poniedziałek, 18 grudnia 2017

Pierwszy raz na sankach tej jesieni

zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
      Dla nas, dorosłych, śniegu mogłoby w ogóle nie być, szczególnie w mieście, gdzie robi się z niego czarna breja i po godzinie od momentu zetknięcia z ziemią, śnieżynki w niczym nie przypominają swojego pierwotnego kształtu i koloru. Ale dzieciaki cieszą się z każdego płatka, który spada z chmur i próbują go wykorzystać do zabawy. W Krakowie pod mocnymi porywami halnego śnieg zniknął zupełnie, więc wybraliśmy się na poszukiwania go pod Babią Górę. Oczywiście wypad na spacer po śniegu został połączony z przedświąteczną wizytą u naszych  zaprzyjaźnionych lipnickich gospodarzy - Wioli i Janusza. 

    Chłopcy już od soboty przypominali z dużą częstotliwością, żeby nie zapomnieć o zabraniu sanek. Sprzęt został zatem wpakowany do bagażnika wraz z ortalionowymi strojami dostosowanymi do śnieżnych szaleństw. Wyruszyliśmy z Krakowa o ósmej. Po drodze prószył trochę śnieg, ale na ziemi nie było go ani trochę. Przejechaliśmy Myślenice, Lubień, Rabkę i wszędzie ziemia była szaro - bura. Krzycha i Michałka zaczęło ogarniać zwątpienie. Pocieszałam ich, ze w Lipnicy śnieg na pewno będzie, ale i ja miałam co do tego wątpliwości, bo nawet w Jabłonce można było dostrzec jedynie marne resztki śniegu po rowach i nic ponadto.

zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
      Jednak im bliżej Babiej, tym śniegu było więcej i więcej. Nadzieja na śnieżną zabawę wracała. Dojechaliśmy. Lipnickie podwórko prezentowało się wspaniale - duże powierzchnie gładkiego lodu,  który pokrył kamyki, zachęcały do wpadania w poślizg. Doświadczyłam tego natychmiast po wystawieniu nóg z samochodu i gdyby mi się nie udało w porę przytrzymać drzwi, leżałabym jak długa jeszcze przed postawieniem pierwszego kroku. 


