sobota, 15 czerwca 2019

Wycisk w afykanelskim skwarze

     Afrykanelskie upały trwają już ponad tydzień. Wszystkie burze omijały nas szerokim łukiem, więc nawet na chwilę się nie schłodziło. Termometry pokazywały nieustannie od 30 stopni w górę, a wyświetlacze przy ulicach, mierzące temperaturę przy powierzchni drogi szalały wskazując +59, +60, a nawet raz +63. Wiadomo jak się funkcjonuje w takiej temperaturze - wszystko działa na zwolnionych obrotach, a tu jak na złość trzeba się było mocno sprężać, bo oprócz standardowych zajęć, których jest sporo, doszły zebrania w szkole i spotkania indywidualne z nauczycielami, rozrzucone w różne dni o godzinach, których nijak nie udało się dopasować tak, by następowały po sobie. I jeszcze wizyta u ortodonty, po której trzeba było ekspresowo dostarczyć chłopaków do szkoły, żeby zdążyli na klasowe wyjścia do kina... No i konie trzeba było jak najczęściej chłodzić, żeby jakoś przetrwały bez uszczerbku na zdrowiu. Tylko Pawełek wygrał pogodę na mazurski rejs. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek na żeglarski wyjazd miał taką bezdeszczową aurę. On sobie pływa w jeziornej wodzie, a ja pływam we własnym pocie. Pożaliłam się już wystarczająco? ;) Po takim tygodniu najchętniej połaziłabym po chłodniejszym od miasta lesie, ale jeszcze do jutra musze na to poczekać. Dzisiaj był dzień piłkowy i trzeba było mężnie towarzyszyć Krzychowi.

wtorek, 11 czerwca 2019

Przedsmak wakacji, czyli co słychać na Orawie

grzyby 2019, grzyby w czerwcu, grzyby na Orawie, borowik ceglastopory
      Kiedy w piątek chłopcy wrócili z zielonej szkoły, jedno z pierwszych pytań Krzysia dotyczyło grzybów - pytał, czy przez ten czas, kiedy oni bawili się w Charsznicy, ja byłam gdzieś na grzybach. Musiałam się przyznać, że tak, że byłam u Zibiego w Busku i nakosiliśmy borowików usiatkowanych. Pokazałam Krzysiowi zdjęcia. Aż zapiszczał i błagalnym głosem prosił, żeby w niedzielę jechać do wujka Zibiego. A ja miałam na niedzielę zupełnie inny plan. Tłumaczyłam Krzysiowi, że większość z usiatków jest bardzo robaczywych i nic się z nich nie da zrobić, a ceglasie spod Babiej na pewno będą zdecydowanie zdrowsze. Padł więc szereg pytań, czy na pewno będą, czy będzie dużo, czy ja jemu, temu Krzysiowi, mogę zagwarantować, że on tych poćców nazbiera. Z takim gwarantowaniem to ja jestem bardzo ostrożna, bo przecież grzyby są nieprzewidywalne, ale w końcu zagwarantowałam. Miały być i już.

czwartek, 6 czerwca 2019

Czerwcowe borowiki z Ponidzia

grzyby 2019, grzyby w czerwcu, grzyby na Ponidziu, borowik usiatkowany
     Trzecia nad ranem albo, jak kto woli, trzecia w środku nocy.;) Okna i drzwi balkonowe mam pootwierane na oścież, bo wieczór był upalny, a noc niewiele chłodniejsza. Z zewnętrza zaczynają dobiegać przeraźliwe jazgoty pierzastych, które nie wiedzieć czemu, wiosną budzą się tak wcześnie, a zimą odsypiają te poranne zrywki. Patrzę na zegar. No, bez jaj! Wiem, że mam jechać na grzyby, ale bez przesady, jeszcze prawie całkiem ciemno. Próbuję zasnąć na pół godziny jeszcze, ale ptaszęta się uparły, żebym już wstawała. Poleżałam do piętnaście po i poczłapałam do łazienki. Ledwie zaczęłam czynności łazienkowe, rozdarł się telefon. Powiedziałam brzydnie słowo przygryzając szczoteczkę do zębów i pognałam do kuchni. Odbieram, a w telefonie głos skowronka: "Cześć Dorotka ! Prujesz już?" Zibi jest rozbrajający, więc zamiast warknąć do słuchawki (albo zasyczeć jak żmija kąsata), zaśmiałam się i odpowiedziałam, że poczekam z pruciem, aż się trochę rozwidni. 

