sobota, 8 stycznia 2022

Królewski spacerek po puszczy

      Podczas spotkania z młodszymi dzieciakami, Michał i Krzyś na chwilę zapominają, że są już nastolatkami muszącymi nieustannie narzekać, wykłócać się i pyskować. W takich chwilach stają się z powrotem uśmiechniętymi dzieciakami, które potrafią się cieszyć i dobrze bawić w każdych okolicznościach przyrody. Tak było w Puszczy Niepołomickiej w czwartek, gdzie spacerowaliśmy z ciotkami, wujkiem, Nikosiem, mikołajem i koleżanką Zołzy - Stefanią.

niedziela, 2 stycznia 2022

Zaczęliśmy nowy rok grzybowy

 

    Miniony rok pod względem grzybowym był dla Menażerii zdecydowanie kiepski. W ilościach zadowalających pojawiły się jedynie smardzówki, a pozostałe gatunki zdecydowanie ogłosiły oczekiwanie na inny rok. W lecie przez chwilę sypnęło szlachetniakami, ale większość z nich posiadała bogate życie wewnętrzne i byłam zmuszona zostawić je na dalsze zjadanie przez robactwo. A! jeszcze muchomorów czerwieniejących było sporo i jeśli idzie o marynaty, to one ratowały mój pazerniaczy wizerunek. Jesień była fatalna, bo nie rosło zupełnie nic. Pogoda dla grzybów była idealna, a one poszły spać w połowie września i zobaczymy, kiedy się obudzą. Tyle podsumowań, a teraz z nowym rokiem raźnym krokiem w las albo przynajmniej w krzaczory. Zaczęliśmy ten nowy rok grzybowy całkiem przyzwoicie i oby to było dobrą wróżbą na kolejne dni i miesiące.

poniedziałek, 27 grudnia 2021

I już po świętach...

 

    Od 2009 do 2020 roku święta spędzaliśmy na wyjeździe, więc zamiast robienia zakupów i szykowania jedzonka, trzeba się było spakować, a później rozpakować i chodzić na wycieczki i spacery, znajdować zimowe grzybki i korzystać z tego, co przygotowali inni. Rok obecny z założenia miał być inny, bo świąteczny czas mieliśmy zamiar spędzić w naszym własnym wiejskim domku, który miał być gotowy pod koniec grudnia. Te plany leżały w gruzach już od jesieni albo nawet od lata, bo było już wiadomo, że na grudzień nie będzie ani domku, ani kominka, ani paru innych rzeczy, które być miały, a nie są. W efekcie zostaliśmy w naszym krakowskim domku. Dla Michała i Krzysia to były pierwsze święta spędzone w domu, a nie na wyjeździe. Ale i tak nie było nudno, bo całe stado zostało wyprowadzone i przegonione na spacerkach.

środa, 15 grudnia 2021

Śnieżne szaleństwo

 

     W porównaniu z Krakowem, okolice Babiej Góry prezentują się jak bajkowa kraina. Bielutko, czyściutko i zabawnie. W sobotę rano tak przymroziło, że Zołza po paru minutach spaceru zamarzła na paździapie. Końcówki wąsów, brwi i dłuższych włosów posiwiały momentalnie, ale zupełnie jej to nie przeszkadzało w okazywaniu radości z psiej egzystencji. Bardzo mi się spodobało określenie śniegu w odniesieniu do zachowania psów - sypnęli kokainą.:) Tak właśnie od rana Zołza dawała czadu w śnieżnych zaspach. I wcale nie chciała iść na śniadanie, bo chyba nie bardzo wierzyła, że oprócz wolności na działce, pójdziemy na długi spacer. Po raz nie wiem już który pomyślałam sobie: "jak to dobrze, że ona jest i wprowadza tyle dziecięcej energii w codzienność". Chłopaki już się tak zestarzały, że zatracili zdolność cieszenia się kokainą z chmur.

wtorek, 7 grudnia 2021

Dwunasty raz na Babiej w 2021 roku

     Mogę napisać, ze ja swoje postanowienie na 2021 rok, zwane też wyzwaniem lub czelendżem zrealizowałam. Dwunaste, grudniowe wejście i zejście z Babiej stało się faktem dokonanym. Towarzyszyli mi Michał i Krzyś. To oni najwytrwalej wędrowali ze mną przez kolejne miesiące na szczyt Babiej. Nie byli tylko w lutym, kiedy ilość śniegu wymagała założenia rakiet (chłopaki tego sprzętu jeszcze nie mają ze względu na szybki przyrost długości stóp), ale Krzyś nadrobił ilościowo to wejście w lipcu, kiedy był na Babiej dwukrotnie. Michał opuścił jeszcze jedno wejście, więc sumarycznie był na szczycie 10 razy. 