     W czasie, kiedy piliśmy kawę z gospodarzami, na niebie rozświeciło się cudnie słońce. Przebrałam chłopaków w kombinezony i wygoniłam ich "do pola", jak to się z orawska mówi. Wkrótce i ja z Pawełkiem dołączyliśmy do nich.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
     Chłopcy bardzo pobieżnie obejrzeli zmiany jakie zaszły od jesieni na podwórku, bo ślizgawka przyciągała ich z magiczną mocą. A zmieniło się sporo - domek na drzewie, a właściwie na palach, jest już zadaszony i na następne wakacje dzieciaki będą miały w Lipnicy nową atrakcję. Kury, tresowane w lecie, nieco pozapominały to, czego się nauczyły, a kogut Maciej Junior już nie jest ledwie wypierzonym kurczakiem, tylko postawnym przewodnikiem stada.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
       Michaś i Krzyś dokładnie sprawdzili twardość lodu i śniegu, który był tak zmrożony, ze nie dało się na nim odbijać orzełków.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
      Podczas tych zabaw nadjechali nasi znajomi, którzy też postanowili wykorzystać niedzielę na wizytę w Lipnicy i inaugurację sezonu saneczkowego z wnusią. Ponieważ oni też zostali natychmiast porwani przez Janusza na kawę, umówiliśmy się, że podjedziemy do babiej Góry i tam na nich zaczekamy, żeby razem pójść na spacerek.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
     Zanim jednak odjechaliśmy, trzeba było jeszcze dopieścić sąsiedzkie koty - Krecika i Lucka, które zauważyły ruch na podwórku i natychmiast się zameldowały. Krecik, którego Krzychu trzyma na rekach, jest wybitnym masochistą; latem godzinami pozwalał się nosić, głaskać, układać w wózku dla lalek... Nic mu nie przeszło z wiekiem - był zachwycony, kiedy chłopcy zaczęli go międlić na rękach.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
      Dopiero wizja jazdy na sankach zmobilizowała chłopaków do zajęcia miejsc w samochodzie. Pojechaliśmy do Stańcowej. Tutaj śniegu było znacznie wiecej, a z dachu zwisały cudne sople.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
      Oczywiście trzeba je było wykorzystać i schrupać.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
      A później było saneczkowe szaleństwo. Czekaliśmy na znajomych dość długo, więc Michał i Krzyś mieli dość czasu, żeby wykorzystać wzniesienie i zjeżdżali droga od szlabanu do leśniczówki.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
     My z Pawełkiem pilnowaliśmy czy nie jedzie żaden samochód, żeby w odpowiedniej chwili powstrzymać dzieci przed startem. To jest droga leśna, więc teoretycznie w niedzielę, kiedy leśnicy nie wywożą drzewa, nikt tamtędy nie powinien jeździć, ale to tylko teoria - oprócz pojedynczych samochodów pojawił się też quad, który nie wyrobił na zakręcie i wpakował się do zawalonego śniegiem rowu.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
     Michał i Krzyś mają odmienne sposoby sterowania sankami i kiedy usiłowali je równocześnie wdrożyć, doprowadzili do kilku katastrof w ruchu saneczkowym.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
     Najgorsze jednak było to, że się przy tym pokłócili i doszło nawet do rękoczynów z użyciem śniegowych kul i pięści. Każdy z nich dowodził wyższości swojego stylu i umiejętności nad stylem i umiejętnościami brata. Opanowanie sporu nie było takie szybkie, bo obaj się zacietrzewili jak koguciki.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
     Zabrałam im zatem sanki i sama sobie zjechałam z górki. Michaś odpoczywał na śniegu.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
A Krzyś robił fikołki do rowu. Po chwili emocje opadły i zapanowała zgoda.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
     Oddałam chłopakom sanki, żeby je sobie sami ciągnęli do góry, bo właśnie nadjechali znajomi i mogliśmy wyruszyć na spacer do kultowego strumyka. Niestety, słoneczko schowało się za szarymi chmurami i okoliczności przyrody straciły nieco swój blask.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
     Maszerowaliśmy pod górkę. Michałek i Krzyś ciągnęli sanki na zmianę i chyba po raz pierwszy samodzielnie je doprowadzili aż do celu, bez proszenia o pomoc.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
     Oczywiście po drodze nie obyło się bez upadków, wywrotek, tarzania się w śniegu i rzucania zlodowaciałymi bryłkami.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
    Kawałek przed strumykiem droga schodzi w dół, co Michaś wykorzystał na zjazd, który o mało nie skończył się w wodzie. Michałek musiał włączyć ostre hamowanie.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
      Chłopcy oczywiście zaczęli się bawić lodowatą wodą i przez dłuższy czas twierdzili, ze wcale im nie jest zimno w ręce.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
     W pewnym momencie Krzysiowi przypomniało się, ze rok temu, podczas podobnego spaceru, znalazł nad strumykiem dychę i pognał w to miejsce, nie zważając zupełnie na oblodzone drągi, które mogły go w każdej chwili pozbawić stabilizacji.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
     Niestety, okazało się, że dziesiątki nie rosną masowo w śniegu na brzegu strumienia. Tym razem żadnej kasy nie było.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
     Były za to piękne twory lodowe. Poszłam za Krzysiem, żeby go ratować w razie poślizgu, więc mogłam je obejrzeć z bliska.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
     Krzyś wymyślił sobie, że skoro już nie pozyskał nad strumieniem żadnego pieniążka, to przynajmniej weźmie kawał lodu. Zaczął kopać po oblodzonych drągach. Lód nie chciał się odłupać pod uderzeniami Krzysiowych nóg, ale ja dałam radę - pozyskałam pokaźny kawał lodu, który przytaszczyłam na bezpieczny, płaski brzeg.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
     Krzyś wziął się natychmiast za lizanie tego wielkiego deseru.:)
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
     Ponieważ raz mi się już udało wejść na śliskie drągi i nie zaliczyć kąpieli, wróciłam na środek strumienia, żeby pstryknąć mu fotkę w jedną i drugą stronę.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
    A tak wygląda las za strumykiem. Efekt działalności kornika.:(
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
      Zabawa nad strumieniem zmęczyła dzieciaki, a zwłaszcza najmłodszą uczestniczkę, która nie miała się okazji wyspać w czasie spaceru, bo miała za dużo wrażeń. Wracaliśmy do samochodów.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
     Michaś i Krzyś zjeżdżali w stronę parkingu na sankach. Po wyjeżdżonej, ubitej drodze zimowy wehikuł pomykał miejscami z zawrotną prędkością.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
     Chłopcy doszli do porozumienia w zakresie swoich zadań przy sterowaniu sankami nawet zboczenie z trasy i lądowanie w kolejnych zaspach nie psuło im humorów.
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
     Dojechali szczęśliwie na sam dół. Pożegnaliśmy znajomych, którzy jechali już do domku, a my udaliśmy się na obiad przygotowany przez ciocię Wiolę. Chłopaki po spacerze na śniegu jedli aż im się uszy trzęsły.:)
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach
     Przed naszym odjazdem do Krakowa słońce ponownie oświetliło świat. Wraz z nim ziemię zaczął ściskać porządny mrozik. Pod Babią święta na pewno będą białe.:)
zabawy na śniegu, zima pod Babią Górą, jazda na sankach

