niedziela, 6 marca 2016

Na tropie wiosny

     Wczesnym rankiem wyprawiliśmy Pawełka w drogę na drugi koniec Polski, a sami zebraliśmy się po śniadaniu na wyprawę w poszukiwaniu wiosny. Oczywiście najlepszym jej znakiem byłyby wiosenne grzyby, których miejscówki wytyczyły trasę eskapady. W ubiegłym roku pierwsze smardzówki znaleźliśmy 22 marca, więc dlaczego w tym roku nie miałyby się pojawić już teraz? Oczywiście nie tylko za grzybkami chcieliśmy się rozglądać, ale i za innymi znakami od Natury, sygnalizującymi, że już niedługo będzie zielono. Zobaczcie, co nam się udało wytropić.

     Z każdej strony rzucały się w oczy bazie - białe kotki zamieniły się już w kwitnące i pylące na żółto kwiatostany, które z pewnością przyciągnęłyby roje pszczół, gdyby te ostatnie były już obudzone z zimowego snu. Oglądając kolejne baźki zauważyliśmy wiewiórę buszującą w listkach w poszukiwaniu resztek w ubiegłorocznych spiżarniach. Długo nie zwracała na nas uwagi, dopóki staliśmy w "odpowiedniej" odległości. Próba podejścia bliżej zakończyła się ucieczką rudzielca na drzewo. Michaś, patrząc na zwinne skoki zwierzątka, stwierdził, że lepiej być wiewiórką niż dzieckiem, bo można sobie tak sprawnie skakać po wierzchołkach drzew.:)
     Dotarliśmy do smardzówkowego siedliska i zaczęliśmy metodyczne przeszukiwanie ściółki. Ponieważ mam większe zaufanie do wzroku Michasia i Krzysia niż mojego własnego, mobilizowałam chłopców do poszukiwań. Miałam nadzieję, że znajdziemy maluszki kilkumilimetrowego wzrostu, więc wszyscy zeszliśmy do poziomu ziemi i przepatrywaliśmy znajome miejsca, starając się równocześnie nie poczynić szkód. Powstrzymaliśmy się od rycia w ściółce, ale w paru miejscach odkrywaliśmy ubiegłoroczne liście, żeby podejrzeć czy coś się pod nimi nie ukrywa. Niestety, nasze, pełne poświecenia poszukiwania okazały się bezowocne. Szczerze mówiąc, byłam nieco zawiedziona.
     Poszliśmy dalej, w głąb lasu, ciągle realizując plan - nie ominęłam miejscówki piestrzenicy olbrzymiej, chociaż wiedziałam już, że nie ma szans na znalezienie tych grzybków, które pojawiają się w tym samym czasie, co smardzówki.
     Nie brakowało za to roślinnych znaków wiosny. Zdecydowanie największe listki rozwinęły się na dzikich bzach. Przy okazji podziwiania zieloności, patrzyliśmy oczywiście, czy nie wyrosły na nich jakieś uszaki. Ale w tym miejscu nie było nawet śladu tych zimowych grzybków.
     Zazieleniło się również na ziemi - spod warstwy szarej ściółki wyrosły liczne listeczki ziarnopłonów, które niedługo zakwitną na żółto, rozświetlając wiosenny las.
     Do życia rwą się również nowe drzewa - w wyszukiwaniu kolejnych siewek wyspecjalizował się Krzyś, któremu bardzo szybko brakło paluszków do zliczenia wszystkich maluszków. stwierdził zatem, ze jest ich dużo i wszystko dla wszystkich było jasne.:)
     Zakwitły też maleńkie kwiatuszki na leśnej polanie. Zauważyliśmy je zupełnie przypadkiem, podczas podziwiania pięknych kamieni.
     Pomiędzy okrzykami chłopców wyrażającymi entuzjazm na widok kolejnych zieloności, pojawiały się krzyki moje, nawołujące do oglądania nielicznych grzybków. Trafiły nam się żagwie zimowe, trąbki zimowe i kisielnica.
żagiew zimowa Polyporus brumalis
 trąbka zimowa Tubaria hiemalis
 trąbka zimowa Tubaria hiemalis
kisielnica kędzierzawa Exidia plana
    Był też grzybek - halucybek, jedyny w swoim rodzaju. Zasiedlił mur otaczający jednostkę wojskową. Dla Michałka nie do pojęcia było, że "chuligan" namalował taki piękny obrazek. Przywykł do wulgarnych napisów i bazgrołów, których nie brakuje na naszym osiedlu, a tu takie dzieło spod ręki malowniczego murów się trafiło.:)
     Na skraju lasu chłopcy wypatrzyli kępki leśnego szczypiorku, który już się ładnie zazielenił. Rzucili się na wątłe źdźbełka niczym konie na pierwsza trawę i zaczęli wypas.

