sobota, 4 kwietnia 2015

Na Krakowskim Rynku

krakowski rynek, kiermasz świąteczny
    W sobotę, po przedpołudniu spędzonym z końmi, ruszyliśmy porą poobiednią do centrum. Dla dzieci jest to każdorazowo atrakcja, gdyż w Rynku bywamy niezbyt często. A dzisiaj były jeszcze kolorowe kramy wabiące wzrok różnobarwnymi towarami, które wielu oglądało, ale tylko nieliczni nabywali. Na miejscu dołączyli do nas wujek Marcin i Natalka. Zanim jednak wkroczyliśmy na teren wielkanocnego jarmarku, Michałek musiał stoczyć walkę na śmierć i życie.

krakowski rynek, kiermasz świąteczny
    Czarny Rycerz rzucił rękawicę wojowniczemu Krzychowi, który nie w pełni sił będąc, za nogę mamową schwycił i do walki brata starszego wypchnął. Michałek, urodzony pacyfista, wziął miecz i z determinacją zadawał ciosy przeciwnikowi. O Michałkowej wiktorii przesądził okup przez zaradnego ojca wpłacony przed końcem pojedynku. Po walce przeciwnicy uścisnęli sobie po rycersku dłonie i mogliśmy przejść do wątku przewodniego naszej rynkowej eskapady. Młodszą menażerię na wstępie poinformowałam, że mogą sobie wybrać coś do zjedzenia i po jednej rzeczy. I oczywiście przykazałam, żeby chodzili cały czas trzymani za rękę. Jakoś tak zawsze mam obawy, że zginą moje dzieci ukochane w takim tłumie, który prędzej ich rozdepcze niż zauważy... Ruszyliśmy.
krakowski rynek, kiermasz świąteczny

krakowski rynek, kiermasz świąteczny
    Ze wszystkich stron zaatakowały nas armie pisanek, baranów wszelakich i piszczących kurczątek - świąteczna symbolika w badziewnym, badziewniejszym i najbadziewniejszym wydaniu. Ale oglądaczy, macaczy i podziwiaczy nie brakuje. Niektóre z tych stworzeń znajdują nawet chętnych, którzy zabiorą je do domu. Menażeria na szczęście wykazuje znikome zainteresowanie w/w precjozami i kierując się węchem, prowadzi mnie w stronę stoisk z czymś jadalnym. (Wszak obiad był już dwie godziny temu!!!).\
krakowski rynek, kiermasz świąteczny

    Michał, Krzychu i Natalka rzucają się do regionalnego stoiska z Podhala i po chwili rozrywają malutkie oscypki swoimi ostrymi zębami. Do plecaka wędrują jeszcze plecione korbaczki. Tym samym, młodsza menażeria wyczerpała swój limit jedzeniowy. Zaczynają się negocjacje, w wyniku których ustalamy, że "jedną rzecz" można zamienić na coś słodkiego.
krakowski rynek, kiermasz świąteczny
     Pawełek serka nie chciał - będzie czekał razem ze mną na prawdziwe oscypasy z "naszej" bacówki (jeszcze miesiąc). Nos zawiódł go za to do stoiska dla mięsożerców. Tam zakupił sobie litewską słoninę, zwaną "sało" i poczuł się usatysfakcjonowanym zdobywcą (była kolejka).
krakowski rynek, kiermasz świąteczny

