środa, 22 listopada 2017

Atrakcje parku zdrojowego

wiewiórki w parku zdrojowym
      Pierwszy etap wizyty u Pawełka - spacer i pozysk grzybków, był za nami. Plan działania na dalszą część dnia mieliśmy napięty, bo czasu przed zmrokiem niewiele, a do zobaczenia mnóstwo ciekawych miejsc. Odstawiliśmy Zibiego do domku, żeby przygotował się na wspólny obiad i pojechaliśmy z Pawełkiem do jego sanatorium, żeby zobaczyć te wszystkie sale tortur, o których opowiadał dotychczas tylko przez telefon.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Odwiedziny u Pawełka i kolejne grzyby z Ponidzia

grzyby 2017, grzyby w listopadzie, grzyby na Ponidziu
     Krzychu zerwał się grubo przed świtem i okrzykiem: "Jedziemy do taty!" obudził śpiącego jeszcze Michałka. Jak się szybko okazało, był to taki chwilowy zryw wywołany emocjami i oczekiwaniem na odwiedziny w Busku, bo po chwili Krzysiowa energia zdecydowanie osłabła i dalszy proces wstawania, ubierania się i wychodzenia, był już zdecydowanie wolniejszy. Niemniej, o siódmej dziesięć znaleźliśmy się w garażu i pozostało tylko usadowić się wygodnie w samochodzie i ruszać.

     Droga upłynęła nam pod hasłem nauki ról do przedświątecznego przedstawienia. Michałek oczywiście musiał pomarudzić, że ma jedną z dwóch najdłuższych ról, co oczywiście nie jest wcale sprawiedliwe, bo Krzysiek ma tylko kilka linijek, a on został narratorem i ma znacznie więcej. Poczucie niesprawiedliwości nie przeszkodziło Michasiowi w ekspresowym opanowaniu tekstu - Michał ma pamięć doskonałą i po dwukrotnym przeczytaniu nawet długiego tekstu, już go umie na pamięć. Jak już wszystko spamiętał, zaczął się martwić, że nie będzie wiedział, kiedy, po kim, ma się w przedstawieniu odezwać. Mimo tłumaczenia, że tego dowie się i zapamięta w czasie prób, miał włączony komplikator. Najchętniej wystąpiłby zaraz po nauczeniu się tekstu, żeby móc to zadanie uznać za zrealizowane i odfajkować je. Krzysiowi zapamiętywanie roli zajęło czas do końca jazdy, ale też zostało zwieńczone sukcesem. Stanęliśmy przed sanatoryjnym szlabanem. Po chwili już witaliśmy się z tatą Pawełkiem.:)

sobota, 18 listopada 2017

Sobota bez Pawełka

         Od ubiegłej niedzieli, kiedy to porzuciliśmy Pawełka na pastwę niemiłosiernych rehabilitantek w sanatorium w Busku, jesteśmy w Krakowie sami. W ciągu tygodnia brak Pawełka nie był zbyt odczuwalny, bo tysiące zajęć, ciągła bieganina i Krzysiowe chorowanie wypełniły szczelnie czas. Co innego w sobotę, kiedy zazwyczaj cały dzień spędzamy razem. Tuż po przebudzeniu Krzychu dopytywał, kiedy wreszcie zobaczymy się z tatą i jakże to tak mamy jechać do koni bez niego... To kto rozpali ognisko i z kim pójdziemy do sklepu po zakup niezdrowej żywności??? Ja miałam raczej obawy co do tego, jak szybko chłopcy zaczną się nudzić i marudzić, kiedy ja będę zajmować się końmi. O tej porze roku inne stajenne dzieci rzadko przychodzą, wiec chłopcy nie mają towarzystwa i czasem zdarza się tak, że nie mogą sobie wymyślić żadnego ciekawego zajęcia. Czyszczenie koni i jazda na nich nie są dla Michałka i Krzysia żadną atrakcją, a ile czasu można się pastwić nad stajennymi kotami, które mają ograniczoną cierpliwość. Okazało się jednak, że moje obawy były na wyrost - chłopcy świetnie się bawili, ciocia Beata rozpaliła ognisko, do sklepu poszli sami, a w dodatku przyjechała Zosia, w której towarzystwie chłopcy świetnie się bawią.

środa, 15 listopada 2017

Listopadowe grzybki z Ponidzia

grzyby 2017, grzyby w listopadzie, grzyby na Ponidziu, wodnicha późna, listopadówka, gołąbki, lakówki, borowiki, podgrzybki, gąski, jesienny spacer
     Dzień po patriotycznej jeździe Pociągiem Wolności mieliśmy również od dawna zaplanowany - na godzinę 14.00 trzeba było odstawić Pawełka do sanatorium w Busku. Całe przedsięwzięcie od początku nadzorował nasz nieoceniony przyjaciel z Buska - Zibi. To z nim ustaliliśmy, że zanim oddamy Pawełka w ręce niemiłosiernych pielęgniarek, rehabilitantów i okrutnych lekarzy, przegonimy go po ponidziańskich lasach. Michaś i Krzyś nie mogli się doczekać spotkania z wnukiem Zibiego - Miłoszem, ja nie mogłam się doczekać grzybków i lasu, a Pawełek był od kilku dni podekscytowany samym faktem wyjazdu. W związku z tym, mimo intensywnie spędzonej soboty, nie było najmniejszych problemów z porannym wstawaniem. Cieniem na wyjazd położył się nieco poranny ból Krzysiowego brzuszka, za który obwinialiśmy zbyt łapczywe połknięcie sobotniej kolacji. Zresztą w drodze boleści wszelkie przeszły i Krzyś wysiadł z samochodu pełen animuszu, podobnie jak my wszyscy.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Pociąg Wolności - etap drugi, czyli powrót