     Weszliśmy na ruczajskie łąki. A tam miejscami aż żółto od podbiałków! Chłopcy pląsali między kwiatuszkami jak jakieś rusałki. Patrzyłam na urocze wiosenne wiatki i niczym nie zahamowaną radość życia moich dzieci, które potrafią się cieszyć wszystkim, co staje na ich drodze. Oby tę umiejętność zachowali na całe życie!
    Wracaliśmy z czterogodzinnego spaceru przez "ujoty". Krzychu już trochę marudził na obolałe nogi, ale nie darował sobie spindrania po wysokich głazach.
     A ja nie darowałam wiośnie, którą zapisałam na karcie pamięci. Zakwitła tu znacznie bardziej niż w lesie.
     Nie brakowało też grzybków, które wyrosły na korze rozsypanej pod drzewkami. Nie mam pewności co do ich oznaczenia, więc niech pozostaną na razie bezimienne.
     Wiosna zagościła również na rabatkach przed naszym blokiem. Kwitnące dzisiaj krokusy są najlepszym dowodem na szybkość z jaką wiosna zaczyna swoje władanie nad światem. Grządki na podwórku oglądaliśmy w środę - były wtedy niewielkie zielone kiełki krokusowe, a dzisiaj, proszę bardzo - kolorowo i radośnie.

11 komentarzy:

  1. Pięknie odpisałaś wiosnę :) ja tym razem nie wybrałem się do lasu.. Ale jak wczoraj pisałem czekałem na informacje od Ciebie co do smardzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smardzowate jeszcze śpią. A wiosna piękna jest i warto ją pooglądać w lesie.:)

      Usuń
  2. Z przyjemnością przeczytałam to wiosenne przywitanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi! Teraz to już z każdym dniem będzie bardziej wiosennie.:)

      Usuń
  3. Piękna wyprawa.
    My też wczoraj włóczyliśmy się po lasach. Kisielce są. Kędzierzawe i trzoneczkowate, drzewa puszczają pączki. No i podbiał.
    Nie wiem, jak to się opublikuje, więc się podpisuję: Jola Kozak :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie Jolu, że się wyrwaliście do lasu. :) Ja od dzieciństwa bardzo lubię "pospolite" podbiały; są przepiękne.:)

      Usuń
  4. Często chodzimy po lesie. Na razie w okolicach Knurowa. Za kilka miesięcy już w okolicy Częstochowy. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeprowadzacie się? Koło Częstochowy są piękne lasy.:)

      Usuń
  5. U mnie na działce listki wychyla -tawlina jarzębolistna- czarny bez też - A kwitnie Dereń Jadalny- znalazłem - miodówkę kwitnącą - ale tylko jedną - Podbiału to nie widziałem - ale on wybiera inne stanowiska - - trochę wypuszcza listki czosnek niedźwiedzi - jedna cebulka kupiona 2 lata temu na allegro - Piołun pospolity - i dużo śnieżyczek - i szafirków - kilkanaście kępek niebieskich przylaszczek - małe pączki na cytryńcu - i trochę lekko zielenią się na drzewkach owocowych -Na jednym krzewie to jeszcze owoce wiszą -rokitnik - ptaki nie podjadały --A w poradnikach piszą że je lubią --chyba zbyt kwaśne - takie owoce -ż dnia na dzień będzie więcej wiosennych akcentów - chyba że śnieg znów zaskoczy - - albo mróz -Chociaż już wracają dzikie gęsi - 2 klucze widziałem - usłyszałem gęganie i gdy wyszedłem na większy lepszy widok –bez zasłaniających drzew - to wyraźnie było widać jak leciały na południowy wschód- bardziej w stronę Zamościa Pozdrawiam - Serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przelatujące gęsi to już nieomylny znak, że WIOSNA zagości na dobre.:) Nocne przymrozki jej nie zatrzymają (widzę przez okno, że dzisiaj też szron przykrył dachy i trawniki).

      Powodzenia w dalszych obserwacjach wiosennych! Pozdrowienia serdeczne!

      Usuń