Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obserwacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obserwacje. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 marca 2022

W poszukiwaniu orawskiej wiosny

 

    Stwierdzenie, że w tym pierwszym dniu wiosna przyszła na Orawę, byłoby mocno na wyrost, ale dwudniowe starania - poszukiwania przyniosły efekt w postaci pierwszych, nieśmiałych symptomów, które wyłoniły się w miejscach najlepiej nagrzanych przez słońce. Żeby tak pięknie i kolorowo nie było, to nocami temperatura spada do minus 5 - 7 stopni, śnieg po raz kolejny się zamraża, tworząc zlodowaciałą skorupę i zanim rozmarznie na tyle, żeby płynąć, jest już południe. A po godzinach południowych przychodzi znowu ochłodzenie i mróz, więc wiosna każdego dnia dostaje od zimy po łbie. I szybko to ona nie zagości w śnieżnej krainie.

wtorek, 23 marca 2021

W poszukiwaniu wiosny

 

     Kiedy w sobotę otworzyłam oczęta i zobaczyłam, że na balkonie leży śnieg, dopadła mnie załamka.  To jak to? Miała być już tu za rogiem, wkraczać i zakwitać kolorami, a ona śniegiem sypnęła? Taki miałam piękny plan poszukiwań jej znaków, radości z wiosny, a tu biało. Chwile się zmuszałam do wyjrzenia na oknie, łudząc się, że to jakieś omamy wzrokowe każą mi widzieć śnieg na balkonie. Niestety, trawnik, boiska, alejki i ogólnie wszystko, jak okiem sięgnąć, przysypane były na biało. Ani śladu wiosny. Pawełek zasugerował nawet, żebyśmy razem z nim poszli na warsztat, zamiast do lasu. Ale nie ma lekko - przecież mam w bagażniku saperkę, więc w ostateczności jakoś się tę wiosnę uda wykopać.

niedziela, 12 kwietnia 2020

Eksperyment trwa

      To już miesiąc trwania ogólnoświatowego eksperymentu. Wygląda to tak, że siedzi sobie taki KTOSIEK, ma przed sobą rozłożoną planszę zwaną Ziemią i w ramach rozrywki prowadzi doświadczenia na robaczkach. Najpierw zabrał im to i to, zabronił tego i tamtego - schylili głowy, dostosowali się. Fajnie jest! Nie ma buntu, nie ma oporu, nie ma myślenia, to zabiorę im jeszcze to i to i zabronię tego i tamtego. O! Paru się zbuntowało! Kary sprowadzą ich do parteru. I znowu cisza i spokój, pospuszczali łby i są posłuszni. Następny zakaz to będzie zakaz oddychania albo nakaz zakupu łopaty, nakrycia się prześcieradłem i pójścia na cmentarz celem kopania grobu. KTOSIEK będzie zadowolony, bo jego WŁADZY nikt (no, prawie nikt) się nie sprzeciwi. Jeszcze nie wiadomo kim on jest, ten KTOSIEK, bo teorii spiskowych powstało parę, ale z pewnością ujawni się we właściwym momencie, żeby czerpać korzyści z przeprowadzonego eksperymentu. Wtedy go poznamy.

     Wydaje Wam się, że to taka artystyczna wizja rzeczywistości, ale powstała na bazie moich całkiem ziemskich obserwacji zoologicznych, jakie prowadzę równolegle z KTOŚKIEM, tylko, że moim jedynym celem jest zgłębienie psychologii terroru. Ludzie się boją, a nawet są spanikowani. Boją się niewidocznego wirusa i drugiego człowieka. Ale najbardziej boją się restrykcji i konsekwencji nieposłuszeństwa.

czwartek, 27 lutego 2020

A mogłem przecież zrobić coś głupszego...