Pociąg Wolności święto Niepodległości, pociąg retro, rekonstrukcje historyczne, wojskowa grochówka
     Doturlaliśmy się Pociągiem Wolności do Nowego Sącza, a tam na peronie czekał tłum ludzi, z których większość chciała  wpakować się do "naszego" pociągu. Na drogę powrotną, czyli z Nowego Sącza do Chabówki przewidziane były największe atrakcje i chętnych na przejazd w tę jedną stronę nie brakowało. Jak Pawełek zobaczył, co się dzieje na peronie, oświadczył, że nie wysiada, bo później nie uda nam się odzyskać naszych miejsc, więc trzeba ich pilnować. A miały być na tym postoju przedpowrotnym różne atrakcje - pokazy strzelania, grupy rekonstrukcyjne, oglądanie broni, czyli to, co dla dzieciaków jest znacznie ciekawsze od samej jazdy. Zostawiliśmy więc Pawełka w pociągu i poszliśmy zobaczyć co ciekawego dzieje się na nowosądeckim dworcu.

sobota, 11 listopada 2017

Pociąg Wolności - pierwszy etap

Pociąg Wolności, 11 listopada, Święto Niepodległości
      Od lat Święto Niepodległości spędzaliśmy na patriotycznym grzybobraniu. Taka świecka tradycja na zakończenie sezonu jesiennego - spotkanie z przyjaciółmi grzybiarzami, pozysk i jakaś mała imprezka. Właściwie to już nie pamiętam, ze ten dzień można spędzić inaczej niż w lesie. Rok temu było cudownie - najpierw dorwaliśmy przepiękne boczniaki, później gęsinę, a na zakończenie, kiedy starsi chłopcy bardzo już byli weseli, dołożyliśmy rydze. Już wtedy, rok temu, po głowie plątał mi się plan, żeby takie spotkanie powtórzyć, może w rozszerzonym gronie. Dlatego, kiedy Pawełek jakoś tak, na progu lata, powiedział, że ma takie marzenie, żeby w dniu 11 listopada pojechać Pociągiem do Wolności, nie byłam zachwycona. Co prawda oświadczył, że weźmie chłopaków i pojadą pociągiem, a ja mogę sobie jechać do lasu, ale jakże to tak osobno spędzić ten dzień. Poza tym wiem, że jak Pawełek zobaczy parowóz, to oczy zachodzą mu mgiełką zachwytu i zapomina o całym świecie, a nie tylko o dzieciach. Po nocnych rozważaniach powiedziałam zatem, ze samych ich nie puszczę i pojadę z nimi. Klamka zapadła - Pawełek zarezerwował bilety jakoś tak w lipcu i trzeba było tylko poczekać do właściwego terminu.

    11 listopada nadszedł szybciej niż powinien (strasznie szybki ten czas jest, a z wiekiem coraz szybszy). Żeby zdążyć na odjazd parowozu z Chabówki o szóstej, musieliśmy wyjechać z Krakowa koło czwartej rano. Michał i Krzyś byli podekscytowani wyjazdem już od paru dni i wcale nie chcieli w piątkowy wieczór zasnąć. A tu zaraz trzeba było wstawać. Obudziłam ich o wpół do czwartej, czyli w środku jesiennej nocy. Za oknem padał deszcz. Jak wyjechaliśmy, rozpętała się zawierucha z deszczem i gradem. Musiałam włączyć wycieraczki na najwyższe obroty, a i tak ledwo nadążały ze zbieraniem z szyb tego wszystkiego, co na nie spadało. Wiatr, oprócz opadów, niósł też spore ilości liści, które dotychczas trzymały się jeszcze gałązek. Dobrze, że za Krakowem aura była nieco lepsza, bo jadąc powoli w strugach deszczu, moglibyśmy mieć opóźnienie. Krzyś i tak co kilka minut zadawał pytanie czy aby na pewno zdążymy na pociąg. I czemu nie możemy jechać szybciej.

czwartek, 9 listopada 2017

Szkolne obowiązki i pierwsze wypracowanie

szkoła podstawowa, trzecia klasa, pisanie wypracowania
     Wczoraj Michaś po raz pierwszy od rozpoczęcia swojej szkolnej kariery poczuł się okrutnie przytłoczony szkolnymi obowiązkami. Kiedy przyjechałam po chłopaków do szkoły, Michaś zszedł do szatni ze smętnie zwieszoną głową i miną, jakby rzekła Ania z Zielnego Wzgórza, wyrażającą przebywanie w "otchłani rozpaczy". Od razu widziałam, że coś jest nie tak, bo Michałek zawsze zbiegał z uśmiechem na twarzy albo pretensjami, że za wcześnie przyszłam i czegoś tam nie skończył robić. No i oczywiście, jak to Michałkowi, buzia się nie zamykała. A tu grobowa cisza i ta minka przeszywająca smutkiem całą przestrzeń szatni i korytarza...

