, murszak rdzawy, muchomor twardawy, podgrzybek brunatny, rulik nadrzewny, zlepniczek walcowaty, gnieźnik leśny
     Nadszedł kolejny upalny dzień. Konie, wypuszczone na pastwisko o czwartej, już przed siódmą stały przy bramce i prosiły, żeby je wpuścić do boksów, gdzie jest cień i nie ma dokuczliwych owadów. Konie zostały zabezpieczone, a ja zadałam Michałkowi i Krzysiowi trudne pytanie - do którego lasu chcą iść na spacer. Zgodnie stwierdzili, że najlepiej będzie pod Babią, bo tam jest wysoki, dający chłód las i strumyk, w którym można się pociaptać, a w dodatku powinny już być dojrzałe poziomki w ilościach znacznych. Krzyś jeszcze dodał, że na pewno narosło tam więcej grzybów niż w innych lasach i zaczął sobie przypominać jakie to piękne grzybasy trafiały w jego pazerniacze łapki w tamtym lesie - Mamo, pamiętasz jakiego prawdziwka znalazłem wielkiego, którego Michał nie zauważył? A pamiętasz jak cały koszyk poćków nazbierałem? Jakże bym mogła zapomnieć.;) Oczywiście, że pamiętałam o grzybowych sukcesach mojego Krzysia, który najwyraźniej liczył na powtórkę z wielkich zbiorów. 

środa, 28 czerwca 2017

Sytuację ratują podsuszone kurki

wakacje 2017, grzyby 2017, grzyby w czerwcu, grzyby na Orawie, pieprznik jadalny, kurka, borowk ceglastopory, koźlarz czerwony, podgrzybek zajączek
          Od dwóch dni buszujemy po orawskich lasach, żeby na początku wakacji sprawdzić, gdzie co grzybowego rośnie i jaki jest stan nawilgocenia poszczególnych lasów. Tutaj często jest tak, ze w jednym miejscu popada i jest dość mokro, a w innym panuje susza. Teraz niestety wszędzie jest jednakowo - susza i grzybów niewiele. Ale i tak, mimo, że nie napełni się koszyka, zawsze coś się znajdzie, a poza tym spacer po lesie zawsze jest przyjemny. Dodatkową atrakcją są poziomki, które trafiają do przepastnych brzuszków Michałka i Krzysia. Pojawiły sie też pojedyncze borówki - jeszcze nie czarne, ale już zaczerwienione od słońca. Kiedy się taką borówkę rozgryzie, kwas wykręca paszczę we wszystkie strony, ale chłopcy i tak twierdzą, że owocki są pyszne. Jakoś co roku jest tak, że najbardziej smakują im te pierwsze, jeszcze niezupełnie dojrzałe borówki, a kiedy jest ich więcej, już im się przyjadają.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Wakacje 2017 rozpoczęte!

wakacje 2017, grzyby 2017, wyjazd na wakacje, transport koni
     Piątek - zakończenie roku szkolnego, odbiór świadectw, wpisy do Złotej Księgi... Byłoby radośnie, bo okazuje się, że Michaś i Krzyś, nie dość, że są jednymi z najgrzeczniejszych w szkole, to jeszcze powygrywali sporo konkursów. Niestety, zaraz po tych miłych wieściach spadła, jak grom z jasnego nieba, informacja, że pani ucząca klasę Michałka, nie będzie pracowała od września (a jest wspaniałym nauczycielem i człowiekiem i jest czego żałować). Ze szkoły zniknie też pani od angielskiego, również doskonały nauczyciel, uwielbiany przez dzieci. Te złe wieści tak mnie poruszyły, że świadectwa chłopaków poczytałam dopiero wieczorem. Ale cóż... Życie toczy się dalej.

     Po zakończeniu szkoły mieliśmy w Krakowie nawałnicę, która nieco opóźniła ostatnie zakupy przed wyjazdem i pakowanie tego wszystkiego, co jeszcze trzeba było zabrać (głównie resztę zabawek).

     Sobota - zostawiam chłopaków z kartką zapisaną, co mają jeszcze dorzucić do bagażu i jadę o świcie do koni - na siódmą muszą być gotowe do transportu. Spieszę się - ostatnia partia siana na wakacje czeka wywleczona przed stodołę, siodła i cały koński majdan upchnięty w moim samochodzie, konie czekają w gotowości. Nie zdążyłam nawet na chwilę usiąść, przed stajnię kiedy zajechał samochód z przyczepą. Szybko wrzuciliśmy najpierw siano, a później koniska, które wyjątkowo sprawnie wsiadły do samochodu. Nie zawsze im to tak dobrze wychodzi; zwłaszcza Latonę trzeba czasem dość długo przekonywać, żeby się załadowała. Mieliśmy już ruszać, kiedy Pawełek przysłał wiadomość, że właśnie wyjeżdżają z dzieciakami. 

