Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wychowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wychowanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 lutego 2022

I po feriach 2022

 

    Zimowe ferie 2022 można byłoby zaliczyć do tych bardzo udanych, gdyby nie zawisło nad nimi widmo zdalnego nauczania przez następny miesiąc. Jak przeczytałam o kolejnym zmarnowanym miesiącu nauki i życia moich dzieci, to opadły mi ręce i nie tylko. Bez sensu, bez logiki, byle cokolwiek ogłosić i pozorować, że coś się robi. Tylko dlaczego po raz kolejny kosztem dzieci??? Ja się już wcale nie dziwię, ze im się nie chce. Tym razem nawet nie mają w domu książek i ćwiczeń, bo wszystko zostało w szkole przed feriami. I w sumie nawet byli zadowoleni, że nie trzeba wstawać i jechać do szkoły. Żeby tak całkiem nie zaginęła pamięć o tym, co było przyjemne, kilka migawek z drugiego tygodnia ferii.

piątek, 19 marca 2021

Drugi raz w pandemicznych czasach


     Michał już drugi raz załapał się na urodziny pod znakiem pandemii. Rok temu wszystko zostało odwołane w ostatnim momencie. Michał miał wtedy, w ramach urodzinowego prezentu, lecieć z ciocią do Anglii, gdzie czekały na niego specjalne atrakcje. W ostatniej chwili zdecydowaliśmy z Pawełkiem, ze go jednak nie puścimy na tę zagraniczną eskapadę. I całe szczęście, bo wróciłby dopiero w czerwcu... Do tej pory pamięta jakiego miał niefarta urodzinowego i co jakiś czas przypomina jak to nie spełniliśmy obietnicy. Myślę, że na zagraniczną wycieczkę z przelotem jeszcze trochę sobie poczeka, bo na razie nigdzie się nie wybieramy. 

    W tym roku, z wiadomych względów, też nie było możliwości zaproszenia na imprezę kolegów z klasy, ale zrobiliśmy Miśkowi imprezę wyjazdową, żeby odczuł boleśnie jaki już jest stary.;)

wtorek, 19 stycznia 2021

Ferie, ferie i po feriach


      Kiedy jeszcze przed świętami zaczęło się szkolne wolne, wydawało się, ze ten miesiąc zimowej laby będzie trwał i trwał w nieskończoność. Tak się wydawało mnie i tak myśleli Michałek z Krzychem, którzy z dnia na dzień odkładali różne czynności okołoszkolne, stwierdzając, że przecież mają bardzo dużo czasu... A czas, jak wiadomo - wredne stworzenie, mijał sobie bez ustanku i nawet nie wiadomo kiedy znikał. Najszybciej spylał na finiszu, czyli w ostatnim tygodniu ferii, kiedy zamiast odpoczywać od towarzystwa moich kochanych dzieci, zorganizowałam im zimowisko. 

    Odkąd chłopcy poszli do szkoły, tydzień zimowych ferii spędzali z dala ode mnie, a ja nabierałam sił na przetrwanie z nimi przez kolejne miesiące roku szkolnego. W tym roku zorganizowane zimowisko zostało odwołane, więc byłam zmuszona wziąć sprawy we własne łapy i wywieźć chłopaków z dala od miasta. Szybko się okazało, że ferie z matką są jeszcze lepsze od innych i chłopaki już planują wyjazd ze mną również na następne zimowe ferie... Zresztą  mnie ten ostatni tydzień też śmignął bardzo szybko i chociaż za zimą nie przepadam, to ta była wyjątkowo urokliwa.