    W szkole ciągle pojawiają się i znikają różne mody - na konkretne zainteresowania, zabawy, kolekcje, zabawki... Zupełnie tak samo jak było to 10, 20, 30 lat temu. Jedne mody są krótkotrwałe, szybko się nudzą (lub zostają zakazane przez nauczycieli), inne trwają długo, a po przerwie wracają nieraz wielokrotnie. Do takich powracających mód zaliczają się "Hot Weelsy" , czyli takie małe autka. Za moich szkolnych czasów takie samochodziki to były po prostu resorki, często kupowane w Pewexie i nie wszyscy je mieli. Teraz mają swoją nazwę firmową i nie ma wśród naszych znajomych chłopaka, który nie uległ modzie na ich posiadanie. Mają je również Michał i Krzyś. Przez ponad rok autka przeleżały spakowane do siatki i czekały na swój nowy czas. Kiedy nadszedł, odetchnęłam z ulgą, że nie wyniosłam ich do jakiegoś przedszkola, bo miałam już ze dwa razy tę siatkę z autami w rekach i zastanawiałam się, czy chłopcy jeszcze kiedyś po nie sięgną. Sięgnęli. I przez ponad tydzień trwajuż prawdziwe szaleństwo "Hot weelsowe". Do szkoły można nie spakować książek, zeszytów, a nawet piórnika, ale miejsce dla kilkunastu lub kilkudziesięciu samochodzików zawsze się w plecaku znajdzie. I w dodatku one wcale nie ciążą. No i oczywiście nie można zapomnieć o zabraniu ich do szkoły.:)

czwartek, 6 lutego 2020

Michałek i zimowisko

    W tym roku Michał po raz pierwszy pojechał na zimowisko bez Krzysia. Było to nie lada wyzwanie, bo dotychczas, przez trzy lata z rzędu, to młodszy brat dbał o to, żeby Michałek niczego nie zgubił, o niczym nie zapomniał, a na wyjścia zakładał na siebie odpowiedni strój. A tu się Krzysiowi jesienią, kiedy były zapisy na zimowisko, ubzdurało, że będzie za mamą tęsknił, a poza tym na pewno zgubi jakąś skarpetkę, która będzie okrutnie samotna bez swojej siostrzanej duszy z drugiej stopy. Tak się przejął własnym cierpieniem z tęsknoty i losem rozdzielonej pary skarpetek, że ze łzami w oczach błagał, żebym go tylko na zimowisko nie zapisywała. Chciał też taki sam los zgotować swojemu starszemu bratu, który się jednak nie dał zmanipulować i stwierdziwszy, że na zimowisku jest fajnie, chciał pojechać. Moje starania mające na celu zmianę Krzysiowej decyzji nic nie dały. A tak mi zależało, żeby się ich obydwu na te całe sześć dni w roku pozbyć.;)

piątek, 15 lutego 2019

Wszystkie moje walentynki

walentynki 2019
    Walentynki, jak każde inne święto, czy tradycja, ma swoich zwolenników i przeciwników, bo przecież się jeszcze taki nie urodził, który by wszystkim dogodził. Ja lubię walentynki, bo uważam, że jest to okazja, żeby powiedzieć innym coś miłego, podarować jakiś prezencik albo zrobić coś dla siebie. Bo przecież tak naprawdę każdy z nas powinien być przede wszystkim dobry dla siebie samego i kochać siebie ze wszystkimi swoimi niedoskonałościami. Wtedy łatwiej kochać innych.:)

     O walentynkach słyszałam od Michałka i Krzysia już od dobrych dwóch tygodni, bo w szkole była to okazja do rozmaitych atrakcji; przede wszystkim dnia bez lekcji.:) Klasa Michałka z okazji walentynek poszła na warsztaty do fabryki cukierków, gdzie dzieciaki wyprodukowały masę słodkości, które mogły ze sobą zabrać. Krzyś natomiast miał klasowe wyjście do kina, w którym największą atrakcją jest popcorn i cola... Ponadto wszyscy uczniowie losowali jakąś osobę ze swojej klasy i mieli dla niej przygotować kartkę walentynkową, w której należało napisać coś miłego dla tej wylosowanej osoby. Krzyś był zachwycony, ze wylosował kolegę piłkarza, bo ozdobił karteczkę rysunkami piłek, bramek i paru sportowych samochodów. W ramach czegoś miłego, napisał pochwałę umiejętności piłkarskich kolegi i praca była gotowa. Michałek miał natomiast poważny problem. Wylosował koleżankę z klasy i chciał jej zrobić piękną karteczkę, ale równocześnie nie chciał, żeby koledzy posądzili go o to, że się w koleżance zakochał. Musiałam go wspomóc w ułożeniu neutralnego uczuciowo tekstu, bo przecież opinia kolegów dla dziesięciolatka jest niezwykle istotna.:)

