czwartek, 3 września 2015

Imprezowe atrakcje

Impreza urodzinowa, Leopark, Bonarka
    Dopiero co przebrzmiał pierwszy szkolny dzwonek, a tu już na Michałka i Krzycha czekała kolejna atrakcja - kiedy jeszcze byliśmy w Lipnicy, chłopcy zostali zaproszeni na imprezę urodzinową koleżanki i kolegi Michałka z ubiegłorocznej zerówki. 

   Prezenty nabyliśmy w jedyny wolny dzień, jaki mieliśmy po powrocie z wakacji i wczoraj, prosto z zajęć zerówkowych i pierwszoklasowych ruszyliśmy na imprezę.

Impreza urodzinowa, Leopark, Bonarka
      Sam dojazd na miejsce i zaparkowanie samochodu, były dla mnie prawie że traumatycznym przeżyciem. Po pierwsze - Bonarka - jeden z molochów handlowych, których nie cierpię, nigdy tam nie byłam i gdyby nie impreza, pewnie by mnie tam nigdy nie było. Po drugie - podziemny parking z powietrzem przesyconym spalinami, po którym krążyłam przez kwadrans, żeby znaleźć wolne miejsce. Wreszcie się udało.

   Kolejny sukces, to wydostanie się z parkingu i wkroczenie do sztucznego, kolorowego świata sklepów sprzedających złudne realizacje pragnień. Teraz trzeba pokonać ruchome schody - najpierw jedną linię, później drugą. Na szczęście na szczycie widać kolorowy napis "Leopark". Odetchnęłam z ulgą, że nie będzie trzeba krążyć między sztucznymi drzewkami w poszukiwaniu miejsca imprezy.

   Ja, prosty człowiek z lasu, czułam się tam, delikatnie mówiąc niekomfortowo. A mniej delikatnie - jak ktoś, kto całe życie spędził w sztucznym, miejskim i został wyrwany ze środka jakiejś galerii i wypuszczony w środku dżungli. Utwierdziłam się w przekonaniu, że słusznie czynię, omijając takie miejsca szerokim łukiem. Dzieci moje też wyglądały na mocno zagubione, kiedy ściskały mnie swoimi łapkami z całej siły, pilnując, żeby nie wypuścić moich dłoni.
Impreza urodzinowa, Leopark, Bonarka
     Dostojni jubilaci już na nas czekali i chłopcy, po szybkim przekazaniu torebek prezentowych, rzucili się w wir zabawy. A ta była doskonała - małpi gaj, armatki na gąbkowe piłeczki, zjeżdżalnie, drabinki, trampolina... Pełne szaleństwo, nad którym umiejętnie panowali animatorzy przebrani za piratów.

    Dzieci zniknęły i rodzice mogli spokojnie zasiąść za stołem i poplotkować na temat szkolnych wrażeń z dwóch pierwszych dni. Okazało się, że na razie wszyscy są zadowoleni ze swoich pierwszych klas, a dzieciaki do szkoły chodzą z uśmiechami na buziach. Zgodnie stwierdziliśmy (my - rodzice, znaczy się), że wrażenia szkolne koniecznie trzeba będzie skonfrontować za dwa - trzy miesiące.:)
Impreza urodzinowa, Leopark, Bonarka
      Po szaleństwach zabawowych przyszła pora na torty, które zachwyciły wszystkich. Mnie najbardziej podobał się pomysł z klockami lego - wyglądały kapitalnie. Dzieci oczywiście najchętniej rzuciłyby się na słodkości i rozerwały na kawałki kolorowe postaci, które trzeba było tak podzielić, żeby każdemu dostała się jakaś część.
Impreza urodzinowa, Leopark, Bonarka
     Kiedy mali goście siedzieli już za stołem, a na ich talerzykach leżały kawałki tortów, okazało się, że znacznie lepiej tyle słodyczy zjada się oczami niż buziami. Po zapchaniu się kawałkami marcepanu, dzieci już nie bardzo były w stanie zjeść tort właściwy.
Impreza urodzinowa, Leopark, Bonarka
Impreza urodzinowa, Leopark, Bonarka
Impreza urodzinowa, Leopark, Bonarka
       Po słodkim obżarstwie nastąpił moment najbardziej oczekiwany - jazda na motorach. Przepychanki w kolejce zostały szybko opanowane i wszyscy goście pojeździli, a później domordowali się biegając po małpim gaju. Po ponad dwóch godzinach szaleństw zabrałam mało już przytomnych ze zmęczenia chłopców i rozpoczęliśmy odwrót z centrum handlowo - rozrywkowego.
Impreza urodzinowa, Leopark, Bonarka
Impreza urodzinowa, Leopark, Bonarka
    Na szczęście udało mi się bez większych problemów odnaleźć naszego. porzuconego w podziemiach Doblowoza i powrócić do domku, w którym czekał już na nas Pawełek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz