poniedziałek, 16 lipca 2018

Lato w Węgrzcach

konie,jazda konna w terenie, pensjonat dla koni w Węgrzcach
     Lata w Krakowie i okolicach nie widziałam od lat, więc tegoroczne porzucenie wsi spokojnej, grzybnej i wesołej jest dla mnie prawie nowym doświadczeniem, a dla Michałka i Krzysia zupełnie nowym, bo dotychczas każde lato w swoim życiu spędzali w Lipnicy. W samym mieście lato nie jest niczym ciekawym ani przyjemnym - upał, zaduch i wysuszone trawniki. Udało nam się z terminem przyjazdu wycelować o tyle dobrze, że nastały dni chłodniejsze i deszczowe.

    Menażeryjne konie mają swoje końskie wakacje - nie robią nic poza jedzeniem i produkcją nawozu. To ich pierwsze lato bez pracy. Wcale się tym nie martwią, ale przywitały mnie z entuzjazmem, kiedy po dwóch tygodniach nieobecności zjawiłam się w stajni. Mimo, że mają dobrą opiekę, to nie zapomniały o mnie i kieszeni, w której zawsze jest coś smacznego.;) Ja się za moimi kopytniakami stęskniłam bardzo. Mimo, że mam w tym roku luz w Lipnicy, nie muszę biegać od przedświtu do zmroku między końmi, lasem i dzieciakami, to bardzo mi się już chciało pomiziać te mordy moje kochane i wskoczyć na koński grzbiet. 
konie,jazda konna w terenie, pensjonat dla koni w Węgrzcach
     W sobotę, kiedy tylko Michałek i Krzyś dobudzili się i zjedli śniadanie, pojechaliśmy do koni.  Dopiero wychodziły na pastwiska. Latona z koleżankami była już na wybiegu, ale pozostała trójka dopiero czekała na swoją kolejkę. Zajęłam się więc najpierw Ramzesem, Żółtym i Feliksem. Męska część końskiej bandy cieszyła się bardziej z cukierków, jakie dla nich miałam, niż z mojej obecności. Przyjęły ze spokojem czyszczenie, mizianie i drapanie, a kucyki nawet się poprzytulały. Jednak żaden z nich nie cieszył się tak, jak Latona. Klacze są jednak znacznie bardziej kontaktowe i emocjonalne i potrafią okazać uczucia wyraźniej niż wałaszki. 

