Od kilku dni śnieg zasypuje Polskę, a do Krakowa dotarł dopiero w piątkowy wieczór. Sypał całą noc i do południa w sobotę. Mamy zimę.:) Kiedy rano zobaczyłam, że jest biało, stwierdziłam, że zabiorę Michałka i Krzysia do koni, zamiast obarczać Pawełka trudami opiekowania się dziećmi. Chłopcy końmi nie są kompletnie zainteresowani, a ja już nawet przestałam ubolewać nad tym faktem. W związku z tym praktycznie całą późną jesień je spędzałam z moimi koniskami, a chłopcy realizowali swoje zainteresowania pod opieką taty. Sprowadzało się to do siedzenia przy komputerach, bo Pawełek zgodzi się na wszystko, byle mieć święty spokój. Dzisiaj stwierdziłam, że świeży śnieg będzie wystarczającą atrakcją, żeby chłopaki nie marudziły i nie pytały po pół godzinie, kiedy wreszcie będziemy wracać do domu. Pawełek oddelegował się na własne życzenie do pracy, a my przejechaliśmy powolutku przez zupełnie nieodśnieżone ulice i w padającym gęstym śniegu dotarliśmy do stajni.
sobota, 5 stycznia 2019
czwartek, 3 stycznia 2019
Na początek 2019 - znowu uszaki i pierwsze słoiki w Nowym Roku
W ostatnim dniu starego roku zakończyliśmy leśnym spacerem sezon grzybowy 2018, a w pierwszym dniu Nowego Roku rozpoczęliśmy sezon grzybowy 2019, bo tak naprawdę sezon nie kończy się nigdy, zmienia się tylko zestaw gatunków, jakie można włożyć do koszyka i zapisać na karcie pamięci. A spacer w leśnych okolicznościach przyrody jest przyjemny niezaleznie od pory roku czy aury. Trzeba się tylko stosownie ubrać.:)
Po Sylwestrze spędzonym w domowych pieleszach nie byliśmy o poranku zbyt wymordowani i chociaż wstaliśmy nieco później niż zwykle, nikt nie marudził, ze ma wyruszać na spacer. Zjedliśmy na śniadanie jajecznicę z siedzuniem sosnowym i pojechaliśmy do pobliskiego Lasu Tynieckiego.
środa, 2 stycznia 2019
Sylwester 2018
Pożegnanie 2018 roku zaczęliśmy zakończeniem grzybowego sezonu 2018 w Lasku Wolskim. Po powrocie do domu i zmianie ubłoconych ubrań na czyste, poszliśmy do biblioteki, żeby wymienić książki przeczytane na jeszcze nieprzeczytane, a następnie nakarmiłam chłopaków i odwiozłam ich do kolegi, ż którym mieli spędzić popołudnie. Miałam chwilę na zajęcie się zebranymi uszakami i przygotowanie smakołyków na wieczorną imprezę.
wtorek, 1 stycznia 2019
Pożegnanie sezonu 2018
Ostatni dzień 2018 roku, poniedziałek. Za oknem leci z szarych chmur mżawka, przetkana chwilami pojedynczymi płatkami śniegu. Nie wygląda to zachęcająco, ale przecież trzeba pożegnać sezon grzybowy 2018 i nogi aż się rwą do lasu. Zresztą Michałek i Krzyś stwierdzili, że wolność, nawet w zimowym lesie, jest sto razy lepsza od chodzenia do szkoły.:) Nie mam więc problemu z wygonieniem ich z łóżek, a następnie z domu. Tylko Pawełek poszedł pracować, ale był zadowolony, że nikt mu nie każe włóczyć się po krzakach w taką pogodę. W drodze do Lasu Wolskiego zatrzymaliśmy się w sklepie, żeby zrobić zakupy na imprezę sylwestrową, zanim będziemy przypominać świnki błotne, a sklep zapełni się innymi kupującymi i będą kolejki. Chłopcy doskonale zapamiętali z listy zakupów dwie pozycje - szampan dla dzieci i popcorn na sylwestrowy wieczór filmowy. Zakupy zrobiliśmy sprawnie i podjechaliśmy na parking pod Kopcem Kościuszki.
poniedziałek, 31 grudnia 2018
Puszcza Niepołomicka raz jeszcze
Kiedy, podczas spaceru w Puszczy Niepołomickiej, ja skupiałam się na wypatrywaniu grzybów, Pawełek asystował dzieciom i utrwalał ich szaleństwa. Wczoraj wieczorem wręczył mi z dumą kartę pamięci z obrobionymi już zdjęciami. Utrwalił na nich wiele momentów, które mnie umknęły, więc stwierdziłam, ze warto na chwilę jeszcze wrócić do puszczańskich klimatów.:)
niedziela, 30 grudnia 2018
Puszcza Niepołomicka - doskonała szkoła grzybowa i leśno - zabawowa
Spacer do Puszczy Niepołomickiej w przedostatni dzień 2018 roku był zaplanowany jeszcze przed naszym świątecznym wyjazdem do Szczawnicy. Jego celem były nie tylko grzybki i spacer, ale również spotkanie towarzyskie. Michaś i Krzyś mieli do wypełnienia bardzo ważne zadanie - pokazać młodszym kolegom- Mikołajowi i Nikodemowi, jak się wchodzi na drzewa, skacze przez rowy, pokonuje leśne parkury. Co prawda chłopcy w lesie bywają i te klimaty nie są dla nich żadną nowością, ale zupełnie czym innym jest spacerowanie z rodzicami, a czym innym podziwianie trochę starszych dzieci, które mogą więcej od nich.:)
czwartek, 27 grudnia 2018
Ostatni dzień w Szczawnicy
W ostatni dzień pobytu w Szczawnicy chłopakom bardzo się już nie chciało chodzić po górach. Od nocy znowu się ociepliło i śnieg topniał błyskawicznie, zamieniając się miejscami w śnieżną breję. Ja, mimo to, najchętniej pohulałabym jeszcze po jakichś pagórkach, ale widząc, ze reszcie nie będzie to już sprawiało przyjemności, przystałam na ich plan.
środa, 26 grudnia 2018
Szaleństwo w ośnieżonym lesie
Główną bohaterką świątecznego spaceru była ZIMA. Taka prawdziwa, z dużą ilością śniegu pokrywającego ziemię, drzewa i sypiącego się z nieba. To było spełnieniem marzeń Michałka i Krzysia. Ponieważ nie mieli w tym roku jeszcze okazji porządnie wyjeździć się na sankach, stwierdziliśmy, że nie będziemy się pchać nigdzie pod górę, tylko wybierzemy trasę po w miarę płaskim terenie, na którym bez większych problemów będzie można ciągnąć sanki. Po analizie mapy wybór padł na dolinę Sielskiego Potoku. Nie trzeba było nigdzie podjeżdżać samochodem; wystarczyło przejść kawałek wzdłuż głównej ulicy, odbić w Szlachtowej w lewo i po pokonaniu trasy przez wioskę, wpaść w las.
poniedziałek, 24 grudnia 2018
Wigilijne grzybobranie i Jarmuty zdobywanie
W górach, jak to w górach, pogoda zmienia się czasem bardzo dynamicznie. W niedzielę cały śnieg, jaki zastaliśmy po przyjeździe do Szczawnicy, spłynął, odsłaniając szaro-burość zimowej przyrody i ukryte w niej grzybki. Nie do końca wierzyłam prognozom przepowiadającym na poniedziałek opady śniegu i mróz, zwłaszcza, że kiedy w sobotę przed północą kładłam się spać, o dach ciągle bębnił deszcz. A jednak! Poniedziałkowy poranek był już porządnie poprószony śniegiem, który cały czas padał. Tylko temperatura przewyższała nieco prognozy i oscylowała w okolicy zera.
Pawełek przypomniał po przebudzeniu stary przesąd zgodnie z którym przez cały rok miało się darzyć tak, jak w wigilię. Zaśmiałam się i stwierdziłam, że skoro tak, to Michał z Krzychem przez cały rok będą się budzić przed czasem, a ja będę się do nich przytulać rano dłużej niż w powszedni dzień.:) Kierunek spaceru też był trochę podporządkowany przesądowi - wiedziałam, ze na Jarmucie rosną uszaki, a tam mieliśmy właśnie iść. Podarzyło się na tyle dobrze, ze teraz już wiem, co będę w przyszłym roku robić - pół dnia zbierać grzyby, a drugie pół dnia zajmować się ich obróbką.:) I na pewno będę się starać, żeby przesąd miał swoją moc.
niedziela, 23 grudnia 2018
Grzybowo-kolorowo nad Dunajcem
Przy śniadaniu Pawełek, obgadując mnie z naszą świąteczną gospodynią, stwierdził, że ja to tylko grzyby na spacerach widzę, a on tych grzybów wcale nie widzi, bo zupełnie się za nimi nie rozgląda. Później wyraził jeszcze żal z powodu niewykorzystywania jego uroczych zdjęć we wpisach na blogu. A przecież te jego zdjęcia są piękniejsze od moich, bo obrabiane na tysiąc sposobów. I to właśnie ta obróbka tyle czasu zajmuje, że ja nie mam cierpliwości na te jego fotki czekać. Wykorzystałam dziś te Pawełkowe wynurzenia i faktycznie patrzyłam na spacerze głównie za grzybami, a nie innymi okolicznościami przyrody i dzisiaj sobie napiszę własnie o grzybach znad Dunajca, a nie o spacerze jako takim. Zaczekam na obrobione, cudne zdjęcia Pawełkowe i dopiero wtedy pokażę co, oprócz grzybów, widzieliśmy.:)
W sobotę po południu popadało konkretnie. Deszcz bębnił po dachu również w nocy i wcale nie zamierzał przestać rano. Śnieg zniknął, a temperatura była bardzo przyjazna, czyli powstały idealne warunki dla zimowych grzybków. Zaraz po śniadaniu pan Jurek, miejscowy taksówkarz, zawiózł nas na Słowację, skąd mieliśmy zamiar, od Czerwonego Klasztoru, dojść do Szczawnicy przełomem Dunajca.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


