Pobudka w środku nocy, szybkie kanapki na drogę, mocna kawusia i juz pora budzić chłopaków. Pawełek wymamrotał pytanie, która to godzina i po odpowiedzi stwierdził, że pora wstawać. Krzyś zerwał się sam o czwartej i obudził Michałka. Ostatnie bagaże w łapy i schodzimy do garażu. O 4:30 wyruszamy w drogę na trzeci zlot grupy Grzyby, grzybiarze, grzybobranie. Tym razem w Borach Tucholskich. Mamy informacje od osób, które już są na miejscu, że z grzybami słabiutko. Krzyś komentuje te rewelacje jednoznacznie - to nie grzybów nie ma, tylko oni nie umieją ich znaleźć. Uzgadniamy, że przed dojazdem na miejsce wpadniemy do jakiegoś lasu i nakosimy tyle, że wszystkim szczęki opadną. Jestem za, chociaż w efekt wow tym razem nie bardzo wierzę. Najpierw trzeba dojechać, a to nie tak szybko...
czwartek, 19 września 2019
niedziela, 15 września 2019
Jeden zamiast pięciu
Moje piątkowe znaleziska wywołały do tablicy wyobraźnię, która natychmiast stworzyła wizję weekendowego mega pazerniactwa nie tylko u mnie, ale i u Krzysia, który zarządził, że zabierzemy na leśną wyprawę pięć koszyków. No dobrze, mamy ich na tyle, żeby wybrać pięć tych najpojemniejszych i jechać na pozysk. Ale gdzie jechać? Ponieważ czasem warto polegać na Krzysiowej intuicji, podałam mu kilka lokalizacji, spośród których wybrał las na północ od Krakowa, w okolicach Skały. Liczyłam w duchu na inny wybór Krzysia, bo zdążyłam się już stęsknić za Orawą i najchętniej wyskoczyłabym na jeden dzień do Lipnicy. Ale skoro dałam młodemu prawo wyboru, to nie wypadało zmieniać jego typu. Przecież tamten las za Skałą jest piękny i wielokrotnie pozwolił nam napełnić koszyki. Pawełek wymiksował się z weekendowego grzybobrania, stwierdzając, że przecież już w środę ma jechać na zlot grzybowy, gdzie będzie przez kilka dni szukał grzybów, więc przez sobotę i niedzielę sobie popracuje. Zostaliśmy więc w trójkę z tymi pięcioma koszykami.
piątek, 13 września 2019
Cuda w piątek trzynastego
Pewnie nawet bym nie była świadoma, że dzisiaj jest trzynasty i to w piątek, gdyby dzień wcześniej Krzyś nie oświadczył, ze nie będzie się uczył do kartkówki z angielskiego, bo przecież jest piątek trzynastego , więc i tak dostanie jedynkę, niezależnie od tego czy się będzie uczył, czy nie. I tak mi ten trzynasty utkwił w mózgownicy, że przez chwilę zastanawiałam się, czy warto w ogóle iść do lasu, w którym pewnie nic nie będzie grzybowego, a przy tym z okazji trzynastego spotka mnie jakoweś nieszczęście. Ale powiedziałam sobie - głupia ty! Jakże można zmarnować taką okazję, kiedy Pawełek może odstawić dzieci do szkoły, a ja o poranku mogę śmignąć do jakiegoś pobliskiego lasu. Wybrałam Las Bronaczowa. Za dwadzieścia minut byłam na parkingu.
wtorek, 10 września 2019
Michaś i Krzyś na trasie leśnej
W grzybowym szaleństwie ostatnich dwóch tygodni wakacji trzeba było jeszcze znaleźć czas na wizyty w parku linowym "Wypasiona Dolina". Obiecałam chłopakom, że na koniec pobytu w Lipnicy jeszcze tam pójdziemy, a obietnic zawsze dotrzymuję. W Wypasionej Dolinie jest tylko jedna trasa dostosowana do wzrostu Michałka i Krzysia - trasa bacy. Chłopcy chodzili po niej już tyle razy, że przemykali po kolejnych etapach biegiem. I marudzili, że nie mogą pójść na trudniejsze trasy. Poszłam więc do sympatycznej pani instruktorki i zapytałam czy chłopcy nie poradziliby sobie na "poważniejszej" trasie linowej. Ponieważ Michał i Krzyś byli już kilkakrotnie w tym parku linowym, instruktorzy ich rozpoznawali i widzieli, że chłopaki są sprawne i niczego się nie boją.:) Pani odpowiedziała mi, że z przejściem nie powinni mieć problemu, ale są na trasie takie trzy miejsca, w których nie dosięgną do liny, żeby zapiąć zabezpieczenia. Dodała też, że jeżeli byłaby wystarczająca ilość instruktorów, to można im wykupić przejście z instruktorem. Jak to Michałek usłyszał, nie było już uproś... Dopytałam więc w jaki dzień tygodnia i w jakich godzinach jest na tyle mały ruch, żeby któryś instruktor był wolny i poszedł z chłopakami na trasę leśną. W ten sposób wybraliśmy wtorek w ostatnim tygodniu wakacji.
