Taka okazja trafia się raz na jedenaście lat! To po takim czasie miałam calutki weekend tylko i wyłącznie dla siebie. Nikogo nie musiałam karmić, ubierać, pilnować, wychowywać ani chwalić za zrobienie czegokolwiek. Jak piękne i cudowne są takie chwile, wie tylko ten, kto ich doświadczył.:) Chciałam je spędzić tak, jak lubię - w ruchu, na Orawie, szukając grzybów. Założenie było takie, że MUSZĘ znaleźć jakieś borowiki ceglastopore i to w ilościach większych niż jedna sztuka. Co więcej - byłam pewna, ze nie będzie to specjalnym problemem, bo przecież pierwszego orawskiego ceglasia dopadłam tydzień wcześniej. A przez ten tydzień przecież padało i trochę podgrzewało. Warunki były zatem wymarzone, by ceglasie wystartowały całymi stadami.
poniedziałek, 8 czerwca 2020
sobota, 6 czerwca 2020
Wielka męska wyprawa
Rodzinne wyjazdy żeglarskie na Mazury zostały zawieszone trzy lata temu, kiedy Krzyś zaczął się panicznie bać przechyłów na łódce. Ten ostatni rejs spędziłam pod pokładem, uspokajając drącego się wniebogłosy Krzysztofa. I powiedziałam, że nigdy więcej. Było to dla mnie tak koszmarne przeżycie, że przy nim choroba morska na Śniardwach, podczas której prawie umarłam, to był pikuś.
Pawełek pływał przez te lata z kolegami. Z wypraw przywoził zdjęcia. W czasie ich oglądania podczas jednego z długich, jesiennych wieczorów, wzrok Krzysia padł na jeziorną plażę usłaną muszelkami i serce zabiło mu mocniej. Zapragnął znaleźć się w tym miejscu za wszelką cenę, nawet za cenę pokonania strachu, który wydawał się dotychczas strachem nie-do-pokonania.
Przeprowadziliśmy z Krzysiem szereg rozmów przygotowawczych i gdzieś w okolicy stycznia zapadła decyzja, że Michał i Krzyś popłyną z tatą Pawełkiem na męski rejs, żeby pozyskać muszelki, a ja będę mieć wreszcie wolne od nich na całe dwa tygodnie. Pierwsze takie wolne od urodzenia Michała, czyli od ponad 11 lat! W sumie mam wrażenie, że ja bardziej się na ten wyjazd cieszyłam niż oni...
wtorek, 2 czerwca 2020
Drugie majowe wejście na Babią
Wykorzystując samotność bez moich kochanych chłopaków, zmówiłam się z dziewczynami na babską imprezę w Lipnicy. Monika swoich panów zabrała, ale założenie było takie, że w razie potrzeby zajmą się sobą, żebyśmy mogły zaszaleć. W efekcie nie było jednak takiej potrzeby, bo perspektywa sobotniego zdobywania Babiej Góry skutecznie powstrzymała nas przed siedzeniem przy ognisku do samego rana. A plan był następujący - mieliśmy wyruszyć wszyscy na szlak zielony od strony Lipnicy i dojść razem do momentu, w którym dzieciaki już nie dadzą rady dalej iść. Wtedy Jacek z Mikołajem i Nikodemem mieli zawrócić i przyjechać po nas na przełęcz Krowiarki, gdzie planowane było zejście. Plan się szybko okazał mało ambitny i został zmieniony w trakcie realizacji.
piątek, 29 maja 2020
To już miesiąc
Miesiąc wiejskiego życia u stóp Babiej Góry zleciał błyskawicznie. Uświadomiłam sobie, ze to byłaby połowa wakacji. A tu jeszcze cały czerwiec i dopiero będzie początek wakacyjnej wolności. Na razie muszę zaganiać chłopaków do lekcji, a nie jest to łatwe... Wakacyjne miejsce generuje masę pokus, z których najsilniejszą jest porzucenie tej "głupiej szkoły" na rzecz zdecydowanie przyjemniejszych zajęć leśno-łąkowo-podwórkowych. Nie jest jednak tak, że siedzi się przy komputerze calutki dzień. Zawsze jakiś spacer udaje się odbyć i poszaleć po podwórku też. Najbardziej brakuje chłopakom towarzystwa do wspólnych zabaw. Niby są w dwójkę, ale to często okazuje się za małą grupą, zwłaszcza jak jeden albo drugi strzeli focha.;) Jak widzę ich tęsknotę za rówieśnikami, to szczerze współczuję każdemu jedynakowi, który nie ma do towarzystwa nawet brata czy siostry.
sobota, 23 maja 2020
Majowe wejście na Babią
Już w kwietniu, kiedy zainstalowaliśmy się pod Babią na majówkę, Michał i Krzyś chcieli wejść na szczyt. Nie udało się tego zorganizować od razu z prozaicznego powodu - chłopaki nie mieli butów. Nigdy nie kupuję im butów wcześniej niż są aktualnie potrzebne na dany sezon, bo nigdy nie wiadomo o ile urosną im stopy. Tak było również w tym roku - buty zimowe już były za ciepłe, a jesienne ledwie dawały się włożyć na nogi. A tu wszystko zamrożone i nowych butów nie było gdzie kupić. Wykańczali więc na spacerach kolejno wszystkie buty, jakie im jeszcze zostały. Na spacery było to wystarczające wyposażenie, ale na wyprawę na Babią zdecydowanie za słabe. Zakup butów przez internet odpadał, bo chłopcy zawsze przymierzają kilka par, zanim wybiorą te najwygodniejsze. Czekaliśmy więc z zakupem i wycieczką na któryś tam etap rozmrażania. W końcu się doczekaliśmy i można było ruszać na szlak.
