poniedziałek, 3 maja 2021

Nie damy sobie odebrać majówki!

 

    Wszystko się sprzysiegło, żeby majówki w tym roku nie było. Nie dość, że nie ma jak przedłużyć weekendu z okazji majowych świat, to jeszcze chore obostrzenia nierządowe i na dobitkę pogoda, która z wiosenną, majową aurą nie ma nic wspólnego. Na przekór tym wszystkim niedogodnościom, realizujemy standardowy plan majowy - jesteśmy, jak zawsze, na Orawie, są nasi przyjaciele i są smardze. Co prawda tylko ten nasze, polskie,  do oglądania, bo Słowacy postawili na granicy w Winiarczykówce wielkie betonowe bloki, żeby ich smardze drugi rok z rzędu nie miały naszej opieki.

    Żeby dotrzeć w jakiekolwiek smardzowe miejsce, trzeba pokonać błota, bagienka i strumyki powstałe w wyniku opadów deszczu, który w tym roku wylewa zapasy nagromadzone przez kilka lat poprzednich. Bez gumowców nie ma szans najmniejszych na przemieszczanie się w orawskim terenie.
      Jak się już dojdzie we właściwe miejsce, czeka nagroda pod postacią smardzyków. Co ciekawe, mimo niskiej temperatury przez ostatnie dwa tygodnie, smardze wyrosły i część z nich ma już spore rozmiary. Dopiero przecież dwa tygodnie temu udało nam się wytropić pierwsze trzy maluszki, a teraz już sporo egzemplarzy ma wielkość konsumpcyjną.
     Tegoroczne smardze rosną zdecydowanie dalej od terenów zalewowych, w których wyrastały w latach ubiegłych. Kiedy kwiecień był suchy i ciepły, grzybki pchały się jak najbliżej strumieni i bagienek. Tam, gdzie można je było znaleźć rok czy dwa lata temu, obecnie stoi woda. A smardze przeniosły się na suchsze miejsca.
     Dzięki obfitości wody, tegoroczne smardze to wyjątkowe tłuścioszki - owocniki mają potężną budowę i widać, ze nawet z maluchów mają szansę rozwinąć się naprawdę wielkie grzyby.:)

     Jednym z ciekawszych znalezisk były smardze na starym wypalenisku. Rosło ich tam 10 i to w dodatku parami. Widok przepiękny!

     Zobaczycie je zapewne na filmie Pawła (Paweł i Grzyby), który tradycyjnie spędza majówkę z nami. Krzychu trenował nagrywanie pod okiem mistrza, bo planuje założenie własnego kanału i kręcenie filmów.
    Michał nie wtrącał się ani do kręcenia filmu, ani do szukania smardzów. Zdecydowanie za bardzo spoważniał przez ostatnie miesiące. Ale jeszcze nie ucieka przed obiektywem aparatu.:)
      Michał nie dał się nawet namówić na wykorzystanie przeszkody terenowej do skoków. Jeszcze rok temu byłby zachwycony możliwością zabawy, a teraz tylko Krzyś się bawi.
    A co oprócz smardzów? W dalszym ciągu można nazbierać szyszkówek świerkowych, które mają się całkiem dobrze.
Coraz więcej pazernych ślimaków atakuje bezbronne grzybki, które znikają w przepastnych czeluściach ich brzuchów.
Pojawiają się też małe piestrzenice kasztanowate.
     Mniej więcej przy tej piestrzenicy skończył się przyjemny spacer, a zaczęło moknięcie. Deszcz doszedł do wniosku, ze dawno go nie było i najwyższa pora podlać znowu ziemię.
     Oczywiście w tych warunkach pogodowych również znajdowało się ciekawe grzybki, ale po chwili trzeba było schować aparat, bo cały był zalany wodą i robił wyłącznie zdjęcia kropelek na obiektywie.
     Michał strasznie marudził na pogodę, a nawet stwierdził, ze to najgorszy spacer w jego życiu. Reszta ekipy zdecydowanie lepiej oceniła ten dzień, a dodatkowym plusem jest fakt, że nie daliśmy sobie odebrać tradycyjnej majówki.:)



5 komentarzy:

  1. Bardzo dziękuję za pouczającą wyprawę, tak się wyczułam, jakbym tam z Wami była. Serdecznie pozdrawiam Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że nam potowarzyszyłaś. Zapraszam na kolejne wyprawy i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Cel został osiągnięty - było spotkanie, była majówka i grzyby też się zameldowały. Dzisiaj odwiedziłam sąsiadów za zieloną. Sporo aktorów zgarnęłam.:) Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale sie cieszę ze miałaś spotkanie z sąsiadami

    OdpowiedzUsuń