poniedziałek, 9 września 2019
Kolejne koszyki siedzuniowe
Niedzielne wstawanie na grzyby przebiegało bardzo powoli, bo sobotni wieczór spędziliśmy na imprezie urodzinowej koleżanki Michałka i Krzysia w Ogrodzie Doświadczeń. Podstawową atrakcją dla dzieciaków była możliwość zabawy "po ciemności". Z tej ciemności zrobiła się północ i chłopcy do łóżek dotarli na zasilaniu awaryjnym, stwierdzając, ze przecież można rano umyć zęby dwa razy, żeby tylko nie myć ich już teraz.;) Nie ukrywam, że ja już przysypiałam na imprezie od 22 i marzyłam o spaniu na równi z chłopakami albo i bardziej. Pokłosiem późnego zaśnięcia było opóźnienie w niedzielnym wyjściu do lasu. Na dodatek rano padał deszcz, który, jak wiadomo, jest doskonałym wydłużaczem porannego spania. Dobrze, że grzyb nie zając i czasem poczeka nawet na śpiochów. Pojechaliśmy do lasu koło Brzeska, licząc przede wszystkim na siedzunie sosnowe.
sobota, 7 września 2019
Jak Renia na obiad i kolację zapracowała
Kiedy Renia napomknęła, że marzy jej się jakaś grzybowa potrawka i aż się jej pysie rozpromieniły na samą myśl o zapachu rozchodzącym się z gara, zaistniał powód do wykombinowania chwili czasu na pozysk. Nie ma to - tamto - jak za kimś chodzą grzyby w garze, to trzeba jechać do lasu.:) Okazja nadarzyła się w piątek - trzeba było jechać za Kraków, żeby w miejsce docelowe dowieźć niezbyt lekkie elementy. Stwierdziłam szybko, że muszę się trochę oszczędzać i wezmę sobie Renię do pomocy w noszeniu tych ciężarów. Została już przeszkolona w pozysku uszaków, więc pora najwyższa, żeby zobaczyła jak się zbiera siedzunie vel szmaciaki. A wiadomo nie od dziś, że delegacja za Krakowem zawsze prowadzi do lasu. No bo cóż zrobić, jak las sam na drodze staje?
piątek, 6 września 2019
Wakacyjne prace Krzysia
Podczas dwumiesięcznych wakacji lipnickich Krzychu przede wszystkim doskonalił się w fachu grzybiarskim, ale nie tylko. Co prawda, poza chodzeniem do lasu, zbieraniem grzybów i obróbką, najważniejsza była zabawa, ale oprócz niej Krzyś wyszkolił się w paru typowo męskich czynnościach. Wykonywał prace, którymi Michaś nie był kompletnie zainteresowany, bo wymagały zbyt dużego wysiłku fizycznego. A Michałek, jak wiadomo, woli pracować swoją ponadprzeciętną mózgownicą niż rączkami czy nóżkami.
środa, 4 września 2019
Warsztaty z szamanem lipnickim
Wakacje się skończyły, Michaś i Krzyś poszli do szkoły, ja już nie zbieram codziennie grzybów, więc jest trochę czasu, żeby powrócić do wakacyjnych wydarzeń, których w ferworze grzybokoszenia nie było czasu zaprezentować. A przecież popołudnia, które ja poświęcałam na obróbkę zbiorów, chłopcy mieli wolne i działali wielokierunkowo na podwórku i nie tylko. W te wakacje, w sąsiedniej agroturystyce, w piątki prowadzone były warsztaty dla dzieci. A prowadzącym był szaman - postać kultowa w Lipnicy.
poniedziałek, 2 września 2019
Pożegnanie wakacji
Wszystko jest kiedyś ostatnie - ostatni dzień wakacji, ostatnia noc w Lipnicy i ostatni spacer grzybowy. Końcówka wakacji była cudownie grzybowa i w szale pozysku spokojnie można było zapomnieć, ze to już za parę dni trzeba będzie odmoczyć chłopaków z letniego brudu (ach, te czarne pazury!) i wbić ich w galowe mundurki... Tylko od czasu do czasu przypominało im się o "głupiej szkole", ale w ferworze codziennych zajęć, szybko się o tym zapominało. Nieubłaganie nadszedł jednak ostatni dzień sierpnia, dzień przed powrotem. Pawełek podrzucił mnie do lasu w połowie drogi między lipnickim domkiem, a bacówką, a chłopaków zabrał do bacówki. Ja chciałam odwiedzić sporo moich tajnych miejscówek, a chłopcy niekoniecznie mieli na to ochotę.
piątek, 30 sierpnia 2019
Mój urodzinowy koszyczek
Powolutku kończą się nasze lipnickie wakacje i grzybów w orawskich lasach coraz mniej. Burze i opady deszczu, przed którymi ostrzegają profilaktycznie z każdej możliwej strony, jakoś nas znowu omijają i w lasach ponownie zrobiło się dramatycznie sucho. W sumie to aż dziwne, że przez ten tydzień grzybki dają jeszcze radę i jakoś rosną. Ale młodziaków już praktycznie nie ma; zostały te, którym udało się umknąć przed wścibskimi oczami grzybiarzy. Z jednej strony jestem z takiej sytuacji trochę zadowolona, bo po pierwsze trochę mnie zmęczyło noszenie pełnych koszy przez tydzień i obróbka do godzin wieczornych, a po drugie mniej będzie żal wyjeżdżać do Krakowa. Z drugiej strony jednak marzyło mi się napazerniaczenie przynajmniej czterech koszy z okazji moich urodzin. Aż tyle się nie udało, ale jeden ładny koszyczek zapełniłam.:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)