środa, 10 lutego 2016

Konie wiatrem podszyte

     Znowu powiało nad Krakowem porządnie, smog przegoniło i powietrze niemal wiosennym uczyniło. Często mówi się o tym, ze taki silny wiatr, szczególnie halny, ma wpływ na samopoczucie i zachowania ludzi, zwłaszcza górali. Ale nie tylko człowiek odczuwa działanie mocnych podmuchów. Konie są niezwykle wrażliwe na wszelkie zawirowania pogodowe, a kiedy zaczyna wiać, stają się niezwykle czujne i jeszcze bardziej energetyczne niż zwykle.

     Dlaczego tak się dzieje? Przede wszystkim odzywają się pierwotne instynkty - wiatr utrudnia wyczucie zbliżającego się drapieżnika, więc należy wzmóc czujność. Poza tym powiewy powodują powstawanie różnych hałasów, które mogą stanowić potencjalne niebezpieczeństwo. A w momencie zagrożenia konie uciekają - to ich podstawowa broń. Wystarczy, że nad padokiem przefrunie niesiony wiatrem foliowy worek, aby całe stado galopowało tam i z powrotem. Do tego, szczególnie wiosną, dołącza końska radość życia -  galopady uatrakcyjnione brykaniem można obserwować bez końca.

     Jazda podczas mocnego wiatru bywa ekscytująca i wymaga od człowieka większego niż zwykle skupienia na otoczeniu i szybkich odpowiedzi na gwałtowne reakcje konia. Najlepiej ujeżdżony rumak może w takich okolicznościach zareagować instynktownie i próbować uciekać od czegoś, co w jego mniemaniu może stanowić zagrożenie. Przy mocnym wietrze nie zabieram na końskie spacery dzieci, ale sama z przyjemnością bawię się, widząc jak moje konie potrafią wykorzystać każdą okazję, aby pobiegać.

     Poszłyśmy wczoraj z Latoną drogą prowadzącą w stronę pól węgrzczańskich. Od jesieni, na środku tejże polnej drogi, leży wysypana kupa piasku, która przykryta jest niebieską plandeką. Latona wielokrotnie widziała i przechodziła obok tej zawalidrogi. Ale tym razem plandeka falowała i delikatnie szumiała. Toncia nastawiła uszy do przodu, napięła wszystkie mięśnie, aby były gotowe do ucieczki i szła powolutku w stronę niebieskiego straszaka. I pewnikiem spokojnie wyminęłybyśmy to groźne dzisiaj miejsce, gdyby nie to, że figlarny wietrzyk wpadł pod plandekę od spodu i podniósł ją na dwa metry w górę. Tego Latonie było już za wiele - wyskoczyła do góry, zrobiła półpiruet w powietrzu i gdybym jej nie przytrzymała, rzuciłaby się do ucieczki w stronę stajni. Chwilę mi zeszło na wytłumaczenie mojemu szalonemu konikowi, że nawet fruwająca plandeka nie zjada koni. Poszłyśmy dalej.

     Na zaoranym polu sarenki wydłubywały resztki buraków cukrowych, którymi posilają się przez całą zimę. Przez moment przyglądały nam się uważnie, po czym doszły do wniosku, że najbezpieczniej będzie dać w długą. Kiedy ruszyły, Latona stwierdziła, że takiej okazji do biegania nie można zmarnować i bardzo chciała dołączyć do sarenkowego stada. Nic to, że dzielił nas od nich rów melioracyjny zarośnięty krzakami; wszak to żadna przeszkoda dla konia, który chce pobiegać.:) Ja miałam inne zdanie w tym temacie i Toncia była zmuszona pozostać po swojej stronie rowu.
     Chmury gnały po niebie jak szalone, trzciny szumiały, a w uszach świstał wiatr. Ciekawie było jeszcze na łące zarośniętej wysokimi, suchymi trawami, które wydawały głośne szelesty. Latona, która musiała przez nie przejść, chciała to zrobić bez dotykania ich nogami - pląsała zatem wśród wysokich traw niczym rusałka jakaś.
     Dwugodzinny spacer wcale Latony nie zmęczył - po wypuszczeniu na padok nadal miała ochotę biegać, zachęcając do tego swoje końskie koleżanki.
     Znacznie bardziej zrównoważony, z racji na wiek i doświadczenie, Ramzes też nie pozostał obojętny na mocny wiatr - o ile latająca reklamówka nie zrobiła na nim wrażenia, to już styropianowe kawałki podnoszone powiewami do góry, sprawiły, że Ramziatkowi ubyło co najmniej dziesięć lat. Zadarł ogon do góry, wydłużył krok i korzystał z okazji do pobiegania.
     Kiedy tak mocno wieje, omijam las z obawy przed łamiącymi się konarami czy walącym się na ziemię drzewem; pola i łąki są wtedy znacznie bezpieczniejsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz