Po raz kolejny sprawdza się reguła, że im więcej grzybów w koszyku, tym mniej zapisanych na karcie. Już tyle razy obiecywałam sobie, żeby mimo oddawania się pazerniactwu, dokumentować przynajmniej te najładniejsze znaleziska, a i tak nic mi nie wychodzi z tego. Kiedy koszykowych grzybów jest niewiele, mam aparat w koszyku i jest go jakoś łatwiej wyjąć i coś uwiecznić. Kiedy jest czym zapełniać koszyk, aparat ląduje w koszyku i już nieco trudniej jest przerwać poszukiwania, zdjąć plecak, wyjąć aparat, zrobić zdjęcie, schować aparat... Przecież za tyle czasu można znaleźć kolejnych pięć, sześć albo nawet dziesięć okazów nadających się do koszyka! ;) W takich chwilach jestem pełna podziwu dla tych, którzy chodzą na grzybobranie nie tylko z jednym aparatem, ale z całym plecakiem osprzętu wykorzystywanego do zdjęć. Czasem jak widzę piękne foty, jakie wychodzą przy użyciu takiego ekwipunku, to też bym tak chciała. Przez chwilę; dopóki sobie nie przypomnę ile trzeba nosić z sobą klamotów do lasu i ile czasu poświęcić na fotki. W związku z powyższym u mnie tylko wybrańcy z ostatnich dni załapali się na sesje.
Za siedzuniem jodłowym rozglądałam się już od dawna, więc wiedziałam, że w znanych mi miejscówkach nic się nie pojawiło. Dlatego też z niedowierzaniem podeszłam do okrzyku Pawełka, ze znalazł szmaciaka (w rozmowach rodzinnych zdecydowanie preferujemy stare nazwy grzybów, bo do nich jesteśmy przyzwyczajeni). Zanim poszłam w jego kierunku z aparatem, upewniałam się, czy to aby na pewno on, a nie jakiś gałęziak czy koralówka.
Pawełek nie ściemniał - na resztkach ściętego pnia rósł mały, ale bardzo ładnie wykształcony siedzuń jodłowy. Dla takiego znaleziska trzeba było wyjąć aparat z plecaka. Wczoraj sprawdziłam po raz kolejny kilka znanych stanowisk tego gatunku i na żadnym z nich nie pojawiły się owocniki.
Drugim gatunkiem na zboczu Babiej, który zmobilizował mnie do zdjęć, był gąbkowiec północny. Nie spotkałam go jeszcze w tym roku, więc wypadało udokumentować spotkanie.
Gąbkowiec północny jest gatunkiem rzadko spotykanym, wpisanym na Czerwoną Listę. Na Orawie stosunkowo często mozna na niego trafić, ale w tym roku dopiero teraz raczył się objawić.
Będąc w okolicy nie przepuściłam możliwości wstąpienia na stanowisko siatkoblaszków maczugowatych. To niestety jedyna miejscówka w pobliżu, na której w tym roku wyrosły. Za to mają tyle zdjęć, że chyba nigdy żaden siatkoblaszek tylu nie miał. To już trzecia sesja w tym samym miejscu.
Owocniki zdecydowanie podrosły - z półcentymetrowych, zrobiły się dwu-, trzycentymetrowe. Pojawiło się też około 20 kolejnych owocników, które rosną szybciej nię te pierwsze, które się pojawiły. W związku z tym, wszystkie sztuki na stanowisku są podobnego wzrostu, chociaż nie wyrosły w tym samym czasie.
Niestety, ze wzrostem idzie w parze utrata fantastycznego, "oczojebnego" kolorku fioletowego. Podrośnięte siatkoblaszki wyblakły.
To by było na tyle ze zboczy Babiej. Kolejne grzybki są z innych lasów, w których jeszcze rzadziej wyjmowałam aparat.
Na jednym z wypalenisk wyrosły piękne, świeżutkie garstnice wypaleniskowe. Miejsce było odkryte, nie zasłonięte koronami drzew, wiec doszło do niego więcej deszczu niż na ściółkę pod drzewami.
Do jednej z garstnic przytulił się pojedynczy łuskwiak wypaleniskowy.
Czasem Michałek i Krzyś zachwycą się jakimś znaleziskiem do tego stopnia, że zmuszaja mnie do wyjęcia aparatu i cyknięcia fotki. Tak było z tym uroczym pięknorogiem największym i ponurnikiem aksamitnotrzonowym.
Michaś znajduje od czasu do czasu różne stworki, które też należy uwiecznić. Tak było z pasikonikiem, który nie wiadomo czemu siedział na drzewie, zamiast buszować po łące.
Zbiory z ostatnich dni są w pełni satysfakcjonujące, chociaż nie udało nam się powtórzyć rekordowego pazerniactwa z pierwszego sierpnia.
Cienizna, wpadaj na Ponidzie, szatanów nie do wyniesienia.
OdpowiedzUsuńPomocników do ogarniania szataństwa na Ponidziu nie brakuje.:) Na razie pozostanę przy moich orawskich palizołach, a na szatany stawię się we wrześniu jak będą młode i baryłkowate.
UsuńDziękuję że mogłam popatrzeć na tyle cudownych gatunków. Szczególnie siatkoblaszki cudowne i ten ich kolor
OdpowiedzUsuńDzisiaj zapoluję po raz kolejny na kolczakówki. Może teraz się powiedzie.
Usuń