    Szłam z wyczyszczonym Ramzesem, żeby wypuścić go na wybieg. Latona zobaczyła mnie z daleka i natychmiast podniosła głowę znad siana i nastawiła uszy. Odezwałam się, a ona natychmiast zameldowała się przy wyjściu z padoku i krążyła przy nim, rżąc niecierpliwie. Chwilę trwało, zanim do niej podeszłam, bo najpierw musiałam wpuścić Ramzesa na jego padok i pożegnać się z nim kolejnym smakołykiem. Poszłam do Latony, a ona zaczęła się ocierać o mnie głową, rżeć i łapać wargami za ręce. Jakby mogła, to wskoczyłaby mi na ręce. Klepałam ją po szyi i drapałam za uszami, a ona popychała mnie pyskiem na taśmy zamykające wyjście. Chciała, żebym jak najszybciej zabrała ją i wreszcie się nią zajęła. Gruntowne pucowanie i czesanie trwało z pół godziny, a później zrobiłyśmy delikatną gimnastykę na ujeżdżalni. Po przerwie w pracy nie można konika za bardzo obciążać, bo może się to skończyć kontuzją lub poważna chorobą. A  konik o tym nie myśli i najchętniej poszalałby konkretnie, bo mu energia tyłek roznosi.:) Latona próbowała narzucić szalone tempo, a nawet trochę sobie bryknęła po źrebięcemu, ale widząc, że się na to nie godzę, szybko odpuściła i pogodziła się z koniecznością spokojnego chodzenia. Kiedy się rozluźniła na ujeżdżalni, wyjechałam kawałek w pola. Tam powiało i grzywę rozwiało. Cały spokój wypracowany chwilę wcześniej na piaskowym placyku, wyparował. Tak naprawdę, to bardzo mi się chciało pognać z Latoną po długiej prostej, ale któraś z naszej dwójki musi być choć trochę rozsądna, bo w innym wypadku już dawno byśmy karki poskręcały. Obiecałam Latonie, że następnego dnia pójdziemy sobie na spacerek, jeśli nie będzie aż tak świrować. Nie wiem na ile zrozumiała mój wykład, a ile pomógł mój spokój i opanowanie, ale udało jej się opanować emocje i ponownie się wyciszyć.
konie,jazda konna w terenie, pensjonat dla koni w Węgrzcach
     W niedzielę przyjechaliśmy do koni już całą ekipą. Dzieci zostały na stajennym podwórku z Pawełkiem, a ja mogłam spokojnie pojechać z Latoną na spacer. Nasze polne szlaki zarosły i miejscami trzeba się było nieźle przedzierać, żeby przejechać przez wybujałe trawy. Zboża na polach już prawie dojrzały. Pod Babią jeszcze są zielone, a tu prawie gotowe do zbiorów.
konie,jazda konna w terenie, pensjonat dla koni w Węgrzcach
     Pogoda wyjątkowo sprzyja kukurydzy, która tak w tym roku wyrosła, że można byłoby się w niej zgubić nie tylko na własnych, ale i na końskich nogach.
konie,jazda konna w terenie, pensjonat dla koni w Węgrzcach
     Odwiedziłam też Bosutowski Las, w którym rozgościła się jesień i sypnęła opieńkami. W kilku miejscach rosły kępki dobrze już podstarzałych owocników. Przez chwilę miałam wrażenie, że to już po wakacjach i stąd takie widoki.
konie,jazda konna w terenie, pensjonat dla koni w Węgrzcach
konie,jazda konna w terenie, pensjonat dla koni w Węgrzcach
konie,jazda konna w terenie, pensjonat dla koni w Węgrzcach
konie,jazda konna w terenie, pensjonat dla koni w Węgrzcach
     Za to wracając do stajni, natknęłyśmy się na wiosennego grzybka - żółciaka siarkowego. Nie wyrósł wtedy, kiedy była na niego pora, bo maj upłynął pod znakiem upałów i suszy, a pojawił się teraz, w połowie lipca.
konie,jazda konna w terenie, pensjonat dla koni w Węgrzcach
     Kiedy ja włóczyłam się z Latoną, Krzyś ujeżdżał swój stary rowerek, który już wczesną wiosną nie był dość dobrym rowerkiem, a teraz okazało się, że jest lepszy od tego dużego. Tu parę słów wyjaśnienia - większe rowery chłopaków zostały wywiezione do Lipnicy i tam zostały, kiedy my na kilka dni wróciliśmy do Krakowa. Na wsi Krzyś zobaczył jak miejscowe chłopaki, a przede wszystkim kolega Jasiek, jeżdżą na jednym kole, na takich właśnie "za małych" rowerkach. Jak strasznie się to Krzysiowi podoba, widać w jego płonących z zachwytu oczętach. I po przyjeździe do Krakowa zaraz dorwał się do sprzętu, na którym już w ogóle nie chciał jeździć i uparcie trenuje jazdę na jednym kole. Nie jestem tym zachwycona, ale przecież mu nie zabronię, bo wtedy i tak będzie to robił, tyle, ze za moimi plecami. Teraz Krzyś chce zabrać do Lipnicy ten mały rowerek, a większy odstawić do Krakowa.
konie,jazda konna w terenie, pensjonat dla koni w Węgrzcach
     Na koniec słów parę o stajennych jaskółkach. Odchowały się i już nie siedzą w gniazdkach, bo chyba by się w nich nie pomieściły. Przesiadują na kracie, którą na noc zamyka się wejście do stajni i tam czekają na posiłki donoszone przez rodziców. Obserwowałam je przez chwilę i jestem pełna podziwu dla dorosłych jaskółeczek, które niemal bez przerwy donosiły młodym pokarm, nie zatrzymywały się ani na chwilę, tylko wrzucały pożywienie w otwarte dzioby i natychmiast leciały po kolejną zdobycz. Mordercze tempo, a takie malizny je wytrzymują...
konie,jazda konna w terenie, pensjonat dla koni w Węgrzcach
konie,jazda konna w terenie, pensjonat dla koni w Węgrzcach
konie,jazda konna w terenie, pensjonat dla koni w Węgrzcach
     W Krakowie nie zostajemy na długo. Od jutra konie znowu będą leniuchować, a ja z chłopakami penetrować orawskie lasy.:)

2 komentarze:

  1. Witajcie kochani.Wiadomo ze w mieście i to dużym to w wakacje nuda. Kraków jest cudowny,znam go ze zdjęć ale co maka robić chłopaki co uwielbiają góry i lasy.Fajnie ze wracacie. Czy na Ramzesie już nikt nie jeździ;tez pewnie by pogalopował;czy już nie może brać na grzbiet swojej pani? Uściski dla was Menażerio.U nas pada już 5 dni,trawka się w końcu zazieleniła może w lesie coś wyskoczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Ewa! Wróciliśmy na wieś.:) Koniec z szybkim internetem! Od pół godziny walczę, żeby Ci odpisać. U nas też pada. Po śniadaniu pójdziemy sprawdzić efekty tego deszczu w lesie.
      Ramzes dostał zasłużoną emeryturę - spaceruje po pastwisku i nikogo nie wozi. Pozdrawiamy deszczowo spod Babiej!

      Usuń