poniedziałek, 12 listopada 2018

Jak się Wawel zdobywa i smoka wawelskiego pokonuje

wycieczka po Krakowie, Wawel, smok wawelski, zabawa w mieście
     W sobotę od rana, ze wzrastają częstotliwością padały pytania, kiedy przyjadą dziewczyny, ile jeszcze do przyjazdu dziewczyn, gdzie teraz są, co robią.... I tak bez końca. Kulminacyjny punkt nastąpił po powrocie do domu od koni i zjedzeniu obiadu. Powiedziałam chłopakom, żeby się przebrali w czyste rzeczy, bo pójdziemy z gośćmi "do miasta", czyli do centrum Krakowa. Krzyś przy wybieraniu ubrania rozbawił mnie okrutnie, bo idąc do szafy, oświadczył, ze ubierze się elegancko, po czym popatrzył z niechęcią na wszystkie dżinsy i wybrał ulubione spodnie dresowe moro. Na pytanie, czy są eleganckie, odpowiedział, ze oczywiście.:) Niedługo okazało się, że w sumie, to mogli się w ogóle nie przebierać z pobrudzonych stajennych rzeczy, bo do zdobywania Wawelu i smoka, byłyby wystarczająco "eleganckie".

czwartek, 8 listopada 2018

Hubertus w Żukowicach Starych

Hubertus 2018, hubertus w Starych Żukowicach, pogoń za lisem, pokazy rycerskie, pokaz łucznictwa konnego
     Nasłuchałam się od znajomych jakie wspaniałe hubertusy odbywają się w stajni Furioso w Starych Żukowicach i stwierdziłam, że w tym roku warto przekonać się o tym na własnej skórze. We wrześniu zarezerwowaliśmy sobie pokój i konia dla mnie. Nie chciałam zabierać mojej Latony, bo ona nie przepada za podróżowaniem, a w nowych miejscach bardzo się stresuje. Musiałabym później cały czas być przy niej, żeby nie denerwowała się aż tak bardzo. A wyjazd w pogoń za lisem na zupełnie nieznanym mi koniu był dodatkowym zastrzykiem emocji. Jak się wsiada i jeździ tylko i wyłącznie na swoich koniach, człowiek tak się przyzwyczaja do ich indywidualnych chodów i charakterów, że w pewnym momencie traci czujność i zapomina, ze nie wszystkie kopytniaczki są dokładnie takie same. 

     Wstaliśmy przed świtem i ruszyliśmy w trasę. Do Tarnowa pruliśmy autostradą i na miejscu zameldowaliśmy się po godzinie i piętnastu minutach jazdy. Na miejscu powitali nas znajomi, którzy imprezowali już od piątku.

wtorek, 6 listopada 2018

Początek końskiego weekendu w Bosutowskim Lesie

konie, kucyki, jazda konna w lesie
     Żółtemu i Feliksowi ciągle się udaje wykpić od roboty, bo czas mnie goni nieustannie. W związku z tym kucory robią za moje maskotki do wyczyszczenia, dopieszczenia i nakarmienia smakołykami. Im to oczywiście w niczym nie wadzi, bo życie bez jakichkolwiek obowiązków z zawsze pełnym brzuchem to jest to, co kucyki kochają najbardziej. Stwierdziłam jednak, że trzeba przerwać to nieróbstwo i słodkie lenistwo, bo się im we łbach totalnie poprzewraca. Okazja do podjęcia działań mających zmusić kucunie do wysiłku, nadarzyła się w drugim dniu listopada. Chłopcy nie szli do szkoły, a Pawełek miał pracować dopiero po obiedzie. Pogoda była zachęcająca, bardziej letnia niż listopadowa, więc wymyśliłam, że zabierzemy Żółtego i Feliksa na spacer do lasu w Bosutowie. Krzyś zdecydował się na odbycie spaceru na grzbiecie swojego rumaka, a Michałek, zgodnie z moimi przewidywaniami, wolał chodzić na własnych nogach, które są "najbezpieczniejszym środkiem transportu."

poniedziałek, 5 listopada 2018

Roller coaster w Lasku Wolskim

grzyby 2018, grzyby w październiku, grzyby w Lasku Wolskim, zabawy w lesie
     Nadmiar atrakcyjnych zajęć spowodował opóźnienie w relacjach menażeryjnych dokonań, ale postaram się nadrobić zaległości. Co prawda mglisty u nas, ale ciepły listopad zagościł już na dobre, a my na chwilę cofniemy się do ostatniego dnia października,kiedy to z Michałkiem i Krzysiem byliśmy w zoo podglądać "wieloryby". Najlepsze atrakcje czekały w Lasku Wolskim, gdzie nie brakowało grzybów dla mnie i leśnych atrakcji dla chłopaków. Nie trzeba było już chodzić spokojnie alejkami i zachowywać ciszy, żeby nie przeszkadzać zwierzaczkom.