    Zbierałam się powoli, bo to już nie te czasy, kiedy wyskakiwało się z łóżka i można było gnać od razu. Teraz muszę zrobić gimnastykę, żeby kości nie trzeszczały zbytnio i nie straszyły grzybów, kawę wypić w domu i dopiero pruć. Wyjechałam kwadrans po czwartej, nakarmiłam Robala (mój grzybowóz) na najbliższej stacji i pojechałam. Jak tylko słońce zaczęło wznosić się nad horyzontem, pożałowałam, ze nie pojechałam przed świtem. Tak mnie oślepiało, że chwilami nic nie widziałam i miejscami jechałam poniżej dopuszczalnej prędkości, co nieczęsto mi się zdarza. Przejeżdżałam przez Kazimierzę Wielką, gdzie zobaczyłam pozostałości po niedawnej powodzi - tamy z tysięcy worków z piaskiem, resztki mułu na drodze, chodnikach i fasadach domów. Niewesoło tam musiało być. Więcej ciekawych rzeczy po drodze nie odnotowałam. W Busku zameldowałam się o szóstej.

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Wyprawa do Kornatki

grzyby 2019, grzyby w czerwcu, borowiki ceglastopore, maślaki żółte, łuszczak zmienny, śluzowce, murszak rdzawy
    W lesie w Kornatce byliśmy dopiero po raz drugi w naszej menażeryjnej historii. Pierwszy raz odwiedziliśmy ten las wczesną wiosną, w marcu i bardzo nam się tam spodobało. Teraz jest jeszcze piękniej, a jak w przyszłości poznamy lepiej teren i odkryjemy własne miejscówki, będzie zapewne jeszcze piękniej.:) Na razie jesteśmy po czerwcowym rekonesansie i już parę miejsc grzybowych mam w mózgownicy zapisanych.

piątek, 31 maja 2019

Puszcza po ulewnych deszczach

grzyby 2019, grzyby w maju, grzyby w Puszczy Niepołomickiej, żółciak siarkowyy, grzybówki, śluzowce, kisielnice
     Do Puszczy Niepołomickiej wybierałam się już tydzień wcześniej, ale wtedy padały u nas ulewne deszcze podtapiające okoliczne miejscowości i pomijając już perspektywę totalnego przemoknięcia, to nie miałam pewności czy uda mi się dojechać na miejsce, bo część lokalnych dróg została zamknięta z powodu zalania. Tym samym wypad został przełożony na obecny tydzień. I co? W dzień, który sobie zadysponowałam na wyjazd, od rana padało. Szczerze mówiąc, zaczęłam się łamać, bo tyle razy przemokłam w poprzednim tygodniu, że nie miałam pewności, czy chcę znowu doświadczyć tej przyjemności. Wtedy do akcji wkroczył Pawełek, który stwierdził, że skoro miałam plan, to nie powinnam z niego rezygnować z byle powodu. Tak więc pojechałam w strugach deszczu do lasu.

środa, 29 maja 2019

Pustynne grzyby 2019

grzyby 2019, grzyby w maju, grzyby na Pustyni Błędowskiej, maślak zwyczajny, koźlarz babka, pieprznik jadalny, kurka, żagiew, śluzowce, rulik nadrzewny
    Tradycyjnie już pierwsze nasze maślaki zwyczajne i koźlarze babki pochodzą z Pustyni Błędowskiej. W tym roku do zestawu pierwszych dołączyły kureczki i nie mam nic przeciw, żeby w tym pakiecie pozostały już na zawsze.:)

    Nastawienie przed wyprawą na pustynię było bardzo, bardzo pozytywne, bo przez cały tydzień poprzedzający wyjazd padało i lało na zmianę podtapiając podkrakowskie miejscowości i zalewając spacerowe tereny nad Wisłą w mieście. A wiadomo, że piasek szybko schnie, ale i szybko namaka, a jak już namoknie, to natychmiast pojawiają się na nim stada grzybów. To moje pozytywne nastawienie zaowocowało zabraniem koszyka, jak go Pawełek określił - jak na ziemniaki z pola.:)

wtorek, 28 maja 2019

Zdobywcy pustyni

Pustynia Błędowska 2019
     Doroczna majowa wyprawa na Pustynię Błędowską została zrealizowana. Kiedy powiedziałam chłopakom, że w niedzielę pojedziemy właśnie tam, nastąpiła eksplozja radości. Krzyś natychmiast przystąpił do przygotowań - wyjął z szuflady plecak i oświadczył, że będzie w nim nosił wodę, żeby się nie wysuszyć nadmiernie na pustyni oraz buty, żeby biegać boso po piasku. Zaraz też upewnił się, że będzie mógł chodzić boso, biegać, tarzać się i skakać z bunkra. Po potwierdzeniu, ze wszystko to będzie dozwolone, przygotował plecak dla Michałka, aby starszy brat też mógł doświadczyć tych wszystkich przyjemności i nie umrzeć z pragnienia. Przy tym poinformował Michała, że przecież nie będzie nosił jego wody i butów. Ogólnie radość z planowanej wycieczki była ogromna.