    W ramach deseru można było sięgnąć po suszone i kandyzowane owoce, których wybór był powalający. Ceny jeszcze bardziej. Ponieważ młódź nie wykazała się właściwym zaangażowaniem w przekonywanie o konieczności zakupu tych owoców (a podświadomie liczyłam na to zaangażowanie), ruszyliśmy dalej.
krakowski rynek, kiermasz świąteczny
    Przy stoisku czekoladowym Natalka się złamała i zamieniła "jedną rzecz" na coś słodkiego. Wybrała sporych rozmiarów klucz nastawny, którego nie udało jej się pochłonąć do końca dzisiejszego spaceru.
krakowski rynek, kiermasz świąteczny
krakowski rynek, kiermasz świąteczny
    Wśród licznych straganów jedzeniowych było kilka z pieczywem "nadzwyczajnej jakości". Ponieważ zdarzyło nam się już kilkakrotnie zakupić taki superchlebek, który żadnych szczególnych właściwości smakowych nie posiadał, tym razem odpuściliśmy sobie. Ale popatrzeć na wielkie bochny jest zawsze bardzo miło.
krakowski rynek, kiermasz świąteczny
   Kiedy już wszystkie stragany zostały obejrzane, nadszedł czas na zakup po"jednej rzeczy" dla chłopaków. Krzychu pognał w kierunku stoiska kowalskiego, gdzie można było nabyć rozmaite "bronie". Przymierzał się do różnych mieczy i toporów, aby w efekcie wybrać oszczep do polowania na niedźwiedzie. Michałek zdecydował się na kredki, a dorośli napili się tradycyjnego grzańca i zarządziliśmy odwrót.
krakowski rynek, kiermasz świąteczny

     Zanim opuściliśmy Rynek, chłopcy MUSIELI jeszcze wejść do odmóżdżonej beretki, która wielkim dziełem sztuki jest i na płycie Rynku złożona została. Odwiedziny pustej głowy podczas spaceru w centrum, uchy, chuchy oraz inne okrzyki bojowe w jej wnętrzu, są zestawem obowiązkowym. Zauważyłam, że inne dzieci, przechodzące w pobliżu też doznają przyciągającego działania GŁOWY i robią to samo, co Michał i Krzyś.

    Opuściliśmy Rynek i przemieszczaliśmy się w stronę wawelskiego wzgórza, bo plan wycieczki obejmował jeszcze wizytę u smoka. Idąc na wawelski dziedziniec, dzierżyłam w ręku, jako ten wierny giermek swego syna, zakupiony wcześniej oszczep. Dzięki temu zostałam posądzona przez ochronę o chęć wszczynania jakiejś awantury wawelskiej. Na szczęście pan nie zarekwirował nowej broni z arsenału Krzysia i mogliśmy pójść dalej. Spacerowi towarzyszyły coraz częstsze pojękiwania dotyczące bolących nóg, zmęczenia i chęci wracania do domu.
krakowski rynek, kiermasz świąteczny
    Towarzystwo najchętniej przysiadłoby na jakiejś ławce i tak już pozostało do czasu przyjazdu dźwigu i transportera zamęczonych dzieci. Zmęczenie towarzyszyło nam jednak tylko do pewnego momentu. Kiedy ze szczytu sokoli wzrok młodej menażerii dostrzegł:
krakowski rynek, kiermasz świąteczny
nogi dostały skrzydeł. Do smoka już nie poszliśmy, bo nie stoi na najkrótszej trasie do wesołego miasteczka. Ledwie mogliśmy nadążyć za Michałkiem, który objął dowództwo w grupie zdobywców diabelskiego młynu. Szaleństwo zabawy trwało do zmroku, który wyznaczył kres aktywności zmordowanych atrakcjami dzieci.
     Dziś spacer na łonie natury. "Koszta" będą mniejsze.:)

2 komentarze:

  1. Przeczytałem z zaciekawieniem wszystkie ostatnie Twoje posty. O tarzających się w błocie koniach, o smardzówkach, o malowanych jajach. Świetna lektura. Dzisiaj chyba będzie o śmigusie-dyngusie ? Będziesz miała dzisiaj niezłą zabawę. Współczuję, bo zimno ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tradycyjne śmigusowanie odwołałam do czasu nadejścia cieplejszych dni. Sprzęt polewający został przetestowany w kąpieli i poczeka aż warunki pogodowe będą bardziej sprzyjające niż dzisiaj. Ale i bez tego było wesoło.:)

    OdpowiedzUsuń