wtorek, 22 stycznia 2019

Na spacerze w Tyńcu

Tyniec, spacer w Tyńcu, na wałach Wisły i Skawinki
    Zastanawiałam się dość długo, gdzie iść na niedzielny spacer, żeby było ciekawie i atrakcyjnie. Śnieg stopniał, mróz miał trzymać spory... Pomyślałam w końcu, że dawno nie byliśmy w Tyńcu i nie sprawdzaliśmy stanu wałów przeciwpowodziowych, więc można byłoby się tam właśnie wybrać. Pawełek sprawdził, jaki ma być wiatr i kiedy okazało się, ze niewielki, decyzja zapadła. Przy silnym wietrze i mrozie spacerowanie po nadrzecznych wałach nie należy do przyjemności, bo zimno zbytnio daje się we znaki.

piątek, 23 listopada 2018

Koszmarne zakupy

    Od dwóch dni zastanawiałam się, czy podzielić się z Wami moimi koszmarnymi przeżyciami z zakupów, czy też lepiej tę historię przemilczeć. W wyniku tych dogłębnych zastanowień doszłam do wniosku, że warto napisać, bo może parę osób się pośmieje, a może znajdzie się ktoś, kto miał tak samo jak ja i moja opowieść złagodzi jego traumę po zakupach?

wtorek, 10 lipca 2018

Oko w oko z kopciuszkiem

ptaki, podlot kopciuszka zwyczajnego
      Na lipnickim podwórku zawsze dzieje się coś ciekawego. Dzisiaj na naszym parapecie zameldował się podlotek, według mojego oznaczenia, kopciuszka zwyczajnego. Mam nadzieję, że nie dałam plamy i nie pomyliłam go z jakimś innym, mniej lub bardziej podobnym pierzastym.

piątek, 18 maja 2018

Robalowa obserwacja z ogromnym znakiem zapytania

biegacz fioletowy, chrząszcz z obcym w swoim ciele
      To jedna z najdziwniejszych obserwacji przyrodniczych, jaką udało nam się przeprowadzić. Próbowałam rozwiązać zagadkę szperając w necie, ale nie znalazłam odpowiedzi na pytanie: co to jest? Bohatera chyba zidentyfikowałam poprawnie, a przynajmniej taką mam nadzieję. To chrząszcz biegacz fioletowy. Spotkaliśmy dwa osobniki w czasie ostatniego majówkowego spaceru mającego na celu sprawdzenie śladów po znalezionej przez Krzysia bombie.

piątek, 13 kwietnia 2018

Gwałtowny wybuch wiosny

wiosna w parku i lesie, wiosenne kwiaty, czosnek niedźwiedzi
     Upragniona wiosna nadeszła ze słońcem i upałami. Po zatrzymaniu wegetacji przez mrozy, wszystko eksplodowało na raz. Mam pewien niedosyt, bo zabrakło powolnego odkrywania kolejnych wiosennych cudów - podbiałów, krokusów, nieco później przylaszczek, miodunek, zawilców i kokoryczy. W tym roku wszystko zerwało się do życia równocześnie, ekspresowo zakwitło i równie szybko odchodzi w przeszłość. Wiadomo, że się cieszę jak małe dziecko z tych wszystkich kwiatuszków, ale chyba po raz pierwszy w życiu odnoszę wrażenie, ze to wszystko dzieje się za szybko, że nie zdążę celebrować pojawienia się każdego kolejnego gatunku, że one wszystkie za chwilę przekwitną i trzeba będzie na nie czekać cały rok. Zatrzymuję na zdjęciach trochę tej wiosny, ale nawet z fotkami nie mogę za wszystkim nadążyć.