     Mnie osobiście mniej zależało na piasku, a więcej na grzybkach rosnących w lasach wokół pustyni. Po deszczach powinny były wysypać się maślaki i koźlarze. Dzień przed wyjazdem, w sobotę po południu, musiałam się zmierzyć z nie lada pokusą - Paweł z Jaworzna kusił przyjazdem do swoich lasów, które oprócz maślaków miały w ofercie szereg ciekawych wynalazków grzybowych. Aż mi coś w środku zapiszczało na taką perspektywę, ale natychmiast na drugiej szali wagi pojawił się smutek Miśka i Krzyśka. Już wiecie, co przeważyło... Jak zwykle dzieci okazały się ważniejsze.

niedziela, 26 maja 2019

Drugie podejście do ceglasi w Lesie Bronaczowa

grzyby 2019, grzyby w maju, borowik ceglastopory, Las Bronaczowa
     W sobotę rano zapytałam Krzycha, do którego lasu pojedziemy po południu - czy do Lasku Wolskiego pod Kopiec Piłsudskiego na uszaki, czy do Lasu Bronaczowa na borowiki ceglastopore. Krzyś bez najmniejszego zawahania odpowiedział, że na borowiki. Zapytałam go więc, czy jest pewien, że będą. Z pewnością w głosie zapewnił, że będą i to dużo. Pawełek od razu stwierdził, ze nic nie będzie i on na takie grzybobranie nie jedzie, bo woli sobie zrobić przygotowania do wyjazdu na Mazury. Wybór Krzysia nie do końca mnie przekonywał i osobiście wolałabym iść po pewne uszaki do Lasku Wolskiego. Ale skoro dałam wybór, to nie było wyjścia, trzeba się było dostosować do wyboru grzybiarza Krzysia.

     Po przedpołudniu spędzonym z konikami i zjedzeniu obiadu raz jeszcze zapytałam Krzysia, czy jest pewien wskazanego przez siebie kierunku poszukiwań. Zarzekał się, ze tak, że będzie dużo, a on znajdzie pierwszego i najwięcej też będzie jego udziałem.

czwartek, 23 maja 2019

Pierwsze borowiki ceglastopore 2019

grzyby 2019, grzyby w maju, borowik ceglastopory, łuszczak zmienny, maślczek pieprzowy, koźlarz czerwony, uszak bzowy, śluzowce
      Po smardzówkach, smardzach, żółciakach i majowych uszakach u Menażerii też w końcu przyszedł czas na pierwsze tegoroczne borowiki. Pojechaliśmy na nie na pewniaka, do lasu, w którym znajomi widzieli malutkie ceglasie i dali nam cynk. Jadąc tam byliśmy pewni, że napełnimy przynajmniej jeden koszyk. Jak to jednak w życiu bywa, coś poszło nie tak - koszyka napełnić się nie udało, ale te pierwsze zostały zaliczone.

poniedziałek, 20 maja 2019

Majowy pozysk z Lasku Wolskiego

grzyby 2019, grzyby w maju, uszak bzowy, kustrzebki, żagiew kasztanowa, świeccznica rozgałęziona, żółciak siarkowy, olszówka
     Sobotnie przedpołudnie bez koni. Tak nietypowo  tym razem. Pawełek poszedł pracować, a ja z chłopakami na kolejny turniej piłkarski. Krzyś kopał piłę, a ja z Michałkiem najpierw pisaliśmy wypracowanie, a później zrobiliśmy sobie trening na tak zwanej siłowni zewnętrznej. Pogoda była wyśmienita - nie padało i nie grzało za mocno. Tym razem drużyna Krzysia wypadła zdecydowanie lepiej niż tydzień wcześniej, więc nie trzeba było włączać trybu pocieszania. Turniej się skończył, przyjechaliśmy do domku, nakarmiłam chłopaków i po obiedzie pojechaliśmy do Lasku Wolskiego.Na dalsze eskapady było już za późno, więc podjechaliśmy tam,gdzie mamy przysłowiowy rzut beretem.