     Jechało się sprawnie dopóki nie zalogowaliśmy się na końcu koreczka w Naprawie. Zadzwonił Pawełek - on już był po drugiej stronie kolejki, a nas z końmi czekało półgodzinne podjeżdżanie. Dojechaliśmy jednak szczęśliwie, konie poszły skubać lipnicką trawę, a ja wzięłam się za ostateczne uruchamianie wiejskiego gospodarstwa domowego.

piątek, 23 czerwca 2017

Przedwakacyjny rekonesans na Orawie

grzyby 2017, grzyby w czerwcu, grzyby na Orawie, przygotowanie do wakacji
     W ramach dalszych przygotowań do wakacji pod Babią, zwolniłam chłopaków z przedostatniego dnia w szkole i zaraz z rana wydarliśmy w kierunku Orawy. Podstawowym punktem planu, który stał się motorem napędowym do zaplanowania i realizacji tego przedwakacyjnego wyjazdu, było rozstawienie padoków dla koni. Jeżeli nie zrobię tego wcześniej niż przywiozę konie, to biedaki muszą czekać te parę godzin na wyjście na wybieg, co po opuszczeniu samochodu jest nad wyraz trudne, kiedy poza zasięgiem pyska zieleni się soczyste jedzonko. Chciałam też oczywiście wpaść na rekonesans do lasu, żeby sprawdzić jakie grzybki pokonały suszę.:)

środa, 21 czerwca 2017

Na jarmarku świętojańskim

Dni Krakowa, jarmark świętojański, atrakcje dla dzieci
     Z okazji dorocznych Dni Krakowa u stóp Wawelu stanęło miasteczko namiotowe i rozpoczął się jarmark świętojański. Pogoda nie była rewelacyjna - temperatura bardziej wczesnowiosenna niż letnia i przelotne opady. Dzięki temu tłumy pozostały w domach, a na jarmark przyszli tylko ci, którym słabsza aura nie przeszkadza w skorzystaniu z atrakcji.

niedziela, 18 czerwca 2017

Przez lasy i łąki

grzyby 2017, grzyby w czerwcu, grzyby na Orawie, borowiki ceglastopore, podgrzybki złotawe, muchomory mglejarki
     Od rana planowałam,że po wizycie w bacówce nie będę wracać do Lipnicy samochodem, tylko pójdę sobie na piechotę przepiękną trasą wzdłuż granicy. Po drodze miałam oczywiście zamiar spenetrować grzybowe miejscówki, a znalezione w drodze na bacówkę pierwsze tegoroczne kurki dodały mi dodatkowych skrzydeł i chęci do wędrówki. Zapytałam czy ktoś chciałby pójść ze mną. Ania skorzystała z propozycji bez chwili wahania, a Krzyś zawył rozpaczliwie, że też chce znaleźć grzyby, więc  również pójdzie. Co prawda chciałam trochę odpocząć od dzieciaków, ale cóż było na takie Krzysiowe dictum odpowiedzieć. W ten sposób mój plan samotnej wędrówki przekształcił się w trzyosobową wyprawę.

    Planowana trasa w najkrótszej wersji - bez zbaczania ze szlaku w celu poszukiwań to sześć kilometrów. Jeśli penetruje się po drodze grzybodajne zakątki, wydłuża się dwukrotnie. Idzie się cały czas w górę, a później w dół. A kiedy już jest się na dole, trzeba ponownie włazić na górkę. Nie są to jednak strome podejścia, więc bez problemu tę drogę można pokonać z dzieciakami. Krzyś i Michałek przebyli już kiedyś tę trasę w obydwie strony, ale wtedy przemieszczali się przy użyciu kucykowych nóg.

sobota, 17 czerwca 2017

Pierwsze orawskie kurki

grzyby 2017, grzyby w czerwcu, grzyby na Orawie, pieprznik jadalny, kurka, borowik ceglastopory, bacówka, oscypki, żętyca, sery
      Tym razem wyprawa na Orawę miała wzmocniony skład - już w czwartek do Krakowa dotarli reprezentanci stolicy - ciocia Iza (Smaczna Pyza) z mężem, a w Lipnicy czekała na nas ciocia Ania, która cały długi weekend przeznaczyła na włóczenie się po orawskich drogach i bezdrożach. Do Lipnicy wyruszyliśmy na dwa samochody - ja z przyczepą, dzieciakami i Izą, a Pawełek z Marcinem - żeby sobie spokojnie mogli poplotkować, bo to ulubione zajęcie chłopaków. 

    Kiedy z wysokości podjazdu na zakopiance przed Skomielną widać już było Orawę, okazało się, że jedziemy w stronę chmurnej ciemności - Babia spowita była czarnymi chmurami, a niżej położone tereny wyglądały niewiele lepiej. Wkrótce trzeba było włączyć wycieraczki. Dojechaliśmy w deszczu w związku z czym zostaliśmy oskarżeni o przywiezienie kiepskiej pogody. Zanim jednak skończyłam rozpakowywać kolejną partię przywiezionego dla koni siana i wakacyjnego ekwipunku, deszcz ustał, a nawet zaczęło przebłyskiwać słoneczko.

środa, 14 czerwca 2017

Końskie zabawy

konie, kucyki, kucyki się bawią, końskie zabawy
     Ulubioną czynnością menażeryjnych kucyków - Żółtego i Feliksa jest jedzenie i jeszcze jedzenie i na koniec też jedzenie. Odkąd zaczęła się wiosenna trawa, robią za kosiarki; duże konie nigdy nie wykoszą trawników z taką starannością, jak kucunie. Energię pozyskaną z paszy trzeba jednak od czasu do czasu spożytkować. I kiedy kucory dojdą do wniosku, że nadszedł właściwy moment, nieźle dają czadu i bawią się w swoje końskie, nie zawsze delikatne zabawy. Zobaczcie sami.