Walentynki, jak każde inne święto, czy tradycja, ma swoich zwolenników i przeciwników, bo przecież się jeszcze taki nie urodził, który by wszystkim dogodził. Ja lubię walentynki, bo uważam, że jest to okazja, żeby powiedzieć innym coś miłego, podarować jakiś prezencik albo zrobić coś dla siebie. Bo przecież tak naprawdę każdy z nas powinien być przede wszystkim dobry dla siebie samego i kochać siebie ze wszystkimi swoimi niedoskonałościami. Wtedy łatwiej kochać innych.:)
O walentynkach słyszałam od Michałka i Krzysia już od dobrych dwóch tygodni, bo w szkole była to okazja do rozmaitych atrakcji; przede wszystkim dnia bez lekcji.:) Klasa Michałka z okazji walentynek poszła na warsztaty do fabryki cukierków, gdzie dzieciaki wyprodukowały masę słodkości, które mogły ze sobą zabrać. Krzyś natomiast miał klasowe wyjście do kina, w którym największą atrakcją jest popcorn i cola... Ponadto wszyscy uczniowie losowali jakąś osobę ze swojej klasy i mieli dla niej przygotować kartkę walentynkową, w której należało napisać coś miłego dla tej wylosowanej osoby. Krzyś był zachwycony, ze wylosował kolegę piłkarza, bo ozdobił karteczkę rysunkami piłek, bramek i paru sportowych samochodów. W ramach czegoś miłego, napisał pochwałę umiejętności piłkarskich kolegi i praca była gotowa. Michałek miał natomiast poważny problem. Wylosował koleżankę z klasy i chciał jej zrobić piękną karteczkę, ale równocześnie nie chciał, żeby koledzy posądzili go o to, że się w koleżance zakochał. Musiałam go wspomóc w ułożeniu neutralnego uczuciowo tekstu, bo przecież opinia kolegów dla dziesięciolatka jest niezwykle istotna.:)