piątek, 2 listopada 2018

Jak poszliśmy oglądać wieloryby w krakowskim zoo

ogród zoologiczny w Krakowie, zoo, atrakcje dla dzieci, Lasek Wolski
     Michałek i Krzyś, z okazji Wszystkich Świętych, mieli wolne już w środę,ostatniego dnia października. Mogłam ich co prawda odstawić do szkolnej świetlicy, nawet na cały dzień, ale takie siedzenie w pomieszczeniu, jak nie ma lekcji, uważam za bezsensowne. Zaproponowałam chłopakom przedpołudniową wycieczkę do Lasku Wolskiego. Na hasło "Lasek Wolski" Krzyś wykrzyknął - chodźmy do zoo!Nie do końca mi taka opcja pasowała, bo raczej chciałam poszukać grzybów, ale po chwili miałam już dwóch wrzaskunów optujących za zwiedzaniem zoo. Krzyś argumentując swoją głęboką potrzebę pójścia do ogrodu zoologicznego, oświadczył, że chce bardzo zobaczyć znowu "te wieloryby". Jakie wieloryby??? O ile dobrze pamiętam, to nigdy takowych w krakowskim zoo nie było. Zaczęła się indagacja Krzycha i wyciąganie z niego informacji o wielorybach, żeby odkryć, o jakie zwierzęta Krzysiowi chodziło. Ustaliliśmy wkrótce, że celem mają być uchatki, które od przedwczoraj w naszej rodinie są wielorybami. I tak już chyba zostanie.:)

środa, 31 października 2018

Grzybobranie w strugach deszczu

grzyby 2018, grzyby w październiku, grzyby na Śląsku, grzyby jesienne, grzyby zimowe, boczniaki, czubajki, borowiki, grzyby nadrzewne
     Soplówki zostały obejrzane i obfocone na tyle, na ile pozwalał padający deszcz, ale koszyki mieliśmy ciągle puste. A to przecież tak nie może być, żeby iść do jesiennego lasu i nie napełnić koszyków. Po drodze do soplówek widzieliśmy kępki opieniek i czubajki, a Paweł zapewniał, że na sto procent będą również borowiki ceglastopore. Kiedy szliśmy na pozysk , zorientowałam się, ze mój Pawełek nie zabrał z samochodu ani koszyka, ani nożyka... Tylko ja miałam pełne wyposażenie grzybiarskie.

poniedziałek, 29 października 2018

Soplówki ze śląskiego lasu

grzyby 2018, grzyby w październiku, grzyby rzadkie, grzyby chronione, Las Murckowski, soplówki, soplówka jeżowata, soplówka bukowa
     Kiedy tydzień temu pakowaliśmy nasze zbiory do samochodu stojącego na leśnym parkingu, zadzwonił do mnie podekscytowany Paweł z Jaworzna z informacją, że właśnie sprawdził miejscówkę soplówki jeżowatej i odkrył, że wyrosły w tym roku przepiękne owocniki. Od razu umówiliśmy się wstępnie na spotkanie przy soplówkach w kolejną niedzielę. Niespełna godzinę później odebrałam telefon od Asi, która spotkała Pawła w "swoim" lesie i właśnie ustalają, kto jest ich wspólnym znajomym.:) W ten sposób ekipa na spotkanie z soplówkami powiększyła się nieco. 

    W tym lesie, byłam tylko raz, w 2009 roku. Z tamtego spaceru, z ośmiomiesięcznym Michałkiem pamiętałam najbardziej strugi ulewnego deszczu, które nie odpuszczały przez cały dzień. Wtedy byliśmy goszczeni i oprowadzani po lesie właśnie przez Asię i jej męża - Janusza. Szykując się na wyjazd w tę niedzielę, sprawdzaliśmy prognozy pogody, które nie były zbyt zachęcające. Oczywiście od nocy z soboty na niedzielę lało raz słabiej, raz intensywnie, ale bez ustanku. Jechaliśmy do Jaworzna, wypatrując jakiegokolwiek znaku na niebie, mogącego zwiastować choćby chwilowe przejaśnienie. Nic z tych rzeczy... Kiedy dotarliśmy do Jaworzna, padało mocniej niż podczas opuszczania Krakowa. Zgarnęliśmy Pawła, daliśmy Asi znać, że wyjeżdżamy z Jaworzna i za pół godziny spotkaliśmy się na parkingu.