niedziela, 20 grudnia 2020

Co Michałek robi w czasie zdalnego nauczania


     Zdalne nauczanie trwa sobie w najlepsze i tak myślę, ze nieszybko to się zmieni. Patrząc na chaotyczne i bezsensowne działania nierządu, obstawiam najwcześniejszy, najbardziej optymistyczny  termin pójścia dzieci do szkół na początek kwietnia. Wariant pesymistyczny zakłada zakończenie tego roku szkolnego w formie zdalnej. udało nam się nieco tę zdalną naukę oswoić. Na pewno dużo dało przeniesienie nauki na jedna platformę. Przed wakacjami każda lekcja była na innym komunikatorze i samo spamiętanie gdzie i co, było problematyczne. Wtedy jeszcze chłopcy, a zwłaszcza Krzychu nie byli gotowi na samodzielne zostawanie w domu. Towarzyszyłam im i pomagałam. Teraz już zostają w domu sami i jakoś sobie radzą. Dużo rozmawiamy na temat lekcji i kiedy dzieci strasznie już psioczą na to siedzenie w domu, staram się wyszukiwać jakieś plusy (chociaż są one głęboko ukryte) takiej formuły uczenia się. I tak, mówię kiedyś do Michała, człowieka bardzo zajętego, narzekającego na ciągły brak czasu, że nie traci tegoż czasu na dojazdy i powroty do szkoły. A Miś mi na to, ze nie traci też czasu na lekcje... No kurczę same plusy. I tak się głębiej nad tym,co powiedział zastanowiłam. I widzę, ze ma rację!

    Michał jest prawdziwym człowiekiem renesansu, takim małym Leonardem interesującym się wszystkimi dziedzinami i we wszystkim posiadającym zdolności. Teraz, kiedy lekcja leci on-line, oprócz uczestnictwa w niej, Michałek spokojnie może poczytać w trakcie książkę, zbudować machinę, obejrzeć jakiś filmik ciekawy na YT, wykonać doświadczenie fizyczno - chemiczne, zrobić projekt i wydrukować coś na drukarce 3D (ostatni hit mikołajowy). Oczywiście w czasie trwania lekcji odrabia wszystkie zadania z innych przedmiotów, żeby nie tracić na to bezsensownie czasu po lekcjach, a czasem nawet pomoże bratu zdalny sprawdzian napisać.:) Zdalne nauczanie nauczyło go umiejętności kombinowania, jakże przydatnej w życiu (kolejny plus). Nauka szkolna na tym rozparcelowaniu uwagi na różne działania w żaden sposób nie ucierpiała, o czym świadczą oceny na poziomie celująco - bardzo dobrym. Za to z przerażeniem stwierdzam, że wiedza pozaszkolna Michałka osiąga coraz wyższe poziomy w takim tempie, że nie mogę za nim nadążyć. Tempo nabywania nowych umiejętności najlepiej pokazuje przygoda z kostką.

wtorek, 8 grudnia 2020

Mikołaj inny niż wszystkie


      W tym roku nie było rozmów o Mikołaju i prezentach od niego, chociaż przez ostatnie lata takie dyskusje chłopcy prowadzili od września. Nie było też pisania listów do świętego Mikołaja, co zazwyczaj następowało w połowie listopada, jeszcze przed Krzysiowymi urodzinami... O nic chłopaków nie pytałam ani o niczym im nie przypominałam, bo o czym jak o czym, ale o prezentach mikołajowych to oni na pewno nie zapomnieli. W końcu, pod koniec listopada, wszystko się wydało - otóż Michałek z tatą weszli w potajemne konszachty i za moimi plecami zamówili prezent dla Michałka. Pawełek przyznał się, że wszystko z Michałem uzgodnił, a prezent ma pokryć zapotrzebowanie mikołajowe i gwiazdkowe. Skoro sprawa już się rypła, to zapytałam Miśka czy już nie wierzy w istnienie Mikołaja przynoszącego prezenty. A on, z rozbrajającą miną powiedział, że już rok temu wiedział, ale jeszcze bardzo chciał wierzyć i matka taka była przekonująca, że jeszcze odrobinkę się łudził, że to prawda. Ostatecznie dziecinną wiarę zabił internet, w którym zostały znalezione wszystkie informacje na temat Mikołaja. I już wiadomo, czemu Michał listu nie pisał, tylko tatę do zakupu przekonał.

niedziela, 22 listopada 2020

Ostatnie dziecko jest już przeszłością

 

    Stało się! Nie ma już w mojej Menażerii dziecka! Najmłodszy Krzyś skończył 10 lat i jest już nastolatkiem. Nie wiem sama, czy cieszyć się, czy smucić, ale już myślę o zastępstwie dla najmłodszego, żebym miała z kim na spacery chodzić, kiedy moje nastolatki całkiem odmówią współpracy. Na razie jeszcze Krzychowi się chce, ale Michał już coraz częściej ma napady lenistwa i woli zostać w domu i czytać książki albo konstruować wynalazki niż włóczyć się z matką po lasach, łąkach czy bezdrożach. Tak było na przykład w dniu urodzin Krzysia, czyli w ostatnią sobotę, 21 listopada. Te dziesiąte urodziny Krzysiowe inne były od dotychczasowych. Wiadomo czemu... Nie było imprezy z kolegami, urodzinowych atrakcji, wielu prezentów ani tortu. Ale za to bł wspaniały dzień i długi spacer sam na sam z mamą.

poniedziałek, 2 listopada 2020

Jak chłopaki zwalczyły ostry cień mgły

 

    Decyzja o zamknięciu cmentarzy w żaden sposób nas nie dotknęła ani nie wprowadziła chaosu w planach, bo już od dawna mieliśmy zamiar spędzić ten dzień inaczej niż w latach ubiegłych. Miś i Krzyś bardzo się cieszyli na ten inny scenariusz pierwszolistopadowy, bo w planach było spotkanie z Mikołajem i Nikodemem, a chłopaki przepadają za sobą, mimo że dzieli ich różnica ładnych paru lat.  Chcąc więc jak najszybciej rozpocząć wspólne harce, obudzili się jeszcze, kiedy było ciemno. Jak się już rozwidniło, okazało się, że za oknem nadal nic nie widać, bo cały świat zasłania gęsta mgła. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy w tę mgłę, a Michał stwierdził, ze będą walczyć z ostrym cieniem mgły i natychmiast zaczęli obydwaj rapować, prezentując rozmaite przeróbki znanego już tekstu. Nie miałam pojęcia, że są w tym zakresie tacy wyszkoleni.

wtorek, 27 października 2020

Druga fala epidemii strachu i tresury społeczeństwa


    Eksperyment rozpoczęty wiosną trwa w najlepsze. Po chwilowym popuszczeniu smyczy mającym na celu ponowną elekcję tego samego nierządu, przyszła druga fala, na której buja się w najlepsze totalna arogancja władzy mającej naród w głębokim poważaniu i wmawiającej temu narodowi, że robi to dla jego dobra. Na seniorów tupnęli nogą, kazali siedzieć w budzie i najlepiej z niej się wcale nie wychylać, nawet w godzinach specjalnie dla nich wprowadzonych. Dzieciaki uziemili i tylko tym, z których jeszcze da się coś złupić na rzecz zakładu utylizacji społecznej i nierządu, wolno jeszcze trochę dychać. Ale tylko do czasu, bo trzeba przecież zatrzymać protesty, więc za chwilę ogłoszą, że wszyscy mamy w budzie siedzieć i nie ujadać. Oczywiście w imię naszego dobra. Dorośli jakoś sobie radzą, ale dzieciaki to mają totalnie przerąbane, a ich psychika jest już tak przeorana przez koronę, że pewnie zostanie tam na zawsze. Prosta sytuacja z soboty - jesteśmy w lesie "Pod Małpą". Co prawda małpy już dawno nie ma, bo padła łupem przemijania, ale jej miejsce zajęli potomni. I jest ich aż trzech - Mario, Misiaczek i zielony żabo-królik. Rok temu chłopaki moje by się ucieszyły, ze las ma nowych mieszkańców, pooglądaliby maskotki i poszli dalej. Ale rok korony zmienił wszystko, więc od razu stwierdzili, że zorganizowaliśmy nielegalne zgromadzenie. Łamanie obostrzeń weszło nam w krew, a chłopaków to bardzo cieszy, więc i to zgromadzenie na nielegalu ich uradowało, a Michałek natychmiast stwierdził, że oprócz tego, że się zebraliśmy w szóstkę, to jeszcze nie mamy mord zasłoniętych.

niedziela, 26 kwietnia 2020

Ewakuacja z miasta i orawskie smardze

grzyby 2020, grzyby w kwietniu.grzyby wiosenne, smardze
     Ta myśl dojrzewała od początku ogłoszenia zagrożenia ze strony wirusa. Kolejne przedłużenia zamknięcie szkół i innych przykrych dla nas zakazów, sprawiły, że w końcu ewakuowaliśmy się na naszą orawską wieś już teraz, a nie po zakończeniu roku szkolnego. Pawełek będzie musiał wrócić do pracy w Krakowie, ale ja z Michałkiem i Krzysiem będziemy działać wirtualnie. Mógłby to być zatem nasz najdłuższy i najintensywniejszy okres smardzowy na Orawie, gdyby nie dwie przeciwności losu - zamknięte granice i niemożność pobuszowania po słowackich miejscówkach i jeszcze straszniejsza od tego zamknięcia susza. Oczywiście, tuż po zrzuceniu bagaży, pognalismy sprawdzić, co słychać na smardzowych miejscówkach.

środa, 22 kwietnia 2020

Śniadanko z chomikiem, czyli dalsze losy Imperatora

    Imperator stał się już przez tę przedłużającą się kwarantannę pełnoprawnym członkiem Menażerii. Michał i Krzyś stwierdzili, że teraz to już jest bardziej nasz niż szkolny. I dopominają się, żeby coś o nim na blogu napisać. Wczoraj trafiła się okazja do nagrania filmiku z Imperatorem w roli głównej, więc już nie wypada mi odsuwać w czasie zamieszczenia kolejnej porcji informacji o "naszym" chomiczku.

czwartek, 26 marca 2020

Sen o Imperatorze

    Tak, tak... Mamy znowu Imperatora w naszym domku. Dołączył do Menażerii na czas zarazy. A było to tak: w czwartek, przedostatni dzień otwartych szkół, zapytałam Michałka kto się zaopiekuje chomikiem w czasie, wtedy jeszcze, stanu epidemicznego. Michaś stwierdził, że pewnie go pani zabierze. Rzuciłam więc, że w sumie to moglibyśmy przygarnąć Imperatora, tak jak w czasie zimowych ferii, bo go zdążyłam polubić. 

    Dalej zdarzenia potoczyły się ekspresowo. W piątek, ostatni dzień otwartych szkół, Michałek zadzwonił do mnie z radosną nowiną, że pani się zgodziła, żebyśmy wzięli Imperatora. Teraz to  już poszło bardzo szybko, bo samochód został w garażu, a my mieliśmy się w tym dniu przemieszczać na piechotę. Z chomiczkiem w klatce nie byłoby to najwygodniejsze ani też najbezpieczniejsze dla zwierzaka, który by zmarzł. Porzuciłam zatem stanowisko pracy i pognałam po samochód, a następnie do szkoły, żeby zdążyć przed jej zamknięciem. W ten sposób mamy Imperatora na nie-wiadomo-jak długo.

piątek, 20 marca 2020

Jeszcze jeden nieudany lot

     Zaczęło się od tego, ze jeden z kolegów klasowych Michała przyniósł do szkoły spadochron zrobiony z reklamówki. Michał, zaraz po przyjściu do domu, wziął się za produkcję własnego spadochronu albo nawet dwóch czy trzech. Następnego dnia  reklamówki już nie były wystarczającym materiałem - wydałam mu spory kawał folii malarskiej. Powstały kolejne spadochrony. Poszły oczywiście z Michałem do szkoły. Inni chłopcy też przynieśli swoje wyroby spadochroniarskie, więc panie, w obliczu zagrożenia zakazały zabawy spadochronami... I tu powinien być koniec tej historii, jak to miało miejsce w przypadku kolegów Michała - zaprzestali wyrobu i zabawy spadochronami. A Michałek dopiero zaczynał się wkręcać.

środa, 18 marca 2020

Co jeszcze oprócz mykologii?


     Dzieci mają się teraz nauczać w domu, ale takie nauczanie jest strasznie nudne. Komu by się chciało siedzieć przy biurku i przepisywać do zeszytu te wszystkie mądrości, które powinny się znaleźć w nim i w głowach. Wyjścia jednak nie mamy i na bieżąco musimy zadania szkolne wykonywać. Ale oprócz tego wykorzystujemy każdą okazję, żeby coś nowego zobaczyć, czegoś się dowiedzieć i zapamiętać na długo albo nawet na zawsze. Podczas naszych spacerów Michał i Krzyś nabywają głównie wiedzę przyrodniczą, ze szczególnym naciskiem na aspekt mykologiczny. Nie brakuje jednak i innych ciekawych wiadomości podczas wypraw. Na przykład podczas wyjazdu niedzielnego, oprócz lasu z jego dobrościami, łyknęliśmy też trochę wiedzy historycznej.

niedziela, 15 marca 2020

Jak wirus zabił Michałkowe marzenie urodzinowe

     Weekend 14-15 marca mieliśmy zaplanowany od pół roku. Pawełek miał jechać na Węgry, żeby tam świętować z bratankami ichnie święto, a Michałek miał lecieć z ciocią na wycieczkę urodzinową. Ja z Krzychem też swoje plany mieliśmy. Wymyśliłam, że jak już zostaniemy sami na weekend, to sobie zrobimy wyprawę na smardzówki w głąb Słowacji. Miało pięknie być, wspaniale i cudownie. Jak się domyślacie, z powodu ogólnonarodowej paniki, wszystko wzięło w łeb.  Najpierw odwołany został wyjazd Pawełka, z czego, nie ukrywam,  bardziej się ucieszyłam niż zmartwiłam, bo jestem zdecydowanym przeciwnikiem takich politycznych wycieczek. Pawełek przyjął to na klatę i do tematu więcej nie wracaliśmy. Znacznie gorzej przeżył to wszystko Michaś. I ja.

czwartek, 27 lutego 2020

A mogłem przecież zrobić coś głupszego...

    W szkole ciągle pojawiają się i znikają różne mody - na konkretne zainteresowania, zabawy, kolekcje, zabawki... Zupełnie tak samo jak było to 10, 20, 30 lat temu. Jedne mody są krótkotrwałe, szybko się nudzą (lub zostają zakazane przez nauczycieli), inne trwają długo, a po przerwie wracają nieraz wielokrotnie. Do takich powracających mód zaliczają się "Hot Weelsy" , czyli takie małe autka. Za moich szkolnych czasów takie samochodziki to były po prostu resorki, często kupowane w Pewexie i nie wszyscy je mieli. Teraz mają swoją nazwę firmową i nie ma wśród naszych znajomych chłopaka, który nie uległ modzie na ich posiadanie. Mają je również Michał i Krzyś. Przez ponad rok autka przeleżały spakowane do siatki i czekały na swój nowy czas. Kiedy nadszedł, odetchnęłam z ulgą, że nie wyniosłam ich do jakiegoś przedszkola, bo miałam już ze dwa razy tę siatkę z autami w rekach i zastanawiałam się, czy chłopcy jeszcze kiedyś po nie sięgną. Sięgnęli. I przez ponad tydzień trwajuż prawdziwe szaleństwo "Hot weelsowe". Do szkoły można nie spakować książek, zeszytów, a nawet piórnika, ale miejsce dla kilkunastu lub kilkudziesięciu samochodzików zawsze się w plecaku znajdzie. I w dodatku one wcale nie ciążą. No i oczywiście nie można zapomnieć o zabraniu ich do szkoły.:)