piątek, 3 listopada 2017

Wchodzimy w listopad z garścią grzybów i refleksji

listopad w lesie, grzyby w listopadzie, pierwszy listopada
     Przyzwyczajenie i tradycja to druga natura człowieka. Od lat pierwszy dzień listopada spędzamy w taki sam sposób. Za każdym razem jest niby tak samo, a równocześnie inaczej. Chłopcy co rok są starsi, zmienia się ich sposób myślenia, postrzegania świata, zadają coraz trudniejsze pytania. Pierwszy listopada traktujemy jak dzień wspomnień i pamięci, spędzany razem, nie tylko w miejscach spoczynku naszych bliskich, ale również w lesie, na spacerze. Po drodze bawimy się, szukamy grzybków i obserwujemy jak las układa się zimowego odpoczynku. W tym dniu na drogach jest duży ruch i z definicji nie ruszamy samochodu, tylko chodzimy na nogach lub korzystamy z komunikacji.

czwartek, 2 marca 2017

Obronisz mnie mamo?

kiedy dzieci się kłócą
    Niejednokrotnie już stwierdzałam, że dzieci mają niezwykłą zdolność wyprowadzenia  dorosłego z równowagi tak, że puszcza dym uszami i równie szybko, w parę zaledwie sekund, potrafią tak rozładować napiętą sytuację, że dym zamienia się w śmiech. I jeszcze bestie doskonale zdają sobie sprawę z tego, że trudno się na nie gniewać dłużej niż parę minut.:)

czwartek, 23 lutego 2017

Wśród żywych motyli

wystawa żywych motyli, kraków
     Pawełek od poniedziałku dopytuje, kiedy napiszę o motylach. Najwyższa zatem pora, aby zmierzyć się z tym tematem. Odkładałam relację z wizyty na "wystawie" żywych motyli, bo z jednej strony, sam pomysł ciekawy, a dla dzieciaków wręcz fascynujący, z drugiej strony żal mi stworzeń, które żyją tylko po to, żeby ktoś mógł je "maćkać" łapkami, a parę osób zarobiło na życie. Ale po kolei.

środa, 15 czerwca 2016

Jak łabędzia rodzina przejęła panowanie nad portem w Krzyżach

Mazury, żeglowanie po Mazurach, porty na Mazurach, ptaki wodne na Mazurach, łabędzie, rodzina łabędzi, walka o terytorium
     To była jedyna łabędzia rodzina, jaką spotkaliśmy podczas tegorocznego mazurskiego rejsu. Ale to chyba nie dlatego, że łabędzie nie zdecydowały się w tym roku na rozmnożenie, tylko z powodu ogólnego opóźnienia w rozwoju przyrody. Nie było jeszcze dojrzałych poziomek, a przecież w pierwszych dniach czerwca były tam zawsze! Nie było też łabędzich pisklaków, bo zapewne były jeszcze tak malutkie, że ich rodzice nie zdecydowali się na opuszczenie wraz z nimi gniazda ukrytego w szuwarach. Łabędzie dzieci, które widzieliśmy, nie były zbyt wrośnięte -  zazwyczaj o tej porze prezentowały się już nieco okazalej.

wtorek, 14 czerwca 2016

Każdy port ma swoich strażników

Mazury, żeglowanie po Mazurach, mazurskie porty, straż portowa, ptactwo wodne na Mazurach, łabędzie, karmienie łabędzi
     Mazurskie jeziora są rajem dla wodnego ptactwa. Większość gatunków woli buszować po trzcinach albo zasiedlać ptasie wyspy, ale są też takie, które wolą pasożytować na ludziach. Chociaż może lepiej byłoby powiedzieć "żyć z człowiekiem w symbiozie", bo przecież,  gdyby ludzie nie chcieli być wykorzystywani, to by nie byli. Ale jak tu odmówić kromki chleba umierającemu z głodu łabądkowi czy kaczce... A one z tego korzystają.

piątek, 10 czerwca 2016

Wronka albo wronek

Mazury, żeglowanie po Mazurach, Jezioro Nidzkie, stanica Czaple, ptak wyrzucony z gniazda, karmienie pisklęcia, wrona
      Kiedy dopływaliśmy do stanicy Czapla, Michaś stał na pokładzie i z daleka krzyczał:"Halo! Halo! To my płyniemy do was!" Zanim więc dobiliśmy do brzegu, już wszyscy znajomi na lądzie wiedzieli, że ich spokój zostanie zakłócony przez Michałkowe opowieści (są wdzięcznymi słuchaczami, więc Michałek korzysta z okazji, żeby opowiadać, opowiadać, opowiadać...) 