czwartek, 25 października 2018

Jak wywiozłam brata do puszczy i załatwiłam mu zajęcie na najbliższe dwa dni

grzyby 2018, grzyby w październiku, grzyby w Puszczy Niepołomickiej, opieńki, gąsówki, czubajki, galaretnica, łycznik późny, grzyby nadrzewne, żylak promienisty, śluzowce, gładysz kruchy
     Zaproponowałam mojemu bratu wspólny wyjazd na grzybobranie. Ucieszył się okrutnie, bo w tym roku jeszcze nie miał okazji być w lesie i nakosić grzybków. Mnie najbardziej zależało na pozyskaniu czubajek, bo mimo jednego obfitującego w nie zbioru, nadal czuję się w tym roku nie do końca zaczubajkowana. Marcin też nie miał nic przeciw kotletom, więc ustaliliśmy, że pojedziemy do Puszczy Niepołomickiej, gdzie dwa tygodnie wcześniej czubajki rosły masowo. Przygotowałam dwa sporej pojemności koszyki, a w samochodzie miałam jeszcze jeden malutki, który został na tylnej półce od niedzieli. Nadszedł wtorek, dzień leśnego wypadu. Wczesnym rankiem, jeszcze w ciemnościach, pokonałam remonty i objazdy, zgarnęłam braciaka z jednym koszykiem sprzed domu i wypruliśmy w kierunku Niepołomic.

poniedziałek, 22 października 2018

Po nocnym deszczu w bocheńskim lesie

grzyby 2018, grzyby w październiku, borowiki, czubajki, siedzuń sosnowy, szpileczka czerniejąca, mądziek psi
    W nocy z soboty na niedzielę zaczął podać drobny deszcz. Było to doniosłe wydarzenie, bo od bardzo, bardzo dawna go nie było. W niedzielny poranek z chmur nadal wylewały się drobne kropelki, było szaro, buro i ponuro. Jednym słowem - doskonała pogoda do długiego spania. Chłopcy korzystali z tego faktu pochrapując miarowo i nic, a nic nie zwracając uwagi na to, ze od dobrej godziny usiłowałam ich obudzić tłukąc się garami, talerzami, krzesłami i wszystkim, co mi pod łapy podeszło. W końcu była niedziela, dzień rodzinnego wyjazdu do lasu! Ja w pełnej gotowości bojowej, z przygotowanymi kanapkami, deserem i pustymi koszykami czekam od wpół do szóstej, a oni śpią i śpią... Nie chciałam ich brutalnie tyrpać i drzeć się do uszu, że najwyższa pora wstać, ale próby delikatnego budzenia spadającym na blat garnkiem, nie przyniosły spodziewanego efektu. Musiałam ich w końcu obudzić ręcznie. Była ósma. Śniadanie, poranna toaleta, konieczność pobawienia się autkiem, przeczytania jeszcze jednej strony w książce, popatrzenia na wiadomości... Ja już duchem byłam w lesie, a moich chłopaków nie mogłam zagonić nawet do samochodu. Udało się dopiero parę minut po dziewiątej. I jeszcze Pawełek burczał, ze za szybko jadę. Jakby tym moim Robalem dało się szybko jechać... Aż się chciało powiedzieć "Co ty Pawełku wiesz o szybkości.";) Pawełek jeździ stateczniej ode mnie i wydaje mu się, że tak jest najlepiej, a ja mam nieco inne spojrzenie na tę kwestie, zwłaszcza, kiedy jadę do lasu.

piątek, 19 października 2018

W lasach Ponidzia


grzyby 2018, grzyby w październiku, grzyby na Ponidziu, koźlarze, podgrzybki
     Szczawnica pod względem grzybowym zdecydowanie nas nie rozpieściła, a mnie się marzyły pełne koszyki. Ciśnienie dodatkowo podnosiły doniesienia o masowych pozyskach podgrzybkowych w wielu rejonach Polski. Do Warszawy czy Poznania się nie wybierałam, bo to zdecydowanie za daleko na moje możliwości czasowe w ciągu tygodnia, ale przez cały poprzedni tydzień Zibi chwalił się pełnymi koszami, a Zibiego miałam pod ręką, bo też przyjechał na weekend do Szczawnicy. Do Buska mam też znacznie bliżej niż do Wielkopolski. W głowie wykiełkowała mi genialna myśl - umówić się z Zibim i napełnić koszyki w lasach. Ponieważ u mnie od pomysłu do realizacji droga krótka, natychmiast umówiłam się na wtorek, pytając wcześniej Pawełka, czy w tym dniu odstawi chłopaków do szkoły. W ciągu kwadransa zrodził się cały plan wyprawy.

     We wtorek spać nie mogłam i co pół godziny sprawdzałam, czy już nie pora jechać. W końcu jakoś doczekałam do piątej i w zupełnych ciemnościach wyruszyłam w trasę. Zabrałam tylko dwa koszyki, żeby nie narazić się na śmiech. I okazało się, że musiałam trzeci pożyczyć od Króla Ponidzia.