czwartek, 6 lutego 2020

Michałek i zimowisko

    W tym roku Michał po raz pierwszy pojechał na zimowisko bez Krzysia. Było to nie lada wyzwanie, bo dotychczas, przez trzy lata z rzędu, to młodszy brat dbał o to, żeby Michałek niczego nie zgubił, o niczym nie zapomniał, a na wyjścia zakładał na siebie odpowiedni strój. A tu się Krzysiowi jesienią, kiedy były zapisy na zimowisko, ubzdurało, że będzie za mamą tęsknił, a poza tym na pewno zgubi jakąś skarpetkę, która będzie okrutnie samotna bez swojej siostrzanej duszy z drugiej stopy. Tak się przejął własnym cierpieniem z tęsknoty i losem rozdzielonej pary skarpetek, że ze łzami w oczach błagał, żebym go tylko na zimowisko nie zapisywała. Chciał też taki sam los zgotować swojemu starszemu bratu, który się jednak nie dał zmanipulować i stwierdziwszy, że na zimowisku jest fajnie, chciał pojechać. Moje starania mające na celu zmianę Krzysiowej decyzji nic nie dały. A tak mi zależało, żeby się ich obydwu na te całe sześć dni w roku pozbyć.;)

niedziela, 26 stycznia 2020

Imperator

     W piątek po lekcjach, a właściwie po balu karnawałowym, zaczęły się małopolskie ferie zimowe. Wraz z nimi, w naszym menażeryjnym domu, pojawił się Imperator - chomik z klasy 5b, do której chadza Michałek. Jak na razie, od piątkowego popołudnia, Imperator jest najważniejszą osobą w naszym domu - to z nim Michaś i Krzyś witają się rano wcześniej niż z kimkolwiek innym, do niego idą zaraz po wejściu do domu i z nim chcieliby się bawić. Jednym słowem - Imperator jest atrakcją nad atrakcje. Szkoda tylko, że nie ma inteligencji co najmniej pięciolatka i chęci do zabawy równej tej, jaką posiadają chłopaki. Wtedy chyba lepiej wpisałby się w zestaw oczekiwań, jakie chłopaki mają wobec niego.

niedziela, 15 grudnia 2019

Raz w roku Krakowski Rynek trzeba odwiedzić

targi świąteczne w Krakowie
     Świecką tradycję dorocznych odwiedzin targów świątecznych na Rynku Głównym pielęgnujemy starannie, aby nie zanikła.:) Jest to jedna z nielicznych w roku okazji, żeby być w centrum Krakowa, poprzeciskać się w tłumie i mieć dość bycia tam przez najbliższe pół roku - do następnych targów świątecznych. W tym roku trudno było wygospodarować chwilę na wypad do Rynku, bo ciągle coś mamy do realizacji, cały czas coś się dzieje i znalezienie wolnego popołudnia graniczy z cudem. Z kalkulacji wyszło nam, że jedynie w sobotę jest szansa na wyjście "na miasto".

piątek, 6 września 2019

Wakacyjne prace Krzysia

    Podczas dwumiesięcznych wakacji lipnickich Krzychu przede wszystkim doskonalił się w fachu grzybiarskim, ale nie tylko. Co prawda, poza chodzeniem do lasu, zbieraniem grzybów i obróbką, najważniejsza była zabawa, ale oprócz niej Krzyś wyszkolił się w paru typowo męskich czynnościach. Wykonywał prace, którymi Michaś nie był kompletnie zainteresowany, bo wymagały zbyt dużego wysiłku fizycznego. A Michałek, jak wiadomo, woli pracować swoją ponadprzeciętną mózgownicą niż rączkami czy nóżkami.

sobota, 22 czerwca 2019

Upragnione wakacje wystartowały!

       Wreszcie i  u nas rok szkolny się zakończył. Nieco później niż w większości szkół, ale skutecznie. Ten rok szkolny był szczególny - pierwszy w nowej szkole, dla Michałka pierwszy w klasach starszych, a dla Krzysia ostatni w młodszych. Atmosfera od rana była napięta, bo w okolicy Krakowa krążyły burze i duchota panowała niesamowita, a Michałek i Krzyś przed burzą zachowują się jak najprawdziwsi górale - najchętniej wyjęliby tomahawki spod łóżek i wybili się do nogi. Nawet wspólnego zdjęcia nie dali sobie zrobić, bo skakali sobie do oczu. Wbicie ich w mundurki galowe wiązało się z pyskówką i groźbami, ze na pewno się usmażą. Na szczęście sala była z klimatyzacją, dzięki czemu przeżyli bez uszczerbku na zdrowiu.