sobota, 4 lipca 2015

Spacer na miarę setnego wpisu

Orawa, Lipnica Wielka, Babia Góra, konie, kuce, jazda konna, bacówka, oscypki, bundz, żętyca
     Na genialny plan przegonienia menażerii na konkretnym spacerze wpadłam w środę wieczorem. O moim pomyśle poinformowałam Pawełka telefonicznie - biedak nie miał wyjścia i z radością przystał na propozycję pójścia do "naszej" bacówki na piechotę. Jest to jedno z naszych kultowych miejsc, do którego zawijamy, jak do znanego i lubianego portu, podczas każdej wizyty na Orawie, ale na własnych nogach z lipnickiego domku jeszcze tam nie szliśmy.

    Nadszedł wreszcie ten dzień - od rana upalny i pełen słońca. Obawiałam się nieco, czy nasze kucyki, niedawno wdrożone do pracy pod siodłem, podołają temu wyzwaniu i dowiozą małych pasażerów do celu i z powrotem. Wyruszyliśmy z założeniem, że jeżeli którykolwiek uczestnik wycieczki będzie miał jakiekolwiek problemy z dalszym marszem, zawrócimy w stronę domu i odłożymy realizację mojego planu na bliżej nieokreślony czas przyszły.

   Tak się złożyło, że wpis o dzisiejszym spacerze zajmie zaszczytne, setne miejsce wśród postów na moim blogu, więc w pewnym sensie, jest szczególny. Przynajmniej dla mnie.:)
Orawa, Lipnica Wielka, Babia Góra, konie, kuce, jazda konna, bacówka, oscypki, bundz, żętyca
    Rano, jak już wszystkich nakarmiłam, napoiłam, spakowałam jedzenie i picie na drogę, osiodłałam Żółtego i Feliksa, mogliśmy wyruszyć. Nasza trasa wiodła wzdłuż dawnej granicy polsko - słowackiej, z której pozostały już tylko biało - czerwone graniczne słupki. Wszystkie tablice z napisami "Pozor! Statna hranica" wylądowały dawno w domach kolekcjonerów, a wzdłuż granicy wyznaczony został szlak prowadzący od Babiej do Winiarczykówki (odkąd powstał, spotkałam na nim tylko jednego turystę, a bywam tam często - zazwyczaj konno).

    Większość trasy wiodła przez las, więc mieliśmy cień i upał nie dawał się tak we znaki, jak się tego obawiałam. Kucyki maszerowały dzielnie i bez ociągania się, Michaś z Krzychem ćwiczyli różne pozycje ułatwiające koniom wchodzenie pod górki i schodzenie z nich, a nawet starali się samodzielnie kierować swoimi wierzchowcami, mimo, iż cały czas trzymałam ich dla bezpieczeństwa na lince zapiętej do wędzideł. Robiliśmy częste postoje, żeby pozbierac poziomki albo po prostu odsapnąć.
Orawa, Lipnica Wielka, Babia Góra, konie, kuce, jazda konna, bacówka, oscypki, bundz, żętyca
      Do bacówki dotarliśmy po półtorej godziny dobrego marszu. Pawełek się trochę złościł, że szliśmy za szybko, że miało być powoli itd. Po prostu musiał sobie pogadać i tyle. Humor poprawił mu się zdecydowanie po wypiciu kubasa żętycy i pożarciu świeżego oscypka.:)

