wtorek, 21 września 2021

Po dwóch tygodniach na Orawie

 

    Dwa tygodnie dałam orawskim lasom odpocząć od mojego pazerniactwa i liczyłam na to, że przez ten czas zbiorą wszystkie siły, żeby w połowie września eksplodować obfitością i różnorodnością koszykowców i ciekawostek. Po przeprowadzonej inspekcji, stwierdziłam, że nie wykorzystały dobrze tego czasu i prawdęmówiąc, jestem zawiedziona. Nie tylko ja zresztą - do Lipnicy zjechało sporo grzybiarzy, którzy też liczyli na obfite zbiory, a znaleźli tyle, co ja albo i mniej. Zobaczcie zresztą sami,na co można liczyć jadąc pod Babią.

poniedziałek, 6 września 2021

Wrześniowy koszyczek orawski


      Po trzech dniach spędzonych w Krakowie, rozpoczęciu roku szkolnego i próbach ogarnięcia miejskiej rzeczywistości. Po nacieszeniu się konikami, które za rok już nie będą zostawać na wakacje, tylko pojadą ponownie na Orawę, czekaliśmy z utęsknieniem na weekend. Te trzy dni zmęczyły mnie bardziej niż miesiąc wakacyjnej roboty w polu.;) W piątek zwolniłam chłopaków wcześniej ze szkoły (i tak te pierwsze lekcje niczego nie wnoszą) i pojechaliśmy na wieś. Po przyjeździe Zołza eksplodowała radością, bo to przecież miejsce, które zna znacznie lepiej niż krakowski domek. To własna łąka, podwórko i las. I jeszcze wieczorny grill, na który młoda melduje się natychmiast jak tylko zobaczy, ze z magicznego pudła zwanego lodówką przekłada się różne pachnące zawiniątka do koszyka. Piątkowe popołudnie w Lipnicy tak nas domęczyło, że poszliśmy spać z kurami albo nawet chwilę wcześniej niż one.

poniedziałek, 30 sierpnia 2021

Koniec wakacji

 

    Wszystko ma swój nieuchronny koniec, który zazwyczaj następuje za wcześnie, za szybko i nie wtedy, kiedy by się chciało. Tak jest każdego roku z wakacjami i tak dzieje się teraz. Tegoroczne wakacje żegnają nas obfitymi łzami wylewanymi z szarego nieba. Nie jest tak źle, bo wielki wysyp grzybowy został w całości wykorzystany i się zakończył. Teraz w lesie można pospacerować, pooglądać grzybowe cuda, ale koszyka już się za bardzo nie napełni, chociaż na chwilę obróbki zawsze się coś spazerniaczy.:) A bywało czasem znacznie trudniej opuszczać babiogórskie tereny, bo intensywny wzrost grzybów był w pełni, a raz zaczął się dokładnie dzień przed naszym wyjazdem do miasta. Tak, ze teraz żegnamy się z wakacjami w pełni spełnieni pazerniaczo.

wtorek, 24 sierpnia 2021

Sierpniowe wejście na Babią

 

    Kontynuujemy tegoroczne wyzwanie - Babia została zdobyta po raz ósmy. Dniem wejścia była sobota. Gdyby nie Zołza, poszlibyśmy zapewne w jakiś dzień w środku tygodnia, kiedy na szlaku są pustki. Ale Zołza jest jeszcze za malutka, żeby iść na Babią albo zostać samotnie w domu, a już za ciężka, żeby ją wynieść na górę w nosidełku. Trzeba było zatem iść na górę w dzień weekendowy, kiedy córeczka mógł się zająć tata Pawełek. Żeby nie zostawiać ich zbyt długo samych, wybraliśmy najszybszy szlak zielony, którym weszliśmy i zeszliśmy. Tym razem do mnie, Michała i Krzycha dołączyli Natalka i Piotr. Wyjechaliśmy z kwatery o 6:30, a kwadrans później ruszyliśmy na szlak.

piątek, 20 sierpnia 2021

A ja rosnę i rosnę...


     Zołza rośnie jak na drożdżach. Każdego dnia jest większa, cięższa i ma coraz to nowe, niejednokrotnie bardzo kreatywne, pomysły. Zrobiła się też zdecydowanie odważniejsza i wielki świat już jej tak nie przeraża, w związku z czym nie pilnuje nas tak, jak na początku i zaczyna chadzać własnymi ścieżkami. Dopóki jest to bezpieczne, podążam za nią, ale kilka razy trzeba było dziewczynkę zawrócić, bo schodziła na manowce. Na szczęście jedzonko w kieszeni działa w takich przypadkach cuda.:) Odnośnie jedzonka i kieszeni, zastanawiam się, gdzie ja będę trzymać łapówki dla koni. Obecnie "ich" kieszeń przejęła Zołza, a przecież niedługo wakacje się skończą i wrócimy do krakowskiego życia. Obawiam się o Zołzę, która miejskiego życia zupełnie nie zna. Staramy się ja trochę oswajać z ruchem na drodze, ale nie ma pod tym względem porównania między Lipnicą, a Krakowem. Na pewno będzie miała stres. Pamiętam jak dziś, jak malutki Michałek, po powrocie z trzymiesięcznego pobytu na wsi, nie umiał chodzić po betonowych płytkach chodnikowych, a winda wywoływała przerażenie...