poniedziałek, 6 listopada 2017

Ostatnie puszczańskie czubajki

Grzyby 2017, grzyby w Puszczy Niepołomickiej, grzyby w listopadzie, czubajki,leśne galaretki, grzyby nadrzewne, śluzowce
     Od ponad dziesięciu lat, po ostatnie w sezonie jesiennym czubajki, jeżdżę do Puszczy Niepołomickiej, więc doświadczenie w puszczańskim czubajkowaniu mam, rzec można, wieloletnie. Najpierw to były wyprawy samotne, później dołączył do nich Pawełek, Michaś i Krzyś. Niezmiennie przez te wszystkie lata po wyprawie do puszczy można się było najeść do syta ostatnich w danym roku kotletów ze świeżych czubajek, głównie gwiaździstych i czerwieniejących, ale trafiały się również i kanie. Rosły tam nawet wtedy, kiedy w innych lasach w pobliżu Krakowa, można było liczyć jedynie na grzyby zimowe - boczniaki, płomiennice i uszaki. Często zdarzało się, że zbieraliśmy czubajki po mocnych przymrozkach, a nawet spod cienkiej warstewki śniegu. 

    Tym razem Puszcza się nie spisała tak, jak przewidywałam. To pewnie w akcie zemsty za to, że dawno jej nie odwiedziliśmy. Ciągle było więcej planów i lasów niż czasu i możliwości, więc wyjazd na czubajki był odkładany i odkładany na bliżej nieokreśloną przyszłość, a tydzień temu, kiedy mieliśmy właśnie tam uderzyć, wiało i lało, więc znowu wyprawa została odroczona. I w kocu się na nas najwidoczniej puszcza zeźliła, bo pochowała swoje skarby tak dokładnie, że przez długi czas myślałam, że wrócimy do domu z jednym grzybem w koszyku.

piątek, 3 listopada 2017

Wchodzimy w listopad z garścią grzybów i refleksji

listopad w lesie, grzyby w listopadzie, pierwszy listopada
     Przyzwyczajenie i tradycja to druga natura człowieka. Od lat pierwszy dzień listopada spędzamy w taki sam sposób. Za każdym razem jest niby tak samo, a równocześnie inaczej. Chłopcy co rok są starsi, zmienia się ich sposób myślenia, postrzegania świata, zadają coraz trudniejsze pytania. Pierwszy listopada traktujemy jak dzień wspomnień i pamięci, spędzany razem, nie tylko w miejscach spoczynku naszych bliskich, ale również w lesie, na spacerze. Po drodze bawimy się, szukamy grzybków i obserwujemy jak las układa się zimowego odpoczynku. W tym dniu na drogach jest duży ruch i z definicji nie ruszamy samochodu, tylko chodzimy na nogach lub korzystamy z komunikacji.

wtorek, 31 października 2017

Halloween

Halloween, maski, przebrania, dynie
      Halloween ma równie wielu zwolenników, co przeciwników. Ci, którym się podoba, podkreślają zabawny charakter tego "święta", dający możliwość przebierania się i uciechy "po pachy"; przeciwnicy mówią, że zaburza smutno - nostalgiczną atmosferę pierwszolistopadowego święta, a u dzieci wywołuje strach, czy wręcz traumę. 

    Michaś i Krzyś już dwa tygodnie temu zakomunikowali, ze w szkole będzie dzień Halloween, w czasie którego będą nie tylko dekorować sale lekcyjne, przebierać się, ale i poznawać historię tego dnia. nie lubię, kiedy chłopcy do takiego dnia nie są wcześniej choć trochę przygotowani merytorycznie, więc poszukałam wcześniej informacji o Halloween. Może wstyd się przyznać, ale dotychczas niewiele wiedziałam o obchodach tego dnia, bo Halloween było mi zupełnie obojętne. Ale nadszedł moment kiedy trzeba było nabyć wiedzę. I cóż się okazuje? Halloween ma głębsze korzenie niż katolickie święto ku czci zmarłych. Wywodzi się z zamierzchłych, przedchrześcijańskich czasów, tylko przez lata zostało uwspółcześnione i skomercjalizowane. Ponadto zawsze obchodzone było właśnie w ostatni dzień października, jako przejście z okresu jesiennego w zimowy. Tymczasem święto zmarłych zostało sztucznie przetransportowane z maja na listopad... Poza tym wszystkich Świętych też jest w pełni skomercjalizowane - zwykłe lampki zamieniają się coraz częściej w "wiecznie płonące" znicze elektroniczne, a przed cmentarzami w dniu pierwszego listopada można się najeść frytami i hod-dogami, a dla dzieci kupić balony i inne odpustowe badziewie made in China.:(