    Kiedy dotarliśmy na miejsce, wszyscy mieszkańcy bacówki wylegli, żeby zobaczyć nasze rumaki - bardzo im się podobały. Z kucykami witał się również zza ogrodzenia cały bacówkowy inwentarz, który takie stwory widział na oczy pierwszy raz w życiu.
Orawa, Lipnica Wielka, Babia Góra, konie, kuce, jazda konna, bacówka, oscypki, bundz, żętyca
    Koniki rozsiodłałam, żeby mogły swobodnie odsapnąć i dałam im bacówkowej wody, którą wzgardziły w ten gorący dzień. Zasiedliśmy przy stole do serkowej uczty, po której niektórzy gotowi byli się nieco drzemnąć, nawet na twardej, drewnianej ławie.
Orawa, Lipnica Wielka, Babia Góra, konie, kuce, jazda konna, bacówka, oscypki, bundz, żętyca
      Najedzeni, napojeni i odpoczęci przygotowaliśmy się do drogi powrotnej. Wybrałam inną trasę - nie szliśmy już wzdłuż granicznych słupków, tylko lasami, zazwyczaj bardzo grzybnymi. Teraz niestety o grzybkach trzeba zapomnieć - jest tak sucho, że chyba jedynie jakiś desperat zdecydowałby się na wystawienie kapelutka ponad stwardniałą skorupę ziemi. Kilku takich desperatów udało nam się dorwać i do domu przynieśliśmy garsteczkę kureczek.
Orawa, Lipnica Wielka, Babia Góra, konie, kuce, jazda konna, bacówka, oscypki, bundz, żętyca
     Podczas wędrówki przez las, gdy zjeżdżaliśmy z górki, chłopcy wzięli sobie do serc moje nauki, żeby odchylić się do tyłu i zalegli na grzbietach swoich wierzchowców. W takich pozycjach zjechali z najbardziej stromej górki.:) Udało im się nie zasnąć.
Orawa, Lipnica Wielka, Babia Góra, konie, kuce, jazda konna, bacówka, oscypki, bundz, żętyca
      Kiedy na horyzoncie, po wyjechaniu z ostatniego kompleksu leśnego, ukazała się Babia i lipnickie domy przycupnięte w dolinie, moja menażeria odetchnęła z ulgą - wreszcie uwierzyli, że wybrałam właściwą drogę do domu, który w tym momencie stał się ziemią obiecaną, do której trzeba było dotrzeć jak najszybciej. Michałek miał nawet plan, że pojedzie galopem i będzie na miejscu baaardzo szybko. Kiedy jednak uświadomił sobie, że musiałby samodzielnie rozsiodłać Feliksa, umyć go i zaprowadzić na pastwisko, zrezygnował z tego pomysłu.

   Udało się wrócić - spacer był cudowny, konie nie wyglądały na szczególnie zmęczone i ochoczo poddały się zbiegom pielęgnacyjnym - myciu głaskaniu i nagradzaniu. Chłopcy (cała trójka) po napełnieniu brzuchów wylądowali w basenie, a ja zajęłam się resztą menażerii - Latoną i Ramziatym, które z utęsknieniem czekały na chłodzącą kąpiel.
Orawa, Lipnica Wielka, Babia Góra, konie, kuce, jazda konna, bacówka, oscypki, bundz, żętyca
    Przeszliśmy łącznie 14 kilometrów. Dupy może nie urywa, ale biorąc pod uwagę temperaturę i kondycję uczestników, to jest to dystans rewelacyjny.:)

7 komentarzy:

  1. Chętnie pojeździlabym na takim kucyku, ale chyba by nie wytrzymał ciężaru ... hihi!!!
    Pozdrowienia dla Pawełka :)
    - Brzęczymucha :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za pozdrowienia!
    Dorotka nie dodała tylko, że nasza kawalkada calutką drogę była atakowana przez różne skrzydlate stwory, Ich ambicją było wypicie z nas całej krwi. Ale daliśmy radę!

    Paweł, Pawełkiem zwany

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krwi mieszanej z żętycą ....? :P

      - Brzęczymucha

      Usuń
  3. zimna żętyca w bacówce - marzenie! gratuluję setnego wpisu - zobacz, jak ten czas szybko umyka, dopiero co założyłaś bloga a już pierwsza setka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iza, żętyca była, jak zawsze przednia, ale ja ją pomieszałam bardzo dokładnie z sokiem wiśniowym przyniesionym w plecaku. W efekcie w połowie drogi powrotnej rozbolał mnie brzuszek. A ja myślałam, ze jestem odporna na wszystkie mieszanki wybuchowe:)
      A czas umyka w zastraszającym tempie, co widać po blogu i starzejących się ekspresowo dzieciach...

      Usuń
  4. no pięknie! gratuluję kondycji i samozaparcia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wzajemnie! Też zrobiłaś wtedy ładną trasę.:)

      Usuń