    Kiedy tylko nasza łódka zetknęła się z pomostem, obydwaj chłopcy pobiegli w stronę domku pani Bożenki szefującej biwakowi i przystani. Ja z Pawełkiem "miotaliśmy się" między linkami, żeby dobrze przycumować łódkę, a tu nagle Michaś z Krzychem pędzą z góry i wrzeszczą: "Mamo! Mamo! Tu jest Bronka! Taki niemowlak!" Jaka Bronka??? - myślę. I czemu jakaś mała dziewczynka zrobiła aż takie wrażenie??? Przecież widok młodszych dzieci nie jest im obcy. "Chodź zobaczyć!" - wrzeszczeli biegając od domku do pomostu i z powrotem.

sobota, 4 czerwca 2016

"Dobra zmiana" w Popielnie

Popielno, port nad jeziorem Śniardwy, stacja PAN w Popielnie, hodowla konika polskiego, ostoja konika polskiego, dobra zmiana
     Popielno to było jedno z niezmiennych miejsc na Mazurach. Odwiedzamy tę miejscowość co rok od 2007 roku - ten sam, płytki port, w którym trzeba rzucić kotwicę, żeby łódki nie wywiało, zawsze ci sami ludzie na stanowiskach - pani Kasia w muzeum, pan Rysiek oprowadzający wycieczki. Takie, można rzec, kultowe miejsce, do którego przybywa się nie po to, żeby zobaczyć coś nowego, lecz dlatego, żeby potwierdzić, że w gnającym naprzód świecie są takie punkty, które nie podlegają zmianom. Ale "dobra zmiana" dotarła również do Popielna.

piątek, 3 czerwca 2016

Dziesięć lat minęło....

rocznica, dziesięciolecie, ognisko na biwaku, laurki od dzieci
     Drugiego czerwca minęło 10 lat od pierwszego spotkania mnie i Pawełka. Klimaty były wtedy odległe od Mazur - Zubrzyca Górna, spotkanie internetowego klubu grzybiarzy z klubem fotografów. Ja przyjechałam z moim grzybowym przyjacielem Zibim, Pawełek z kolegą Saszą. Wydaje się, że to tak niedawno było, a to już tyle lat minęło...

    Na czołówkę wybrałam starą fotkę, na której jesteśmy wszyscy, chociaż Krzychu okupuje jeszcze mieszkanie w brzuchu. Mało takich wspólnych zdjęć mamy, a przecież ta rocznica dotyczy teraz już nie nas dwojga, ale całej czwórki.:)

     Jak jest po upływie takiego czasu? Pawełek czasem mnie wyzywa od tyfusów plamistych i żmij jadowitych, a wczoraj sam sobie się dziwił, że tyle ze mną wytrzymał, ale wszystkie te "obelgi" są nadal wypowiadane z czułością i miłością w głosie. Ja czasem burczę na Pawełka z powodów różnych, ale też nie czynię tego złośliwie. I przez te wszystkie lata nie udało nam się na poważnie pokłócić - pewnie dlatego, że Pawełek woli ustąpić niż toczyć ze mną boje.

poniedziałek, 21 marca 2016

Zderzenie wspomnień z rzeczywistością

      Tak się jakoś zawsze składa, że miejsc, w których chcielibyśmy być, jest zdecydowanie więcej niż czasu, jaki możemy poświęcić na menażeryjne wyprawy. W efekcie, w lesie, do którego Was dzisiaj zapraszam, nie byliśmy od lat. Dla Michałka i Krzysia była to wyprawa w nieznane, bo ostatnio w rzeczonym lesie byłam zanim pojawili się na świecie. 

     Już na początku roku obiecywałam sobie, ze tej wiosny musimy tam zawitać, aby sprawdzić jak się zmieniły miejsca, w których bywałam dawniej dość często, czy na odkrytych dawno temu stanowiskach rosną wiosenne grzybki i na jakim etapie wiosennego rozwoju są przylaszczki, których rosło tam mnóstwo. Kiedy zatem z ust Pawełka padło pytanie, do jakiego lasu jedziemy w niedzielę, nie odkładałam na później zaplanowanej wyprawy. Po śniadaniu ruszyliśmy trasą "warszawską" w kierunku Cisiów - miejscowości leżącej niemal na granicy Małopolski i województwa świętokrzyskiego.