    Jakie refleksje po zakończeniu zadania? Przede wszystkim - Babia jest niesamowita i wyjątkowa w każdym miesiącu roku, o każdej porze. A ja nadal jestem uparta i jak sobie coś umyślę, to nie ma opcji, żeby było inaczej. Znaczy się jeszcze nie zgnuśniałam od dobrobytu.;)

wtorek, 23 listopada 2021

Zołza poznaje zimowe grzyby

 

    Temperatury i długość, a właściwie krótkość dnia wywołały na świat zimowe grzyby. Prawdę mówiąc, na moich stałych miejscówkach nie miałam kiedy ich w tym roku poszukać, bo różne zajęcia w ciągu tygodnia zabierają cały czas, a weekendy, ze względu na prace budowlane, spędzamy wszystkie pod Babią. Nie jeździło się na Orawę w listopadzie czy grudniu, bo to był czas na spacery w innych lokalizacjach. Ale teraz się wszystko pozmieniało i koniecznością jest poszukanie stanowisk zimowych grzybków tam, gdzie jest szansa pochodzić. Orawa nie sprzyja zimowym gatunkom, bo mało tu drzew liściastych, a temperatury też sporo niższe niż na przykład w okolicy Krakowa. Niemniej, w sobotę udało się znaleźć miejscóweczkę zimówkową. To pierwszy gatunek z zimowej trójcy, jaki poznała Zołza.

niedziela, 14 listopada 2021

Niepodległościowy marsz na Babią


     Połączenie listopadowego wejścia na Babią z marszem niepodległościowym z okazji święta 11 listopada, przyszło mi do głowy miesiąc temu, podczas październikowego zdobywania szczytu Babiej Góry. Zapytałam Krzysia, czy będzie niósł flagę na szczyt, a on był zachwycony tym pomysłem. Spakowałam więc flagę na przedłużony z powodu święta wyjazd weekendowy i zgodnie z planem ruszyliśmy o siódmej rano na przełęcz Krowiarki. Pawełek nas podwiózł i wrócił do Lipnicy, żeby opiekować się Zołzą, która w dalszym ciągu jest za młoda, żeby ją wziąć na szlak. 

    Na parkingu było już dużo samochodów, a między nimi uwijał się tłum chętnych do wejścia na górę. Osobiście wybrałabym mniej uczęszczany szlak, ale Michał marudzi, ze inna droga jest zbyt męcząca. A skoro już się zdecydował iść, to podjechaliśmy na szlak, który jest dla niego wystarczająco lekki. Pogoda zameldowała się na starcie dnia rewelacyjna, bardziej kwietniowa niż listopadowa - ze słoneczkiem, bezchmurnym niebem i ciepłym wiatrem. Nie spodziewałam się tak doskonałych warunków na listopadową wycieczkę. Minusem takie pogody była duża ilość turystów. Krzychu wziął flagę i poszliśmy zakupić bilety.

środa, 3 listopada 2021

Stary miesiąc, nowy czas

 

     Dobił październik do swego kresu rozświetlony słońcem i tak ciepły, ze w ciągu dnia trzeba było zrzucać kurtki i bluzy, bo spokojnie wystarczała koszulka z krótkim rękawkiem. Ostatni weekend z taką przepiękną aurą dał nam dodatkowo godzinę w gratisie, co oczywiście skrupulatnie wykorzystaliśmy na ciekawe działania. Grzyby pozostały niestety niewzruszone i czekają w uśpieniu na przyszły rok. W związku z tym zostały nam bezpozyskowe spacery, które są na tyle atrakcyjne, że nawet bez pełnego koszyka chce się iść. Przynajmniej mnie i Zołzie.

środa, 20 października 2021

Złoty październik

 

   Październik od początku swego istnienie, zaskoczył na Orawie kompletnym brakiem grzybów pozyskowych. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek było aż tak kiepsko. To teraz powinien być złoty czas pieprzników trąbkowych, opieniek i orawskich rydzów. A ich nie ma. Za to październik zaskakuje dalej - teraz piękną pogodą, słońcem, ciepłem w ciągu dnia i niemal zupełnym brakiem opadów. Coś tam sypnęło krupem śnieżnym, ale to był tylko taki incydent półdniowy i zaraz wróciło słoneczko. W takich warunkach bezgrzybowych na sobotni spacer pod Babią zapomniałam nawet zabrać koszyk. Nie był zresztą do niczego potrzebny, chociaż parę grzybków po drodze się trafiło.

wtorek, 12 października 2021

Październik na Babiej


       Wykrusza mi się, oj wykrusza towarzystwo do comiesięcznych wejść na Babią. W październiku odpadł Michał, który stwierdził, ze jemu się tak nie chce męczyć. Ostał mi się jeno Krzyś, który, znając jego upór odziedziczony po mamusi, dotrwa do ostatniego, grudniowego wejścia. Nie czekałam na kolejny weekend październikowy, tylko zdecydowałam, ze trzeba wykorzystać pogodę i w październiku mieć jeszcze bardziej jesienne niż zimowe wejście. A jesień przyszła biegusiem - w porównaniu ze stanem sprzed dwóch tygodni, kiedy to robiliśmy wrześniowe wejście, przyroda znacznie zbliżyła się do zimy.