Ostatni półweekend wolności... Pół, bo w niedzielę chłopaki wróciły z mazurskiego rejsu. A zanim wróciły, złożyły zamówienie na obiad swoich marzeń z zup królową - pomidorową w roli głównej. Dwutygodniowa rozpusta jedzeniowa polegająca na konsumpcji pączków, lodów i innych słodyczy najwyraźniej się znudziła i zatęskniło się Michałkowi i Krzysiałkowi za zwyczajną, mamową kuchnią. Chcąc sprostać ich wymaganiom i przyjąć ich w domu godnie - pomidorówką i mizerią, opuściłam Orawę w niedzielny poranek, przeznaczając pół weekendu na gotowanie, a nie włóczenie się po lasach. Ponieważ nie lubię być stratna, jeśli chodzi o to leśne włóczęgostwo, to sobie przedłuzyłam weekend w drugą stronę i do Lipnicy przyjechałam już w środę po południu.:) Droga to był koszmar, bo na wysokości Myślenic drogowcy zrywali z drogi nawierzchnię i zwęzili sobie szosę do jednego pasa. Skutkiem był korek, w którym stałam ponad godzinę. Temperatura powietrza - 30, asfaltu pewnie z 50, a u mnie klima działa jak się otworzy wszystkie okna i jedzie co najmniej 60 na godzinę.;) Jednym słowem usmażyłam się, a telefon wyłączył się z powodu przegrzania.
wtorek, 22 czerwca 2021
wtorek, 15 czerwca 2021
Babskie świętowanie pod Babią
Po raz drugi od ponad dwunastu lat taka okazja mi się trafiła, więc trzeba ją było odpowiednio uczcić. Cała moja dwunożna menażeria pojechała sobie na Mazury, żeby się bujać na łódce, a ja w związku z tym mam wolne od pamiętania o wszystkim za nich, codziennych nastoletnich pyskówek, sprzątania, gotowania i stu tysięcy innych rzeczy. Zrobiłam sobie przedłużony weekend pod Babią i zanim dojechały koleżanki na weekendową imprezkę już parę lasów obleciałam, żeby sprawdzić, gdzie warto je zabrać, żeby sobie coś znalazły. Inspekcja nie wypadła zbyt zadowalająco, bo w lasach zrobiło się już sucho i tylko pojedyncze sztuki dały radę wyskoczyć nad powierzchnię ziemi. Najlepsze tereny łowieckie zostawiłam na sobotę i niedzielę, więc możecie się z nami teraz wybrać na poszukiwania.:)
poniedziałek, 7 czerwca 2021
W Lesie Bronaczowa kiepściutko
Wydawało mi się, ze skoro już pod Babią całkiem dorodne ceglasie można znaleźć i to w ilościach większych niż trzy sztuki, to w znacznie cieplejszym, podkrakowskim Lesie Bronaczowa, tych ceglasi będzie znacznie więcej, a już na pewno będą większe i dorodniejsze od tych orawskich. Zwłaszcza, że ostatnie dni były znacznie cieplejsze niż ostatni miesiąc. W związku z takimi optymistycznymni przewidywaniami, wzięłam całkiem spory koszyk, pazerniaczy nóż i aparat. Paweł z dziećmi zajęli się szykowaniem kajaka na warsztacie, a ja pojechałam do lasu.
wtorek, 1 czerwca 2021
Smardzowo - borowikowy weekend
Kolejny zimny i deszczowy weekend lipnicki za nami. To już końcówka maja, a temperatury nadal spadają nocą poniżej pięciu stopni, a w dzień dochodzą maksymalnie do 10. Zimowe kurtki i ocieplane gumowce nadal są codziennym strojem. W tych trudnych warunkach rośliny użytkowe całkowicie odmawiają współpracy, ale grzyby radzą sobie całkiem nieźle.
czwartek, 27 maja 2021
Babia majowa zaliczona
Piąte tegoroczne, majowe zdobycie szczytu Babiej Góry odkładałyśmy z Wiolą na drugą połowę maja, żeby już cieplej było i bardziej wiosennie, żeby słoneczko przyświeciło, a ptaszki śpiewały radośnie. Druga połowa maja przyszła zgodnie z planem, ale wiosna jakoś nadal dotrzeć nie może. Czekać już dłużej na nią nie było można, więc w niedzielę, 23 maja, wystartowaliśmy z lipnickiego podwórka o 7:30. Dołączyła do nas Gosia, która przyjechała specjalnie na wejście na Babią. Reszta ekipy standardowa - Michał z Krzychem, Wiola i ja. Tym razem w planie był zielony szlak tam i z powrotem, więc nie było potrzeby angażowania Pawełka w podwożenie nas na start, skoro mieliśmy schodzić w tym samym punkcie, z którego wystartowaliśmy.
wtorek, 25 maja 2021
Nadal rosną :)
Szum deszczu spadajęcego na trawę i liście, uderzenia kropelek o parapet i drewnianą podłogę lipnickiego balkonu to dźwięk wyznaczający każdy kolejny dzień tegorocznej wiosny. Bo dzień bez deszczu to dzień stracony. W dodatku w górach temperatury co najmniej z miesięcznym opóźnieniem w stosunku do lat ubiegłych. W ten weekend na termometrach było 2-5-7 stopni. W takich warunkach nie chcą rosnąć rośliny ani bardziej ciepłolubne grzybki, ale za to te wiosenne czują się całkiem nieźle. Zobaczcie zresztą sami jakie sztuki spotkałam podczas sobotniego spaceru.
wtorek, 18 maja 2021
Deszczowo, kwiatowo i smardzowo na Orawie
Pada, pada i raz jeszcze pada... Odmianą w padaniu jest od czasu do czasu ulewa, ewentualnie burza. Wylewają się z nieba zaległości za ostatnie dziesięciolecie, kiedy to panowała susza. Na Orawie jest już tak mokro, ze nawet bagienne rośliny wymiękają i gniją w stojącej wszędzie wodzie. Ta sama bajka dotyczy grzybów. Nie inaczej jest w moim ogródku, który pierwszy rok uprawiam i od razu ma pod górę - późna wiosna, przymrozki, a teraz hektolitry wody. Chyba cud się musi wydarzyć, żeby mi jakieś pomidory czy ogórki urosły, a nie zgniły. Ale w sobotę był chwilowy przebłysk słońca i udało mi się zaliczyć spacerek wokół Grapy bez zmoczenia. Jak na tegoroczne warunki, to już luksus. Zobaczcie jak się toczy orawskie życie.
czwartek, 13 maja 2021
Sezon bacówkowy z opóźnieniem, a granica zabetonowana
Wiosenna Orawa to przede wszystkim smardze, ale nie tylko. To również początek sezonu wypasowego, pierwsze sery, najlepsze na świecie i wycieczki zagraniczne na słowacką stronę. To także przepiękne widoki i klimat, którego nie ma w żadnym innym miejscu. Od zawsze Orawa była po obu stronach granicy - polskiej i słowackiej. Nawet jak na przejściach granicznych stali celnicy, to bez problemu można było z jednej strony na drugą się przemieszczać. Tę swobodę i jedność Orawian rozwalił kowidek, który Słowaków uwięził bardziej niż nas. Zobaczcie jak to wygląda teraz. I co się dzieje na orawskich halach wypasowych.
poniedziałek, 10 maja 2021
Tygodniówka na smardzowym szlaku
Po majówkowym weekendzie zostałam z Michałem i Krzysiem na Orawie, żeby jeszcze pokorzystać z uroków wiejskiego życia i nacieszyć oczy majowymi grzybkami. Po raz kolejny prognostycy głosili, że to będzie wreszcie ten tydzień, w którym nastąpi przełom i kulawa wiosna w końcu dokuśtyka tu, gdzie na nią z utęsknieniem czekamy. Przepowiednie pozostały niestety tylko przepowiedniami, a zamiast słoneczka i wreszcie wyższych temperatur, mieliśmy przelotne opady śniegu, nocne przymrozki i lodowaty wiatr urywający chwilami beretkę. Mimo tak niekorzystnych warunków, dzięki zimowym kurtkom i ocieplanym butom, spędziliśmy całkiem przyjemne chwile na smardzowym szlaku.
poniedziałek, 3 maja 2021
Nie damy sobie odebrać majówki!
Wszystko się sprzysiegło, żeby majówki w tym roku nie było. Nie dość, że nie ma jak przedłużyć weekendu z okazji majowych świat, to jeszcze chore obostrzenia nierządowe i na dobitkę pogoda, która z wiosenną, majową aurą nie ma nic wspólnego. Na przekór tym wszystkim niedogodnościom, realizujemy standardowy plan majowy - jesteśmy, jak zawsze, na Orawie, są nasi przyjaciele i są smardze. Co prawda tylko ten nasze, polskie, do oglądania, bo Słowacy postawili na granicy w Winiarczykówce wielkie betonowe bloki, żeby ich smardze drugi rok z rzędu nie miały naszej opieki.