środa, 11 sierpnia 2021

Grzybobranie z gościem z Poznania

 

      Dwa poprzednie tygodnie w orawskich lasach były cudowne pod względem grzybowym - grzybów było nie do wyniesienia i można było jeździć do lasu z przyczepką. Teraz już tak bogato nie jest, ale koszyk można napełnić. Przekonał się  tym Piotr, który przyjechał do nas z Poznania, żeby popazerniaczyć w górskich lasach. Jechał całą noc, żeby ran ruszyć na pozysk, ale musiał chwilę poczekać, bo Michał z Krzychem jeszcze spali. Na poszukiwania grzybów ruszyliśmy o ósmej, wybierając las, w którym tydzień temu mieliśmy rekordowy, tegoroczny zbiór.

niedziela, 1 sierpnia 2021

Zołza


    24 lipca do Menażerii dołączyła Zołza, moja córeczka. Od dawna wiedziałam, że pojawi się w naszym domu, bo czekałam tylko na moment, w którym Michał i Krzyś będą już prawie samoobsługowi i dadzą radę pomóc w opiece nad młodszą siostrzyczką, a nie będą tej opieki wymagać bardziej od niej. Również rasę wybrałam dawno temu. W ubiegłym roku wiosną doszłam do wniosku, ze to najwyższa pora, żeby znaleźć hodowlę, z której Zołza będzie się wywodziła. Tu trafiłam na schody, których się nie spodziewałam, bo po kilku kontaktach internetowych i telefonicznych okazało się, że odpowiednimi właścicielami borderów są tylko posiadacze tych psów, a dołączenie do tego grona jest mocno ograniczone. Wpływ na to miał też ogromny bum na szczeniaki wywołany wirusem. Nie zrezygnowałam z poszukiwań i znalazłam hodowcę, który potraktował mnie jak klienta, a nie intruza. Zołza miała do nas trafić dopiero jesienią, po zakończeniu intensywnych wakacyjnych działań, ale pojawiła się na świecie wcześniej i jest z nami już tydzień, a ja sobie przypominam jak to jest z małym dzieckiem w domu i w lesie.:)

wtorek, 27 lipca 2021

Lipcowe wejście na Babią

 

      Lipcowe wejście na Babią wyróżnia się tym, że Wiola, która dotychczas wiernie mi towarzyszyła w realizacji długoterminowego przedsięwzięcia, zrezygnowała  ze zdobycia szczytu na rzecz pozysku borówek na Babiej. Uzgodniłyśmy, że nazbieranie pięćdziesięciolitrowego kosza owoców i zniesienie go z połowy wysokości góry, jest na tyle trudnym wyzwaniem, że spokojnie można Wioli to lipcowe wejście zaliczyć. Zwłaszcza, że z takim koszem biega po Babiej codziennie... 

     W związku z powyższym miałam do towarzystwa wyłącznie męską ekipę - Michała z Krzychem, Miłosza oraz Eryka. I w końcu zrealizowaliśmy plan zejścia na stronę słowacką, co mnie się bardzo podobało, a chłopakom niestety nie. Ale o tym za chwilę. Na razie ruszamy pod górę.

wtorek, 20 lipca 2021

Po deszczu w orawskich lasach

 

      Po obfitych opadach deszczu, które kilkakrotnie dogłębnie namoczyły ściółkę, po gorących i parnych dniach, wreszcie po ciepłych nocach, grzyby powinny galopem meldować się na swoich miejscach pod drzewami, w trawie, nad strumykami i na wzniesieniach. Powinno być na bogato i kolorowo w lesie. No właśnie... Powinno być, a nie jest. Najbardziej chyba zdumiewa mnie brak siatkoblaszków maczugowatych, które standardowo startowały w ostatnich dniach czerwca, a najpóźniej w pierwszych dniach lipca. W tym roku nie pokazała się ani sztuka na żadnym ze znanych mi, bogatych stanowisk. Jeżeli wyskoczą teraz, będą miały dokładnie miesięczne opóźnienie. A co rośnie? Zobaczcie sami.

wtorek, 13 lipca 2021

Pierwszy szlachetniak z orawskiego lasu

 

    Orawskie grzyby mają w tym roku strasznie pod górkę. Jak nie zimno i śnieżnie, to upalnie i sucho. Wszystkie okoliczne burze i deszcze dokładnie nas omijały. Największe przeleciały wysoko nad nami i pognały do Krakowa, gdzie narobiły sporo zamieszania. Z jednej strony dobrze, że gwałtownych zawirowań burzowych nie było,ale z drugiej pragnienie deszczu wyzierało z każdego zakamarka. Ziemia popękała miejscami tak, że potworzyły się w niej dwucentymetrowe szpary jak na pustyni. Z nieba lał się żar, Michał z Krzychem odmówili współpracy i siedzieli w basenie, a ja desperacko każdego dnia szukałam równie jak ja zdesperowanych grzybów. W sobotę, 10 lipca, w tych wysuszonych okolicznościach udało mi się znaleźć pierwszego borowika szlachetnego.