4 komentarze:

  1. Ach piękne macie tam widoki,czy to latem czy zimą ,taki teren pagórkowaty wygląda ładnie ,tak zróżnicowanie .Jak śniegu choć trochę to dla dzieci super zabawa,no zima dla dzieci musi jednak być choć krótko ale jakieś zimowe szaleństwo fajnie zaliczyć .Daleko pojechaliście szukać śniegu ale dobrze że nie na darmo ,że starczyło na saneczkarstwo.To że się poszarpali chłopcy czy jakaś wojenka to normalne bez tego inaczej chłopaki by się nie wychowali pod jednym dachem.Kiedyś będą mieli fajne z tego fajne wspomnienia .To wycieczka była udana ,powietrze bez smogu ,dzieci poszalały i o to chodzi:)Pewno spali jak niedźwiadki po takim dniu.Pozdrawiam z nutą szaleństwa przedświątecznego:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś tak się utarło, ze przed świętami jeździmy złożyć życzenia lipniczakom, więc to taki wyjazd dwa w jednym - wizyta i spacer.
      Wiem, ze braciaki muszą się pokłócić i dać sobie po razie. Ja się z moim bratem też tłukłam.:)
      Byłam pewna, że pozasypiają w czasie drogi powrotnej, ale wymyślili sobie, żeby im zadawać różne zadania i mózgi tak zaczęły pracować, że nie usnęli w samochodzie. Ale wieczorem padli.:)
      Pozdrawiam przedświątecznie!

      Usuń
  2. Cudowny spacer w cudownych przestrzeniach.Widoki jak z bajek.Chłopaki dorotko to maja siły do tych szaleństw.A czy ty nie dostajesz siwych włosów jak widzisz że pędza na sankach wprost do strumienia.I nawet bez rękawiczek smyki. Piękny dzień mieliście

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siwych włosów mam coraz więcej, ale to raczej nie z powodu ich szaleństw.;) Ja przeżyłam kąpiel w zimowym strumyku na Babiej, to i im nic nie będzie, jakby wpadli. To był naprawdę cudny dzionek. szkoda, że taki krótki.

      Usuń