czwartek, 21 maja 2020
Zapylone grzybki
Po kilku dniach spędzonych w Krakowie wróciliśmy na Orawę i oczywiście poszliśmy zaraz w las. Pierwsze kroki skierowaliśmy do bacówki, bo pozyskanie świeżego prowiantu to podstawa, a oscypki są podstawą naszego lipnickiego wyżywienia. Grzybków wtedy (we wtorek) nie znaleźliśmy żadnych i idąc na następne wyjście na zbocza Babiej nastawiliśmy się na szukanie (mało prawdopodobne) pierwszych borowików ceglastoporych. Sezon smardzowy uznałam już właściwie za zamknięty i nie przypuszczałam, ze spotkam ich jeszcze tyle i to w dodatku w całkiem nowych miejscach.
Przeżywamy w Lipnicy atak pyłków świerkowych i jodłowych. Iglaste lasy są z każdej strony, więc w powietrzu unoszą się całe chmury żółtego pyłku. Jest sucho, więc on sobie swobodnie fruwa, osiadając na wybranym miejscu. Samochód po kwadransie jest pokryty żółtym nalotem, komputer wyniesiony na podwórko na jedną lekcję - cały zapylony. Pyłek wciska się do ust, oczu, nosa... Wszędzie. Znalezione na Babiej grzyby też zostały zapylone i mają pyłki w każdym możliwym zakamarku. Zapraszam na spacer po pylącym lesie.
wtorek, 19 maja 2020
W poszukiwaniu pierwszego borowika
Do ostatniego momentu, czyli do niedzielnego poranka, intensywnie myślałam, w którym lesie znalezienie pierwszego borowika ceglastoporego będzie najprawdopodobniejsze. Do wyboru były lasy trzy - Bronaczowa, Kornatka, Świnna Poręba. Każdy z tych lasów miał w rankingu plusy dodatnie i ujemne, więc rzuciłam hasło chłopakom i oni wybrali "porąbaną świnię" (to menażeryjna nazwa dla Świnnej Poręby). Pawełek kręcił nosem, bo najchętniej to poszedłby sobie dłubać coś na warsztacie, ale nie darowaliśmy mu spaceru. W wyniku roztaczania przed nim wizji mechatych ceglasiowych łebków, stwierdził w końcu, że ich szukanie jest jego powołaniem na niedzielę.;)
niedziela, 17 maja 2020
Krakowski weekend - plan żółciakowo - szczawiowy zrealizowany :)
Zostawiając Orawę i przyjeżdżając do Krakowa na parę dni, miałam ułożony w głowie szczegółowy plan działań, uwzględniający przede wszystkim konieczne działania pracownicze, umożliwiające kontynuację wiejskiego życia, ale i inne przyjemności w tym planie zostały ujęte. Oczywistą oczywistością są codzienne wizyty u koni, które mają w tym roku wyjątkowo długi sezon wakacyjny i nie robią nic poza jedzeniem i produkcją nawozu. Wcale sobie nie krzywdują z powodu wyeliminowania ze swojego życia pracy pod siodłem, ale dobrze im zrobiło przypomnienie obowiązków i końskich powinności. Plan ujął też grzyby, na które na Orawie w tym momencie nie ma co liczyć, czyli żółciaki siarkowe. I szczaw, którego na Orawie nie ma w takich ilościach jak na ruczajskich łąkach. A zupa szczawiowa jest na menażeryjnej top liście najlepszych zup.:)
piątek, 15 maja 2020
Podsumowanie smardzowego sezonu na polskiej Orawie
Nadszedł ten moment, w którym trzeba przyznać, że smardzowy sezon 2020 można już zamknąć krótkim podsumowaniem. Na kilka dni porzuciliśmy lipnicki domek i wiejskie życie na rzecz miasta. Na Orawę wrócimy w przyszłym tygodniu, ale po obecnym ochłodzeniu raczej już na nowe sztuki liczyć nie można, a te, które zostawiliśmy, chyliły się już ku upadkowi i raczej kolejnego śniegu, mrozu i deszczu nie przetrwają.
niedziela, 10 maja 2020
Bacówkowa nówka i technika na wsi
Już ponad dwa tygodnie zleciało odkąd zaczęliśmy wieśniackie życie na Orawie. Jeden dzień podobny do drugiego dnia, a tak naprawdę całkiem inny. Łączy je wszystkie to, ze między zdalnymi lekcjami można zrobić szybką przerwę na podwórku, a jak się już praca i nauka skończą, wystarczy wypruć za chałupę, żeby bez żadnych obostrzeń korzystać z uroków życia wsi spokojnej. Przemierzając orawskie szlaki docieramy do miejsc, w których nigdy wcześniej nie byliśmy. Kiedy podczas takiej wędrówki dochodzi się do jakiegoś znajomego miejsca, Krzyś wykrzykuje - "Mama! JA już teraz bardzo wiem, gdzie jesteśmy!"
Subskrybuj:
Posty (Atom)
